Śmierć Zygmunta Adamskiego to sprawa kosmitów

– Jeśli za 50 lat odkryjemy, że obcy nas odwiedzają, a my nic o tym nie wiedzieliśmy, to będziemy mieli odpowiedź – koroner James Turnbull w taki sposób odniósł się do pytań dziennikarzy o tajemniczą śmierć Zygmunta Adamskiego. Przyznał, że to najdziwniejsza sprawa, z jaką zetknął się w swej dotychczasowej pracy zawodowej. Sprawców nigdy nie wykryto.

Kilka minut przed czwartą po południu, w środę, 11 czerwca 1980 roku Trevor Parker, syn właściciela składu węgla w niewielkim mieście Todmorden w północno-zachodniej Anglii, przyjechał na plac, aby przygotować transport węgla. To był pracowity dzień – Trevor robił już drugi kurs. Po porannym załadunku opuścił skład około 11. Tym razem, gdy dotarł na miejsce na szczycie czterometrowej kupy węgla, nieopodal wejścia do szybu, zauważył coś niepokojącego. Podszedł bliżej i zastygł z przerażenia. Teraz już doskonale widział leżącego mężczyznę. Parker nie był pewien czy żyje i nie miał zamiaru tego sprawdzać – był zbyt wystraszony. Wezwał pomoc.

Pierwsza na miejsce przyjechała karetka – medycy potwierdzili, że mężczyzna nie żyje. Chwilę później zjawiła się policja. Funkcjonariusz Alan Godfrey po pobieżnym zbadaniu miejsca zbrodni nie zauważył żadnych śladów mordercy. Jego uwagę natomiast przykuła twarz nieboszczyka – grymas przerażenia podsuwał myśl o stresie, jakiego doznał przed śmiercią. Do tego szeroko otwarte oczy nieruchomo wbite w niebo oraz ubranie, jakby pospiesznie przez kogoś nałożone: guziki spodni i płaszcza krzywo pozapinane i brak koszuli. Zniknęły też jego zegarek i portfel. Godfrey zauważył jeszcze coś. Rozejrzał się dookoła, wszędzie widział węgiel i brunatny pył, natomiast ubranie tego człowieka było czyste.

Niebawem wszczęto śledztwo, ale jego ustalenia przyniosły więcej pytań niż odpowiedzi.

Nieobecność Zygmunta

Prędko ustalono tożsamość nieboszczyka. Zygmunt Adamski urodził się w 1926 roku w Polsce. Przyjechał do Wielkiej Brytanii po II wojnie światowej, gdzie zatrudnił się jako górnik w kopalni węgla Lofthouse. Mieszkał w niewielkiej wiosce Tingley, koło Leeds, wraz z chorą na stwardnienie rozsiane żoną, Leokadią. Aby się nią opiekować 57-letni Adamski ubiegał się o wcześniejszą emeryturę.

Ustalono także, że kilka dni wcześniej w piątek, 6 czerwca, około godziny 15:30 Adamski wyszedł do sklepu kupić ziemniaki. Przywitał się z sąsiadką, gdy wychodził z domu – ona jako ostatnia widziała go przy życiu – i słuch po nim zaginął. Nie przyszedł na ślub swojej chrześnicy, który odbył się następnego dnia. Poszukiwania nie przyniosły żadnych rezultatów. Jego żona twierdziła, że został porwany, natomiast znajomi i przyjaciele Polaka, wypytywani przez policję, mówili o Zygmuncie jak o człowieku z usposobienia spokojnym i niekonfliktowym, który nie miał wrogów. Dla wszystkich zaskoczeniem było, że po pięciu dniach od zaginięcia znaleziono go w takich okolicznościach niemal 50 km od domu. Ale prawdziwych rewelacji odnoście śmierci Zygmunta Adamskiego dostarczyła sekcja zwłok.

Okrągłe oparzenia

Dr Alan Eduards ogłosił, że przyczyną śmierci Polaka był zawał serca wywołany silnym wzburzeniem, a śmierć nastąpiła między 11:00 a 13:00 w dniu, w którym odnaleziono ciało. Nie udało się natomiast stwierdzić, czy Adamski umarł w miejscu gdzie go odnaleziono. Sekcja wykazała jednak, że w ciągu tych pięciu dni odżywiał się normalnie oraz przebywał w miejscu, gdzie mógł dbać o higienę – patolog stwierdził jednodniowy zarost.
Dalsza część raportu z sekcji sugerowała coś dziwnego. Na jego ciele nie znaleziono uszkodzeń, zadrapań, żadnych śladów walki albo oporu poza niewielkimi okrągłymi oparzeniami na plecach, ramionach oraz głowie. Według Eduardsa powstały dwa dni wcześniej. Na nich biegli znaleźli dziwną galaretowatą maść, której pochodzenia nie byli wstanie określić. W raporcie pojawia się jedynie wzmianka, że nie była to wazelina. Sprawdzono – Adamski nie był w tym czasie przyjmowany w żadnym z okolicznych szpitali.

