„Radio Maryja“ czy Radio PIS?

» Dorota Kosko

Istniejące od 1981 roku „Radio Maryja“ tylko z nazwy kojarzy się z Kościołem, wiarą i przestrzeganiem dekalogu. Miłość do bliźniego z pewnością nie jest tutaj jednym z priorytetów i cenioną wartością, chyba że jest to miłość do Prezesa, lub sympatyków PIS – u. Otoczka pobożności, modlitw i kalendarza uroczystości sprawia wrażenie przykrywki dla prawdziwych intencji i szerzenia nienawiści wobec przeciwników pana Kaczyńskiego.

______________________________________________________________________________________________________

Wystarczy zaglądnąć na fanpage https://www.facebook.com/RadioMaryja liczący sobie prawie 40 tysięcy fanów. Między informacjami zgodnymi z przeznaczeniem tak poważanej stacji radiowej znajdziemy wiele informacji szkalujących ludzi „lewicy“. Przemilczane z kolei zostają afery z prawego skrzydła polityki. Wśród komentujących znajdziemy istnie uduchowionych „fanów“ wiary, a raczej fanatyków, którzy najchętniej ukamieniowaliby każdego w imię swojego „Boga“ ( z pewnością nie mam tu na myśli Boga). Są to pseudokatolicy, którzy zachowują się niczym wyznawcy jakiejś sekty, w której guru jest oczywiście Rydzyk. Niespotykana agresja wśród fanów Radia Maryja jest powszechna i coraz to lepsze próbki tego można zobaczyć choćby na You Tube:

Wydawać by się mogło, że kościół powinien trzymać się z dala od polityki, a zająć się Słowem Bożym i wyznawcami. Niestety, gdzie rządzi ks. Tadeusz Rydzyk „Szybkie Ręce“, tam nie ma Kościoła w kościele, zamiast Boga jest nienawiść, chciwość i brak poszanowania drugiego człowieka. W głównych wiadomościach na stronie Radia Maryja przeczytamy o aferze z Sikorskim, 80 tysiącach za niewykorzystany urlop Tuska, o tym, że prezydent Warszawy nie wywiązała się z terminu oddania II linii metra.

Każdy średnio inteligentny człowiek zauważy prawidłowość – jeśli w PIS dzieje się źle – Radio milczy, jeśli jest się czym pochwalić – czytelnicy i słuchacze dostaną niusa na złotej tacy. Szkoda tylko, że w przypadku partii opozycyjnych do PISu sytuacja wygląda zupełnie odwrotnie. Czyżby Bóg nakazał popieranie jedynej i słusznej partii? Wydawało mi się, że Kościół powinien stać z dala od polityki, ale przecież i podczas nabożeństw w najlepsze trwa kampania wyborcza prowadzona przez upolitycznionych duchownych. Niegdyś ludzie chodzili na mszę by się pomodlić, wysłuchać kazania i przyjąć najświętszy sakrament. Dziś mamy erę modlitw za PIS, kazań przeciw PO, a najświętszy sakrament uzależniony jest na przykład od orientacji seksualnej.

Nie ma się więc co dziwić, dlaczego młodzi ludzie uciekają od kościoła, a wierni wolą modlić się w domach. Kiedy odejdzie ostatnie pokolenie zapatrzonych w Rydzyka jak w święty obrazek starszych ludzi, a kościoły będą prowadzone przez ludzi pokroju ks. Jakuba Bartczaka pojawi się może w końcu szansa na przywrócenie prawdziwej funkcji Kościoła.