Prostytucja na emigracji

Agnieszka chciałaby mieć normalny dom, normalne pieniądze na wykształcenie dzieci. Chciałaby męża, który wracałby po pracy na obiad, do dzieci, do żony, do domu. „Myślę, że nie tak to sobie Bóg wyobrażał tworząc ten piękny świat. Jestem smutna i nieszczęśliwa. Jednak dzięki prostytucji moje dzieci stać na zabawki, normalne życie, tylko…, największy ból to, że nie ma mnie z nimi”.

Według badania przeprowadzonego przez  YouGov, 20% mieszkańców Wielkiej Brytanii przyznaje, że miało przynajmniej jeden romans. Według statystyk kobiety częściej zdradzają partnera z przyjacielem, natomiast mężczyźni z koleżanką z pracy. Badania wykazały, że o zdradzie myśli co trzecia osoba, jednak faktycznie zdradza co piąta. Pośród zdradzających prawie połowa robi to co najmniej dwukrotnie. Dla kobiet najważniejszymi czynnikami do zdrady okazuje się miłe uczucie z powodu bycia adorowaną, a także coraz częstsze wygaśnięcie czułości w obecnym związku. Powodów, dla których zdradzają mężczyźni jest więcej: wzmożona uwaga ze strony płci przeciwnej, niezadowolenie z jakości życia seksualnego z obecną partnerką, ale również brak zaspokajania potrzeb psychicznych w związku.

Jednak czym innym jest “skok w bok” a czym innym zarabianie na sprzedawaniu swojego ciała. Powodów prostytucji jest naprawdę dużo. Jednak jeden nie zmienia się od stuleci. Pieniądze!

Np: 5 proc. studiujących w UK mężczyzn i 3,5 proc. studentek zarabia na prostytucji, a 22 proc. badanych chociaż raz „zastanawiało się” nad taką formą zarobku. Najwięcej, bo aż dwie trzecie prostytuujących się studentów przyznało, że zdecydowało się na taki zawód, ponieważ chcieli poprawić swoje warunki życia. 56 proc. chciało opłacić podstawowe koszty utrzymania, a 40 proc. zdecydowało się na czerpanie korzyści z płatnego seksu, aby spłacić kredyt. W Polsce z tej formy “działalności”całkiem sporo się wyciąga, np:

Jeśli chodzi o godzinę z prostytutką w Polsce, to najtaniej jest w Łodzi. Kosztuje to 135 zł. W Katowicach godzina pracy prostytutki jest wyceniona na 150 złotych, w Warszawie na 200 złotych, a we Wrocławiu na 180 złotych. W Gdańsku jest to 160 złotych. Mediana krajowa za pół godziny pracy to 110 złotych, katowicka, krakowska i poznańska – 100 złotych. Najdrożej jest we Wrocławiu – 140 złotych, czyli tyle, co za godzinę w Poznaniu. Natomiast w Warszawie pół godziny kosztuje 135 złotych. Kolejna lokata należy do pań z Gdańska – 120 złotych. Tyle, że dane są dość płynne – jak PKB.

Prostytucja istniała w starożytności, średniowieczu, nowożytności i nowoczesności istnieje również. Prostytucja istniała i istnieć będzie tak długo jak będzie taka potrzeba. A jeśli ktokolwiek myśli, że będzie inaczej, to albo nie zna historii, albo jest politykiem, albo i politykiem i hipokrytą jednocześnie. Bo ostatecznie głos należy do kobiety – pod warunkiem, że jest kobietą wyzwoloną. Ale życie płata różne figle…

@: „Nie mogę zawieść zaufania moich klientów, chociaż oni zawodzą zaufanie swoich żon, narzeczonych i partnerek. Na ich usprawiedliwienie mogę tylko dodać, że w sporej części zawodzą je na własne życzenie tychże pań, ale psy wieszać się będzie zawsze na mężczyznach. Z drugiej strony, niezależnie od tego, ile Wy mężczyźni macie kobiet, przeszkadza wam, że Wasze kobiety patrzą w stronę innych mężczyzn, z szacunkiem, sympatią, ciepło, namiętnie, uwodzicielsko, niekiedy z miłością. „Na mnie tak nie patrzysz!” – Powtarzacie. A Wy?”.

O kondycji polskich prostytutek w słów kilka i trochę więcej.
Złożoność świata prostytucji jest olbrzymia. Począwszy od dotarcia do źródła, jak również jego treści i rzeczywistości, w której operuje. Kiedy zbierałem informacje sprawa wydawała się prosta. Niektórzy zapewniali mnie, że numer telefonu nie jest problemem. Jednak okazało się, że albo nie mieli czasu, albo telefon zniknął, albo, że nie są w stanie mi pomóc. Kiedy zdobyłem numer telefonu, kobiety, albo były zajęte, albo nie chciały ze mną rozmawiać. Ostatecznie dotarłem do jednej z polskich prostytutek. Była wystraszona. Poprosiła mnie o czas do namysłu, i abym zadzwonił następnego dnia. Niestety, następnego dnia nie odbierała telefonu. Kolejna próba okazała się skuteczna, tyle, że poprosiła mnie, abym nie pisał na maila, pod którym była dostępna, a na adres, który wyśle mi niebawem. Zresztą numer telefonu również zmieniła. Bała się. Jak się okazało, wcześniejszy adres był szefa. Kobieta na pytania odpowiedziała krótko, ale treściwie.

Jestem smutna
Pytań było kilkanaście. Odpowiedź jedna, krótka i chaotyczna, pisana w pośpiechu i pod wpływem emocji. Z nadesłanej treści wynikało, że kobieta prostytucją zajęła się z powodu złej sytuacji materialnej. Długi, brak pracy, pieniędzy na przedszkole na podstawowe rzeczy takie jak jedzenie czy ubrania dla dwójki dzieci. Nawet na alimenty nie może liczyć. Ojciec odszedł, zniknął. Gdy rozmawialiśmy telefonicznie, zaznaczyła, że nikt nie może się o tej rozmowie dowiedzieć. Zastrzegła anonimowość. Gdyby rodzina w Polsce dowiedziała się, czym zajmuje się Agnieszka, byłoby (…) krucho. O prostytucji mówi jasno i wyraźnie.

Agnieszka@:Konkurencja jest bardzo duża. Jeśli działasz na własną rękę musisz liczyć się z konsekwencjami, że ktoś zapuka do drzwi i Cię pobije, okradnie lub zmusi do współpracy. Tutaj liczy się cwaniactwo i siła. Klienci są różni. Polak to cham, który płaci, wymaga i pokazuje drastycznie, kim jest prostytutka. Większość mężczyzn, z którymi mam do czynienia to Szkoci i Anglicy. Polaków po prostu nie stać. Dlaczego? Bo Polacy to kucharze lub pomywacze talerzy, albo osoby żerujące na tutejszej opiece społecznej, benefitach. Kolejna grupa Polaków to złodzieje, handlarze w tym narkotyków i sutenerzy. Najmniejszą grupą są Polacy, którzy ciężką i uczciwą pracą doszli do swoich interesów”.

