» Dorota Kosko

Komisja Europejska podjęła decyzję o wydaniu zgody na dostępność tabletek „dzień po“ bez recepty. Rzecznik komisarza UE do spraw zdrowia, Enrico Brivio wyjaśnił : „Rezygnacja z recept umożliwi kobietom szybszy dostęp do tych pigułek, a więc zwiększy ich skuteczność. Mogą być stosowane w określonym czasie, czyli w ciągu pięciu dni po niezabezpieczonym stosunku płciowym”.

___________________________________________________________________________________________________________

Zastanawiające w decyzji Unii Europejskiej jest oczywiście wprowadzenie na rynek tabletki o konkretnej nazwie, więc tu znów pojawia się temat koncernów farmaceutycznych i pytanie o zasadność wyboru akurat pigułki „elleOne“…

Chcąc nie chcąc, Polska również musiała, jako członek Europy, wyrazić zgodę na łatwą dostępność tabletek „dzień po“. A co za tym idzie – czeka nas kolejna burza medialna. Z „prawa“ i „lewa“ już słychać głosy „za“ i „przeciw“. Jak zwykle w temacie powstawania nowego życia tworzy się dyskusja, która omija najważniejszy fakt – nie bierzemy pod uwagę KOBIET. Każda z nas ma prawo do decydowania o swoim ciele indywidualnie.

Pojawienie się, dostępnej bez recepty, tabletki „dzień po“ nie jest przecież równoznaczne z przymusem zażywania jej. Jest za to ogromnym ułatwieniem, niekiedy oszczędzającym poczucia wstydu u ginekologa, który może, ale nie musi przepisać tabletkę (przecież może się powołać na „klauzulę sumienia“). I tak oto zamiast umawiać się na wizyty, latać po lekarzach, w obawie, że czas nam się kończy na zażycie tabletki „po“, możemy w nagłym wypadku po prostu ją kupić.

Tego typu tabletki są środkami antykoncepcji awaryjnej, nie jest to więc tabletka do stosowania notorycznego. Każdej kobiecie zdarza się zapomnieć przyjąć środka antykoncepcyjnego, czy pęknięta prezerwatywa. W takich sytuacjach możemy ZAPOBIEC ciąży, a nie PRZERWAĆ ją.

Działanie tabletki „dzień po“ polega na uniemożliwieniu zapłodnienia komórki jajowej, a sama ciąża jest przeciwwskazaniem do przyjęcia tej pigułki. Kiedy działacze z pro-life straszą obrazkami malutkich dzieciątek, które kobiety ZABIJAJĄ tabletką „po“, wystawiają się na śmieszność. Nie można zabić małego człowieka, gdyż on nie istnieje. Idąc tym tokiem myślenia, dojdziemy w końcu do absurdalnego stwierdzenia, iż stosowanie antykoncepcji również zabija dzieci, które mogły się narodzić, gdyby tylko dano im szansę i pozwolono, by doszło do zapłodnienia.

Polskie społeczeństwo głośno krzyczy o powiększaniu populacji, o złu jakie czynimy nienarodzonym dzieciom. Tak było w przypadku dyskusji o aborcji, tak będzie i teraz. Wszelkiego rodzaju obrońcy moralności, duchowni, MĘŻCZYŹNI będą nam, kobietom tłuc do głowy o przerywaniu poczętego życia. A więc najgłośniej będą krzyczeć ci, którzy nie mają pojęcia o tym, co przeżywa kobieta, co dzieje się z jej ciałem i psychiką podczas niechcianej ciąży.

W państwie katolickim o wiele bardziej poprawnie jest rodzić dzieci. Można je potem zabić, nie kochać, molestować, porzucać, bić… ale trzeba urodzić.

Sharing is caring!