FREDERICK HERBERT ROSSAKOVSKY-LLOYD, PROWOKATOR NIOSĄCY SŁOWA

Damian Biliński: Gdyby spojrzeć na twoją notę biograficzną można by powiedzieć, iż Frederick Herbert Rossakovsky-Lloyd jest niemałą orkiestrą, w której słychać wiele oryginalnych instrumentów, ba, zdaje się iż Rossakovsky-Lloyd jest nawet batutą. Możesz powiedzieć, jaka to melodia?

Frederick Herbert Rossakovsky-Lloyd: Taki mix: techno, muzyki klasycznej i dźwięków zaczerpniętych z toru wyścigowego. Nie lubię stagnacji – jestem życiowym hazardzistą i wierzę (a to wiara sprawdzona, więc już prawie wiedza), że „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”. Jednym słowem, każdy z nas może być tym, kim chce być. To bardzo proste. Całym światem rządzi prawo przyczyny i skutku. Mam zwyczajny życiorys, stosowny do wykonywanego zawodu i wieku. Gdybym był kolarzem, ścigałbym się pewnie wszędzie tam, gdzie się da, zbierałbym medale i najprawdopodobniej nauczałbym pozostałych jak skutecznie pedałować. Na świecie są: kierujący i kierowani. Więc jeśli o batutę i orkiestrę chodzi, to wolę być dyrygentem.

W takim razie porozmawiajmy chwilę o przyczynach. Jesteś Redaktorem Naczelnym kwartalnika artystycznego E=Sztuka do kwadratu, oraz właścicielem i głównym administratorem portalu artystycznego e-sztuka.com. Jakie były powody, założenia absolutnie niekomercyjnych (niedochodowych?) serwisów?

Pieniądze są rzeczą drugorzędną. Nie zarzynam się dla nich. Swego czasu dowodziłem hipermarketem i świetnie zarabiałem – straciłem cztery lata młodości. Z tego okresu pamiętam tylko ściany mojego gabinetu. Później próbowałem zrobić coś w Polsce, zajmując się sztuką – długi spłacałem pięć lat, „przyjaciół” nie odzyskałem. Budda powiedział, że trzeba znaleźć „drogę środka”. Myślę, że w tych słowach jest więcej mądrości, niż jesteśmy w stanie pojąć. Tym właśnie jest moje malowanie, pisanie i jednoczesne prowadzenie mniej dochodowych działalności pro publico bono. Nauczyłem się pływać, mam łódkę (całkiem dużą), mogę na nią zapraszać innych. Spełniam potrzeby z najwyższej półki „piramidy Maslowa” – satysfakcja – to jest powód.

W serwisie można przeczytać kilka recenzji, podpatrzeć sztukę i fotografię. Jednak najmocniejszymi stronami serwisu są: proza (154 wpisy) i poezja, która posiada aż 3568 wpisów. W niektórych środowiskach, w tym literackich, mówi się iż poetów jest znacznie więcej, niż czytelników tejże poezji. Prawda czy fałsz?

Myślę, że czytelników poezji jest dokładnie tyle samo, ilu piszących (śmiech). Poezja nie była i nie będzie nigdy przeznaczona dla mas. A jeśli chodzi o portal, to przede wszystkim jest on bardzo młody. Dałem mu rok na „rozkręcenie”. Nie wyznaczyłem kierunku – pozwalam, żeby szedł w swoją stronę, sam torując sobie drogę. Już teraz jednak widzę, że poezja przeważa. Użytkownicy czytają swoje wiersze, kłócą się, wyłapują podobieństwa, oskarżają o kradzieże własności intelektualnej… świat poetów jest bardzo dynamiczny i nieprzewidywalny. Z zewnątrz może się wydawać, że panuje tam stagnacja; nie ma nic bardziej mylnego. W świecie poetów jest jak w ulu, a w zasadzie jak w gnieździe szerszeni. Ci, którzy przetrwają, którzy nie załamią się krytyką, nie padną pod ciężarem: zdrad, intryg i gierek różnego rodzaju będą czytani, nie tylko przez towarzyszów portalowych kółek adoracyjnych.

Mocne słowa, zważywszy że całkiem niedawno zagotowało się w środowisku literackim po artykule w „Dzienniku Polskim”, choć właściwie zawrzało po donosie na temat powstającej antologii dziecięcej. Zdawać by się mogło, iż w środowisku, które powinno pielęgnować określone wartości, takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Tymczasem rzeczywistość pokazuje, że niektórzy intelektualiści knują znacznie bardziej wyrafinowane intrygi, niż zwykły „konsument poezji”.

