» Iwona Starosta | Goniec.com

Angielska kuchnia nie ma najlepszej renomy na świecie. Uchodzi za niezbyt smaczną i mało wyszukaną. Mało pochlebną opinię o brytyjskiej sztuce kulinarnej mają przyjeżdżający tu Polacy. Typowe rodzime potrawy, jak schabowy, bigos czy pierogi, dla wielu naszych rodaków są najlepszymi daniami na świecie. Jednak dłuższy pobyt za granicą może zmienić wiele nawyków, w tym także żywieniowe. W Anglii można spróbować dań dosłownie z całego świata.

____________________________________________________________________________________________________________

Postanowiliśmy sprawdzić, czy rzeczywiście zmieniamy nasze gusta kulinarne, mieszkając na Wyspach. Czy pozostajemy wierni polskiemu kapuśniakowi, czy próbujemy potraw angielskich, a może smakują nam dania z kuchni wschodniej, tak popularnej w Wielkiej Brytanii.

Moją pierwszą rozmówczynię spotykam w długiej kolejce w jednym z wielkich supermarketów na Wood Green w północnym Londynie. Kolejka jest naprawdę długa, przesuwa się powoli, jest więc czas, aby uciąć sobie dłuższą pogawędkę.

– Ja od przyjazdu do Anglii pięć lat temu bardzo zmieniłam swój sposób żywienia – mówi Kasia.

– Zanim tu przyjechałam odżywiałam się typowo po polsku, czyli schabowy, pierogi i tym podobne. Tu na początku też próbowałam jeść tak samo, ale powoli zmieniałam swoje przyzwyczajenia. Zawsze lubiłam próbować nowych potraw, więc oczywiście odwiedzałam chińskie restauracje – tam jadałam noodle, spring rolls, kurczaka czy inne mięsa z warzywami, różne curry i tym podobne. Zaglądałam też często do tureckich restauracji, gdzie jadłam zwykle kebaby. Nawet kilka razy jakieś wietnamskie i bangladeskie dania miałam okazję spróbować, ale ich nazw nie pamiętam. O angielskiej kuchni nie miałam dobrego zdania – kojarzyła mi się głównie z fish and chips i nic ponadto. Ale z czasem polubiłam inne typowo angielskie dania jak choćby roast – czyli wszystko pieczone – mięso, warzywa, ziemniaki. To danie na dobre zagościło w mojej kuchni i niemal jak typowa Angielka, w niedzielę z reguły serwuję rodzinie roast. Lubię też quiche – takie kruche ciasto z nadzieniem z mięsa, sera, warzyw, dosłownie wszystko tam może się znaleźć, więc za każdym razem jest inne. Po tych pięciu latach w Londynie bardzo rzadko jem na przykład tradycyjnego schabowego. Ale jak jadę do Polski, to nie żałuję sobie tych typowo polskich dań, jak choćby bigos. Na co dzień tutaj jednak jem zupełnie inaczej niż dawniej. Jak tylko mam czas, staram się sama gotować i nie korzystam z tych gotowych dań, które można kupić w każdym supermarkecie – na początku nawet mi one smakowały, ale teraz już nie – opowiada.

Na kolejną rozmówczynię trafiam tuż przed wejściem do polskiego sklepu.

– Pomimo że mieszkam w Londynie od siedmiu lat, nadal pozostaję wierna polskiej kuchni – twierdzi Krystyna. – Ja i cała moja rodzina, uwielbiamy pierogi, placki ziemniaczane, kopytka, kotlety schabowe lub mielone – typowe polskie jedzenie. Próbowałam nawet różnych innych rzeczy – jak kebaby czy chińskie jedzenie, ale jakoś nie mogę się do tych smaków przekonać. Mogę od czasu do czasu zjeść, ale żebym jakoś przepadała za tym, to nie. Praktycznie jemy dokładnie tak samo, jak w Polsce. Na szczęście sklepy polskie mam pod nosem – aż trzy są w pobliżu, więc z kupnem polskich produktów nie mam problemu. Zresztą w Tesco czy Sainsbury’s też są polskie rzeczy, więc tam czasem kupuję to, czego mi potrzeba. Przyznam jednak, że na przykład kotlety z drobiu jakoś inaczej smakują tu i w Polsce. Może jakoś inaczej są karmione te kurczaki, bo są trochę inne. Ale do tego już przywykłam. O kuchni angielskiej, szczerze mówiąc niewiele wiem, ale na pewno do znanych i dobrych nie należy. Takie zupy na przykład, nasz krupnik czy kapuśniak, czy nawet pomidorowa z ryżem, to jest jedzenie. Anglicy praktycznie takich zup nie mają, tylko jakieś zupy-kremy. To zupełnie nie dla mnie – wyznaje.



mielone

Grube frytki

Podobnie mało entuzjastycznie o brytyjskiej kuchni myślą inni rodacy.

