Zatłoczona Wielka Brytania

Wielkiej Brytanii gwałtownie przybywa mieszkańców. W ciągu najbliższych 20 lat populacja ma wzrosnąć o 13 mln osób, a już dziś niektóre drogi czy pociągi są przeciążone.

Wielkiej Brytanii gwałtownie przybywa mieszkańców. W ciągu najbliższych 20 lat populacja ma wzrosnąć o 13 mln osób, a już dziś niektóre drogi czy pociągi są przeciążone.

Dziesięć lat temu to była spokojna okolica, gdzie wszystkich mieszkańców można było poznać w ciągu paru miesięcy. Dziś nie znam nikogo z sąsiadów spoza „starej gwardii”. Nowi mieszkańcy wprowadzają się i wyprowadzają co kilka miesięcy, na ulicy powstały trzy budynki mieszkalne i dwa supermarkety. Tłok zabija tą dzielnicę – uważa 31-letnia Patrycja, dziennikarka mieszkająca od 10 lat we wschodnim Londynie. W kraju mieszka dziś więcej ludzi niż kiedykolwiek.

W 2010 roku badacz zajmujący się biedą Frank Field, historyk Lord Skidelsky i były arcybiskup Canterbury Lord Carey stworzyli raport „Declaration of Population”. Wieszczyli w nim, że do 2030 roku kraj osiągnie 70 milionów mieszkańców. Wyliczenia Office for National Statistics są jeszcze odważniejsze – już do końca obecnej dekady z dzisiejszych 65 milionów osób przybędzie 4,6 miliona ludzi, czyli ponad milion rocznie. To największy wzrost od 50 lat. W tym czasie Wielka Brytania zacznie się wysuwać na czoło najbardziej zaludnionych krajów Europy.

Miasto się rozrasta

– W naszym osiedlowym parku można się poczuć w letni weekend jak na festiwalu muzycznym albo podczas sylwestra. Spacerowanie w ciszy jest praktycznie niemożliwe – narzeka 27-letnia Jola, fryzjerka z Londynu. To najbardziej zatłoczone dziś miasto, w którym liczba mieszkańców pobiła swój historyczny rekord, osiągając 8,6 miliona. W ciągu najbliższych 35 lat ma tu być 11-13 milionów osób. Dla porównania, w Delhi, gdzie w metrze trudno poruszać się często w tłumie, a zdesperowani przybysze z braku mieszkań śpią na ulicy, mieszka dziś 17 milionów ludzi. – Gdy w latach 90. zaczęło gwałtownie przybywać mieszkańców, nie zwracaliśmy na to uwagi – przyznał na łamch  Telegraph demograf z Uniwersytetu w Oxfordzie, Sanny Dorling. – Mamy na Wyspach Brytyjskich tradycję nie zauważania takich zmian społecznych dostatecznie szybko – zauważa rozmówca.

Za małe domy

Stowarzyszenie Brytyjskich Architektów wyliczyło ostatnio, że ponad połowa nowo wybudowanych mieszkań jest za mała dla współczesnej rodziny. Powód? Coraz mniej dużych działek i konieczność zapewnienia w szybkim tempie mieszkań tysiącom ludzi. Polacy, z których wielu na Wyspach zaczynało od pokoju czy mieszkania dzielonego z kilkoma osobami (rekordziści potrafili mieszkać w kawalerce w kilkanaście osób), są przyzwyczajeni do ścisku, jednak powoli i dla zwykłych londyńczyków miniaturowe mieszkania przerobione przez landlordów tak, by na jednym piętrze domu pomieścić więcej osób, przestają być czymś dziwnym. Zapotrzebowanie jest tak duże, że w prasie pojawiają się nawet ogłoszenia, w których ponad 1000 funtów trzeba zapłacić za kawalerkę, w której poza łóżkiem nie mieści się praktycznie nic.

Wciąż jednak to nie jest problem wszystkich miast. Liverpool czy Glasgow dziś mają zaledwie połowę mieszkańców, którzy zasiedlali te metropolie jeszcze w połowie XX wieku. Podczas gdy Anglia ma 410 osób na kilometr kwadratowy (drugie miejsce w Europie), na kilometrze walijskiej ziemi mieszka tylko 150 osób, w Irlandii – 135 osób, a w Szkocji – 70. Niedługo może się okazać, że zmęczeni ściskiem mieszkańcy południa zaczną „pielgrzymować” na północ, by zaznać nieco wytchnienia.

Na poprawę za późno?

David Cameron od jakiegoś czasu za jeden z najważniejszych celów swojej kadencji postawił sobie walkę z przybyszami napływającymi z całego świata. Ograniczenia w pobieraniu świadczeń i ostrzejsze kontrole na granicy to tylko niektóre pomysły premiera. Specjaliści ostrzegają jednak, że rząd w rzeczywistości może zrobić niewiele by zapobiec temu zjawisku w perspektywie najbliższych 40 lat. Po pierwsze dlatego, że za napływ ludności odpowiadają nie tylko uchodźcy spoza Europy, ale też kilka innych czynników (jak zapotrzebowanie na pracowników niższego szczebla czy naturalny ruch wewnątrz Unii).