Ludzie przede wszystkim chcą mieć swoje „pięć minut”. Zdarza się, że sami piszą na siebie donosy, tylko po to, by ich nazwisko nie zeszło z łamów gazet. Takie czasy. Moda na bycie celebrytą, wygrała z dobrymi obyczajami i godnością. Teraz każdy jest gotowy pokazać dupę, jeśli nie ma na nią chętnych za kulisami. Jeszcze raz powtórzę – takie czasy. Dziennik Polski poprosił mnie o opinię w sprawie donosu. Powiedziałem, że Siemieńczyk zrobił dużo dobrego dla Polonii i że należy mu się szacunek. Prywatnie byłem zdziwiony. Donosy nie powinny być brane pod uwagę. Gnid jest dużo. Jeśli ktoś nie ma cywilnej odwagi podpisać się pod oskarżeniem, powinien być traktowany tak, jak śmieć – ja swoje wyrzucam do kosza; nie grzebię też w kubłach sąsiadów. Swoją drogą, jeśli publicznie obiecuje się wydanie książki w określonym terminie, trzeba być idiotą, żeby tego terminu nie dotrzymać… cóż mogę powiedzieć? Wiele ludzi czuje niesmak lub zażenowanie; dla innych była to świetna okazja, żeby załatwić prywatne porachunki. Wszyscy przegrali. Takich rzeczy się nie robi. Przede wszystkim, nie kopie się leżących.

Zostawmy na chwilę problemy polonijne, a skupmy się nad tym, co wydarzy się niebawem. Jesteś wydawcą kwartalnika artystycznego, ale w najbliższym czasie przygotowujesz wydanie antologii. Możesz opowiedzieć o tym przedsięwzięciu?

Antologia „Niosący Słowa”, wychodzi 31 sierpnia, natomiast premiera jest w Wilnie 12 września. Angielska premiera nastąpi 28 września w Birmingham. Książka, która ukaże się ostatniego dnia sierpnia, jest chyba pierwszą tego typu publikacją. Nie jest to typowa poetycka książka. Sam wcześniej mówiłeś – pytając, że zainteresowanie odbiorem poezji jest nikłe. Prawie nikt we współczesnym świecie, nie ma czasu na czytanie wierszy. To był powód, dla którego szukałem nowych rozwiązań. I znalazłem. Poprosiłem autorów, aby przygotowali ciekawostki ze swojego życia i przesłali mi je wraz z rodzinnymi zdjęciami. Do tego dodałem poezję, obrazy i fotografie. Stworzyłem książkę dla większej publiczności – dostosowałem ją do czasów w jakich żyjemy. „Niosący Słowa” mogą zainteresować i babcię i wnuczka. Można ją wziąć do pociągu bez obawy, że zadziała jak środek nasenny. I o to mi chodziło. Poezja nie musi kojarzyć się nudą.

Komunikacja w społeczeństwie staje się coraz bardziej obrazkowa. Wystarczy spojrzeć na cieszące się ogromną popularnością serwisy oferujące zamiast słów, „obraz”. W tym kontekście pomysł na tego rodzaju antologię wydaje się trafiony. Możesz nam zdradzić, kogo będzie można poczytać i niejako obejrzeć? Ponadto, kto dokładnie jest wydawcą, jakim nakładem ukaże się antologia, jakim kosztem i, gdzie będzie można ją zdobyć?

Wydawcą jest 2Kings&Luv Publishers, należące do mnie i mojego męża. Głównym sponsorem książki jest Portal e-sztuka.com oraz autorzy, którzy współfinansowali druk książki. Tom I ukaże się w nakładzie 2500 egzemplarzy i będzie rozsyłany do wszystkich bibliotek i ośrodków polonijnych na świecie. Każda organizacja polonijna będzie miała prawo zwrócić się z prośbą o przysłanie bezpłatnego egzemplarza (zamówienia będą realizowane do wyczerpania nakładu). Książka nie będzie leżała w szufladach. Autorzy otrzymają od jednego, do trzech autorskich egzemplarzy. Reszta idzie w świat. Osoby indywidualne mogą składać zamówienia już teraz, na adres e-mail: antologia@e-sztuka.com Koszt egzemplarza to 9 funtów brytyjskich, plus koszty wysyłki. W ofercie przedpłatowej (tylko na terenie Polski), która obowiązuje do końca sierpnia, książka wraz z kosztami wysyłki kosztuje 45 złotych. W tomie I zaprezentowałem 34-autorów. Decydowała kolejność zgłoszeń. Mam już materiał na kolejne tomy.

