BLISKO JESZCZE BLIŻEJ. TOMASZ ŚWIEŚCIAK FOTOGRAFIA ULICZNA

Z reguły wyczuwam, że miejsce w którym przebywam ma potencjał, że za chwile coś się wydarzy, że brakuje tylko jednego elementu aby nacisnąć spust migawki, wtedy po prostu czekam, rozglądam się, poszukuję. Niekiedy trwa to nawet godzinę. – O Street Photography z Tomaszem Świeściakiem rozmawia Damian Biliński.

Damian Biliński: Uchwycenie codzienności często niezauważalnej, zwykłej, szarej, pospolitej, ale i pięknej w swojej prostocie, nie należy do łatwych zadań. Tym bardziej, jeśli w okolicy naszego świata pędzą samochody, autobusy, rowery, biegają ludzie, ale przede wszystkim ucieka czas. Czym jest Street photography?

Tomasz Świeściak: Jest kilka czy nawet kilkanaście definicji w Internecie. Można je łatwo odnaleźć. Oficjalnej definicji nie ma. Dla mnie jest to jeden ze sposobów na spędzanie wolnego czasu. Cała sztuka polega na tym, żeby wychodząc z domu zabrać ze sobą aparat. W głowie możesz mieć co najwyżej miejsca jakie odwiedzisz, ale nie wiesz jakie zdjęcia zrobisz i komu je zrobisz. Odpowiadając na twoje pytanie, można by powiedzieć, że fotografią uliczną rządzi przypadek. Celem, jest uchwycenie momentu. Trzeba być w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie.

D.B: Zawodowcy i amatorzy fotografują niemal wszystko: naturę, obiekty, uroczystości rodzinne, w formie analogicznej lub cyfrowej utrwalają moment narodzin, a nawet śmierci. Fotografia uliczna, którą się zajmujesz jest pewnego rodzaju podglądaniem życia w takim momencie, w którym nikt się tego nie spodziewa. Masz ulubione miejsca „podglądania”?

T.Ś: Nie. Moim zdaniem w każdym miejscu można zrobić dobre zdjęcie, blisko centrum handlowego, w rynku, w restauracji, w parku czy w pracy. Musisz tylko uchwycić decydujący moment. Czasami na taki moment trzeba czekać bardzo długo, ale bywa i tak, że robisz 5 ciekawych zdjęć w ciągu 15 minut.

D.B: Chwileczkę. Chcesz mi powiedzieć, że w restauracji czy w parku można spędzić kilka godzin, aby zrobić dobre zdjęcie? Czy mógłbyś przybliżyć swój warsztat?

T.Ś: Street Photography polega na ciągłym szukaniu kadru, obrazu, jakiegoś ciekawego momentu, zdarzenia, sytuacji. Z reguły wyczuwam, że miejsce w którym przebywam ma potencjał, że za chwile coś się wydarzy, że brakuje tylko jednego elementu aby nacisnąć spust migawki, wtedy po prostu czekam, rozglądam się, poszukuję. Niekiedy trwa to nawet godzinę. Nigdy nie opuszczam danego miejsca, dopóki się nim nie znudzę, a jeśli pojawia się znużenie, wtedy idę dalej, miasto jest duże, jest wiele miejsc, w których może być ciekawiej. Gdy wychodzę z aparatem na miasto, najczęściej obieram sobie tylko kierunek, lub jakiś punkt, do którego zamierzam dotrzeć. Wracam zazwyczaj inną drogą, czasami nawet dwukrotnie dłuższą. Wychodzę na dwie, trzy, niekiedy na cztery, a nawet 5 godzin, w zależności od tego ile mam czasu. Najczęściej fotografuję sam, ale zdarza mi się też “streetować” ze znajomymi. Kilka razy wychodziliśmy grupą pięciu, sześciu osób. Można się wtedy wiele nauczyć, zobaczyć jak fotografują inni, wymienić się doświadczeniami. Staram się mieć aparat zawsze przy sobie, w drodze do pracy, do sklepu. Fotografuję małymi aparatami tradycyjnymi, więc noszenie ich ciągle przy sobie nie sprawia mi problemu. Zdjęcia, których szukamy są cały czas obok nas, kadry otaczają nas 24 godz. na dobę. Street jest dokumentacją codzienności,
dlatego warto mieć aparat zawsze przy sobie.

