» Janusz Młynarski | Źródło | The Polish Review

Trudno się dziwić Prezesowi, że w swojej polityce kieruje się głównie nienawiścią, ponieważ nieinternowanie, to plama na honorze takiego „Bojownika o Wolność Narodu Polskiego”, najważniejszego antykomunisty na świecie, trudno ją zmazać, dlatego wprowadzono „stan Kaczyńskiego”.

______________________________________________________________________________________________________________

Do świąt zostało jeszcze parę dni, ale pierwsza jasełka już się odbyły. Oto umęczony, walką z komuną, Wódz Wszystkich Prawdziwych Polaków zorganizował marsz z okazji rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Boże, co ja piszę, jaki stan wojenny!? Nie chodziło o stan wojenny, lecz o poinformowanie narodu, że jest „tak samo, jak w 1981”, że „wybory zostały sfałszowane” i jeszcze inne, znane nam rzeczy z niezbyt bogatego repertuaru pisowskich frazesów.

A przecież Jarosława Kaczyńskiego bali się wszyscy czerwoni satrapowie, na dźwięk jego nazwiska chowali się pod stoły: Breżniew, Honecker, Huśak, Kadar, Kim-Ir-Sen, Castro, a tymczasem gen. gen. Jaruzelski i Kiszczak, tak go zlekceważyli! Żeby chociaż na tydzień, na dwa go zwinęli, a tu nic. ‚Sztemp na całą wieś” – jak mawiano drzewiej we Lwowie.

Sam Jarosław Kaczyński przyznał w zeszłym roku, w rozmowie z „Gazetą Polską”, że o stanie wojennym dowiedział się w kościele, do którego poszedł kiedy się już spokojnie wyspał i obficie pojadł. A gdy już się dowiedział, wówczas wrócił do domu, spakował manatki zamiarem ucieczki i ukrywania się. Tyle, że nikt go nie szukał! Owszem miał epizod, w którym doświadczył „prześladowania”, taki mianowicie, że – wzięto go na rozmowę do MSW, jak powiedział – uprzejmą, po której ubeccy siepacze – ku jego rozczarowaniu – odwieźli go do domu. Z tego powodu ukrywanie się nie miało sensu. Prezes, z właściwym sobie sprytem obrócił ów fakt na swoją korzyść, stwierdzając mianowicie, że podczas, gdy inni siedzieli sobie w kryminałach, zapuszczając brody, grając w szachy, spożywając regularne posiłki, słuchając wieści z głośników, masturbując się pod szarymi, więziennymi kocami, czytając książki, mając też regularną opiekę lekarską, on miał znacznie gorzej na wolności, bo nie tylko nie miał tego wszystkiego, co oni, lecz zwalczał jeszcze komunę.

Fani Prezesa, zarówno ci zrzeszeni, jak i niezrzeszeni, mają zawsze poważny kłopot z wyjaśnieniem tego, niewygodnego faktu nieinternowania, o który złośliwie pytają parszywe lemingi. Ponieważ fani Prezesa, w większości nie są zbyt lotni umysłowo, więc ja, człowiek miłosierny, podrzucę im gotowca, którego mogą użyć, gdy jakiś, parszywy leming, o to zapyta.

Można wówczas odpowiedzieć np., że Prezes nie został internowany, że uniknął wszelkich prześladowań, ponieważ komuchy się go, po prostu, bały! Zamykając go nawet na 24 godz. musieli się liczyć z tym, że naród, na wieść o tym, chwyciłby za wszystko co ma pod ręką i ruszył na komuchów, obalając ich, a w krótkim czasie, niesiony chęcią odpłaty ruszyłby na Kreml i rozdupczył całą sowiecką jaczejkę. Na, to komuchy sobie pozwolić nie mogły, ale, jednocześnie srały po nogach mając Jarosława w kraju.

Trzeba jednak przyznać, że internowanie, czy inny rodzaj więzienia „za poglądy” nieźle wygląda w życiorysie, szczególnie takiego herosa, jakim -bez wątpienia – był i jest Prezes Jarosław. Znam jednego człowieka z najbliższego otoczenia Prezesa, który również bardzo ubolewał, że brakuje mu w biografii prześladowań. Zdesperowany tym faktem, już u schyłku komuny, sam podp… się ubekom. Zadzwonił do nich, że osobnik taki, a taki, posiada w domu wydawnictwa bezdebitowe, których treść godzi w podstawy ustroju, po czym rozłożył na stole w kuchni, wszystkie zakazane pisma, które posiadał i czekał spokojnie na szarą wołgę. I udało się! Rzutem na taśmę. Został aresztowany i teraz chodzi w glorii „kompletnego” bojownika o wolność Umęczonej.

Przy okazji każdej rocznicy 13 grudnia, na manifestacjach padają słowa o zdradzie narodu polskiego przez Jaruzelskiego i sowietów, o zbrodni na narodzie polskim itp. Chyba nie wiedzą, co mówią. Pomijam już fakt, że są to mocno wytarte frazesy używane przez czerń pisowską i radiomaryjną, chodzi mi raczej o brak logiki w tej frazeologii. Moherstwo uważa, że Jaruzelski nie był Polakiem, a jeśli tak, to nie mógł zdradzić Polaków, tym bardziej sowieci nie mogli tego zrobić. Ta „zbrodnia na narodzie polskim”, to nieco ponad 100 osób, a jest to i tak liczba mocno naciągana, ponieważ są tam również pijani woźnice, rowerzyści i traktorzyści. Za komuny przynajmniej nie było „seryjnych samobójców”, w więzieniach nie umierali zdrowi ludzi, oczywiście piszę o czasach cywilizowanej komuny, a nie tej za Bieruta.

Jasełkom urządzanym z okazji 13 grudnia, przewodzą ludzie, którym, za komuny, nie tylko włos nie spadł z głowy, lecz żyli sobie wtedy jak bąki na kobylej dupie. To naprawdę czysta paranoja! Gdyby przewodził im organizował prezydent Komorowski, Frasyniuk, nawet Michnik, to jeszcze bym zrozumiał, bo – co, by nie powiedzieć – represjonowani byli.

A propos Władysława Frasyniuka. Po tym, jak w niezbyt parlamentarnych słowach podsumował Jarosława Kaczyńskiego, w tzw. niepokornych mediach od razu pojawiły się enuncjacje, że Frasyniuk, to były ubek, że w 1981 roku wraz z Piniorem i Bednarzem ukradli 80 milionów ówczesnych złotych należących do dolnośląskiej „Solidarności”, że Frasyniuk kupił sobie za to ciężarówki do swojej obecnej firmy. Nb., to ewidentna nieprawda – „złodzieje” rozliczyli się z tych pieniędzy na IX Zjeździe „Solidarności” i rozliczenie zostało przyjęte bez zastrzeżeń. Wspomniane media nie raczyły przedstawić żadnych dowodów na to. Poza tym – jeśli mam być szczery – w szeregach PiS, wśród starych stażem i byłych działaczy sam naliczyłem kilka osób, które do dziś się ze związkowych pieniędzy nie rozliczyły.

Wróćmy jeszcze do tych „trzynastogrudniowych” rocznic. W ostatnich obchodach organizowanych przez PiS mieliśmy znów okazję podziwiać spryt Jarosława Kaczyńskiego. Wódz zdał sobie sprawę z tego bowiem, że nie ma co prowokować losu, bo a nuż ktoś nie wytrzyma i wyciągnie coś na niego, o czym nie da się powiedzieć, że jest sfałszowane, albo, żeby ktoś znów nie powiedział : Nie pie… Jarek, nie było cie tam”, dlatego w tegorocznych obchodach inaczej rozłożył akcenty – nie miały one już charakteru martyrologicznego, lecz bardziej ogólnospołeczny. Wyeksponowano wątek fałszerstwa. A fałszerstwa podobają się gawiedzi najbardziej, szczególnie tej składającej się z frustratów, nieudaczników, wykluczonych i zwykłych psycholi oraz naiwniaków.

„Dlaczego jest mi w Polsce źle?” – pyta jeden z takich sam siebie? A PiS odpowiada: „Bo nie rządzi Jarosław Kaczyński, bo go nie dopuszczają, bo Tusk z Putinem zabili mu brata, bo rządzą różne Komoruskie, Tuski, co śmieją się pod Smoleńskiem i szprechają z Putinem na Westerplatte, bo za mało kościołów, krzyży pomników JPII, prezydenta Kaczyńskiego, bo pomnik w Katyniu chcą skrócić o 40 metrów (ja na miejscu Ruskich skróciłbym do czterech metrów), bo..”.

Nikt z tych ludzi nie zauważa, że źle im się żyje nie tylko z powodu rządów PO (tu się akurat nie myl nie mylą) , że powody są bardziej skomplikowane, że częściowo jest, to ich winą, częściowo polityków, którzy rządzili, rządzą, którzy kładli fundamenty pod, co, nazywamy teraz Polską. Jarosław Kaczyński też za ten bajzel odpowiada podobnie jak jego śp. pamięci brat. Jeżeli się do tego nie poczuwa, to jest śmieszny, ale przede wszystkim nieodpowiedzialny.

Ale jestem też wdzięczny Kaczyńskiemu, za to, że miał odwagę, bez względu na to, z jakich pobudek, że odbrązowił stan wojenny, który nie była żadną „zbrodnią wobec narodu polskiego”, lecz zwykłym stanem wyjątkowym, Liczba ofiar – choć każdego życia szkoda – jest praktycznie żadna jeśli porównamy stan wojenny w Chile, Argentynie, Nikaragui, czy innych państwach, gdzie reżimy były „dobre”, bo wierne USA.

Prawdziwy stan wojenny, to był, ale w Czechosłowacji, w 1968 roku. Tam już pierwszego dnia zginęło 58 bezbronnych cywilów i to od kul, nikt się nie cackał lejąc wodę z armatek, czy bijąc pałkami po łbach. Tak, tam był stan wojenny – ogółem 108 cywili w tym kobiet i dzieci zginęło, było tysiące rannych. Były gwałty, rabunki. Myśmy też zapisali tam chlubną kartę – w Jićinie polski żołnierz postrzelił 59. letnią kobietę i próbował zdjąć jej pierścionek z palca, 22. letniego chłopaka, który próbował ją bronić, postrzelił, a później dobił. Peerelowskie sądy wojskowe były w owym czasie bardzo skuteczne – sąd polowy skazał go na śmierć, bandyta dostał kule w łeb już następnego dnia. W operacji „Dunaj” wzięło udział 27 dywizji wojska, 6, 5 tys. czołgów, na które „tchórzliwe Pepiczki” wskakiwały z butelkami napełnionymi benzyną i ginęli, budynku telewizji bronili dziennikarze – kilkunastu zginęło w pierwszych godzinach inwazji. W Polsce oficjalnie zginęło 88 osób, według jeszcze bardziej naciągniętych danych około 100 czy niewiele ponad 100 osób. Więc z czym szanowni polscy kombatanci do ludzi. Z czym?

Dziękujcie Jaruzelskiemu, że wam dupy uratował, nie plujcie na niego. Uff, poniosły mnie emocje.

To dobrze, że Wodzu, tak fajnie się rozprawił z mitem założycielskim III RP, bo już dostawałem torsji od tych lamentów kombatanckich, ale niedobrze, że zastępuje go innymi mitami, ale dwojga złego wolę już „stan Kaczyńskiego” niż operetkę w postaci obchodów rocznic stanu wojennego. Aha zapomniałem dodać, że sam byłem represjonowany, więc, żeby nie było, że jakiś komuch, lub agent jestem, z PO, ani SLD, PSL też nie mam nic wspólnego (i nie miałem, natomiast z PC i owszem).

Źródło | The Polish Review

polish_review_100