Zakazane słowo

» Joanna Goldberg

Wczoraj znów mój wzrok przelotnie spoczął na pierwszej stronie jakiegoś dziennika. Po prostu w markecie, koło gazetowego stoiska ktoś zasłonił się płachtą gazety i czytał coś, co go zainteresowało w środku, a na pierwszej stronie znów był wielki tytuł i twarz zapłakanej kobiety. Kobiety – matki. Białej, europejskiej kobiety, której syn stał się wojownikiem dżihadu.

_________________________________________________________________________________________________________________

Kolejna kobieta, kolejny syn, kolejna tragedia, która wraz z tysiącami innych splata się w powróz, na którym ma zawisnąć nasza demokratyczna, europejska cywilizacja. I nie tylko europejska.

Miałam zamiar już dawno napisać ten tekst, ale nie wiedziałam jak, bo zawiera zakazane słowa .) Puszczam oczko, choć wcale mi nie do śmiechu. Zakazane słowa mnie denerwują. Nie można mówić, że nie trzeba budować tylu meczetów w Europie, nie można mówić, że nie można pozwolić na budowę islamskich szkół o ortodoksyjnej orientacji, szkół, w których dziewczynek właściwie nie uczy się niczego poza posłuszeństwem wobec mężczyzny, a chłopców jedynie wybranych sur Koranu. Takich rzeczy nie wolno mówić, bo to obraża wolność wyznania zagwarantowaną konstytucyjnie wszystkim obywatelom i mieszkańcom Zjednoczonej Europy.

A tymczasem ostatnie doniesienia prasy światowej alarmują, że największymi wojownikami walczącego islamu wcale nie są Arabowie. Widać to i w prasie i w telewizji. Oni rekrutują sobie armię wśród nas, białych Europejczyków. To jest przerażające, ale niestety, prawdziwe. Zarówno w UK, jak i w Niemczech młodzi ludzie niemal masowo nawracają się na islam. Statystyk można poszukać w Google, ja nie jestem od statystyk, tylko od opowiadania Państwu, co widziałam własnymi oczami, taka już moja rola.

Muszę z niechętnym uznaniem przyznać, że strategów to oni mają świetnych, nie od dzisiaj zresztą. Jak każdy żołnierz podziwiam przeciwnika i jego metody działania niezależnie od tego, jak bardzo są barbarzyńskie, czy też cywilizowane. Na wojnie chodzi o skuteczność, a oni są naprawdę bardzo skuteczni. Walczą obiema metodami: i realną bronią i psychologią, czyli praniem mózgu.

Atak talibów na szkołę w Peszawarze. Wśród zabitych jest 132 uczniów i dziewięciu pracowników szkoły, prowadzonej przez wojsko. Około 120 osób zostało rannych. Dziewięciu terrorystów, przebranych w mundury wojskowe, wtargnęło rano do szkoły. Jeden z nich zdetonował ładunek wybuchowy, który miał przy sobie, a pozostali rozbiegli się po klasach i zaczęli strzelać do dzieci i pracowników. Szkoła została otoczona przez żołnierzy pakistańskich sił specjalnych, którzy zaatakowali budynki. Udało się z nich wyprowadzić kilkuset uczniów. Żołnierze przez 9 godzin walczyli z terrorystami, którzy zabarykadowali się w budynkach. Około 14.00 zabito ostatniego z nich. Żołnierze przeszukali następnie szkołę, rozbrajając pozostawione przez terrorystów ładunki wybuchowe. Do ataku przyznali się pakistańscy tamtejsi talibowie. Oświadczyli, że jest to odwet za ataki armii na ich rodziny i dzieci (Źródło: onet.pl | Fot: Daily Mail)

Atak talibów na szkołę w Peszawarze. Wśród zabitych jest 132 uczniów i dziewięciu pracowników szkoły, prowadzonej przez wojsko. Około 120 osób zostało rannych. Dziewięciu terrorystów, przebranych w mundury wojskowe, wtargnęło rano do szkoły. Jeden z nich zdetonował ładunek wybuchowy, który miał przy sobie, a pozostali rozbiegli się po klasach i zaczęli strzelać do dzieci i pracowników. Szkoła została otoczona przez żołnierzy pakistańskich sił specjalnych, którzy zaatakowali budynki. Udało się z nich wyprowadzić kilkuset uczniów. Żołnierze przez 9 godzin walczyli z terrorystami, którzy zabarykadowali się w budynkach. Około 14.00 zabito ostatniego z nich. Żołnierze przeszukali następnie szkołę, rozbrajając pozostawione przez terrorystów ładunki wybuchowe. Do ataku przyznali się pakistańscy tamtejsi talibowie. Oświadczyli, że jest to odwet za ataki armii na ich rodziny i dzieci (Źródło: onet.pl | Fot: Daily Mail)