Poza tym, nowi mieszkańcy, którzy już są na Wyspach, właśnie zakładają lub powiększają rodziny, więc na walkę z rosnącym trendem demograficznym jest już zwyczajnie za późno. Choć w Szkocji czy Walii wciąż nie jest tłoczno, to gdyby liczyć samą Anglię, to jest ona jednym z najbardziej gęsto zaludnionych miejsc na świecie po Bangladeszu, Tajwanie, Korei Południowej czy Rwandzie. A te dane Migration Watch pochodzą jeszcze sprzed kryzysu imigracyjnego.

Ledwo wybudowali a już…

Największe oblężenie z powodu rosnącej liczby mieszkańców przeżywają środki transportu, w tym metro, z którego rocznie korzysta 1,26 miliarda pasażerów. Gdy w 2008 roku rozbudowywano północną halę dworca King’s Cross St Pancras, obiecywano, że przeprowadzona za prawie 400 mln funtów zmiana usprawni ruch na dworcu na następne dziesięciolecia. Już dziś wiadomo, że to się nie udało. W porannych godzinach szczytu często trudno przecisnąć się wśród przechodniów zmierzających na peron i nie raz zdarzało się, że tunele dla przechodniów „zatykały się” na tyle, że zarządzano ewakuację. Konieczne są też poważne zmiany na stacjach Victoria i Bank. – Metro w godzinach szczytu nie jest dla każdego. Staram się nie jeździć wtedy z dziećmi, bo jest zwyczajnie za duży ścisk i trudno usiąść – mówi 30-letnia Kasia, gospodyni domowa z Londynu. Organizacja London First obliczyła, że za 15 lat stacja Waterloo będzie tak „napakowana”, że co godzinę potrzeba będzie dodatkowych 20 pociągów, by zabrać czekających na peronie pasażerów. Problem w tym, że wtedy metro się „zatka” i ruch będzie znacznie spowolniony.

Lotnisko na wodzie?

Lotniska też zanotowały w zeszłym roku swoje rekordy. Na Heathrow, Gatwick i w Manchesterze podróżnych było najwięcej w historii. Przez Heathrow miesięcznie przemieszcza się ponad 7 milionów podróżnych. Doradca burmistrza ds. lotnictwa twierdzi, że Heathrow, które po wojnie startowało jako mały port lotniczy pośród łąk, dziś zabrnęło w „ślepą uliczkę”, a dalsza rozbudowa powoli przestaje być możliwa. Boris Johnson miał nawet plany na nowe lotnisko, jednak brzmiały one nieco jak science-fiction.

Za 65 miliardów funtów miał powstać gigantyczny port lotniczy na wyspie, jednak z projektu nic nie wyszło z uwagi na jego śmiałość i brak funduszy. Jednak problem zbyt małego lotniska i zakorkowanych dojazdów pozostaje. Zobaczymy, jak poradzi sobie z tym wyzwaniem nowy burmistrz. – Kolejki na Heathrow to codzienność. Jeśli ruch ma być jeszcze większy, to rzeczywiście trudno to sobie wyobrazić. Ale nie chce mi się też wierzyć w tak wielkie przedsięwzięcie jak jeszcze większe lotnisko w ciągu najbliższych lat. Więc z Heathrow pewnie się jeszcze pomęczymy – uważa Marta, 40-letnia właścicielka firmy, która często lata z tego portu lotniczego.

Śmiałe plany

Śmiałe pomysły dotyczą też kolei, gdzie zatłoczenie staje się równie dotkliwe. Zarządcy kolei już jakiś czas temu mówili o konieczności zmniejszenia siedzeń i wprowadzenia… pociągów dwupiętrowych, które mogłyby pomieścić ponad 50 proc. więcej pasażerów. – To zależy od trasy. Ja nie zauważyłam jakiegoś dramatu w pociągach. Ale prawdopodobnie brytyjska kolej ma inne standardy niż nasza polska. Tu pewnie tłok jak w PKP, gdzie czasem trzeba siedzieć całą drogę w przejściu lub toalecie, nie jest standardem – śmieje się Marta, wspominając odbytą kiedyś na stojąco podróż z Krakowa do Kołobrzegu.

Dziś najbardziej zatłoczone pociągi na Wyspach jeżdżą na trasach Glasgow Central – Manchester Airport, Manchester Airport – Edinburgh, Reading – London Paddington, London Heathrow – London Paddington i Reading – London Paddington. Każdego ranka ok. 150 tys. osób jest zmuszonych stać w pociągu. Sytuację miało poprawić otwarcie linii Crossrail. – Crossrail będzie przepełnione w kilka miesięcy po otwarciu. Populacja będzie dalej rosła do 10 mln ludzi. Crossrail 2 już teraz staje się niezbędne – twierdzi jednak sir Peter Hendy, komisarz miasta ds. transportu.