D.B: Generalnie w technice Street photography rejestrowanym obiektem jest człowiek. Nie sądzę, aby wyrażał zgodę na sfotografowanie swojej twarzy w nietypowej sytuacji, ba, niekiedy nawet nie wie, że jest obserwowany i fotografowany. Jak odnosi się do tego prawo?

T.Ś: W Polsce możesz fotografować ludzi w miejscach publicznych, czyli praktycznie wszędzie, ale nie możesz publikować tych zdjęć bez ich zgody. Taka jest teoria. Wszyscy znani mi fotografowie uliczni zazwyczaj publikują w Internecie, lub tworzą odbitki czy wydruki swoich zdjęć nie pytając w większości przypadków o zgodę osób znajdujących się na tych zdjęciach. Taka jest praktyka. Jeżeli zdjęcie, które decyduję się opublikować nie ukazuje człowieka w złym świetle, nie obraża jego i nie krzywdzi, to ja nie doszukuję się tutaj problemu. Najczęściej ludzie wiedzą, że zostali sfotografowani. Wtedy wystarczy się uśmiechnąć, a odwzajemniony uśmiech jest przeze mnie traktowany jako zgoda na publikację. Jeżeli ktoś od razu wyraża swoje niezadowolenie, to po prostu nie publikuję zdjęcia.

D.B: Czy pamiętasz szczególny uśmiech lub sytuację odmowy lub niezadowolenia ze strony fotografowanej osoby? Czy często ludzie protestują przeciwko twojej technice?

T.Ś: Bywają tacy, którzy są zdziwieni. Zastanawiają się, o co chodzi, dlaczego ktoś robi im zdjęcie, oglądają się za siebie z myślą, że to może nie o nich chodzi. Po chwili wracają do tego, czym zajmowali się wcześniej lub też ruszają dalej w swoją drogę. Tak to czasami wygląda. Najczęściej nawet się nie zatrzymują ani nie zwalniają kroku, jakby nie dopuszczając do siebie myśli, że to o nich chodziło. Reakcje ludzi, którzy protestują są czasami śmieszne, bo przecież mam prawo robić im zdjęcia, czy tego chcą czy nie. Ludzie tego nie rozumieją, unoszą się, krzyczą i nie dają mi dojść do słowa, żeby wytłumaczyć, o co chodzi. W takich sytuacjach po prostu odpuszczam i idę gdzie indziej. Ci, którzy protestują po prostu z góry zakładają, że jak ktoś robi im zdjęcie to po to, żeby zrobić im krzywdę. Słyszałem kiedyś o przypadku, kiedy sfotografowana osoba podeszła do fotografa i poprosiła o skasowanie zdjęcia gdyż była osobą poszukiwaną. Słyszałem o przypadkach pobicia czy kradzieży sprzętu. Niestety fotografia uliczna jest sztuką wyboru. To od nas zależy czy zdecydujemy się fotografować, np. w niebezpiecznej dzielnicy, czy pokażemy na naszych zdjęciach sceny, które mogą kogoś kompromitować itd. Nie chciałbym tutaj nikogo straszyć ani zniechęcać do fotografii ulicznej, ponieważ najczęstsze reakcje ludzi, z jakimi się spotykam są albo pozytywne albo nie ma ich w ogóle.

D.B: Wspomniałeś, że fotografia uliczna jest sztuką wyboru. Jakie są twoje ulubione kadry? Czego oczekujesz od fotografii ulicznej?