Zabijają z pokazowym okrucieństwem i bez żadnych hamulców, a własne zbrodnie przekształcają w nasze przypisując je nam w sposób tak perfekcyjny, że te młode rzesze głupców bez wahania i ze wstrętem odwracają się od swoich korzeni i dążą ku tak zwanemu lepszemu światu i ku nagrodzie, której tu i teraz próżno byłoby im szukać. Jedną z dźwigni, na której się to wszystko opiera, jest pogrywanie na bębenku bardzo surowej moralności. Dla każdego nawracającego się na nową wiarę ten bębenek będzie odgrywał inną melodię, w zależności od tego, co w człowieku siedzi, ale tak to już jest, że te melodie w ortodoksyjnym islamie zawsze spływają w nurt wspólny, który gromkim echem odzywa się z wieżyczek minaretów.

To w sumie prosty mechanizm psychologiczny, na czymś takim Hitler oparł swój fenomen – pokazać sfrustrowanym masom cel. Tylko, że Hitler znalazł te sfrustrowane masy we własnym kraju, a ortodoksyjny islam musi ich szukać po całym świecie. Nic to jednakże trudnego, bo wszędzie jest ich pełno. Nad całym światem nie będę się rozwodzić, bo zasnęliby Państwo nad tym wykładem historyczno – socjologicznym, i tak mi się zarzuca, że moje teksty trudno się czyta, ale nie ma sposobu wytłumaczyć pewnych zjawisk za pomocą ilości znaków obowiązujących na Twitterze, bo to jest narzędzie dla głupców (nota bene chętnie wykorzystywane do manipulowania masami), a tu trzeba myśleć. Do wygrywania wojen rzadko kiedy potrzebna jest tak płytka analiza sytuacji bieżącej, żeby można ją było zawrzeć w meldunku jednego agenta. Do tego potrzebne są nieco szersze horyzonty i zasób wiedzy. Natomiast co do Europy, to powiem krótko, że udało nam się wytworzyć pokolenie młodych ludzi, którzy nie mają w życiu celu. Ich jedynym celem życiowym jest najnowsza gra video, wielki telewizor, najlepszy samochód… etc. I znowu, jak zwykle, powody frustracji są dwa – jednym się to już znudziło i potrzebują lepszych, mocniejszych wrażeń, inni mogą o tym tylko pomarzyć, są wściekli i zbuntowani, więc nie mają nic do stracenia.

Mężczyźnie udało się przeżyć masakrę. - Na początku kazali każdemu podnieść rękę i podać swój numer. Ja byłem numerem 43 - opowiedział organizacji Human Rights Watch mężczyzna, któremu udało się przeżyć. - Usłyszałem, jak jedna z osób podaje numer 615. Jeden z członków IS powiedział wtedy: dzisiaj się dobrze najemy - relacjonował mężczyzna. Następnie - zgodnie z informacjami przekazanymi przez mężczyznę - dżihadyści otworzyli ogień. - Kula otarła się o moją głowę i upadłem na ziemię, potem poczułem kolejną w okolicach ramienia. - Byłem nieprzytomny przez około 5 minut - opowiadał rozmówca HRW. - Zanim zaczęli strzelać, udało mi się pocałować stojącego obok mnie mężczyznę, bo wiedzieliśmy, że umrzemy. Jak już się pożegnaliśmy, wyjąłem zdjęcie córki i ucałowałem je. Modliłem się, aby Bóg uratował mnie dla niej, bo nikt inny nie będzie w stanie się nią zaopiekować – wspominał. Po pierwszej serii - zgodnie z relacją mężczyzny - napastnicy rozpoczęli kolejną. Zobaczyli bowiem, że jeden z więźniów wstał. Przestali dopiero wtedy, gdy skończyła się im amunicja. Zabijając więźniów, mieli krzyczeć: "Tak wymierzamy sprawiedliwość". Nie wiadomo dokładnie, ilu więźniów zastrzelili dżihadyści. Mężczyźni, którzy rozmawiali z HRW, zeznawali jednak, że w czasie odliczania słyszeli numery takie jak 600 czy 750. (Źródło: TVN24)