Klienci dzielą się również na tych, którzy płacą i wymagają seksu, i tych, którzy przybici, zmęczeni życiem potrzebują przytulić się, porozmawiać, na chwilę zapomnieć. Jednak ci drudzy są w mniejszości. Na Wyspach Agnieszkę szokuje częste pytanie o serwis taki jak oddawanie moczu lub kału na klienta. Moja rozmówczyni zaznacza, że zrobiła to tylko raz i nigdy więcej. Podkreśla, że nie należało to do przyjemności, choć z drugiej strony miała przy tym kupę śmiechu i satysfakcji, że choć raz, to ona poniża, a nie klient. Agnieszka chciałaby mieć normalny dom, normalne pieniądze na wykształcenie dzieci. Chciałaby męża, który wracałby po pracy na obiad, do dzieci, do żony, do domu.

Agnieszka@: „Myślę, że nie tak to sobie Bóg wyobrażał tworząc ten piękny świat. Myślę, że nie napisałam wszystkiego, nie opowiedziałam, ale jestem smutna i nieszczęśliwa. Jednak dzięki prostytucji moje dzieci stać na zabawki, normalne życie, tylko…, największy ból to, że nie ma mnie z nimi”.

Nie mieliśmy możliwości rozmawiać dłużej. Zresztą czułem, że to zbyt trudny, wstydliwy i niewdzięczny temat. Z rozmowy wynikało również, że Agnieszka, albo następnego dnia wyjeżdża w inne miejsce, albo ucieka.

Jestem aktorką
Cierpliwie i konsekwentnie przeszukiwałem strony. Ofert dużo, bardzo dużo, większość to oferty pochodzące z Londynu. Wysłałem kilka maili. Niektóre bez odpowiedzi, niektóre z odpowiedzią odmowną, a nawet takie, które informowały mnie o pomyłce. Musiałem grzecznie przepraszać. Oczywiście mógłbym odwiedzić kilka ulic, jednak postanowiłem jeszcze poczekać. I opłaciło się.

Damian@: Nazywam się Damian Biliński, jestem dziennikarzem. Chciałbym napisać o kobietach trudniących się najstarszym zawodem na świecie. Chciałbym umówić się z Panią na szczerą rozmowę na temat Pani zawodu, klienta, zarobków, a także zagrożeń. Nie szukam sensacji, szukam zrozumienia dla wykonywanego przez Panią Zawodu. Bardziej od szczegółów analnych interesuje mnie powód oraz sposób podejścia do klienta, a także życia.

Milena@: Z przyjemnością z Panem porozmawiam, jeśli obieca mi Pan anonimowość, i co jeszcze ważniejsze, wykorzystanie moich słów zgodnie z tym, co powiedziałam, a nie, co Pan chciałby usłyszeć, lub powinien napisać. Innymi słowy, chciałabym, żeby mi Pan obiecał coś w rodzaju autoryzacji tego wywiadu. Proszę mi wybaczyć, to nic osobistego, ale na temat współczesnego dziennikarstwa mam swoje zdanie dość dalekie od zachwytu i oscylujące pomiędzy niesmakiem, a mocno sceptycznym zaufaniem.

Damian@: Moja kilkuletnia córka od zawsze powtarza, że w przyszłości chciałaby zostać artystką, albo nauczycielką. Jak wiemy, rzeczywistość potrafi zaskoczyć, płatać różne figle. Pamiętasz swoje marzenia?

Milena@: O, tak. Pamiętam swoje marzenia doskonale, jakby to było wczoraj. Miałam tych marzeń dwa i oba należały do dwóch różnych kategorii. Jedno to było marzenie nieziszczalne, takie jak gwiazdka z nieba, o której marzy każde dziecko, ale dosięgnąć jej nie potrafi. Chociaż z różnych przyczyn ja do rzeczywistej gwiazdki z nieba miałam bliżej od innych dzieci. Pewnie, dlatego już w mocno przedszkolnym wieku zaczęłam marzyć o podróżach kosmicznych. Moje drugie marzenie było jak najbardziej realne do spełnienia. Byłam mała, kiedy po raz pierwszy w życiu zobaczyłam z bliska konie! Prawdziwe, żywe konie i nie były to konie zimnokrwiste przeznaczone do pługa. Zakochałam się w tych koniach miłością od pierwszego wejrzenia, na śmierć, na zabój, na mur-beton i postanowiłam, że zostanę weterynarzem. I tak rozpoczęła się moja długa końska historia. Kocham również inne zwierzęta, są jak przyjaciele. Potrafię z nimi rozmawiać, potrafię je rozumieć. Nigdy, żadne zwierzę nie zrobiło mi krzywdy, a zaręczam, że oszalały z bólu i przestrachu koń potrafi zabić człowieka, jeśli nie zobaczy w nim przyjaciela. Trudno mi było się pogodzić z metodą racjonalnego zabijania koni np.: po złamaniu nogi. Miałam siedemnaście lat, kiedy zastrzelono konia, który poszedł na Wielką Pardubicką i złamał nogę na Wielkim Taxisie. Ja tego konia znałam, objeżdżałam go, zaprzyjaźniłam się z nim! Złamanie nie było groźne, można było wyleczyć, tyle, że jako koń sportowy już by się nie liczył. Nie byłoby z niego pieniędzy, więc poszedł na mięso. Nienawidzę traktowania zwierzą, jak rzeczy! Możliwe, że dostałam wtedy ataku histerii. Dlatego w połowie trzeciej klasy liceum zmieniłam profil na humanistyczny i poświęciłam się literaturze i językom obcym. W kilka lat później zostałam belfrem. Tyle pozostało z moich marzeń.

Damian@: Gwiazdka z nieba była blisko. Jeszcze bliżej były zwierzęta. Ostatecznie zamiast marzeń, pozostała rzeczywistość. Zawód nauczyciela dla niektórych oznacza pozycję społeczną i długie wakacje, dla innych to misja lub kontynuacja drogi naukowej. Nauczyciel albo prostytucja, czy to był świadomy wybór, czy okoliczności zgoła inne?