T.Ś: Nie mam ulubionych kadrów. Nic by z tego nie wyszło, gdybym szukał na ulicy kadrów, które mam w głowie. Zrobiłaby się z tego fotografia reżyserowana, przemyślana i w jakimś sensie wcześniej przygotowana, a przecież street jest fotografią spontaniczną. Kadry mają nas zaskakiwać, powinny być za każdym razem inne, nowe. Gdy robisz zdjęcie, rzadko masz czas na to by ewentualnie odwzorować jakiś ulubiony kadr, dokładnie przemyśleć, co oprócz głównego motywu powinno się na tym zdjęciu znaleźć. Czasami możesz przesunąć kadr lekko w prawo, w lewo w górę czy w dół, aby lepiej skomponować zdjęcie, ale momenty, na które oczekujesz mijają bardzo szybko i zazwyczaj masz tylko jedną czy dwie sekundy by uchwycić to, co interesujące. Dodatkowo musisz obserwować otoczenie, próbować przewidywać przyszłość i być w pełnej gotowości. Jeśli coś przegapisz, drugiej szansy już nie będzie. Poza tym, każde wyjście na streeta jest pewnego rodzaju wyzwaniem. Myślę, że oczekiwania w zależności od doświadczenia są różne. Ja po każdym moim wyjściu oczekuję, że wrócę do domu przynajmniej z jednym dobrym zdjęciem, chociaż bywa i tak, że wracam z niczym. Chodzi przede wszystkim o satysfakcję, a ta jest ogromna, jeśli trafiasz idealnie w decydujący moment i utrwalasz jakąś ciekawą chwilę, która przecież już nigdy się nie powtórzy, nigdy nie będzie taka sama.

D.B: Jakim sprzętem łapać chwile, o których opowiadasz? Czy może być to jakikolwiek aparat, czy jednak lepiej posługiwać się czymś bardziej odpowiednim?

T.Ś: Oczywiście, że lepiej posługiwać się czymś odpowiednim. Może to być iPhone, najnowszy model kompaktowy Canona czy stary Nikkormat z lat 60-tych ubiegłego wieku. W tej chwili na rynku jest tyle sprzętu, że naprawdę jest w czym wybierać. Generalnie jest to pytanie z gatunku tych o wyższości swiąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy. Czy lepszy jest sprzęt analogowy czy cyfrowy? Osobiście stawiam na fotografię tradycyjną, czyli sprzęt analogowy, w szczególności małe aparaty dalmierzowe. Jest to sprzęt, który nie rzuca się w oczy, migawka pracuje bardzo cicho i w większości przypadków aparat mieści się w kieszeni. To podstawowe zalety. W takich aparatach nie ma także świecących ekranów LCD i 25 niepotrzebnych nikomu przycisków. Warto tu dodać, że niezależnie od tego czy fotografujemy lustrzanką cyfrową, aparatem m4/3, czy analogowym systemem Leici musimy dysponować odpowiednim obiektywem. Początkujący często sięgają po obiektywy Tele o ogniskowej powyżej 85mm. Powstają wówczas np. zdjęcia starszej Pani wykonane z odległości 100 metrów. Tutaj powiedzmy sobie jasno, że taka praktyka nie ma nic wspólnego ze streetem. Nie o to tutaj chodzi. Trzymajmy się raczej zasady Roberta Capy, który podpowiada by być jak najbliżej akcji: „If your pictures aren’t good enough, you’re not close enough”. Polecam obiektywy szerokokątne 28 lub 35mm oraz standardowe 40 lub 50mm. Temat wyboru sprzętu jest bardzo szeroki, a zarazem bardzo ciekawy. W miarę możliwości najlepiej spróbować wszystkiego i w ten sposób samemu sprawdzić, jaki typ aparatu będzie dla nas odpowiedni.

D.B: Muzyka, film, sztuka, albo religia, literatura czy filozofia; na wielu płaszczyznach ludzie doszukują się idoli, przewodników, autorytetów. Czy w Street photography można wskazać wiodącą osobę, która jest niekwestionowanym liderem ulicznej fotografii?

T.Ś: Twórcą decydującego momentu jest francuski fotograf Henri Cartier Bresson. Jego zdjęcia przeszły do historii, są powszechnie znane, a jego samego można nazwać ojcem fotografii ulicznej. Ale czy jest niekwestionowanym liderem? Na pewno nie. Jest wielu innych fotografów, których prace równie mocno ukształtowały fotografię uliczną jak np. Joel Meyerowitz, Elliot Erwitt, Vivian Maier, Bruce Gilden. Jest ich tak wielu, że nie sposób wszystkich teraz wymienić. Ich zdjęcia z pewnością inspirują każdego fotografa ulicznego. Obecnie istnieje kilkanaście grup, stowarzyszeń zrzeszających fotografów ulicznych. Warto tu wspomnieć o In-Public, czy polskim Un-Posed. Grupy te organizują wystawy fotograficzne, warsztaty i zajmują się ogólną promocją fotografii ulicznej. Internetowe portale fotograficzne takie jak flickr są również doskonałym źródłem inspiracji. Ogólnie dobrego materiału streetowego jest sporo. Jest od kogo się uczyć.

