Zakupy bez bólu głowy

Zupełnie inne wtyczki, problemy z gwarancją, niepasujące rozmiary – towary kupione na Wyspach często dopiero w Polsce ujawniają swoje wady.

Kupno sprzętu elektronicznego czy ubrań w brytyjskich sklepach może przynieść nam średnio 35 proc. oszczędności w stosunku do zakupu w polskich sklepach tabletu czy telefonu i nawet 65 proc. jeśli chodzi o ubrania – wynika z danych PayPal. Zdarza się jednak, że tanie zakupy kończą się dodatkowymi wydatkami, a nawet koniecznością odstawienia niedziałającego sprzętu na półkę. Tego doświadczył 36-letni Jacek z Warszawy, który podczas pobytu w Wielkiej Brytanii kupił na aukcji duży telewizor z płaskim ekranem marki Pioneer.

– Sprzęt wyglądał na prawie nieużywany, miał komplet dokumentów, a kosztował przy tym niecałe 100 funtów. Mieszkałem wtedy w wynajętej klitce i po pracy miałem co najwyżej czas na oglądanie filmów na laptopie, więc przez parę miesięcy stał w kącie i czekał. W końcu zapakowałem go w samochód i wróciłem z nim do Polski – opowiada. W domu jednak okazało się, że nie wszystko jest tak, jak być powinno.

– Sprzęt nie działał. Zaniosłem go do naprawy, a właściciel zakładu sprawdził i stwierdził, że brakuje jednej małej, ale bardzo istotnej części, która pozwala w Polsce odbierać… obraz. Nad Wisłą telewizory tej firmy to rzadkość, a za sprowadzenie części z Wysp mój mechanik zażyczył sobie tyle, ile kosztował sam sprzęt. Na reklamację było już za późno. Telewizor służy mi teraz jako… efektowny blat od stołu – kończy Jacek.

Sprawdzaj przed kupnem

Jak widać, przed zakupem używanej elektroniki warto sprawdzić dobrze cały sprzęt, bo powrót na Wyspy tylko po jedną część może być po prostu nieopłacalny. Większość starszych modeli brytyjskich telewizorów w Polsce nie odbiera też dźwięku, bo operują innym systemem. Przestrojenie powinno kosztować ok. 50 złotych. Może też pojawić się konieczność kupienia zewnętrznego tunera do brytyjskich sprzętów, które nie pokazują obrazu w przypadku telewizji cyfrowej. Najprostszym sposobem na to, by mieć pewność, że sprzęt jest kompatybilny jest sprawdzenie w momencie zakupu menu i znalezienie w nim ustawienia dla Europy lub polskiej wersji językowej. Jeśli ich nie ma, sprzęt może w Polsce nie działać.

Telewizor nie do oglądania

Bywa też tak, że problemem jest brak możliwości wymiany lub reklamacji towaru. Unijne prawo chroni nas w przypadku towaru niezgodnego z umową nawet wtedy, gdy zakupu dokonaliśmy na Wyspach czy przez internet. Przez pierwsze pół roku towar mamy prawo zwrócić, jeśli z winy producenta nie jest możliwe jego użytkowanie lub sprzęt nie działa tak, jak obiecywano nam przed zakupem. Po upływie pół roku to my będziemy musieli udowodnić, że usterka nie powstała z naszej winy i od tego zależy, czy serwis bezpłatnie naprawi sprzęt lub wymieni go na nowy. W razie problemów można zgłosić się do Europejskiego Centrum Konsumenckiego, które służy pomocą, również w języku polskim.

Na gwarancji. Ale gdzie?

Inaczej jest w przypadku gwarancji. Ta zależy od dobrej woli producenta i jej czas trwania może różnić się w zależności od kraju, w którym kupujemy. Przykładowo, kupiony w Londynie tablet Samsung będzie objęty taką samą gwarancją, jak ten nabyty w salonie w Warszawie, jednak już niektóre kupione w Wielkiej Brytanii produkty Sony mają roczną gwarancję i przez tyle obowiązuje ona w Polsce – mimo że w polskim sklepie taki sam sprzęt może być objęty gwarancją na dwa lata. Najgorzej jest w przypadku osób, które kupiły sprzęt, jakiego w Polsce nie można nabyć.