Milena@: Przyznam się szczerze, że aby odpowiedzieć na to pytanie musiałam coś w sobie przełamać. Są rzeczy, które człowiek spycha na margines swojej świadomości, a co bardziej szczęśliwi w ogóle wymazują je z pamięci. To, co sprawiło, że zostałam belfrem, najchętniej wydrapałabym żyletką ze swojego umysłu. Niestety. Zawód nauczyciela w liceum nie oznaczał dla mnie ani pozycji społecznej, ani długich wakacji. Dla mnie ta posada była klęską – oznaczała rezygnację z pracy naukowej i ciężką pracę u podstaw z młodzieżą. Znałam cztery obce języki i bardzo się dziwiłam, że można nie chcieć poznać ani jednego. Ciągnęło mnie do czego innego, chciałam zakopać się w książkach w uniwersyteckiej bibliotece, w jednym z najpiękniejszych miast Europy, ale zrezygnowałam z własnej kariery, bo karierę musiał zrobić mój mąż. Teraz wiem, że mojemu ukochanemu mężowi byłam potrzebna tylko do jednego. Byłam stopniem do kariery, narzędziem, którego użył, żeby przeskoczyć do lepszego świata. Kretynka ze mnie! Szesnaście lat później sytuacja przedstawiała się, jak następuje. Przyjechałam na sprawę rozwodową, podpisałam wszystkie podsunięte mi dokumenty i uciekłam w Tatry. Górami leczyłam swoje myśli samobójcze. To było, jak plaster na otwarte rany. Nie miałam już nic. Z pracy w szkole zrezygnowałam po niezwykle wymownej perswazji, żebym dopuściła do matury i pozwoliła ją zdać uczniowi, który w głowie miał siano i był dealerem amfetaminy. Nic mnie to nie obchodziło, poza tym chciałam wreszcie odzyskać wolność. Byłam chora z rozpaczy. Wtedy naprawdę uratowały mnie góry, lasy, rzeki i konie. Zjednoczenie z naturą pozwoliło mi przeżyć. Pomógł mi jeszcze mężczyzna, którego znałam od zawsze. Podróżnik, fotograf, fizyk i informatyk. Starszy ode mnie o dwadzieścia lat, ale dla mnie był tym, kim był Mistrz dla Małgorzaty. To jemu zawdzięczam, że przestałam się bać. Jednak zanim rozpoczął się nowy rozdział w moim życiu, przeszłam wiele. To nie była baśń, tylko rzeczywistość.

Damian@: Niektóre kobiety decydując się na zawód prostytutki, muszą sobie zdawać sprawę z faktów oczywistych. Przemoc, prymitywizm, strach, samotność, brak szacunku, etc. Ty, rozczarowana rzeczywistością, inteligentna, doświadczona, wyrozumiała, zbuntowana i wyzwolona, postanowiłaś żyć zupełnie inaczej. Czy zawód prostytutki, to pewnego rodzaju filozofia życia?

Milena@: Tak. To filozofia życia. Bardzo prosta. W nowej pracy szarżowałam, pracowałam po 78 godzin w tygodniu, moja najdłuższa zmiana wynosiła 36 godzin. Żyłam potrzebami moich pacjentów, byłam pod komórką 24 godziny na dobę, jeśli nie byłam potrzebna w naszym Nursing Home, mogłam być potrzebna gdzie indziej. Niestety, mój kręgosłup postanowił, że dłużej nie wytrzyma. Pękł mi dysk. Stało się dla mnie jasne, że jeszcze bardziej nie mam już nic. Świat mi się skończył. Szpital, rok rehabilitacji, a potem zakaz pracy fizycznej. Od ukochanego mężczyzny w nagrodę dostałam w twarz i dowiedziałam się, że jestem głupia, nieodpowiedzialna, sama sobie winna i co ze mnie za pożytek! To było jego wsparcie, a zarazem koniec związku. Zupełnie, jak tamten koń. Najlepiej odstrzelić. Zatoczyłam pętlę. Ale głupota wciąż mi nie minęła. Dałam się nabrać na uczucie i na stały związek po raz kolejny. I znów fiasko. Miałam zbyt mało pieniędzy, żebym mogła zasłużyć na miłość. Zrobiłam sobie rozrachunek ze światem. Wiem, że to, co teraz powiem przyprawi o szok większość polskich mężczyzn. Nie dbam o to. Widzisz, ja nie dostrzegam różnicy pomiędzy mną, a kobietami, które polują na męża z majątkiem. Przeciwnie. Uważam, że jestem od nich uczciwsza. Nie mamię uczuciami, nie obiecuję, że ty i tylko ty, w zdrowiu, w chorobie i nawet po śmierci. Mam swoje seksualne potrzeby i nie zamierzam umierać w celibacie. Mam równocześnie zbyt mało sił, aby po raz kolejny testować zapewnienia o miłości i zbyt dużo temperamentu, by rezygnować z przyjemności. Dlaczego niby mam oddawać całą siebie nie dostając w zamian nic i jeszcze na dodatek dokładać do tego? Powiedziałam dosyć! Po co, pytam, miałabym się z nimi zadawać za darmo? Połączyłam przyjemne z pożytecznym, ot i tyle.

Jeśli chodzi o „Przemoc, prymitywizm, strach, samotność, brak szacunku, etc.”, to dotyczy w ogromnej większości tylko prostytutek pracujących w burdelach kontrolowanych przez mafię. Multum kobiet pracujących w tym zawodzie „luzem”, bez kontroli, to młode, bezkompromisowe wampirzyce o umysłowości toczka-pantofelka. Liczy się tylko szmal, a seks traktują może nawet bardziej mechanicznie od swoich klientów, w których gusta trafiają bezbłędnie. Im bardziej coś prymitywne i wulgarne, tym lepsze. Są poza tym agencje towarzyskie, w których kobiety pracują dokładnie na takiej zasadzie, jak ja. Same wybieramy, z kim chcemy się spotkać. Może nie tyle, z kim, ale jakie usługi świadczymy, a to przecież selekcjonuje klientów. A gdybym chciała się przejmować prymitywizmem… Boże Jedyny! Przecież głównie zadaję się z Polakami! Wolę już uczyć ludzi seksu, niż języków obcych.

Mam klientów, którzy nie wiedzą, co zrobić ze swoim popędem seksualnym, bo zbliżenie z dziewczyną natychmiast grozi dzieckiem i ślubem. Nie wiem, w jakim świecie żyją, skoro o antykoncepcji dowiadują się ode mnie. Nie chcą się kochać ze swoimi dziewczynami, bo się boją. Są mężowie przyjeżdżający do mnie zaraz po odprowadzeniu żony na lotnisko i traktujący mnie, jak wytchnienie. Zszokowało mnie, że dla nich największym pragnieniem jest miłość francuska! Oni naprawdę nie chcą wiele. Chcą po prostu zobaczyć kobietę. Taką, jak z obrazka w Playboyu. Czystą, pachnącą, w pięknej bieliźnie, w szpilkach, w pończoszkach z koronką, w jedwabnym szlafroczku. Kobietę, która potrafi dać im rozkosz. Tak mało potrzeba, żeby ich uszczęśliwić! Kiedy na nich patrzę, ogarnia mnie żal. Co takiego na litość boską mają w domu, że chcą płacić mi za tę chwileczkę zapomnienia?!

Damian@: Każdy postrzega seks wedle swojego uznania. Nie wszyscy o seksie wiedzą wszystko. Niektórzy potrzebują mniej lub bardziej wyrafinowanych technik, a jeszcze inni po prostu czułości. Ty, jako profesjonalistka pewnie nie jedno widziałaś, i nie jedno przeżyłaś. Czy klientów po prostu przyjmujesz, czy selekcjonujesz i staranie dobierasz?

