W Wielkiej Brytanii zabierają nam imigrantom dzieci

» Sonia Grodek | Goniec.com

Około 100 przypadków odbierania dzieci rodzicom notujemy rokrocznie na Wyspach. Na rodzinę „donieść” może w zasadzie każdy: policjant, pielęgniarka, lekarz, przedszkolanka, nauczyciel czy pracownicy ośrodka socjalnego.

________________________________________________________________________________________________________

Media właściwie każdego tygodnia opisują kolejną historię dziecka odebranego polskim rodzicom. A to tylko najbardziej szokujące przypadki. Choćby sprawa dwuletniej Angeliki z Berlina, którą rozdzielono z mamą i tatą na wiele miesięcy. Dopiero po tak długim czasie sąd zbadał sprawę i orzekł, że… w rodzinie nie było nieprawidłowości. Angelika wróciła do domu. Innym razem słyszeliśmy o 9-letniej dziewczynce, którą po śmierci mamy „przejął” rząd kanadyjski, umieszczając ją w rodzinie zastępczej. Dziecko na zawsze straciło kontakt z ojczyzną i prawdopodobnie będzie się wychowywało nie wiedząc, skąd pochodzi, mimo że w Polsce byli krewni gotowi się nim zająć.

Zapobiec tragedii

W Anglii takich historii jest ponad 100 rocznie. Zdarza się, że łatwo jest zrozumieć motywy służb, które odbierają dzieci. Tak jest np. wtedy, gdy urzędnicy zabierają zaniedbane dziecko mieszkające z rodzicami np. w pustostanie lub gdy oboje rodziców zmaga się z nałogami i nie zajmuje się potomstwem. Ostatnio po głośnej sprawie Marty G. z Stoke-On-Trent, która zasztyletowała siebie i dwie córki, można było usłyszeć głosy, że gdyby zmagającej się z depresją kobiecie odebrano dziewczynki wcześniej, do tragedii by nie doszło.

Przedszkolanki donoszą

Na rodzinę „donieść” może w zasadzie każdy: policjant, pielęgniarka, lekarz, przedszkolanka, nauczyciel czy pracownicy ośrodka socjalnego. Również sygnały płynące od sąsiadów mogą być przyczyną interwencji, której wynikiem może być rozdzielenie dziecka z mamą i tatą. Bywa jednak, że mają miejsce tragiczne nieporozumienia, które rozdzielają „zdrowe” rodziny.

– Mieliśmy taki przypadek: mama odebrała syna z zajęć, ja i dwie inne przedszkolanki stałyśmy przed wejściem i żegnałyśmy maluchy. Przed przedszkolem dziecko wyrwało się i prawie wbiegło pod samochód – opisuje Ania, 32-letnia przedszkolanka z Londynu. – Przerażona matka złapała je mocno za rączkę, dała klapsa i nakrzyczała. Normalne, prawda? – mówi.

– Ale jedna z moich koleżanek z pracy strasznie się przejęła, powiedziała dyrektorce, że w rodzinie bije się dzieci, a ta zawiadomiła służby. Nie wiem, jaki sprawa miała finał, ale dziecko odprowadza do szkoły ciocia – opowiada.

Różnice kulturowe

Rzeczywiście, część takich przypadków ma związek z obowiązującymi w Anglii regułami i ich niezrozumieniem, szczególnie przez imigrantów. Zdarza się, że dzieci imigrantów z Azji są odbierane rodzicom za to, że po szkole pomagają w rodzinnym sklepie. Dla przybysza z Indii czy Chin, który był uczony, że rodzicom trzeba pomagać, to nic dziwnego. Okiem służb socjalnych zmuszanie nastolatka do pracy fizycznej może być jednak powodem jego rozdzielenia z rodzicami. O tym, że w Anglii działają reguły inne niż w Polsce, boleśnie przekonał się 18-letni dziś Patryk i jego rodzina.

– Mój syn jest dobry w sporcie, ale do orłów nie należy, cieszyłam się jak przechodził z klasy do klasy – opowiada Justyna, mama Patryka. – Przenieśliśmy się do Anglii, gdy miał 15 lat. Przyzwyczaiłam się już, że czasami opuszcza zajęcia, zresztą bywało, że miał w tym czasie zawody sportowe. Tu jednak po każdej nieobecności wydzwaniano do mnie, a że pracowałam i nie miałam na to czasu, to już we wrześniu wezwano opiekę socjalną – wspomina.

Justyna miała wybór: zgodnie z sugestią urzędników pilnować stuprocentowej obecności i odbyć wspólną terapię u psychologa lub wrócić do Polski. – Odesłałam Patryka i teraz mieszka w Polsce z dziadkami. Tutaj za głupią jedną nieobecność w tygodniu odebraliby mi dziecko – dziwi się.

Jutro zabiorą mi dziecko

Justyna zareagowała szybko i dziś Patryk kontynuuje naukę i zdobywa pierwsze medale sportowe. Jednak nie każdy reaguje w porę, o czym opowiadała niedawno na łamach wp.pl Alicja Kaczmarek z Polish Expacts Association. – Z moich obserwacji wynika, że Polacy są mało aktywni, często nie zabiegają o to, co im się prawnie należy, zwlekając z działaniem do ostatniej chwili. Niedawno zadzwonił do mnie mężczyzna dramatycznym tonem alarmując, że następnego dnia ma zostać razem z czwórką dzieci eksmitowany z mieszkania. Wiedział o tym od wielu tygodni, a poinformował nas w ostatniej chwili. No i co my możemy w takiej sytuacji zrobić? – zastanawia się.

Interwencja wyszła na dobre

Alicja Kaczmarek apeluje, by rodzice nie zakładali, że „jakoś to będzie“, że nie warto się przejmować urzędami, które się ich „czepiają“. Rodzice, jeśli chcą zatrzymać dzieci, muszą współpracować z urzędnikami, nauczycielami, policją. Szewczyk przywołuje przykłady osób, które dzięki szybkiemu zwróceniu się do odpowiednich służb wiele zyskały. Np. matka, która cierpiała na depresję. Zgłosiła się do lekarza i opieki społecznej. Otrzymała pomoc w zajmowaniu się domem, zasiłek i dodatkowe, darmowe godziny przedszkola dla maluchów, a sama odbyła w tym czasie terapię. Dziś tworzą zdrową, kochającą się rodzinę, a być może bez pomocy urzędników zarówno mama, jak i dzieci mieliby poważne kłopoty, rzutujące na ich całe późniejsze życie.

Mama mnie porwała

Inne rodziny wybierają jednak w takiej sytuacji ucieczkę do Polski, która w przypadku dzieci dłużej przebywających w Anglii, traktowana jest przez urzędy jako… uprowadzenie. Takie przypadki w ciągu ostatniej dekady się podwoiły i dziś wynoszą 580 rocznie. Polska, po Pakistanie i USA, jest trzecim krajem, do którego z Anglii wywożonych jest najwięcej dzieci. Urzędnicy ostrzegają jednak, że nawet po wielu latach, gdy dziecko wróci do Anglii, może trafić prosto do rodziny zastępczej, a rodzice – do więzienia, za porwanie.

Źródło | Goniec.com

goniec_150

Sharing is caring!