– Zrobiłam sobie prezent i kupiłam w Londynie na promocji bardzo drogi, specjalistyczny komputer firmy, której sprzętów nie da się dostać w Polsce. Gdy rok później pojawiły się problemy z ekranem, zajrzałam do gwarancji i przeżyłam zaskoczenie, gdyż okazało się, że najbliższy serwis firmy jest w Londynie – opowiada 28-letnia Karolina z Gdańska, grafik komputerowy. Karolina nie miała czasu ani pieniędzy, by odbyć dwie wycieczki na Wyspy (po dostarczenie i odbiór sprzętu z serwisu). W przypadku tak cennego przedmiotu jego wysyłka i ubezpieczenie również mijały się z celem.

W końcu oddała sprzęt do pobliskiego serwisu, gdzie musiała zapłacić krocie za naprawę. Przy okazji straciła prawo do napraw w autoryzowanym serwisie w przyszłości, bo wiele serwisów odmawia wymiany czy naprawy sprzętu, przy którym „grzebał” już ktoś inny. Warto zatem, kupując sprzęt, dokładnie przeczytać warunki umowy, reklamacji i zasięgu gwarancji, aby uniknąć przykrej niespodzianki. Dodatkowej gwarancji często udziela sklep czy sieć sklepów. Nawet jednak, jeśli taki sam sklep jest w Polsce, warto upewnić się przed zakupem, że uzna gwarancję wystawioną w innym kraju.

W sklepie lub u elektryka

Innym problemem są angielskie wtyczki sprzętów. – Kupiłem mojej siostrze na święta lokówkę, o której marzyła i wysłałem kurierem. Niestety po kilku dniach dowiedziałem się, że wtyczka nie pasowała i nie użyła jeszcze lokówki, bo bała się ją podłączyć – opowiada 40-letni Dominik, magazynier z Leeds. Niektórzy próbują przerabiać wtyczki lub na siłę „upychać je” w gniazdku, jednak nie jest to zbyt bezpieczne rozwiązanie.

Na szczęście w internecie, sklepach elektronicznych i marketach często można kupić adapter zasilania z angielskiej wtyczki do gniazda polskiego, który wystarczy tylko podłączyć do kontaktu. Jeśli mamy dużo brytyjskiego sprzętu, możemy do takiego adaptera podłączyć kupiony na Wyspach rozgałęziacz. Jeśli nie chcemy mieć w domu zbyt wielu dodatkowych kabli, możemy poprosić elektryka o przerobienie końcówki brytyjskiej na taką, którą da się włożyć do polskiego kontaktu (napięcie jest identyczne).

Piękna, ale za mała

Okazuje się jednak, że nie tylko kupno angielskiego sprzętu elektronicznego to spore wyzwanie. Podobnie jest z ubraniami, o czym przekonał się 23-letni Marcin, który podczas wizyty u rodziny w Londynie wybrał się do sklepów na zakupy z myślą o swojej dziewczynie. – Często chodzimy razem na zakupy więc wiem, że nosi rozmiar 38, czyli w amerykańskiej numeracji 8. Miała wymarzony model sukienki w drogim sklepie, który mierzyła już w Polsce. Postanowiłem kupić jej ten model na urodziny w Londynie, gdzie ubrania są często tańsze – mówi. Sukienka faktycznie była tańsza o 150 funtów, ale niestety, po powrocie do Polski okazało się, że jest… za mała. Brytyjski rozmiar 8 to amerykański 6, czyli nasz 36. Warto o tym pamiętać, robiąc zakupy.

W Polsce nie obejrzysz

Jeszcze innym pomysłem na nowoczesny prezent może być wykupienie dostępu do filmów czy ulubionej gazety on-line. Jest to możliwe w większości serwisów, również tych z grami komputerowymi (jak Steam). W niektórych istnieje nawet możliwość kupienia konta na prezent, dzięki czemu obdarowany otrzyma miłą wiadomość z życzeniami i kodem aktywującym. Jednak i tu jest kilka haczyków. Wszystko to nie dotyczy najpopularniejszych płatnych serwisów z filmami na Wyspach – Netflix i Hulu. Nawet, jeśli kupimy komuś film czy miesięczny dostęp, nie będzie go mógł odtworzyć w Polsce! Podobnie jest z popularnym w Polsce Player.pl. Jeśli kupimy do niego dostęp i wyjedziemy za granicę, niestety nie obejrzymy wybranego programu. Problemu nie ma za to w dostępie do polskiej czy brytyjskiej prasy on-line – wystarczy się zalogować i ze swojej prenumeraty możemy korzystać w każdym miejscu na świecie.

Sonia Grodek

goniec_150

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

INFORMACJE I BIZNES

OPINIE I PUBLICYSTYKA

STYL I KULTURA