To wystarczyło, aby na pierwsze strony brytyjskich gazet trafiła historia o górniku uprowadzonym przez obcych. Dziennikarze Sunday Mirror w materiale z września 1981 roku „UFO Death Riddle” spekulowali na temat tajemniczych okoliczności śmierci Adamskiego, który na szczyt węglowej hałdy został zrzucony z góry, co – według autorów – świadczy o ingerencji kosmitów.

Spotkanie trzeciego stopnia

Wiarę w te sensacyjne doniesienia podsyciły wydarzenia, do jakich doszło parę miesięcy później. O świcie, 28 listopada, policjant Alan Godfrey – ten sam, który badał sprawę śmierci Adamskiego – został wezwany do sprawy kradzieży krów. Na obrzeżach miasteczka Todmorden – jak relacjonuje Godfrey – zauważył świecący obiekt. Z początku wydawało mu się, że to autobus, ale wkrótce zrozumiał, że ma do czynienia z UFO. Próbował wezwać pomoc, ale radio zawiodło. Zaczął więc szkicować świecący obiekt, który kołysał się około 20 metrów ponad nim – stąd wiadomo, że był to owal z kanciastymi elementami w górnej części. Po chwili tajemniczy statek zniknął, a policjant zawrócił na posterunek, by czym prędzej opowiedzieć o wszystkim swoim kolegom. Nikt poza nim nie widział tajemniczego obiektu, choć kilka osób potwierdziło, że tamtego poranka zaobserwowali w tamtej okolicy światła.

Niebawem sprawa trafiła do gazet, gdzie połączono oba zdarzenia, a samo Todmorden stało się najpopularniejszym w Wielkiej Brytanii miejscem obserwacji niewyjaśnionych zjawisk, choć ufolodzy z łatwością obalili większość z nich.

Czynnik ludzki

Ci, skupieni wokół Brytyjskiego Towarzystwa Badań nad UFO, po 26 latach wrócili do sprawy Zygmunta Adamskiego. W 2006 roku opublikowali raport, który co prawda nie wskazuje zabójcy Polaka, ale sugeruje bardziej „przyziemne” scenariusze jego śmierci. Badacze ustalili, że Adamski był pokłócony z kimś z rodziny i przed nadchodzącym ślubem chrześnicy chciał z tą osobą wyjaśnić nieporozumienia. Prawdopodobnie wtedy został uwięziony i najwyraźniej był przetrzymywany w dobrych warunkach, stąd jednodniowy zarost. Odnosząc się do zeznań Alana Godfrey’a odnośnie pozycji, w jakiej został odnaleziony mężczyzna, autorzy raportu zauważają, że to medycy, śpiesząc z pomocą oraz sprawdzając jego czynności życiowe, ułożyli nieboszczyka na plecach.

Natomiast poparzenia na jego ciele mogły powstać przy próbie ucieczki bądź tortur albo w trakcie zdrowotnego zabiegu termopunktury, któremu Adamski poddawał się co jakiś czas – niestety nie udało się zidentyfikować osoby, która go leczyła. Możliwe też, że trzymany w zamknięciu Polak dostał zawału serca, a ten, kto go przetrzymywał po prostu porzucił ciało i wcale nie miał w zamiarach morderstwa. Autorom raportu nie udało się dotrzeć do dokumentacji z sekcji zwłok Adamskiego, dlatego wciąż niewyjaśnioną pozostaje kwestia maści na oparzeniach górnika. Niemniej ufolodzy wskazują na ludzki czynnik, który stoi za śmiercią Polaka, zdecydowanie odrzucając teorie o kosmitach.

Akta sprawy nigdy nie trafiły do policyjnego archiwum. Sprawa wciąż jest otwarta, choć ciężko oczekiwać, że po tylu latach uda się wyjaśnić co naprawdę przydarzyło się Zygmuntowi Adamskiemu. Nietrudno też wyobrazić sobie, że ktoś zna odpowiedź na to pytanie, a historia z UFO jest tej osobie niezwykle na rękę.

Paweł Chojnowski

goniec_150

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

INFORMACJE I BIZNES

OPINIE I PUBLICYSTYKA

/Autor

„Chcemy, żeby Polacy zostali”

Brytyjska wiceminister spraw wewnętrznych Caroline Nokes zaapelowała w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej do Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii, aby pozostali w kraju po wyjściu z Unii Europejskiej. Zapewniła, że rejestracja pobytu będzie 'tak prosta, jak to tylko możliwe'.

STYL I KULTURA