Milena@: Powiem tylko jedno. Ars amandi obejmuje sobą zarówno miłość duchową, jak i fizyczną. Zrozumienie tego mechanizmu prowadzi do osiągnięcia harmonii, jedności między parą. Niestety do tego potrzeba dwóch osób uświadomionych jednakowo, a jakoś tak się złożyło głupio i dziwnie, że o to bardzo trudno w normalnych związkach. Prostytutka z braku miłości duchowej musi posłużyć się instynktem, wyczuciem. Kobieta i mężczyzna mają inne potrzeby. Wstyd powiedzieć, ale nigdy nie chciałam być silną kobietą, ale otoczyła mnie rzeczywistość, która sama przeistoczyła mnie w pół mężczyznę. Moi polscy klienci stanowią specyficzną grupę. Uwierzysz, jeśli powiem, że dla nich jestem nauczycielką? Najmłodsi mają 19 lat, najstarsi około 39 lat. Przyjmuję ich po wstępnej selekcji za pomocą maila, ale to nie znaczy, że nie wylecą za drzwi, kiedy ich zobaczę. Mam obsesję na punkcie higieny i kiedy od progu poczuję, że dany osobnik nadaje się w całości do pralni, to grzecznie mu dziękuję nie ukrywając powodu. Jedyne, czego nie trawię, to brak higieny i totalne chamstwo. Cała resztę wybaczę. Śmieszy mnie na przykład fakt, że żonaty mężczyzna może nie mieć pojęcia o tym, że piersi kobiety nie międli się, jakby to było ciasto do wyrobienia, że są również inne sposoby stymulacji, albo, że niektóre kobiety odczuwają tylko orgazm łechtaczkowy.

Ja kocham być pobudzana jednocześnie tam i wewnątrz. Za to dla mnie tzw. punkt G nie istnieje. Dotknięcie go sprawia mi ból, identycznie, jak seks analny. No i co z tego? Przecież seks polega na wzajemnym poznaniu, na odczytywaniu swoich  pragnień. Nie pozwalam klientom na nic, co by mnie bolało, sprawiało dyskomfort, uczę ich, że każda kobieta jest inna i każda z nas potrzebuje również choć odrobiny szacunku i czułości. Uczę, jak stworzyć harmonię, a nie brutalną dominację.

Damian@: Uprawianie najstarszego zawodu świata wymaga poświęcenia, oddania się, często wbrew własnej woli, poczucia estetyki, niekiedy zasad moralnych. Jednak twój świat wygląda zmysłowo, pozbawiony (w pewnym sensie) bólu i cierpienia przyjmuje przyjemność, i tylko na tą przyjemność się zgadza. Wrażliwość, estetyka, zmysłowość. Brzmi to dość ekskluzywnie, a przecież powinno to być normalne. Jak bardzo świat prostytucji jest podzielony?

Milena@: Świat prostytucji to jedno wielkie bagno. Ja jestem tzw. callgirl, mam to szczęście, że nie pracuję dla mafii i nikt mnie do niczego nie zmusza. Bardzo dobrze rozumiem potrzeby mężczyzn, wyczuwam ich dokładnie tak samo, jak konia, do którego mam podejść nagle i zawiadomić go o swoim istnieniu, w powietrzu lata wiadomość, czego potrzebujemy. Ale obok tego istnieje również inny świat. To są burdele kontrolowane przez mafię, handel żywym towarem, czyli ludźmi, w tym i dziećmi. Bardzo dużo towaru przychodzi z Ukrainy i z Chin. Niektóre „zabawki” nie dojeżdżają na miejsce żywe, bo zamarzają w chłodniach. Wot, nie pałucziłos’ agregat się zepsuł. Skąd o tym wiem? Z pewnością nie z gazet. Poznałam pewnego Czeczena. Wytłumaczył mi dokładnie, czym ryzykuję. Nie zapomnę dnia, w którym przyniósł mi kasetę video z nagraniem, na którym zabawką był 2 letni chłopiec. – Popatrz!  – Krzyczał, a on nigdy nie krzyczał.  – Patrz!  – Jego matka odchodzi od zmysłów, a to bydlę potrzebuje go tylko na 10 minut! A potem będzie następny! Zaraz za tym było nagranie z 4 letnią dziewczynką.

Damian@: Jesteś tzw. callgirl to, z kim umówisz się na spotkanie zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Jesteś jak łowca, który doskonale zna swoją “zwierzynę”. Potrafisz wytropić, poznać potrzeby i upolować. Jednak czasami klient może zachować się nieprzewidywalnie. Czy zdarzyły się kiedykolwiek takie momenty?

Milena@: Wspominałam, że potrafię się bronić, poza tym nie mieszkam w slumsach. Mam legalną broń, taką małą, damską. Jest prawdziwa, nie strzela ślepakami. Zaręczam, że facet z całym swoim rozszalałym ego, robi się potulny, jak jagnię, kiedy zobaczy pistolet w rękach kobiety. Głupieją od tego. Dokładnie tak samo, jak zobaczą kobietę za sterami samolotu, albo skaczącą ze spadochronem. Niektórzy klienci przeżywają szok, kiedy usiłują mnie bić, aby wymusić np.: stosunek analny, albo fisting. Mężczyźni kochają przemoc. Podnieca ich ból kobiety. Kochają dominować, kochają żeby błagać ich, aby przestali. Pewnej nocy wyrzuciłam faceta z łóżka, kiedy zobaczył broń uciekł i poleciał na policję. Policjanci przyjechali, mili chłopcy, sprawdzili tylko co i jak, zrozumieli, że nie lubię być bita i uścisnęliśmy sobie dłonie.
Inny w mailach przedstawiał się jako młody, wrażliwy i romantyczny 23-latek. Zazgrzytało mi, kiedy w dowód tej swojej wrażliwości przysłał mi cały serwis fotograficzny swojego członka w różnych stadiach wzwodu, ale do tego już przywykłam. To jeszcze niczego nie oznacza. Mężczyźni mają, delikatnie mówiąc, fioła na punkcie swoich klejnotów, potrzebują potwierdzenia, że mają dużego, tak jakby rozmiar miał stanowić o ich wartości i wszystko za nich załatwić. Przyjęłam to za dobrą monetę i uznałam, że mam do czynienia ze zwykłym zakompleksionym młodzieńcem. Kiedy stanął w drzwiach powiało kłamstwem. Taki on był wrażliwy i romantyczny, jak ja przeorysza klasztoru.

Poszłam z nim do łóżka wiedząc, czego będzie chciał i postanowiłam odmówić mu tego równie brutalnie, jak on tego zażąda. Zamarzyło mu się wsadzić mi w odbyt butelkę po szampanie, a jednocześnie pięścią penetrować pochwę. Nie wiem, czy jakakolwiek kobieta potrafi wytrzymać taki ból z własnej woli, ale ja nie jestem w stanie. Dostał to, na co zasłużył. Głupi dzieciak. Wylądował na podłodze z pistoletem przy głowie oddając mocz ze strachu.

Damian@: Na temat płatności krążą różne historie. Niektórzy twierdzą, że usługa jest tania, inni, że droga lub bardzo droga. Czy mogłabyś przybliżyć, od czego zależy cena, i jak się ona kształtuje w zależności od usługi?

