» Sylwia Milan | źródło: Daily Express

Zamiast kredytu na dom Autobus czy pociąg?

_________________________________________________________________________________________________

Lizzy Stroud (44 l.), nauczycielka muzyki, z mężem Dave’em (52 l.), inżynierem, i dwojgiem dzieci: Poppy (13 l.) i Walterem (16 l.) wprowadzili się do pociągu

W 1992 r. małżeństwo przymierzało się do kupienia swojego pierwszego domu. Wtedy okazało się, że jedyne, na co mogą sobie pozwolić, to kawałek wagonu wystawionego na licytację. Ciuchcia od lat 50. nie wyjeżdżała na tory. W starym pociągu jest dziś 5 pokoi. Później dokupili od kolei przechowalnię bagażu za 175 funtów, w której urządzono pokój dla gości, z sypialnią, łazienką i ogródkiem. Z czasem tak im się spodobało, że dokupili jeszcze kilka wagonów. Dostali pozwolenie, by niektóre z nich ustawić blisko plaży w jednej z letniskowych miejscowości. W części wagonów mieszkają, inne wynajmują turystom. – Niektóre wagoniki to perełki w wiktoriańskim stylu. Zainwestowaliśmy w nie tysiące funtów, przygotowując luksusowe pokoje na wynajem. Nasz dom i hotel na szynach są efektem wspólnej pracy całej rodziny. Przedsięwzięcie, które z początku wyglądało desperacko i było dowodem naszej mizernej kondycji finansowej, z czasem stało się stałym zajęciem i przygodą, którą cały czas przeżywamy wspólnie z dziećmi – przyznaje małżeństwo z Kornwalii.

Daniel Bond (29 l.), elektryk, z żoną Stacey (23 l.), kucharką, wprowadzili się do autobusu

Za 3 tys. funtów kupili na eBayu piętrusa z 1991 r. Młode małżeństwo nie miało na mieszkanie ani nawet na depozyt, pozwalający ubiegać się o kredyt. Postanowili więc własnymi siłami przekształcić w dom piętrowy autobus. Za izolację, instalację elektryczną, ogrzewanie i inne materiały zapłacili 8 tys. funtów. Przez 5 miesięcy Daniel z teściem remontowali nowe „lokum” własnymi siłami. W autobusie, zaparkowanym w Folkestone w Kent, małżeństwo mieszka już kilka lat. Za dwie sypialnie, pokój gościnny, kuchnię, łazienkę, a nawet mały bar miesięcznie płacą 200 funtów. W opłacie tej zawiera się wynajem gruntu pod parking, woda i prąd. – Nasz dom na kółkach stoi w sporej odległości od innych gospodarstw, więc zdarzało nam się urządzać głośne imprezy bez najmniejszych konsekwencji. To duża wolność i przyjemność – mówi Daniel. – Kiedy po raz pierwszy przyszło mi do głowy takie rozwiązanie, żona nie była zachwycona. Z drugiej strony, nie mieliśmy większego wyboru. Kawalerka w naszej okolicy to wydatek rzędu 70 tys. funtów. Jestem samozatrudniony, więc kredytu łatwo bym nie dostał. Nie mówiąc o tym, że nie mieliśmy nawet na sam depozyt. Zamiast wyrzucać w błoto tysiące funtów na czynsz, adaptacja autobusu wydała się rozsądnym pomysłem. Myślę nawet o tym, żeby kupić następny. Na wynajem oczywiście – dodaje.

Sylwia Milan | źródło: Daily Express

cooltura_logo_150

Sharing is caring!