D.B: Jednak najlepszym nauczycielem jest praktyka. Robiłeś zdjęcia w wielu miastach. Czy dostrzegasz różnice między Polską a innymi krajami?

T.Ś: Różnic w sposobie fotografowania raczej nie ma. Niezależnie od miejsca, w jakim jesteś, zabawa polega cały czas na tym samym. Sposób i technika, jaką robiłem zdjęcia np. w Maroku czy w Portugalii nie różnił się od tego jak fotografuję na co dzień w Polsce. Jednak, co kraj to obyczaj, warto więc dowiedzieć się jakich reakcji ludzi w danym miejscu możemy się spodziewać. W niektórych krajach fotografowanie ludzi bez ich zgody jest niemile widziane. Można też spotkać się z żądaniem opłaty za zrobione zdjęcie. Również kwestia religii wchodzi tu w grę. Niektórzy np. wierzą, że fotograf robiąc zdjęcie, coś im zabiera, mówi się, że kradnie im duszę. Zawsze warto zachować szacunek dla miejscowej ludności. Pomijając tego typu aspekty, inny kraj, to często także inne światło i inne kolory. Warto to uwzględnić i przygotować sobie odpowiednie filmy lub dobrać specjalne filtry, szczególnie jeśli fotografujesz aparatami analogowymi. Nowe miejsca, inna kultura i inni ludzie stwarzają nowe możliwości, zachęcają do fotografowania, ale zdarza się, że na początku w nowym miejscu czujesz się niepewnie. Doświadczyłem czegoś takiego w Marrakeszu. Na początku robienie tam zdjęć sprawiało mi trudność. Czułem się jakbym pierwszy raz wyszedł na ulicę z aparatem. Ale w Afryce wszystko jest po prostu inne. Fotografując w Europie nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem.

D.B: Jakie są twoje plany na przyszłość? Czy są miejsca, które szczególnie chciałbyś sfotografować? Może Szkocja? Tutejsza wielokulturowa ulica obfituje w nietuzinkowe twarze.

T.Ś: Cały czas myślę o Wielkiej Brytanii. Chciałem polecieć na wyspy w tamtym roku, ale się nie udało. Jednak w tym roku nie odpuszczę, mam nadzieję, że przynajmniej na kilka dni uda mi się wyjechać i pobiegam trochę z aparatem po szkockich i po angielskich ulicach. Oglądam dużo zdjęć i bardzo podobają mi się te z Edynburga, z Londynu czy z Cardiff. Szczególnie nocne życie wygląda interesująco. Daleko idących planów fotograficznych raczej nie mam. Oczywiście jest kilka idealnych miejsc do street photography, o których śni mój obiektyw; znajdują się one na końcu świata. Po pierwsze Nowy Jork, po drugie Hongkong. Niestety w najbliższym czasie tak daleko nie wyjadę, więc stawiam na Szkocję!

D.B: Trzy rady dla początkującego fotografa street photography?

T.Ś: Nie zwracać zbyt dużej uwagi na sprzęt. Oglądać zdjęcia innych. Fotografować jak najwięcej.

Dziękuję za rozmowę.

Tekst: Damian Biliński
Fotografie: Tomasz Świeściak

Tomasz Świeściak mieszka we Wrocławiu. Pracuje w branży IT. Swoją przygodę z fotografią rozpoczął 5 lat temu. Od tamtego czasu próbuje swoich sił głównie w fotografii ulicznej. O swojej pasji mówi wprost –  „Staram się pokazywać zwykłą codzienność w sposób niezwykły. Szukam decydującego momentu na wrocławskich ulicach. Fotografuję aparatami analogowymi, głównie dalmierzami. Negatywy czarno białe wywołuję sam. Materiały kolorowe zanoszę do labu. Wywołane klisze skanuję, a najciekawsze klatki publikuję na swoim blogu”. www.tomekswiesciak.wordpress.com

1 komentuj

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *