Żyjemy w świecie przepowszechnej manipulacji

Grabaż wskrzesił legendarną Pidżamę Porno. Co prawda nie grają już w starym składzie, jednak trzon pozostaje bez zmian: Grabaż, Kozak, Kuzyn. Nowa Pidżama pojawi się w połowie lutego na koncercie w Londynie. Korzystając z okazji, Sławek Orwat zadał Grabażowi kilka pytań.

____________________________________________________________________________________________________________________

Za trzy lata będziecie z Kozakiem obchodzić 30 lat istnienia Pidżamy. Rozmawiacie czasami o tamtych czasach?
– Jesteśmy coraz starsi i coraz rzadziej wspominamy tamte czasy. Napisałem o nich książkę i tam starałem się oddać wszystkie wspomnienia z tamtych lat, opisać je w miarę wiernie i dokładnie. Skoro już raz się to ukazało, nie ma sensu do tego wracać. Generalnie nie przywiązujemy zbyt dużej wagi do tego, co zrobiliśmy. Staramy się raczej patrzeć na to, co jeszcze możemy zrobić.

Znów założysz szapoklak?
– Tak.

„Pidżama Porno, jak i Strachy Na Lachy to ten sam ja i moja artystyczna wizja. Dla mnie nie ma podziału: Pidżama – Strachy. To, że nazywam się teraz Strachy Na Lachy, a nie Pidżama Porno, to są historie interpersonalne”. To twoje słowa sprzed roku. W jakim składzie Pidżama Porno wyjdzie na scenę londyńskiej Scali i czy będzie to ta Pidżama, na jaką latami czekałeś?
– Nie wiem, to się okaże. Pidżama Porno funkcjonuje teraz jako trio, czyli Kuzyn, Kozak i ja. Pomagają nam Lo i Maniek.

Czyli skład, który zagrał rok temu w Londynie jako Strachy Na Lachy?
– Wtedy grał z nami jeszcze Tom Horn, który być może pojawi się i tym razem, ale już po drugiej stronie sceny.

Strachy grały na koncertach niektóre kawałki Pidżamy. Czy teraz będzie odwrotnie?
– Nie. To, że Strachy grały kawałki Pidżamy, było częścią planu. Przez cały ubiegły rok Strachy wrzucały je na zasadzie treningu i przelecenia materiału. Możesz zamykać się przez trzy lata w sali prób, ale to nie zastąpi ci występu przed publicznością. Kiedy wykonujesz te utwory podczas koncertu, panują zupełnie inne warunki i okoliczności. Nie sztuką jest nauczyć się ich na próbie. Żeby potem dobrze żarły, muszą się przegryźć przez koncert.

Oba zespoły będą od lutego działały równoległe czy zawiesisz na jakiś czas Strachy?
– Będzie to wyglądało mniej więcej tak, że Strachy w wersjach klubowych będą trochę odchudzone. Za często ostatnio graliśmy. Ludziom trochę się już to przeżarło i można było to zauważyć. Mimo że dawaliśmy dobre koncerty, a niektóre nawet zajebiste, a ludzie świetnie się bawili, frekwencyjnie nie wyglądało to już tak dobrze jak rok czy dwa lata temu.

„Nikt do powiedzenia nie ma tu nic, choć wszyscy krzyczą głośno. O nas zapomniała historia. Po imieniu nam woła bieda, choć już sprzedaliśmy wszystko, co można było sprzedać…”*. Jak ty to robisz, że twoje teksty po 20 latach aż wyją aktualnością?
– Prawdopodobnie są prawdziwe.

To, co najbardziej mnie dotyka w twojej poetyce, to perfekcyjne trafianie w sedno i naturalizm opakowany w soczyste metafory. Do pisania takich tekstów niezbędna jest chyba ogromna empatia?
– Czy ona jest ogromna, czy nie, tego nie wiem. Mam w sobie pewnie tyle empatii, ile ma każdy normalnie funkcjonujący człowiek. Patrzyłem przed chwilą w lustro i nie zauważyłem u siebie żadnych przerostów empatii (śmiech). Empatia nie jest mi obca, ale… bez przesady.