– Kuchnia angielska – to chyba te ich grube frytki – te chips – z rybą, z hamburgerem, ze wszystkim – mówi Zbigniew, w Londynie od dwóch lat. – Do wszystkiego te frytki dają. A gotowanych ziemniaków to prawie nie ma, a na pewno zdrowsze. Nie jestem specjalistą w dziedzinie jedzenia, ale wydaje mi się, że Anglicy odżywiają się koszmarnie. Albo biorą na wynos z różnych barów, albo w supermarketach – też gotowe dania. Ja nie wiem, czy oni w ogóle w domu gotują. Te kuchnie to takie malutkie wszędzie. Ja wielkim kucharzem nie jestem, ale ziemniaki i jakiś kawałek mięsa do tego, to umiem sobie zrobić i robię. Przecież nie będę wiecznie jadł tych gotowych dań, bo to wcale tak tanio nie wychodzi i niezbyt dobre, a na pewno niezdrowe. Wiadomo, że tam idą na ilość, nie na jakość. Jedzenia w angielskich pubach parę razy spróbowałem. Da się zjeść, ale żebym bardzo lubił, to nie. Przed świętami, tak jak teraz, to chyba trochę lepsze mają – takie pieczone mięsa – indyk czy wieprzowina. Ale tak na co dzień to niezbyt ciekawe to jedzenie. Wolę nasze – schabowy, drobiowy czy nawet mielony z gotowanymi ziemniakami, jakaś surówka – to jest obiad – podkreśla.

Nie jest taka zła

Jednak nie wszyscy rodacy są tak wielkimi krytykami angielskiej sztuki kulinarnej.

– Jak człowiek tu mieszka, to chcąc nie chcąc coś tam w nawykach żywieniowych zmienia – przyznaje Monika, mieszkanka Londynu od czterech lat. – Do mojego jadłospisu na stałe trafiły na przykład zupy kremy. W Polsce raczej je się zupy z pokrojonymi warzywami, tu się je miksuje i przyznam, że podoba mi się to. Zresztą wybór warzyw jest tu ogromny, więc można najrozmaitsze zupy robić. Lubię też w niedzielę zrobić roast – wrzucam wszystko do piekarnika i czekam aż się zrobi. Łatwe do przygotowania i smaczne. Na święta też zawsze mam indyka. To też taki angielski zwyczaj i mi się podoba. W końcu kurczaki je się na co dzień, więc w święta dla odmiany inny drób – przyznaje.

– Angielska kuchnia, wbrew pozorom nie jest taka zła – uważa Kamil, w Londynie od roku, wcześniej kilka lat na północy Anglii. – Na przykład, te ich „pie” (ciasta) z różnymi nadzieniami – ryba, mięso, kiełbaski, warzywa. Często też kupuję cornish pasty – to takie jakby duże pieczone pierogi z różnymi nadzieniami. Całkiem dobre i pożywne. Albo angielskie śniadanie – z boczkiem, kiełbaskami, jajkiem, pomidorami i, obowiązkowo, fasolką – bardzo dobre i syte. Uwielbiam też ich Yorkshire pudding, który z reguły podawany jest z pieczonymi ziemniakami, warzywami i mięsem do tak zwanego Sunday roast. Z deserów to lubię trifle – taki deser z galaretką, biszkoptem, custardem i owocami. A teraz to często jadam christmas pudding, bo pełno tego już w sklepach. Każda kuchnia ma parę dobrych potraw i angielska też takie niezłe dania ma – zauważa.

Zjem wszystko

Panowie, zwłaszcza ci, którzy stołują się głównie w domu, często nie wnikają nawet, z jakiej kuchni dane danie pochodzi.

– Ja tam zjem wszystko, co żona zrobi – przyznaje Stanisław, budowlaniec, w Londynie od sześciu lat. – Szczerze mówiąc, to nie wiem, czy to polska potrawa czy jakaś inna. Żona lubi gotować i lubi różne nowe rzeczy robić. Pewnie, jak robi ryż curry, to nie jest to typowo polska potrawa. Ale też schabowy czy mielony jest na talerzu od czasu do czasu, więc z polskiej kuchni nie zrezygnowała. Dla mnie ważne jest, żeby się dobrze najeść, a czy to polska, chińska czy angielska kuchnia, to nieważne. Jak dobrze smakuje – to w porządku. A chińskie jedzenie nie jest złe, bo nieraz z żoną chodzimy do chińskiej restauracji. Ale jak się te ich potrawy nazywają, to ja pojęcia nie mam – wyznaje.

Z naszego sondażu wynika, że większość z nas, przynajmniej trochę, zmienia gusty kulinarne mieszkając na Wyspach. Tylko naprawdę nieliczni pozostają wierni jedynie typowo polskim smakom. Większość, przynajmniej z ciekawości, korzysta z okazji i próbuje potraw z różnych zakątków świata. Niektóre nowinki na stałe wpisują się w codzienne menu naszych rodaków.

Źródło | Goniec.com

goniec_150

Sharing is caring!