Milena@: Na to pytanie odpowiedź jest prosta. To, jak to oceniają mężczyźni zależy głównie od ich portfela. Dla nich jesteśmy tylko towarem, nie różnimy się niczym od luksusowego samochodu, który chcieliby sobie kupić. Przychodzą do sklepu z lalkami i wybierają. Ta lalka jest zbyt droga, nie stać mnie na nią, ale tę wezmę, bo jest tańsza. Nasza cena zależy od tego, co oferujemy. Ja nie zgadzam się, na sado-maso, na zoofilię, na jeszcze wiele innych odmian seksu, które nie sprawiają mi przyjemności, są wręcz obrzydliwe. Oferuję seks klasyczny, francuski i hiszpański. Jeśli francuski ma się zakończyć połykiem, to ustawiam stawkę troszkę wyżej. I dlatego jestem droga, należę do lalek ekskluzywnych, bo polscy mężczyźni w cenie 100 funtów oczekują wszystkiego. Głównie przemocy i stosunków analnych, oddawania na nich moczu i oby tylko.. Jakaś dziwna moda na to zapanowała, i na dodatek w ogóle nie przychodzi im do głowy, że to cena tylko za godzinę. Wydaje im się, że godzina to tak mało, a ja mam potem dużo roboty, żeby mogli drugi raz. Większość prostytutek kasuje od jednego numerku, ale ja jakoś nie potrafię. Litość mnie ogarnia. Co ja poradzę, że szkoda mi faceta, który zapłacił za godzinę, a skończył po 3 minutach? Usiłuję być uczciwa.

Damian@: Jesteś kobietą wyzwoloną, nieograniczoną przez cokolwiek lub kogokolwiek. Pracujesz na własny rachunek zarówno bankowy jak i sumienia. Spełniasz się, jesteś szczęśliwa. Jednak podczas naszej rozmowy wspomniałaś, że gdyby pojawiła się szansa powrotu do poprzedniego zajęcia, wróciłabyś natychmiast. Między wierszami czytam, że nie wszystko jest w najlepszym porządku. Czy kiedykolwiek zamierzasz wrócić?

Milena@: Spełniałam się i byłam szczęśliwa tu i teraz, nie musiałam kochać i ufać, nie potrzebowałam się obawiać, że jakiś mężczyzna zrani mnie po raz kolejny. Ot, nie przewidziałam jednego. Los spłatał mi złośliwego figla. Zakochałam się. On jest pastorem, a ja jestem dziwką. Niezłe, prawda? On, z pewnością wybaczyłby wszystko, jak Chrystus Magdalenie, tylko… Mały drobiażdżek – nie jesteśmy sami na tej planecie, a ja nie wiem, czy On uniósłby ciężar mojej przeszłości. Wybaczyć, to jedno. A żyć z tym, to drugie. Czy kiedykolwiek zamierzam wrócić? Chciałabym, ale nie widzę na to sposobu. Znasz taką arięRidi pagliaccio? Śmiej się pajacu, bo tobie płakać nie trzeba. Nie mam już innego wyjścia, jak tylko przywdziewać na twarz tę idiotyczną maskę, śmiechem pokrywać łzy i wracać z powrotem na scenę. Nie wiem, jak długo jeszcze będę potrafiła grać. No, cóż, w końcu świat, to tylko teatr, a ja jestem tylko aktorką. Teatr, to imaginacja, więc będę sobie wyobrażać, że nie kłamię, że każdy mężczyzna, który mnie dotyka, to On.

Jak mówi Milena@: Społeczeństwo nas osądziło i skazało. Traktuje nas, jak trędowate, a przede wszystkim winne. Winne hańby wykonywania tego zawodu. Nikt nie patrzy na nas, jak na ofiary. Ofiary brutalnej przemocy, ofiary nędzy, ofiary nieustającej mody na nasze usługi, wreszcie ofiary samotności i rozpaczy. Nie jesteśmy ludźmi. Jesteśmy żywymi lalkami w świecie mężczyzn, żywym mięskiem, towarem. Niezależnie od czynnika przymusu, który tworzy z nas prostytutki wszystko można sprowadzić do wspólnego mianownika: Będziemy istnieć dopóki będzie na nas zapotrzebowanie. Żyjemy w świecie mężczyzn i to oni dyktują warunki, dopóki będą patrzeć na kobiety, jak na istoty niższego rzędu, będą przetwarzać nas na przedmioty.

….

Do rozmowy z Mileną wróciłem po roku. Nie spodziewałem się, że sprawy przybiorą taki obrót – dobry obrót…

DB: Rozmawialiśmy rok temu. Sugerowałem wówczas, abyś porozmawiała uczciwie z Mateuszem i opowiedziała o całym swoim życiu łącznie z obecną wówczas profesją. Nie była to łatwa decyzja, ale zrobiłaś to! Czy to była dobra decyzja?

Milena: Jesteś specjalistą od zadawania trudnych pytań. Odpowiem tak: to była jedyna możliwa decyzja. Nie buduje się miłości na kłamstwie. Istnieją pewne granice mistyfikacji. Ty to wiedziałeś wcześniej ode mnie. Albo inaczej. Zmusiłeś mnie, żebym wzięła tego byka za rogi i przestała udawać, że nie widzę innej możliwości. Jak patrzę na swoje słowa sprzed roku, to widzę wyraźnie, że były to słowa zmęczonego tchórza. Taka strusiowa polityka – schowam głowę w piasek i może mi się uda. Co, mianowicie, miało mi się udać? Chyba tylko to, że pozostanę w punkcie, w jakim byłam. Może to i wygodne, ale krótkowzroczne. Czas biegnie, priorytety w życiu się zmieniają. To, kim zostałam było wynikiem bólu i buntu. Mam rogatą duszę i silny charakter, nie lubię żebrać o miłość, a jeszcze bardziej nie lubię być wykorzystywana. Zawsze mi się wydawało, że jeśli ktoś (mężczyzna) mówi: “kocham”, to to coś znaczy. Traciłam sprzed oczu instynkt samozachowawczy i budziłam się z ręką w nocniku. Jest takie utarte powiedzenie, że jeśli ktoś ma miękkie serce, to musi mieć twardą… jakby tu delikatnie? No, twardy rewers. W wyniku postępowania mojego miękkiego serca, ta tylna część mojego ciała zaczęła już przypominać rzemień. Zajęłam się więc hartowaniem serca, żeby mnie już więcej nie robiło w konia – stal się hartuje, to i serce też można. Teoretycznie. Teoria w doświadczeniu empirycznym mi się nie sprawdziła, co za chwilę zostanie wykazane.

Zawsze byłam traktowana przez mężczyzn, jak przedmiot, sama więc w końcu zaczęłam ich tak traktować. Jestem normalną kobietą. Przepraszam za brutalne i męskie słowa, ale ja też potrzebuję seksu – to nie jest tylko i wyłącznie potrzeba mężczyzn. Nie macie na to monopolu. Vibrator i inne zabawki nie zastąpią żywego partnera. To chyba jasne, prawda?