„Orkiestra marsza gra na rynku, dzwony w kościołach, tylko chłopców tutaj nie ma. Urosły na nich zioła…”**. Chyba jeszcze nigdy za naszego życia groźba wojny nie była tak realna jak dziś. Czy ten i inne pacyfistyczne teksty nie powinny na nowo wybuchać ze scen, zanim już nawet zioła na grobach spłoną?
– Napisałem wtedy tę piosenkę, ponieważ czułem taką potrzebę. Była ona pisana w czasach wojny bałkańskiej, czyli całkiem niedawnej i dziejącej się w bliskiej nam terytorialnie, mentalnie i antropologicznie rzeczywistości. Tekst był inspirowany wierszem „Marsz” Brunona Jasieńskiego napisanym tuż po I wojnie światowej. Ten obraz był w taki sposób stylizowany i z takiej ludowej ballady wyszedł. Wcześniej napisałem inną piosenkę o tym, że wojna nie jest stanem naturalnym. Jeśli dochodzi do jakiegokolwiek wrzenia, to jest ono spowodowane propagandą i działaniami politycznymi. To, co dzieje się teraz w Rosji z ludźmi, którzy jeszcze nie tak dawno w stu procentach popierali Putina i jego działania wobec Ukrainy, pokazuje, jak krótka jest droga pomiędzy tym, czego ci ludzie oczekują i co jest dla nich stanem naturalnym – a tym, w jaki sposób dają się manipulować. Żyjemy w świecie przepowszechnej manipulacji i dlatego uważam, że takie piosenki jak „Chłopcy idą na wojnę” czy inne nawołujące do tego, by myśleć, są raczej głosami wołających na puszczy.

Mówisz o wszepowszechnej manipulacji. Podzielasz popularną ostatnio w niektórych kręgach opinię, że demokracja w obecnej postaci to system nieskuteczny i w niedługim czasie może zostać zastąpiony innym?
– Tak daleko bym się nie posunął. To, że demokracja przybrała obecnie takie, a nie inne formy, w dużej mierze spowodowała apatia społeczeństw. Kiedy jednak te społeczeństwa postanawiają w końcu wziąć sprawy w swoje ręce, okazuje się, że na drodze pokojowej można wiele osiągnąć. Gdyby ktoś we wrześniu ubiegłego roku powiedział mi, że w listopadzie będziemy mieli nowego prezydenta Poznania, pewnie bym w to nie uwierzył. Opór społeczeństwa wobec kolejnej kadencji dotychczasowego prezydenta okazał się jednak tak wielki, że właśnie dzięki demokracji udało się tej zmiany dokonać. Okazuje się, że nie jesteśmy skazani na to, aby oglądać w telewizji ciągle te same ryje, czy to z lewej, czy z prawej strony. W dużej mierze zależy to jednak od nas, bo idąc na wybory i mając do dyspozycji tylko jeden głos, niemożliwe może stać się możliwe, realne i namacalne. Pokazuje to także przykład Słupska, gdzie prezydentem został Robert Biedroń. Jeszcze trzy, cztery lata temu nikomu nie mieściłoby się to w głowie, a jednak to się zdarzyło. To jest właśnie urok i istota demokracji. Jednocześnie każdy system, który jest niekontrolowany, zaczyna dość szybko jałowieć, wynaturzać się i poddawany jest manipulacjom, a kiedy społeczeństwo jest bierne i manipulowane, to demokracja przestaje być skuteczna. Winston Churchill powiedział, że demokracja to najgorszy system, ale dotychczas nie wymyślono nic lepszego. Podpisuję się pod tym obiema rękoma.

Podczas naszej rozmowy sprzed roku powiedziałeś, że dobrnęliśmy obecnie do takiego momentu, że polska rzeczywistość już od dawna wygląda jak szlaka, a próby kontaktu między sobą przypominają wylewane kupy z rur. Z tego, co powiedziałeś przed chwilą, wynika, że coś jednak zmienia się w naszej świadomości…
– Nigdy nie przykładałem zbytniej wagi do wyborów samorządowych. To wszystko dotychczas działo się gdzieś obok mnie. Ostatnie wybory pokazały jednak, że jeszcze żyjemy i że pod powierzchnią mułu i szlamu są całkowicie żywi ludzie, którzy w końcu zdali sobie sprawę z tego, że mogą coś zmienić. Zrobili więc użytek z kartek wyborczych i nagle okazało się, że to, co w kilku miejscach wydawało się niezmienne i nieśmiertelne, mogło zostać zmienione – i właśnie to jest dla mnie szalenie istotne. A co do tych „rur”, to niestety główny nurt wciąż nimi płynie.

Pidżama Porno + Gabinet Looster
Scala
15/02/2015
Londyn

Sławek Orwat | Cooltura
Fot | za http://www.kadr.org.pl/

cooltura_logo_150