Mężczyźnie udało się przeżyć masakrę. – Na początku kazali każdemu podnieść rękę i podać swój numer. Ja byłem numerem 43 – opowiedział organizacji Human Rights Watch mężczyzna, któremu udało się przeżyć. – Usłyszałem, jak jedna z osób podaje numer 615. Jeden z członków IS powiedział wtedy: dzisiaj się dobrze najemy – relacjonował mężczyzna. Następnie – zgodnie z informacjami przekazanymi przez mężczyznę – dżihadyści otworzyli ogień. – Kula otarła się o moją głowę i upadłem na ziemię, potem poczułem kolejną w okolicach ramienia. – Byłem nieprzytomny przez około 5 minut – opowiadał rozmówca HRW. – Zanim zaczęli strzelać, udało mi się pocałować stojącego obok mnie mężczyznę, bo wiedzieliśmy, że umrzemy. Jak już się pożegnaliśmy, wyjąłem zdjęcie córki i ucałowałem je. Modliłem się, aby Bóg uratował mnie dla niej, bo nikt inny nie będzie w stanie się nią zaopiekować – wspominał. Po pierwszej serii – zgodnie z relacją mężczyzny – napastnicy rozpoczęli kolejną. Zobaczyli bowiem, że jeden z więźniów wstał. Przestali dopiero wtedy, gdy skończyła się im amunicja. Zabijając więźniów, mieli krzyczeć: „Tak wymierzamy sprawiedliwość”. Nie wiadomo dokładnie, ilu więźniów zastrzelili dżihadyści. Mężczyźni, którzy rozmawiali z HRW, zeznawali jednak, że w czasie odliczania słyszeli numery takie jak 600 czy 750. (Źródło: TVN24)

Do prania mózgu Koran nadaje się znakomicie. I to jest druga broń dżihadu – pokazać świętość nad świętościami swoich racji, pokazać, jak niewinnie giną, bo przecież muszą mordować w imię jedynego prawdziwego Boga, który nakazał im oczyścić świat z niewiernych, a święta wojna nagrodzi swych wojowników w raju. Zgryźliwie powiem, że najwidoczniej nie udało nam się stworzyć raju na Ziemi, bo coraz więcej ludzi chce się bezzwłocznie dostać do Nieba i oto mamy skutki własnej nieudolności.

Jak ortodoksyjny islam rekrutuje swoje wojska w UK nie wiem, bo nigdy się z czymś takim nie spotkałam nawet w Londynie. Widziałam natomiast, jak to robią w Niemczech.

Moi „ulubieni” islamiści zorganizowali sobie w zeszłym roku w listopadzie akcję wręczania Koranów przechodniom na ulicach. Termin wybrali znakomicie, 9 listopada wieczorem. Ugodzili Niemców w samo serce, to jest Noc Kryształowa, Kristallnacht, Niemcy na punkcie hitleryzmu mają uraz, nienawidzą go gorzej od zarazy, Korany wzięli, bo są dobrze wychowani, ale następnego dnia walały się po ulicach potargane i powyrzucane do śmietników. To jest, owszem, nieładnie bezcześcić święte księgi innego narodu, ale był to i tak grzeczny gest w odpowiedzi na nachalność, jakby tu delikatnie ująć, no powiedzmy, wroga. W Niemczech już nikt nie ma złudzeń, o co w tym wszystkim chodzi.

Z punku widzenia strategii wojskowej jednakże dla islamistów wcale to nie była klęska. Primo, pokazali wszem i wobec jak wielu ich jest na niemieckich ulicach, pokazali, jacy są łagodni i miłujący Boga, a tertio… Wciąż jeszcze na całym świecie istnieją antysemici, którym śni się pogrom Żydów. W tamtą noc niejeden nawrócił się na świętą wiarę Mahometa, żeby powrócić kiedyś do tradycji Kryształowej Nocy, żeby mieć szansę na takie działanie.

Ileś tam potarganych i powyrzucanych na śmietniki książek, to wcale nie jest wysoka cena za takie zyski. A koronnym osiągnięciem tej akcji był medialny krzyk, jaki mogli podnieść w prasie, telewizji i Internecie, krzyk nawiązujący do hitlerowskich metod pastwienia się nad zakazanymi dziełami myśli ludzkiej i boskiej. Choćbym nie wiem jak była wściekła, muszę pokiwać głową z uznaniem, bo taka akcja, to majstersztyk, to prawdziwe arcydzieło manipulacji.