D.B: Każdy ma potrzeby seksualne, jednak nie każdy takie same, ale seks to jedna strona medalu, a miłość?

Milena: Słowo “miłość” starannie wydrapałam żyletką ze swojego prywatnego słownika, marzenia o wspólnym życiu z mężczyzną równie starannie zakopałam kilka metrów pod ziemią i, żeby mi nie wylazły, przywaliłam skałą rozczarowania (ona dość duży ciężar właściwy ma, ciężka jest). Posprzątałam otoczenie z niepożądanych elementów i było dobrze. Zaczęłam prowadzić życie wcale nieobce dużej, bardzo dużej liczbie ludzi. Skupiłam się na jego przyziemnej stronie, na mieniu (od czasownika “mieć”), a nie na byciu (od słowa “być”, istnieć świadomie). Gdybym nie spotkała Mateusza, chyba dopiero w trumnie zorientowałabym się, że serce mam puste, jak orzeszek wyschnięty, a swoją duszę zakneblowałam, związałam i kazałam jej siedzieć cicho. Miłość do tego człowieka postawiła mój cały świat na głowie. Byłam tym tak przerażona, że chciałam odpuścić. Byłam pewna, że to nie może się udać, że w chwili, kiedy On dowie się, kim jestem, stracę Go na zawsze. Nie chciałam tej miłości. Bałam się jej, jak ciężko poparzony człowiek boi się ognia. Ale ona nie pytała o pozwolenie przyjścia. Spadła na mnie, jak grom z jasnego nieba i nie dała się zignorować. Mówiłam sobie: “jeszcze tylko jedno spotkanie, jedna rozmowa, jeszcze tylko niech przez kilka dni to trwa, a potem to skończę”. Równie dobrze mogłabym sobie obiecywać, że za kilka dni przestanę oddychać.

Szarpałam się, jak ryba w sieci, ale Bóg jest miłosierny. Postawił na mojej drodze pewnego dziennikarza, który mi uświadomił, że muszę stawić czoło rzeczywistości. Popatrzyłam sobie w oczy i stało się dla mnie jasne, że zdradzam własne poglądy. Ujrzałam na sobie szary, harcerski mundur sprzed lat i harcerski krzyż zaświecił mi w oczy. Honor, kobieto, powiedziałam sobie. Nie wypadłaś sroce spod ogona. Masz swój honor. Kłamstwo nie jest w nim przewidziane. Świadomie oszukujesz  człowieka, którego kochasz. O, nie! Tak pozostać nie może. On ma kochać Ciebie. Ciebie! A nie wyobrażenie o Tobie, wyimaginowany obraz. Tego tak naprawdę chcesz, a nie tego złudzenia, które On ma teraz.

D.B: I postanowiłaś porzucić wyimaginowane wyobrażenie świata na rzecz rzeczywistości zupełnie realnej?

Milena: Prawdę powiedziawszy nie miałam żadnej nadziei na to, że po moim wyznaniu pozostaniemy parą. Że Mateusz wysłuchawszy mojej spowiedzi wybaczy mi, byłam pewna, ale oczyma wyobraźni widziałam, jak Jego miłość stygnie, jak oddala się ode mnie, jako mężczyzna. Widziałam, jak pozostawia mi swoją przyjaźń i chrześcijańskie błogosławieństwo. I więcej nic. Wizja Chrystusa i Magdaleny sama się narzucała. Dla mnie była to straszna wizja. Nie będę przedłużać tej historii opowiadaniem, jak wszystko przebiegało. Opowiem zakończenie na chwilę obecną.

D.B: Potrafisz trzymać w napięciu. Myślę, że twoja historia mogłaby posłużyć za scenariusz do filmu, może nie sensacyjnego, ale obyczajowego na pewno.

Milena: Nie jest to happy end w stylu Harlekina i Hollywoodu, ale, jak dla mnie jest to szczęście. Takie zwykłe, ludzkie. Mateusz nadal mnie kocha. Nie zostanę jego oficjalną żoną. Nie weźmiemy ślubu. Mnie to nie przeszkadza. Przeżyłam już ślub przed ołtarzem, mszę koncelebrowaną przez trzech księży i przysięgi przed Bogiem, z których nic nie zostało. Po tamtej stronie, po stronie mojego byłego męża, bo jeśli chodzi o mnie, to do dziś przepraszam Boga, że złożyłam śluby według religii, która została mi narzucona. Ślubu nie będzie, ale jestem nazywana ukochaną żoną. Wiem, czuję, że to nie jest slogan. Dla mnie to więcej, niż katolicki sakrament. Bo ja czuję tę miłość codziennie. Ja, mojemu mężczyźnie złożyłam przysięgę rzymską. Ubi tu gajus ibi ego caia. Łacinę i historię znam wystarczająco, żeby przy moim pogańskim światopoglądzie znaczyło to dla mnie tyle, co i amen.  Odkąd mnie zaakceptował, jako swoją kobietę nie jestem w stanie powrócić do swojej profesji. Nie będzie mnie dotykał nikt, poza Nim. Nawet gdybym bardzo potrzebowała pieniędzy, nie jestem już w stanie tego zrobić. Nie teraz. Nie, kiedy mogę ufać Jego miłości. Mój mężczyzna ukrywa mnie przed światem, ale ja nie mam o to pretensji. Świat niech sobie ma swoje przesądy. My ich między sobą nie mamy. Może za bardzo kocham opery, ale teraz mój los przypomina La Traviata Verdiego na początku trzeciego aktu. Z tą tylko różnicą, że główna bohaterka poddała się i umarła, zanim jej ukochany mężczyzna ją ocalił. Ja nie zamierzam. A Mateusz nie zamierza pozwolić, żeby mnie ktoś od niego odizolował. Kto nie wie, o czym mówię niech sobie poczyta libretto. W końcu czytanie nie jest zabronione, a teatry i opery jeszcze istnieją.

DB: Rozumiem, że składając Mateuszowi rzymską obietnicę skończyłaś z uprawianiem prostytucji. Rozumiem, że świat Mateusza nigdy nie dowie się o twojej przeszłości i rozumiem argumentację: światu nic do tego kim byłam, kim jestem i kim chcę być. Ale wynika z tego nieco smutny wniosek, że twoje szczęście jest niejako między ustami a brzegiem pucharu, bowiem między wami jest inna zupełnie przyziemna odległość. Nie mieszkacie razem.

