Mamy szczęście do politycznych trzęsień brytyjskiej ziemi. Ledwo kurz opadł po szkockim referendum, a już czai się przed nami widmo wyborów do brytyjskiego parlamentu. Ed Miliband przekonuje nas, że jedynych takich na całe pokolenie. A może okazać się, że i w historii UK. Jeżeli wybory wygra partia Davida Camerona to mogą być ostatnie chwile Wielkiej Brytanii w unijnym towarzystwie.

____________________________________________________________________________________________________________

Niedawno przywódca zapowiedział przyśpieszenie referendum w sprawie wyjścia z UE, z przewidywanego wcześniej roku 2017, na termin wcześniejszy.

Oczywiście, zanim Wielka Brytania wyjdzie (na razie teoretycznie) z Unii, najpierw potrzebnych jest kilka „if”. Najpierw torysi muszą zdobyć w wyborach taką ilość głosów, by głosowanie doszło do skutku. Potem muszą je zorganizować i otrzymać w nim mandat do przeprowadzenia manewru „sztandar wyprowadzić”. A potem… No, cóż, to akurat niełatwo sobie wyobrazić.

Z pomocą przyszła wiedza i wyobraźnia – publicystów Marka Ostrowskiego i Pawła Świebody magazynu Polityka .

Pozwoliły stworzyć wizję Wielkiej Brytanii po Wielkim Wyjściu. Wizja to frapująca, acz szczerze mówiąc smutna. Głównie dla Wielkiej Brytanii. Zachęcamy do czytania materiału, a poniżej przytaczamy parę apetycznych fragmentów:

Brytyjczycy próbowali z Unii „wyjść po angielsku”, bez większego hałasu. Szybko wynegocjowano umowę na temat przyszłych relacji Wielkiej Brytanii z Europą. Gdy jednak ogłoszono postanowienia tego traktatu, nawet stosunkowo niewielkie brytyjskie ograniczenia w dostępie do unijnego rynku wywołały furię Szkotów.

Nie jest więc w futurystycznej wizji zbyt lekko – znowu Szkocja stojąca okoniem i kochająca Unię. A dalej jest tylko gorzej. Niezadowolony jest bowiem przede wszystkim sam Parlament, w którym zasiadają liczni opozycjoniści:

W Izbie Gmin laburzystowska opozycja urządziła Cameronowi prawdziwe piekło, zarzucając mu, że zignorował prognozy ekspertów o kosztach wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii. Jeszcze w 2014 r. Centrum Reformy Europejskiej (CER) w Londynie stworzyło model komputerowy, według którego przynależność do Unii Europejskiej zwiększyła brytyjską wymianę hand­lową o 55 proc. „Efekt Unii” obliczano wówczas na 130 mld funtów, trzy razy więcej niż brytyjski handel z Chinami.

Po utracie więcej niż połowy oparcia brytyjski kolos chwieje się na swej jedynej nodze. Gospodarce nie pomaga panika w bankach:

(…) dla londyńskiego City zbliżające się referendum w sprawie wyjścia z Unii było koszmarem. Do niedawna centrum finansowe Europy, City, szybko traciło klientów na rzecz Frankfurtu i Paryża (…)

Premier nie ma wyboru: musi się bronić. Przypomina , że jego zasadniczym celem była reforma UE, a nie wyjście z niej – będące tylko potworem w szafie, straszakiem dla nieposłusznych brytyjskim interesom europosłów. A wyszło, jak wyszło.

Wtedy szef opozycji Ed Miliband zakpił: „Czy premier nie należał w Oxfordzie do tego samego klubu co dzisiejszy wiceprzewodniczący Komisji UE Radek Sikorski? Czy nie przypomina sobie, że jeszcze w 2014 r. Sikorski powiedział, że premier spierd… pakt fiskalny, bo się nie interesuje i nie zna? Dawniej spierd… pakt fiskalny, a teraz całą naszą pozycję w Europie!”.

Cameron samym referendum uruchomił siły, nad którymi nie potrafił już zapanować.

Dalej autorzy przedstawiają wizję nie tylko Królestwa, ale i Europy, w tym najnowsze losy Polski. Polecamy lekturę oryginału: Wyjście po angielsku w serwisie Polityka.

js | emito.net

emito_net_150

Sharing is caring!