» Anna Kutera | Źródło: Daily Mail

35 letnia mieszkanka Walii, Katie Maytum, śmiertelnie chora na raka piersi, żąda od szpitala 750 tys. funtów zadośćuczynienia. Jej zdaniem, gdyby choroba była zdiagnozowana wcześniej, miałaby szansę na wyleczenie.

____________________________________________________________________________

Raka zdiagnozowano u kobiety w styczniu 2011 roku. Katie poddała się operacji i chemioterapii, lecz mimo intensywnego leczenia, usłyszała w kwietniu 2014, że zostało jej 18 miesięcy życia. Jednak najsmutniejsze w tej historii jest to, że Katie – matka dwójki małych dzieci – już w lipcu 2010 roku odkryła w piersi guzek. Gdy udała się do rodzinnego lekarza, ten natychmiast skierował ją do Princess of Wales Hospital na badania diagnostyczne. Jednak specjalista ze szpitala, Vummiti Muralikrishnan, zdegradował jej przypadek z „pilne” na „rutynowe” badanie. W praktyce oznaczało to, że zamiast dwóch tygodni, kobieta musiała czekać na badanie prawie pół roku. Kiedy w końcu została przyjęta, okazało się, że rak piersi jest już bardzo zaawansowany.

Adwokaci kobiety twierdzą, że to z winy opieszałości szpitala Katie nie da się już wyleczyć. Walijski NHS potwierdza, że pacjenta powinna dostać się do lekarza w przeciągu maksymalnie trzech miesięcy (zwykle czas oczekiwania w takich przypadkach jest krótszy), jednak Princess of Wales Hospital kierował się swoimi własnymi zasadami w przyznaniu kobiecie statusu. W szpitalu trwa teraz policyjne dochodzenie w sprawie zaniedbań.