Milena: To prawda. Nie mieszkamy razem. Dość często odczuwam to boleśnie, kiedy w środku nocy, w półśnie szukam Go w łóżku, chcąc się przytulić, albo kładąc się spać po męczącym, złym dniu najchętniej wtuliłabym nos w Jego pierś i zasnęła w Jego ramionach. Mateusz jest dla mnie nie tylko mężczyzną, kochankiem. Jest Przyjacielem, Opiekunem, Obrońcą. “Jest lekiem na całe zło i nadzieją na przyszły rok, jest alfą, omegą, hymnem, kolędą…” – znasz tę piosenkę? Mateusz jest kimś, kogo szukałam przez całe swoje życie. Tacy mężczyźni są rzadkością, są jak jednorożce w krainie Baśni. Cóż dziwnego, że jest mi Go ciągle za mało, że chciałabym, żeby był obok cały czas? Nic, prawda? Z tym, że ja już od dość dawna nie jestem małą dziewczynką, którą bez przerwy trzeba trzymać w ramionach. Również ani On, ani ja nie zaczynamy dopiero życia. Przez dłuuugi czas żyliśmy samotnie i samodzielnie, mamy swoje przyzwyczajenia, swoje obowiązki, swoje pasje. Pochodzimy z dwóch różnych światów. Myślę, że prosty rysunek z matematycznego zadania o zbiorach będzie ładną ilustracją. Dwa zbiory naszych osobowości i potrzeb nakładają się na siebie, tworząc w pewnym zakresie jeden zbiór wspólny i dwa całkowicie odrębne. Ani On nie chce wyprowadzić się z Niemiec, ani ja rozstać się ze swoją ukochaną Szkocją. On mówi po angielsku, tak, jak po niemiecku i po polsku, ja powoli nadrabiam swoje szkolne niedopatrzenie i za jakieś dwa lata będę prawdopodobnie mówiła po niemiecku tak, jak teraz po angielsku – nie ma dla nas problemu, żeby żyć w dwóch krajach jednocześnie. Oboje kochamy podróże i jesteśmy obywatelami Europy. Ja mam swoją szafę u Niego w domu, on ma swoją u mnie, każde ma klucze do obu mieszkań. I tak jest dobrze. A tęsknota… Hmmm, coś Ci powiem. Wolę na odległość tęsknić do kogoś, kto mnie naprawdę kocha, niż umierać z tęsknoty do mężczyzny, który żyje obok mnie w jednym mieszkaniu. Obok. Ale nie ze mną. Ten horror już przeżyłam i mało nie kosztował mnie samobójstwa. Dlatego teraz nie narzekam i choć, jak każda kochająca kobieta tęsknię do swojego mężczyzny, to nie pozwalam sobie na histerie. Telefony i komputery działają, samoloty latają, autokary i samochody też jeszcze nie zniknęły z powierzchni ziemi, więc zawsze jest możliwość, żeby się spotkać. A wtedy… Kiedy On bierze mnie w ramiona, wiem, że żyję i mam po co żyć.

D.B: Rzeczywiście. Nie jest to happy end w stylu Harlekina i Hollywoodu, a proza życia. A życie jak wiemy lubi płatać figle. I choć zazwyczaj trudno to zrozumieć, to widać, że chyba tak czasami musi być (?)

Milena: Aller Anfang ist schwer doch wir werden geboren um zu kampfen die Welt und uns selbst besser  zu verstehen – co w wolnym tłumaczeniu oznacza: “każdy początek jest trudny, ale rodzimy się po to, żeby walczyć o lepsze pojmowanie świata i samego siebie”. I nie jest to cytat z niemieckiej książki, lecz moja własna myśl. Znów zaczęłam wszystko od początku. Straciłam możliwość zarabiania pieniędzy, ergo łatwego życia. Zyskałam… więcej, niż kopalnię diamentów. Mówi się, że diamenty są najlepszym przyjacielem kobiety. Osobiście współczuję kobietom, które takich przyjaciół muszą posiadać, bo lepszych nie znajdują. W tej liczbie, oczywiście, współczuję sobie samej. Na szczęście już wstecznie. Już mnie ten problem nie dotyczy.

Dziękuję za rozmowę.

» Damian Biliński

© Wszystkie prawa zastrzeżone.
Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POLUB NASZ FANPAGE

Polub nasz Fanpage i bądź na bieżąco z informacjami!

POLUB NASZ FANPAGE

KUP PUBLIKACJĘ

Kup publikację „Emigracja krok po kroku”

Emigracja krok po kroku
Opis

REKLAMA

REKLAMA

POPULARNE TERAZ

"Chcemy, by Polacy mieli pewność, że mogą tu zostać"

Brytyjska wiceminister spraw wewnętrznych Caroline Nokes wyraziła nadzieję, iż przedstawione wczoraj szczegóły procesu rejestracji obywateli UE "upewnią Polaków i ich rodziny, że nadal mogą żyć w Wielkiej Brytanii" po Brexicie.

ISIS chciało zaatakować premier Theresę May

Fanatycy z ISIS uszykowali plan ataku na brytyjską premier Theresę May. Sprawca kilka dni przed planowanym zamachem trafił w ręce policji.

Alergiku, strzeż się! Rośnie stężenie pyłków

Met Office wydało oficjalny alert, skierowany głównie dla alergików. Przewidują wysokie stężenie pyłków na terenie Wielkiej Brytanii.

Jedna trzecia Brytyjczyków zakupiła w Internecie podrobiony sprzęt elektroniczny

Organizacja charytatywna Electrical Safety First wykazała, że jedna trzecia obywateli Zjednoczonego Królestwa dokonała w swoim życiu zakupu podrobionego sprzętu elektronicznego.

Dlaczego Social Service zabiera dzieci polskim rodzicom?

– W kwietniu dowiedzieliśmy się o 27 dzieciach, które zostały zgłoszone do „social services”. Ośmioro z nich trafiło już do rodzin zastępczych – mówi Agnieszka Przybyłek-Pieza, dyrektorka Centrum Pomocy Rodzinie Przystań. – Zaczął się sezon.

Spędzanie wielu godzin przed ekranem przyczyną chorób serca i raka

Według naukowców, którzy przeprowadzili najnowsze badania, wynika, że długie spędzanie czasu wolnego przed ekranem telewizora, komputera lub komórki ma wpływ na większą zachorowalność na raka i choroby serca.

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

Imigranci mogą mieć problemy z otrzymaniem „statusu osoby osiedlonej”?

Problem z uzyskaniem statusu osoby osiedlonej mogą mieć imigranci z Europy Wschodniej, w tym Polacy, Rumuni oraz Bułgarzy.

Europejscy zbieracze owoców unikają Wielkiej Brytanii

Agencje rekrutacyjne ostrzegają, że nie mogą zapewnić odpowiedniej liczby pracowników, którzy są potrzebni brytyjskim rolnikom do zbierania owoców i warzyw.

70 proc. pacjentek chorujących na raka piersi nie potrzebuje chemioterapii. Przełomowe badania

Test badający 21 genów w guzie nowotworowym może pozwolić wielu pacjentkom z najczęściej występującą wczesną postacią raka piersi na bezpieczną rezygnację z chemioterapii po operacji – informuje "New England Journal of Medicine". Specjaliści są zgodni, że wyniki badań będą miały przełomowe znaczenie w leczeniu raka piersi w nadchodzących latach.

13-letni chłopiec zadłużył karty kredytowe ojca. Dług wynosi 80 tys. funtów

Trzynastoletni Brytyjczyk zadłużył swojego ojca na 80 tys. funtów, wykorzystując jego karty kredytowe. Brał udział w zakładach bukmacherskich. Myślał, że to zabawa.