Śledczy poinformowali, że struktury dowódcze dżihadystów zostały zdominowane przez obcokrajowców. Wielu z nich miało dołączyć do IS po obejrzeniu brutalnych filmów publikowanych przez islamistów w internecie. Śledczy ONZ oskarżyli dżihadystów o takie zbrodnie jak kamienowanie, obcinanie głów i inne formy terroru, których ofiarą wielokrotnie padały kobiety i dzieci. "Okaleczone zwłoki mężczyzn są wielokrotnie wystawiane na widok publiczny, co ma stanowić ostrzeżenie dla lokalnej ludności na wypadek niepodporządkowania się władzy bojowników. (...) Świadkowie widzieli wciąż krwawiące ciała wieszane na krzyżach, głowy wbijane na pale wzdłuż parkanów" - alarmują śledczy ONZ (Źródło: TVN24)

Śledczy poinformowali, że struktury dowódcze dżihadystów zostały zdominowane przez obcokrajowców. Wielu z nich miało dołączyć do IS po obejrzeniu brutalnych filmów publikowanych przez islamistów w internecie. Śledczy ONZ oskarżyli dżihadystów o takie zbrodnie jak kamienowanie, obcinanie głów i inne formy terroru, których ofiarą wielokrotnie padały kobiety i dzieci. „Okaleczone zwłoki mężczyzn są wielokrotnie wystawiane na widok publiczny, co ma stanowić ostrzeżenie dla lokalnej ludności na wypadek niepodporządkowania się władzy bojowników. (…) Świadkowie widzieli wciąż krwawiące ciała wieszane na krzyżach, głowy wbijane na pale wzdłuż parkanów” – alarmują śledczy ONZ (Źródło: TVN24)

Drugie posunięcie miłośników dżihadu jest już bardziej przemyślane, polega na zasadzie kropli drążącej skałę. Nie spieszą się z dynamicznymi akcjami, działają wolniutko, ale skutecznie. Rozstawiają sobie mianowicie kramiki z Koranami w co bardziej uczęszczanych i popularnych miejscach miast i dla zbuntowanych młodych gniewnych z europejskich środowisk tworzą kontrast dobra ze złym otoczeniem, walki dobrej racji z przebrzmiałą już racją, itd. Znów trzeba zapytać psychologa, co to znaczy, a ja to przełożę na bardziej ludzki język – tabuny zbuntowanej młodzieży w wieku od dziecięcego po prawie dorosły kochają niszczyć w ramach buntu. Wystarczy pchnąć je tylko w odpowiednim kierunku – lawina sama się potoczy. Ja sobie z tego wszystkiego zdaję sprawę, więc nie będę się ani bić w piersi w odruchu pokutnym, ani przepraszać za to, co tu za chwilę napiszę. Sądzę, że moje odczucia razem ze mną podzieli również niejeden czytelnik.

Od rozrywania Koranów na szczątki i wyrzucania ich do śmietników powstrzymałam się nie dlatego, że pałam wielką miłością do Allaha, ale dlatego, że nie godzi się potępiać księgi za uczynki fanatyków, tak samo, jak nie godzi się wrzucać wszystkich mahometan do jednego worka. Poza tym każda tego typu księga napisana jest tak, że można w niej zobaczyć wszystko. One są, jak lustra. Jaką masz duszę, tak się w nich przejrzysz i taką pójdziesz drogą. To dlaczego ja mam potępiać księgę? To ja wolę potępić człowieka, czyż nie? Zabrzmiało, jak żydowski dowcip? To dobrze, bo tak miało zabrzmieć.

Pozostańmy zatem przy tej mojej filozofii życiowej i niech ja Państwu opowiem o tym drążeniu skały.

Koran_

Nam nie wolno nienawidzić, nie wolno krzyczeć, że już dość, nie wolno torturować i zabijać niewinnych. Im wolno. Nam nie wolno nawet wyprosić sobie takich demonstracji religijnych, bo każdy ma prawo modlić się w każdym miejscu i o każdej porze i każdy ma prawo chcieć podarować drugiemu swoją świętą księgę. Zastanawiam się tylko, co by było, gdybym ja zechciała np. w Iranie ustawić sobie taki kram z Bibliami i z różańcem w ręku, z odkrytą głową i w letniej sukience zaintonować sobie np. Te Deum Laudamus, albo Ave Maria.