Pełna lista autorów to: Anna Zięba, Bożena Helena Mazur-Nowak, Dominik Witosz, Leszek Posyniak, Grażyna Winniczuk, Alina Kuberska, Piotr Kasjas, Joanna Otorowska-Duda, Hanna Orłowska, Aleksander Sławiński, Dariusz Bereski, Bogumiła Olaniecka, Ludwika Słowikowska Cramer, Marta Precht, Ewa Słupińska, Przemysław Olgierd Piwkowski, Barbara Orlowski, Alicja Kuberska, Beata Tylecki, Danuta Duszyńska, Aleksy Wróbel, Yvette Popławska-Matuszak, Irena Bonitenko, Anna Mróz, Renata Brodzka, Iwona Stokrocka, Paulina Krzyżaniak, Marlena Zynger, Apolonia Skakowska, Beata Korabiowska, Aleksander Nawrocki, Barbara Jurkowska, Wanda Stańczak i ja.

Lista autorów robi wrażenie. Z pewnością wykonałeś setki telefonów, maili, rozmów, korekta, etc. Jak nad tym zapanować? Ile trwało przygotowanie antologii?

Praca nad antologią jest zajęciem czasochłonnym. Poświęciłem jej kilka miesięcy. Aby taka książka powstała, trzeba zebrać materiały – to chyba jest najtrudniejsze. Później należy to wszystko zredagować; niektórzy autorzy przysyłali mi skany całych gazet, fotografie stron z książek, z tekstami ich wierszy, które musiałem przepisywać. Inni – przesadnie skromni – dostarczali tak zdawkowe informacje, że musiałem szukać reszty w internecie. Oczywiście wisiałem na telefonie, a raczej na skype bo zamieszczeni przeze mnie twórcy pochodzą z różnych, odległych krajów. Następnie był skład i korekta. Pomagały mi w tym dwie przyjaciółki po piórze – administratorki portalu e-sztuka.com: Ewa Słupińska i Joanna Otorowska-Duda. Bez dziewczyn nie dałbym rady. Ślęczały całymi godzinami wyłapując najdrobniejsze błędy; ja siedziałem i wyzywałem, że tak dużo znajdują (śmiech). Tak naprawdę jednak, była to świetna przygoda, dzięki której poznałem wiele osób. Dotknęliśmy swoich dusz, zaprzyjaźniliśmy się i to jest bezcenne. Warto było.

Na stronie Facebook, 34 przyjaciół/znajomych można zdobyć w godzinę. Ty, „zdobywałeś”przyjaciół przez kilka miesięcy. Na okładce antologii pojawia się obraz nagiego mężczyzny. Nie obawiasz się komentarzy sugerujących przemyt osobistego wątku homoseksualnego?

Antologia adresowana jest do ludzi światłych – nie sądzę, aby opacznie zrozumieli przesłanie mojego obrazu. A głupi ludzie potrafią dopatrzyć się w zacieku po płynie do mycia naczyń, twarzy świętej – nie będą mi tacy mówili, co mam robić i jak żyć. Wykorzystałem fragment mojego malowidła – przyciąłem mu dolne części ciała do wysokości przyzwoitej. Teraz jest to po prostu męski tors, który w każdej kulturze jest dobrze przyjmowany; nawet wizerunek Chrystusa jest obnażony do tej właśnie wysokości na obrazach przedstawiających ukrzyżowanie. A jeśli chodzi o orientację seksualną pana z obrazu – myślę, że to jego prywatna sprawa. Swoją drogą prowokować lubię i mam zamiar to robić. Jeśli chodzi o przyjaciół… ich zdobywa się latami. Ostatnio rozmawialiśmy na ten temat w naszym najbliższym gronie i doszliśmy do wniosku, że internet zubożył ludzkość emocjonalnie. Wirtualne znajomości, uczucia, cyberseks – okropne. Zaczynam rozumieć ludzi którzy wpadają w depresję, gdy ktoś usunie ich z grona wirtualnych znajomych. Ludzie po prostu cofnęli się emocjonalnie o kilka stuleci.

Postacie na twoich obrazach to, przyjaciele, znajomi, czy tylko imaginacja?