Polacy boją się spotkania z agentem ubezpieczeniowym. Czy na pewno?

W badaniach prowadzonych przez Polską Izbę Ubezpieczeń okazało się, że dla 40 proc. ogółu Polaków agent ubezpieczeniowy to podstawowe źródło informacji o ubezpieczeniu.

Brak żywności, paliwa i lekarstw – Great Britain after Brexit?

Brytyjska gazeta "Sunday Times" opublikowała w niedzielę szczegóły tajnej rządowej analizy opisującej możliwe konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z UE bez porozumienia ws. dalszych relacji. Krajowi groziłyby braki żywności, paliwa i lekarstw. Pełna treść dokumentu ma być tak wstrząsająca, że została udostępniona tylko kilku ministrom i jest przechowywana w sejfie.

INFORMACJE I BIZNES

ISIS chciało zaatakować premier Theresę May

Fanatycy z ISIS uszykowali plan ataku na brytyjską premier Theresę May. Sprawca kilka dni przed planowanym zamachem trafił w ręce policji.

Alergiku, strzeż się! Rośnie stężenie pyłków

Met Office wydało oficjalny alert, skierowany głównie dla alergików. Przewidują wysokie stężenie pyłków na terenie Wielkiej Brytanii.

Jedna trzecia Brytyjczyków zakupiła w Internecie podrobiony sprzęt elektroniczny

Organizacja charytatywna Electrical Safety First wykazała, że jedna trzecia obywateli Zjednoczonego Królestwa dokonała w swoim życiu zakupu podrobionego sprzętu elektronicznego.

Spędzanie wielu godzin przed ekranem przyczyną chorób serca i raka

Według naukowców, którzy przeprowadzili najnowsze badania, wynika, że długie spędzanie czasu wolnego przed ekranem telewizora, komputera lub komórki ma wpływ na większą zachorowalność na raka i choroby serca.

Badaj swój biznes i daj się zbadać innym

Skąd czerpiemy wiedzę, z której później korzystamy w życiu osobistym i w biznesie? Często, niestety, z obiegowych opinii, które opierają się na przekonaniach niepopartych żadnymi dowodami. A przecież nie wszystko to, co wypowiedziane, ani nawet napisane przez eksperta, musi być zgodne z rzeczywistością.

Men’s Health opublikował erotyczną sesję Meghan Markle

Księżna Sussex cały czas jest na celowniku tabloidów i osób, które chcą zaszkodzić rodzinie królewskiej. Magazyn Men’s Health opublikował wideo do erotycznej sesji Meghan Markle.

OPINIE I PUBLICYSTYKA

Johnson o Brexicie: "Bez cholernej paniki". "Może być zapaść"

Wyciekło nagranie, na którym szef brytyjskiego MSZ Boris Johnson mówi, że efektem Brexitu może być "zapaść". "Może być zapaść. Nie chcę, by ktokolwiek panikował. Bez paniki. Pro publico bono - bez cholernej paniki. W końcu będzie dobrze" - stwierdził Johnson podczas prywatnej kolacji z członkami grupy wspierającej Partię Konserwatywną.

Dzieci dwóch narodów

Dorastają na Wyspach, przesiąkają zachodnią kulturą. Polskie dzieci. Na ile zachowają narodowego ducha w przyszłości? Czy mieszkanie na obczyźnie wynaradawia z korzeni przodków?

„EU citizens”? Nie – my, Polacy

(...) każdy Polak czy Polka muszą obudzić się ze swojego obywatelskiego letargu i sami zadeklarować: “Składam podanie o pozostanie, bo mam prawo jako obywatel unijny tu pozostać”.

Najwyższe piękno

Co myśli człowiek, śpiący w namiocie na wysokości kilku tysięcy metrów n.p.m.? Żeby rano wyszło słońce. Nawet tam da ono odrobinę ciepła. Da siłę na ostateczne zmierzenie się z górą. Ale jeśli słońca nie ma i tak idzie się dalej. Krok za krokiem. Aż w końcu zobaczy się świat u stóp. Dla niektórych jest to, niestety, widok ostatni.

"Dziękuję i proszę o wsparcie" - rozmowa z Gromee

Z Gromee (Andrzejem Gromalą) reprezentantem Polski na Eurowizji rozmawiała Gosia Skibińska.

Mój przyjaciel (lub wróg) - robot

Seks z robotem. Pierwszy robot-kierowca, astronauta i sprzedawca. To nie fantastyka, lecz teraźniejszość. Co z dotychczasowymi miejscami pracy w czasach, gdy roboty stają się coraz potężniejsze? Kto liczył, że może prognozy naukowców się nie sprawdzą i roboty nie zawładną naszym życiem, ten dziś już wie, że się pomylił.

STYL I KULTURA

Spędzanie wielu godzin przed ekranem przyczyną chorób serca i raka

Według naukowców, którzy przeprowadzili najnowsze badania, wynika, że długie spędzanie czasu wolnego przed ekranem telewizora, komputera lub komórki ma wpływ na większą zachorowalność na raka i choroby serca.

Men’s Health opublikował erotyczną sesję Meghan Markle

Księżna Sussex cały czas jest na celowniku tabloidów i osób, które chcą zaszkodzić rodzinie królewskiej. Magazyn Men’s Health opublikował wideo do erotycznej sesji Meghan Markle.

Wielka Brytania - rekordowe nakłady na zdrowie

Wielka Brytania od lat boryka się z problemami w ochronie zdrowia. Ostatnie dane prezentowane przez National Health Service wskazują, że pomimo rekordowych dla Wielkiej Brytanii nakładów na zdrowie, to wciąż odbiega ona od Europejskiej czołówki.

70 proc. pacjentek chorujących na raka piersi nie potrzebuje chemioterapii. Przełomowe badania

Test badający 21 genów w guzie nowotworowym może pozwolić wielu pacjentkom z najczęściej występującą wczesną postacią raka piersi na bezpieczną rezygnację z chemioterapii po operacji – informuje "New England Journal of Medicine". Specjaliści są zgodni, że wyniki badań będą miały przełomowe znaczenie w leczeniu raka piersi w nadchodzących latach.

Polacy boją się spotkania z agentem ubezpieczeniowym. Czy na pewno?

W badaniach prowadzonych przez Polską Izbę Ubezpieczeń okazało się, że dla 40 proc. ogółu Polaków agent ubezpieczeniowy to podstawowe źródło informacji o ubezpieczeniu.

Tysiące kobiet w Wielkiej Brytanii jest zmuszanych do małżeństw

Tysiące kobiet w Wielkiej Brytanii zmuszanych jest do małżeństwa - alarmuje dzisiejszy "Guardian". Ofiary są często porywane, nierzadko też zmuszane do pracy. Chodzi o kobiety z rodzin imigranckich - najczęściej z Pakistanu. W ciągu ostatnich trzech lat zgłoszono ponad trzy i pół tysiąca takich przypadków.