Bonn to jest miasto bardzo stare, zabytkowe, miasto nie tylko Beethovena, ale również miasto z jedną z najwspanialszych średniowiecznych katedr, jakie istnieją jeszcze na świecie. Trudno mi się chyba dziwić, że odwiedzaniu tego cudu architektury nie mogę się oprzeć. Mam bzika na punkcie zabytków, zatem pewnego pięknego, gorącego dnia późną wiosną tego roku poszłam sobie spacerkiem do katedry i na mojej drodze natknęłam się na zjawisko, od którego słoneczny świat pociemniał nagle tak, jakby znienacka nadciągnęły gradowe chmury. Ale to nie były chmury – to mnie zrobiło się ciemno w oczach. W poprzek ulicy, a właściwie deptaka, stał sobie spokojnie długi stół nakryty biało-złotym obrusem, na którym piętrzyły się księgi również w oczy złotem kujące, pięknie oprawione, a stołu tego pilnował jeden uśmiechnięty muzułmanin z natchnionym wyrazem twarzy i oczami utkwionymi w niebo. Jeden, bo dwóch przed tym stołem miało ułożone równo dywaniki i odprawiało modły, akurat trafiłam na tę godzinę.

Widziałam wielu modlących się mahometan w różnych krajach i na przestrzeni wielu lat, ale ten widok sprawił, że poczułam, iż to jest o jeden raz za dużo. Zdecydowanie za dużo. Na lewo i na prawo od tego kramu, z daleka i niby dyskretnie pilnowała tej bezczelnej demonstracji niemiecka policja. Nie zazdrościłam im tego zadania. Wśród przechodniów nienawiść aż warczała w powietrzu, gdyby nie wyższa cywilizacja i kultura, gdyby to nie było państwo demokratyczne, a ten land w zdecydowanej większości protestancki, to kto wie, co mogłoby się stać? Sama musiałam się przemóc, żeby przejść koło tego spokojnie, ale gdyby moje spojrzenie mogło zabić…

Nie, proszę Państwa, ani przeze mnie, ani przez tych przechodniów nie przemawiała nietolerancja. Raczej poczucie bezsilności. Nam nie wolno nienawidzić, nie wolno krzyczeć, że już dość, nie wolno torturować i zabijać niewinnych. Im wolno. Nam nie wolno nawet wyprosić sobie takich demonstracji religijnych, bo każdy ma prawo modlić się w każdym miejscu i o każdej porze i każdy ma prawo chcieć podarować drugiemu swoją świętą księgę.

Zastanawiam się tylko, co by było, gdybym ja zechciała np. w Iranie ustawić sobie taki kram z Bibliami i z różańcem w ręku, z odkrytą głową i w letniej sukience zaintonować sobie np. Te Deum Laudamus, albo Ave Maria.

Jest to pytanie retoryczne, bo odpowiedź znamy wszyscy.

Ja wiem, że jestem głupia i dziecinna, ale wciąż nurtuje mnie to jedno pytanie: dlaczego mamy się zgadzać na barbarzyństwo skoro już dawno ustaliliśmy, że powinno było zostać w średniowieczu, a hańbą jest, że przywlokło się za nami aż do XXI wieku? No, dlaczego mamy zgadzać się na tę hańbę? Dlaczego mamy przewracać własny świat do góry nogami? Dlatego tylko, że oni uważają, że tak trzeba…?

Zakazane słowo, wciąż warczy mi w gardle, nienawiść zaczyna mnie ogarniać, jak płomień. Nie, nie taka nienawiść z klapkami na oczach ukierunkowana przeciwko wszystkiemu, co islamskie, o co to, to nie! To jest całkiem inny rodzaj nienawiści. To jest nienawiść do wojny. Nienawidzę jej ze wszystkich sił, a ta siła potęguje się tym bardziej im bardziej wojna staje się konieczna. A w tym przypadku jest konieczna.

Kropla wciąż kapie i spokojnie drąży skałę. Ona będzie sobie spokojnie kapać dopóki nie zrozumiemy, że w tej wojnie połowa islamskiego świata stoi po naszej stronie. Tylko ja powiem tak: żaden demokrata ani pacyfista jeszcze wojny z terrorystami nie wygrał. Sojusze trzeba wybierać mądrze i nie zawsze o nich mówić, a reszta niech pozostanie w domyśle.