Zależy o który cykl obrazów pytasz. Moja estetyka jest coraz bardziej mimetyczna, coraz wierniej odtwarzam prawdę. Do takiego malarstwa potrzebuję modeli. Zajmuję się też rzeźbą – tutaj również korzystam z ich usług. Wcześniejsze obrazy malowałem inną techniką i często wystarczała mi moja wyobraźnia. Nie korzystam z usług przyjaciół. Wolę nieznane. Poza tym praca z modelem (lub modelką) jest czynnością wybitnie kameralną, bazującą głównie na (współ)odczuwaniu. To intymne działania polegające na komunikacji niewerbalnej. Przyjaciele się do tego nie nadają. Rozmowa zabija wenę, burzy atmosferę i zdecydowanie rozprasza. Tak więc pracuję z modelami, ale maluję zupełnie nowe postaci. To moje dzieci stworzone na obraz i podobieństwo osób, które biorą pieniądze za pozowanie.

Lubisz prowokować. Postacie z cyklu „Historie zakazanego pożądania” w gruncie rzeczy nie mają twarzy, co powoduje przekierowanie uwagi na narządy płciowe. Czy we współczesnym świecie ludzie patrzą sobie w oczy, czy tylko spoglądają?

Dzisiejszy świat jest – jak już powiedziałem wcześniej – coraz uboższy emocjonalnie. Człowiek żyje w samotni i traci umiejętność współodczuwania. Patrzymy na siebie coraz rzadziej. Współczesny język emocji zapisany jest w emotikonach, a spoglądanie w oczy rzadko możliwe. Życie emocjonalne człowieka współczesnego rozgrywa się z dala od świata realnego – wirtualna rzeczywistość jest o wiele bardziej atrakcyjna. Moim zdaniem – mimo iż uważam, że człowiek współczesny dzisiejszy nie różni się od historycznego – rzadziej patrzymy sobie w oczy a często spoglądamy, słyszymy ale nie słuchamy i tracimy zainteresowanie światem w ogóle. Dlatego prowokacja jest fantastycznym zabiegiem. Wyrywa ludzi z odrętwienia, przynajmniej niektórych. Artysta powinien prowokować, flirtować i wzbudzać emocje. Bo odbiór sztuki bazuje na emocjach. Prawidłowo odkryłeś jeden z moich zabiegów. Nie maluję twarzy, właśnie dlatego, żeby przenieść uwagę odbiorcy na inne elementy. W oczy rzuca się to, co ma być najbardziej widoczne. O to właśnie chodzi.

Prowokujesz także słowem. Jesteś poetą, piszesz felietony, eseje i opowiadania. Niektóre z twoich dramatów zostały wystawione na deskach teatru. Najchętniej podejmowane przez ciebie tematy to?

Jeśli miałbym być własnym krytykiem, to zamiast „prowokuję”, użyłbym sformułowania „pobudzam do myślenia”. Moje wczesne sztuki miały często charakter antyklerykalny. Dotykałem też problematyki społecznej. Najsławniejszy mój dramat „Spowiedź”, był skandalem w każdym znaczeniu tego słowa. Bojówki osiedlowe zapowiadały pikiety. Skończyło się na tym, że w dniu premiery przenosiliśmy spektakl do innego miejsca; potem sytuacja jeszcze bardziej się skomplikowała… to było okropne. Poezja wydaje się ewoluować wraz ze mną. Zaczynałem od opisów przyrody, następnie koncentrowałem się na zagadnieniach filozoficznych, później na własnych emocjach. Obecnie piszę o ludzkiej naturze, patrząc na zjawiska poprzez pryzmat filozofii wschodu, zwłaszcza buddyzmu. Po symbole i archetypy sięgam zaś do różnych mitologii. Najbardziej „prowokacyjna” jest chyba moja proza, ponieważ w niej dotykam tematów tabu.

Czy w dobie Internetu tematy „tabu” jeszcze istnieją?

Myślę, że tak. Autocenzura działa nadal w każdej kulturze, środowisku, czy w grupach społecznych. Chronimy rzeczy, których nie chcemy obnażać – zwłaszcza te, których nie potrafimy bronić. Nie ma znaczenia, że w internecie można znaleźć prawie wszystko. Seks, religia i historia – to obszary bardzo niebezpieczne.

I stare jak świat. Nic się nie zmienia?

