Spowiedź „najmłodszego polskiego milionera”

Kamil Cebulski okrzyknięty niegdyś przez media „najmłodszym polskim milionerem” przeniósł swoje interesy do UK i to samo radzi zrobić innym. – Polska jest bardzo dobrym miejscem do życia, dużo razy lepszym niż UK, niestety nie jest dobrym miejscem do prowadzenia działalności – wyjaśnia w rozmowie z Anną Paprzycką.

__________________________________________________________________________________________________________________

Przydomek „najmłodszego polskiego milionera” tak właściwie odnosił się do twojej kreatywności, przedsiębiorczości, a nie do stanu konta. Jako nastolatek byłeś właścicielem kilku sklepów internetowych oraz firmy komputerowej. Znalazłeś niszę i zacząłeś rozkręcać biznes. Jak to się robi?
– Wcale nie neguję tego, że mi się w życiu udało i przepraszać za to nie mam zamiaru. Gdy prasa zaczęła pisać o milionach, to było tego zaledwie kilkaset tysięcy, a gdy o kilkunastu milionach to już zupełnie odleciała. Chociaż jak Bitcoin był po 2,5 tys. to całkiem dobrze zarobiłem.

Od kilku miesięcy nie mieszkasz w Polsce. Przeniosłeś interesy między innymi do Wielkiej Brytanii. Mało tego, pomagasz również innym. Dlaczego? Podobno wywiozłeś z Polski ponad 500 firm.
– Polska jest bardzo dobrym miejscem do życia, dużo razy lepszym niż UK, niestety nie jest dobrym miejscem do prowadzenia działalności. Absolwenci naszej Uczelni zaczęli rozjeżdżać się po świecie i w wielu miejscach postanowili stworzyć uczelnie na wzór ASBIRO. Pierwsza była Wielka Brytania. Miałem do wyboru: mieć centralę w Polsce i oddział w UK lub przenieść się i mieć centrale w UK i oddział w Polsce. Oczywiście, że wybrałem UK.

Koszty samej księgowości w Polsce to było ponad 50 tys. zł rocznie, a w UK za tę samą firmę płacę 600 funtów. A gdy np. odejmiesz czas spędzony na telefonie z księgową, to dostajesz dodatkowe trzy, cztery dni życia. Z biegiem czasu odkrywałem więcej i więcej zalet, pisałem o tym na blogu, ludzie zaczęli pytać, aż w końcu zacząłem organizować wyjazdy. Minęło trochę czasu i już prawie 700 firmom w UK pomogłem się zarejestrować, a z każdą nową ustawą zwracają się kolejni.

Pytasz się dlaczego? Wiesz, mam taką chorobę, zwaną potocznie „urzędozą”. Wyobraź sobie, że masz przed sobą 23-latka. Jąkającego się studenta informatyki, takiego stereotypowego programistę, trochę otyłego, nieogolonego i w sweterku w rąby, który ze swojej jaskini z trzema monitorami w akademiku nigdy nie wychodzi. Pracuje on na zlecenie kasyn internetowych z Malty, które płaciły mu prowizję za pozycjonowanie stron i ściąganie klientów. Pozycjonowanie to nie jest szybki biznes. Trzeba budować zaplecze pozycjonerskie wiele lat, zarządzać linkami itp.

Po zainwestowaniu trzech lat i wszystkich oszczędności zaczął w końcu zarabiać dość dobre pieniądze. Wtedy rząd go ciachnie ustawą antyhazardową i zakazuje promocji hazardu z dnia na dzień i nagle to co robił do tej pory jest zagrożone więzieniem. Człowiek mi mówi, że nie ma problemu, aby z dnia na dzień zamknął biznes i zwolnił kilku swoich kolegów, że z takimi umiejętnościami to spokojnie znajdzie dobrą pracę jako programista. Gdyby jednak firmę zamknął, to musiałby zwrócić VAT za serwery, samochód itp. W sumie blisko 70 tys. zł. Ma do wyboru prowadzić firmę dalej i narazić się na więzienie, albo zamknąć i narazić się na to, że komornik wejdzie na mieszkanie jego rodziców. Dzisiaj spokojnie prowadzi firmę w UK.

Kiedy ciebie słucham, nie mogę powstrzymać się od szukania podobieństw do Wojciecha Cejrowskiego lub Janusza Korwin-Mikke. Czy któraś z tych postaci była kiedyś dla ciebie inspiracją? Miała na ciebie jakiś wpływ?
– O wiele większy wpływ miała moja babcia. Ona zawsze powtarzała, że prawdziwych panów na wojnie zabili komuniści. To mądra kobieta była. Współpracowała z AK, ukrywała radiostację i zbiegów, których szukało SS. Sama też uciekła z pociągu do obozu. Gdy widziała Tuska w telewizji to zaczynała przeklinać, a mi mówiła, że Niemcy ją chcieli zabić, ale gdy skończę szkołę, to abym pomyślał o wyjeździe do Niemiec do pracy, bo tutaj dziadostwo będzie jeszcze przez wiele lat. Widziałem kiedyś taką grafikę, która mówiła ile chlebów, paliwa, mleka itp. można było kupić za przeciętną pensję dziesięć lat temu i teraz. Wychodzi, że jesteśmy biedniejsi o 10-15 proc. Jak widać, babcia nie pomyliła się.

Pana Wojtka nie miałem okazji poznać. Pana Janusza znam całkiem dobrze, popieram i nie mogę się doczekać kiedy zmasakruje ostatniego socjalistę.

Jesteś biznesmenem, fundatorem oraz rektorem ASBiRO. Kiedy pojawił się pomysł założenia alternatywnej uczelni? W przeszłości, zamiast studiować – wolałeś rozwijać firmę, teraz uczysz, to duży przeskok.
– Nie do końca. Ja nadal prowadzę firmę, tylko że zajmującą się organizowaniem kursów MBA czy studiów licencjackich. Uczą wykładowcy, których zapraszam. Założenie jest takie, aby to byli sami przedsiębiorcy i ten model się sprawdza. Ten rok akademicki został u nas zainaugurowany wizytą Davida Stockmana, który był drugim po Ronaldzie Reaganie w jego rządzie i twórcą wszystkich reform zwanych reganomiką. Choć nasza uczelnia jest malutka to ma naprawdę bardzo wysoki profil. W środowisku ludzi wolnorynkowych znana jest na całym świecie.

A pomysł pojawił się bardzo prosto. Gdy gazety o mnie dużo pisały, nauczycielki zaczęły mnie zapraszać na lekcje przedsiębiorczości, abym coś powiedział. Tych zaproszeń robiło się dużo, założyłem więc fundację. W ramach fundacji organizowałem różne imprezy pro przedsiębiorcze i coraz częściej dostawałem opinie od ludzi, że gdyby ich studia tak wyglądały to od razu przenieśliby się do mnie.

Zacząłem więc organizować studia. Nie było łatwo znaleźć kompromis między jakością a ustawą, ale chyba udało nam się to zrobić całkiem dobrze. Niestety władza coraz bardziej nas nie lubi i co chwilę narzuca kolejne obowiązki sprawozdawcze. Wyobraź sobie np., że aby oficjalnie wrzucić Davida Stockmana do grona wykładowców, to chcą od nas odpisu jego świadectwa ukończenia szkoły. Oczywiście wstyd prosić, więc wykładał nieoficjalnie.

Kto może wziąć udział w szkoleniach? Do kogo są adresowane?
– Każdy kto zapłaci oraz oświadczy, że nie jest ani komunistą, ani socjalistą i nie pracuje w urzędzie powszechnie uznanym za działający na szkodę przedsiębiorców jak ZUS, US, PIP, Policja itp. Dodatkowo na różne kierunki mamy różne wymagania. Wraz z coraz większą popularnością szkoły są one coraz wyższe. Np. na MBA wymagamy doświadczenia w prowadzeniu firmy, aby nie musieć tłumaczyć podstaw i móc skupić się na bardziej zaawansowanych rzeczach.

Jak żyje ci się na emigracji. Masz poczucie winy za korki na angielskich drogach? Czujesz się obywatelem drugiej kategorii, a może boisz się deportacji do Polski?
– Nie czuję się jak emigrant. W Polsce przebywam przynajmniej tyle samo co w UK. Ponadto, w UK jestem inwestorem. Sprowadzam przedsiębiorców, którzy tworzą miejsca pracy. Dostałem nawet ładne podziękowanie za swoją działalność od Izby Lordów podpisane przez Lorda Prescota. W obcym kraju zawsze najlepiej pojawiać się jako inwestor lub jako turysta. Takich ludzi kocha każdy kraj.

Powiedziałeś kiedyś, że w naszym kraju ojczystym nie da się prowadzić interesów, bo jest za dużo biurokracji. W niektórych wystąpieniach namawiasz do założenia fundacji, w celu ograniczenia papierologii i zabezpieczenia się na przyszłość. Czy podobną zasadę można stosować wszędzie? Polecasz również zakładanie fundacji/charity shop w UK?
– Nie mogłem powiedzieć, że się nie da prowadzić interesów, bo się da. Nawet kilka milionów ludzi to robi. Tylko niektórych się nie da, a jeszcze inne są nieopłacalne. Argumentem za fundacją nie jest ilość papierologi, bo ta jest większa. Tak jak w każdej organizacji, która musi prowadzić pełną księgowość. Zabezpieczenie jak najbardziej.