Wieczny korek

– W Warszawie narzekałam na korki, które trwały od 7:00 do 9:00 rano i przez kilka godzin po południu. W Londynie są dni, że korek trwa od rana do północy – mówi 25-letnia Jagoda, która zajmuje się zaopatrzeniem w jednym ze sklepów, więc zna na wylot londyńskie drogi. Coś w tym jest, a potwierdzają to zeszłoroczne badania korków w różnych miastach świata (łącznie badano ponad 100 metropolii). Okazało się, że Londyn jest jednym z najbardziej zakorkowanych miast kontynentu, a kierowcy spędzili tu, oczekując na przejazd, średnio 101 godzin w zeszłym roku. Warto przy tym wiedzieć, że stolica kraju była jedynym miastem, które przekroczyło próg 100 godzin w korku. Dla porównania w Manchesterze, stojąc na drodze, spędzamy średnio „tylko” 51 godzin rocznie. Mamy jednak dobrą i złą wiadomość. Zacznijmy od tej pierwszej: trwa właśnie wdrażanie kosztującego ponad 4 mld funtów planu rozbudowy miejskich dróg tak, by bardziej nadawały się do jeżdżenia. Minus? Wywołane ulepszeniami roboty drogowe mogą w najbliższych latach powodować utrudnienia na  drodze i… korki.

Czekając na przyjęcie

Sytuacja powoli staje się dramatyczna również w szpitalach. Organizacje pozarządowe ostrzegają, że obłożenie stale utrzymuje się na poziomie 85 proc., a to maksimum, przy którym służba zdrowia jest w stanie zapewnić pacjentom odpowiednią opiekę. Z kolei The College of Emergency Medicine ostrzega, że w ub. roku nawet 500 osób zmarło dlatego, że za długo czekało na opiekę lekarską. Powód? Przeciążenie szpitali. 350 osób w ogóle nie zostało zdiagnozowanych na czas, a 150 nie dostało miejsca w szpitalu, bo panowało zbyt duże obłożenie. – Nie ma co porównywać z Polską, bo tam to jest dramat – tłumaczy 37-letnia Jolanta, pielęgniarka z Oxfordu. – Ale faktycznie ludzi jest coraz więcej. Każdy bierze dodatkowe dyżury, bo inaczej szpital by nie dał rady – dodaje.
Baby boom ostatnich lat postawił w trudnej sytuacji dyrektorów szkół, którym brakuje już miejsca dla nowych uczniów.

Oficjalne statystyki wskazują, że zabraknie 10 tysięcy miejsc w podstawówkach tylko w ciągu najbliższych czterech lat. Midlands i Anglia Północna w roku szkolnym 2019-2020 będą miały… więcej uczniów niż miejsc w szkole. Z kolei magazyn edukacyjny TES opisuje planowaną rozbudowę jednej ze szkół, w której pomieścić się ma jednocześnie 2500 uczniów. – Patrzmy na to pozytywnie. Mnóstwo nowych mieszkańców Wielkiej Brytanii to Polacy, dlatego będzie w najbliższym czasie dużo pracy dla naszych nauczycieli czy lekarzy. Już teraz polskojęzyczny personel jest w cenie, czego jestem przykładem – tłumaczy Jolanta.

Sonia Grodek

goniec_150

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

/Autor

Strach siedzieć w brytyjskich więzieniach

Brytyjskie więzienia nie są w stanie powstrzymać rekordowej skali przemocy, samobójstw, samookaleczeń i przyjmowania narkotyków. We wszystkich tych przypadkach jest tam coraz gorzej – poinformował główny inspektor więziennictwa.

INFORMACJE I BIZNES

/Autor

Strach siedzieć w brytyjskich więzieniach

Brytyjskie więzienia nie są w stanie powstrzymać rekordowej skali przemocy, samobójstw, samookaleczeń i przyjmowania narkotyków. We wszystkich tych przypadkach jest tam coraz gorzej – poinformował główny inspektor więziennictwa.

OPINIE I PUBLICYSTYKA

/Autor

Przychodzi Polak do brytyjskiego lekarza

Kiedy zapytałam koleżankę o jej opinię na temat bezpłatnego w końcu GP, czyli brytyjskiej przychodni, ta odpowiedziała niemalże natychmiast, że pracują tam nie lekarze, tylko „patałachy”, którym nie chce się sięgnąć po leki lepsze niż zwykły paracetamol. - Tak się składa, że paracetamol to ja sobie sama mogę wziąć bez ich łaskawej konsultacji – dodała koleżanka.

STYL I KULTURA

/Autor

Tabletki antykoncepcyjne obniżają libido?

Antykoncepcja hormonalna, choć jest jedną z najskuteczniejszych metod zapobiegania ciąży, może powodować również wystąpienie skutków ubocznych. Do jednych z najbardziej uciążliwych dla kobiet należy spadek popędu seksualnego.