Warsaw Uprising to międzynarodowa wersja filmu Powstanie Warszawskie, który w Polsce obejrzało blisko 650 tys. widzów. Z myślą o zagranicznym widzu i amerykańskich festiwalach filmowych powstała specjalna wersja filmu, w której po powstaniu oprowadza amerykańskiego lotnika dwoje młodych reporterów. Właśnie odbyła się europejska premiera obrazu – w Glasgow, a nam udało się porozmawiać z jego producentem i współautorem scenariusza, Piotrem C. Śliwowskim.

___________________________________________________________________________________________________________________________

Emito.net: Powstanie obejrzało prawie milion polskich widzów. Co Pana zdaniem decyduje o sukcesie tego filmu?

Piotr C. Śliwiński: Wydaje mi się, że jest to przede wszystkim temat, połączony z nowatorską formą. ,Powstanie Warszawskie to pierwszy na świecie film zmontowany wyłącznie z materiałów dokumentalnych – w tym przypadku są to oryginalne kroniki z Powstania Warszawskiego, nakręcone przez wybitnych operatorów i realizatorów pracujących dla Biura Informacji i Propagandy AK.

Jest to materiał niezwykły, przede wszystkim ze względu na okoliczności w jakich powstał, ale także trudny – krótkie 4-5 sekundowe ujęcia, kręcone przez kilka ekip działających w różnych częściach miasta, na różnej jakości sprzęcie. Z sześciu godzin kronik zmontowaliśmy półtoragodzinny film, opowiadający historię operatorów dokumentujących Powstanie.

Oryginalny materiał był czarno-biały, niemy i zniszczony. My go poddaliśmy restoringowi, pokolorowaliśmy i udźwiękowiliśmy. Nikt nigdy nie realizował takiego projektu filmowego. Sam proces koloryzacji jest tematem na osobną rozmowę – wystarczy powiedzieć, że pokolorowaliśmy ponad 100 tys. klatek, a nie istnieje żaden program komputerowy potrafiący zautomatyzować ten proces!

Skąd bierze się siła tego obrazu?

Z prawdy. Proszę pamiętać, że oglądamy prawdziwych ludzi, uczestników tamtych wydarzeń. Jeżeli na ekranie ktoś się śmieje, to śmiał się naprawdę, jeśli płacze, płakał naprawdę, a jeśli umiera – to umierał naprawdę. Siła tego obrazu jest obezwładniająca.

W toczącej się od lat dyskusji o sensie Powstania rodzi się także kolejne: o sens mówienia o nim. Co Pan na to?

Powstanie Warszawskie jest jednym z tych wydarzeń, które budzą w nas niezwykle silne emocje. Dyskusja o sensie Powstania trwa od jego wybuchu i nic nie wskazuje na to, by miała się kiedykolwiek zakończyć. Natomiast nie zauważyłem, żeby toczyła się ona szczególnie intensywnie wokół poruszonej przez Panią kwestii.

Najlepszym dowodem na to są setki tysięcy ludzi, przychodzących do Muzeum Powstania Warszawskiego oraz biorących udział w projektach i inicjatywach organizowanych przez Muzeum. Ponad 600 tys. widzów filmu „Powstanie Warszawskie” jest doskonałym dowodem na to, że wciąż jest olbrzymie zapotrzebowanie na opowiadanie o Powstaniu.

Skąd wziął się pomysł „przerobienia” polskiej wersji filmu na międzynarodową?

Od samego początku pragnęliśmy, żeby nasz film był produkcją przeznaczoną do szerokiej dystrybucji – tak w kraju, jak i zagranicą. Chcieliśmy też, żeby powalczył o liczące się w świecie filmowym nagrody, włącznie z tą najważniejszą czyli Oscarem. Kiedy zapadał decyzja o zgłoszeniu filmu do Oskara, uznaliśmy, że musimy dostosować nasz film do percepcji widza anglosaskiego.

Proszę pamiętać, że znajomość historii tej części Europy, nie mówię już nawet o samym Powstaniu, jest na Zachodzie – eufemistycznie mówiąc – niewielka. Dlatego uznaliśmy, że potrzebne są wyjaśnienia kwestii, które dla nas są oczywiste, a dla widza amerykańskiego już nie. W ramach Oscarowej promocji naszego filmu spędziłem dwa tygodnie w Los Angeles – sądząc z reakcji tamtejszych widzów droga, którą wybraliśmy była słuszna.

Jak wyglądała praca nad obiema wersjami? Czym się różniła?

Praca nad wersją polską była oczywiście o wiele trudniejsza. Realizowaliśmy absolutnie pionierski projekt filmowy, nie mając żadnego punktu odniesienia i nie mogąc korzystać z doświadczeń innych twórców. Trudno być może w to uwierzyć, ale niepewność co do ostatecznego rezultatu pracy towarzyszyła mi do dnia premiery. Natomiast wersja międzynarodowa była udoskonalaniem wersji polskej – np. w zakresie montażu dźwięku i profilowaniem jej pod widza anglosaskiego.

Czy chciałby Pan, by film trafił do swoistego „kanonu” lektur Polaka? A może powinien być np. obowiązkowy w szkołach?

Nasz film ma wyjątkowy charakter edukacyjny i z pewnością powinien być na liście filmów, które gimnazjalista czy licealista powinien obejrzeć.

W dzisiejszych, całkiem przecież niespokojnych czasach, drąży nas pytanie o sens patriotyzmu, o sens umierania za wyższe wartości. Czy sądzi Pan, że dziś możliwe byłoby drugie takie powstanie, jak warszawskie? W Polsce?

Jeżeli pyta mnie pani o to, czy uważam, że Polacy mieliby dzisiaj odwagę przeciwstawić się o wiele silniejszemu wrogowi – myślę, że tak. Mam jednak nadzieję, że nigdy nie będziemy musieli tego sprawdzać w praktyce…

Jaki inny historyczny moment chciałby Pan, by uwiecznić w podobny sposób, na taśmie filmowej?

Jako historyk żałuję, że kamera została wynaleziona tak późno – obejrzeć np. bitwę pod Hastings, to by było coś…

Rozmawiała Justyna Sroka | Emito.net

emito_net_150

Sharing is caring!