Jeżeli zaś chodzi o UK, to jest to całkiem inna sytuacja. Tutaj jest całkiem inne prawo niż w Polsce i np. nie ma tutaj prywatnej odpowiedzialności zarządu za długi podatkowe spółki LTD i wiele innych rzeczy, które po prostu marginalizują zalety fundacji jako formy organizacyjnej. Wywiad to jednak nie miejsce, aby wchodzić w takie szczegóły. Do tego organizujemy trzydniowe szkolenia i wypijamy litry piwa, aby wymienić doświadczenia.

Oczywiście popieram nie tylko zakładanie fundacji, ale każdą działalność charytatywną nie opartą o przymus. Chodzi tutaj po pierwsze o działalność nie finansowaną z podatków, a po drugie skierowaną do osób, które nie domagają się pomocy, a więc otrzymywania zasiłków.

W pierwszym przypadku chodzi mi o to, że pomoc pod przymusem to żadna pomoc tylko złodziejstwo, a w drugim o to, że pomożesz komuś, a on potem zagłosuje na komunistów z SLD czy PO i dowalą ci taki domiar, że się nie pozbierasz.

Jakie są jeszcze różnice w prowadzeniu interesów w Anglii a w Polsce?
– Organizuję te szkolenia w UK z prowadzenia firmy. Tam zawsze po wykładzie jest kolejka pytań. Ludzie się zgłaszają i pytają „Czy w UK…” Odpowiedź przeważnie jest jedna – „tutaj tego nie ma”. Jakąkolwiek przeszkodę istniejącą w Polsce sobie wymyślisz, to jeżeli chodzi o Anglię, to tam jej nie ma. W półmilionowym mieście nie ma urzędu skarbowego, nie ma komu prześladować. Ani też nie ma komu oszukiwać, bo przepisów jest sto razy mniej.

W Polsce za księgowość płaciłem ok. 50 tys. rocznie plus jeszcze opłacałem dziewczynę na pół etatu, aby dowoziła do biura rachunkowego papiery. W UK podatki płacę większe, ale za to za księgowość wyszło dokładnie 600 funtów za cały rok. Jeżeli o mnie chodzi to czysty zysk.

Albo wyobraź sobie jest człowiek, który tankuje samochód, bierze paragon, robi zdjęcie paragonu smartfonem i wyrzuca paragon. Gdy to porównasz do pani kontroler z urzędu skarbowego w Tarnowie, która jakieś cztery lata temu mojemu koledze chciała wystawić mandat za niepomiętą fakturę VAT. Brak pomięcia i idealny jej wygląd miał wskazywać na to, że firma ze Szczecina wysłała do kolegi PDF z fakturą, a on ją wydrukował, co było wtedy zakazane. Prawo nakazywało wydrukowanie faktury w Szczecinie i wysłanie jej pocztą.

Aby oddać sprawiedliwość, muszę zauważyć, że takich przepisów już nie ma. Dużo przepisów zmienia się na dobre. Np. z ostatniej debaty z przedstawicielami Izby Skarbowej w Lublinie dowiedziałem się, że od 2017 roku będzie można do urzędu skarbowego wysłać email, a pewnie za dwa kolejne lata będą mogli na ten email odpisać.

Zamierzasz kiedyś wrócić na stałe do Polski?
– Oczywiście. Tak jak mówiłem uważam Polskę za naprawdę bardzo dobry kraj do życia. Bardzo niska przestępczość, ludzie pobożni, gościnni i uśmiechnięci. Może jeszcze w kulturze jazdy na drogach tego nie widać, ale to się szybko zmienia. Szkoły prywatne na bardzo dobrym poziomie. Brak jadowitych zwierząt. Ceny niskie. Klimat super. Można się poopalać latem i na nartach pojeździć zimą. Zero trzęsień ziemi, huraganów, malarii czy walk rasowych. Nie ma żebraków ani alkoholików, bo nie ma zasiłków. Państwo dzieci nie zabiera do domów dziecka pod byle pretekstem.

Naprawdę pod tymi i wieloma innymi względami Polska jest ewenementem na skalę światową. Co prawda z biegiem czasu jest coraz gorzej, ale nadal jest całkiem dobrze. Gdyby tylko odpuścili tę całą biurokrację jeżeli chodzi o prowadzenie firmy, naprawili sądownictwo i nie zmieniali prawa tak często, to bardzo szybko byśmy przegonili większość krajów świata.

Źródło | Goniec.com

goniec_150