Tu się nie do końca mogę z Tobą zgodzić. Religia na przykład podpina się pod kulturę i zwyczaje, przez co staje się nierozerwalną częścią naszego życia. Jednak rozwój kulturalny, obyczajowy i naukowe odkrycia zmuszają wiarę do postępu. Instytucje religijne, organizujące stosunek człowieka do sił transcendentalnych, zmuszone są do wydawania sprostowań. I choć teksty źródłowe są nienaruszalne, interpretacje do nich i tym samym ich odbiór, jest inny w każdej epoce. Jeśli chodzi o historię i informacje w ogóle – są one łatwiej dostępne. Nie oznacza to jednak, że żyjemy w otoczeniu prawdy. Obawiam się, że zmiany w tej materii poszły w gorszą stronę. Seksualnie się wyzwalamy. Kobiety mówią o swoich potrzebach i w końcu mężczyźni też! Seks wyszedł spod pierzyny, przestaje być rzeczą wstydliwą. To wielki sukces ludzkości. Niemniej ciągle toczymy wojnę z odziedziczonymi po przodkach lękami. Dlatego też, gdy artysta obnaża tabu pojawiają się emocje, co u prymitywniejszych jednostek prowadzi do niekontrolowanej agresji. Jednak wiele się zmieniło. Za moją twórczość – wcześniej – byłbym w najlepszym wypadku szykanowany.

W najgorszym przypadku byłbyś poddany torturom, nabity na pal, a koniec końców spalony na stosie razem z wiedźmami.

Chyba, że okazałbym się prawdziwym czarownikiem. Wtedy ogień nie mógłby mnie zranić. Mówią, że „prawdziwa sztuka, krytyk się nie boi”, tak samo prawdziwy artysta nie obawia się zatrutych jadem języków. Mnie osobiście nie rani krytyka nieprzemyślana. Jeśli zorientuję się, że ktoś wypowiadają się o tym co robię negatywnie, tylko dlatego, żeby zrobić krzywdę – czuję smak zwycięstwa.

„Prawdziwa sztuka, krytyk się nie boi”. A zatem poczekajmy na prawdziwą krytykę „Prowokatora niosącego słowa” i życzmy, aby w tej szermierce odniósł zwycięstwo.

A z całą pewnością. Dziękuję bardzo.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Damian Biliński

 

Frederick Herbert Rossakovsky-Lloyd jest artystą malarzem i literatem w szerokim znaczeniu tego słowa. Współpracuje z kilkunastoma gazetami na terenie całego świata. Jego felietony, eseje i wiersze są drukowane zarówno w prasie polonijnej, jak i angielskiej oraz francuskiej. Pisze opowiadania i dramaty. Kilka z nich („Sok z ogórków”, „Pani Majewska” i „Spowiedź”) wystawianych było na deskach teatrów. Autor ośmiu tomików wierszy, przetłumaczonych na kilka języków: „Wychodzę z Szuflady” (1994), „Senne Majaki” (2001), „Historia związku” (2002), „Katamorgana Futura” (2003), „Ekshibicjonizm Emocjonalny” (2010), „Wypominki i Wspominki” (2011), „Diffido”(2012) oraz Śūnyatā (2013).

Jest przewodniczącym International Polish Artists Association – organizacji skupiającej literatów piszących w języku polskim, członkiem Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie (Londyn), członkiem Stowarzyszenia Autorów Polskich O/Warszawski II oraz założycielem i liderem grupy poetyckiej – Istnienia Otulone Niebytem, skupiającej kilkuset poetów z całego świata.

Redaktor naczelny kwartalnika artystycznego E=Sztuka do kwadratu, właściciel i główny administrator portalu artystycznego e-sztuka.com.

Zajmuje się promowaniem kultury polskiej na świecie. Współpracując z licznymi organizacjami polonijnymi organizuje różne imprezy. Jest jurorem w wielu konkursach poetyckich i malarskich. Prowadzi także działalność wydawniczą. W roku 2013, nakładem wydawnictwa 2Kings&Luv Publishers, ukaże się „Niosący Słowa – Antologia” oraz „Wielka Encyklopedia Współczesnej Poezji Polskiej”.

Jako artysta malarz jest twórcą charakterystycznych postaci bez rysów twarzy – którym krytycy nadali nazwę „The Noughtes”, od dekady w której powstały (pierwsze dziesięciolecie XXI wieku). Jak do tej pory, artysta miał 44 wystaw indywidualnych w wielu krajach Europy jak i poza jej granicami.


0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *