Polski oszust wszech czasów

Finansista, arystokrata, doktor medycyny oraz dyplomata, a w rzeczywistości jeden z największych polskich oszustów finansowych pierwsze szlify zdobywał w Wielkiej Brytanii. 

Jesień 2006 roku. Odsiadującego wyrok w więzieniu w Lublinie Piotra O. odwiedza przedsiębiorca Wacław P. Mimo okoliczności rozmowa przebiega w przyjacielskiej atmosferze. O. nakłania biznesmena, by pożyczył mu 300 tys. zł. W zamian za wsparcie 47-letni wtedy finansista obiecuje zyski z zablokowanych, na czas pobytu w więzieniu, inwestycji. Zastrzyk gotówki ma pomóc Piotrowi O. wyjść na wolność. Wacław P. oraz jego dwaj znajomi wykładają pieniądze. Są pewni, że pożyczka się opłaci. Wysyłają więc kolejne tysiące złotych, kiedy O. prosi o więcej. W sumie do 2012 roku mężczyźni przekażą mu prawie 2,3 mln zł. Odzyskają tylko 80 tys.

W tamtym czasie Piotr O. odsiaduje wyrok za podobne oszustwa finansowe, ale to, że przebywa za kratami, bynajmniej nie ogranicza jego talentu do defraudacji i wyłudzeń. Odnawia znajomość z Wiesławem Ł., który akurat wpadł w poważne tarapaty finansowe. Szuka pomocy. Kolega z aresztu obiecuje załatwić 9 mln euro pożyczki, które pozwoliłoby Ł. stanąć na nogi. Wcześniej jednak to Ł. przekazuje mu w kilku ratach ponad 600 tys. zł. Mało tego, Ł. poznaje finansistę z własnymi znajomymi i wierzycielami, od których O. także wyłudza pieniądze: 40 tys. od jednego i kolejne 40 od drugiego. Potem, gdy wyjdzie z więzienia, nie będzie chciał żadnemu oddać pieniędzy, bo panowie nie spisali żadnej umowy.

Jeszcze zanim wyszedł na wolność, Piotr O. złożył zamówienie na luksusowego mercedesa ML32O. Wpłacił 12 tys. zaliczki. Resztę sfinansował kredytem. Jak udało mu się zaciągnąć kredyt, skoro przebywał w więzieniu? Do dealera wysłał zaświadczenie o zatrudnieniu na stanowisku dyrektora finansowego brytyjskiej spółki Credex International LTD i zarobkach rzędu 100 tys. funtów miesięcznie. W kwietniu 2009 r. odebrał samochód. Kilka miesięcy później zmienił na mocniejszą wersję. Dopiero po jakimś czasie wyszło na jaw, że zaświadczenie zostało sfałszowane.

Podczas wizyty w salonie mercedesa Piotr O. poznał Waldemara Ś. Podał się wówczas za przedsiębiorcę importującego złoto z Afryki. Mężczyźni od razu przypadli sobie do gustu – O. jest mistrzem w rozgrywaniu takich sytuacji. Po niedługim czasie trwania znajomości Ś. pożyczył mu 10 tys. zł na opłaty importowe. Liczył, że nowy znajomy wprowadzi go w intratny biznes, zresztą O. nie ukrywał, że w zamian za pożyczkę pomoże nowemu przyjacielowi. Pieniądze miał oddać po tygodniu, ale przestał odbierać telefony.

Początek drogi

Piotr O. pochodzi z Biłgoraju, niewielkiego miasteczka w południowo-wschodniej Polsce. Uczył się w liceum, ale matury nie zdał. Skończył policealne studium dla elektrokardiologów w Lublinie, choć nigdy w zawodzie nie pracował. Na początku lat 90. wyjechał z dziewczyną do Wielkiej Brytanii, gdzie zajął się handlem preparatami odchudzającymi.

Nie zrobił tam jednak kariery i po kilku latach zdecydował się na powrót do Polski. Zaczął handlować papierami wartościowymi na światowych giełdach. W 1997 r. wypłacił z konta Pierwszego Banku Komercyjnego w Lublinie 22 tys. zł i wpadł, bo okazało się, że czeki, którymi się posłużył były sfałszowane. Dostał 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata. Z wyrokiem na karku w Polsce ryzykował zbyt wiele, dlatego przeniósł się z żoną i dzieckiem do Niemiec. Tam postanowił powtórzyć trik z fałszywym czekiem i znowu wpadł. Tym razem próbował wypłacić 4 mln marek, co skończyło się kilkumiesięczną odsiadką. Wyszedł w 1999 r. Wiedział już, że chce zajmować się finansami, teraz musiał tylko znaleźć fundusze, a po doświadczeniach z bankami O. zrozumiał, że powinien szukać raczej wśród prywatnych inwestorów.

Narodziny finansisty

Znów wyjeżdża do Wielkiej Brytanii. Nawiązuje kontakt z Ianem B., byłym piłkarzem Evertonu. Znajomość okaże się jedną z najważniejszych w jego karierze. B. prowadzi w tamtym czasie firmę zarejestrowaną w Luksemburgu, a jej działalność polega ma szukaniu ludzi, którzy w zamian za obietnicę ogromnych zysków, są gotowi zainwestować duże sumy. W rzeczywistości wpłacone pieniądze krążyły na kontach firmy, a zysk generowało wielokrotne oprocentowanie lokat. Tak Piotr O. rozpoczyna karierę finansisty – pomaga bogatym w zarobieniu jeszcze większych sum. Po zaledwie kilku latach jest już na tyle znany, że swobodnie znajduje inwestorów wśród bogatych i znanych.

W 2002 r. brazylijski piłkarz Romario wpłaca na jego konto 4,8 mln dolarów. O., który pod koniec roku wraca do Polski, zobowiązuje się tak obracać środkami, by powiększyć majątek Romario o kilka kolejnych milionów. Zyski mają przekroczyć 50 proc. Przez jakiś czas pieniądze nawet spływają na konto sportowca, gdy przestają, Romario przyjeżdża do Polski, by złożyć zeznania przed prokuratorem. Otrzymuje status pokrzywdzonego.

Zanim Piotr O. trafi do aresztu, zdoła jeszcze oszukać na kolejne 5 mln dolarów jednego z udziałowców australijskiej spółki Sherwood Group. Spółka specjalizuje się w inwestycjach kapitałowych.

Proces

W lutym 2003 r. policjanci wchodzą do trzech luksusowych domów Piotra O. położonych w Stasinie pod Lublinem. Poza limuzynami znajdują kolekcję drogich zegarków, m.in. wart 220 tys. zł zegarek marki Breitling, z bransoletą ze stopu białego złota, z limitowanej, liczącej 25 sztuk edycji. Śledczym udaje się ponadto ustalić, że oskarżony ma zdeponowane na Cyprze 10 mln dolarów oraz pokaźne ilości złota w banku w Bośni i Hercegowinie.

Proces, ze względu na pokrzywdzonego Romario, relacjonowały media z całego świata. W marcu 2006 r. sąd w Lublinie skazał Piotra O. na 14 lat więzienia i 1,5 mln zł grzywny oraz nakazał zwrot poszkodowanym ponad 40 mln zł. Obrońca O. odwołał się od wyroku. Sąd okręgowy zmniejszył karę więzienia do 8 lat i 540 tys. zł grzywny. W marcu 2009 r., po odsiedzeniu sześciu lat (na poczet odsiadki wliczono czas, jaki spędził w areszcie), Piotr O. został warunkowo zwolniony przez sąd w Radomiu, który swoją decyzję oparł o dobre sprawowanie skazanego. Jak bardzo błędna była to decyzja dowiedzie nieco później lubelska prokuratura, gdy zbierze dowody, że podczas pobytu w więzieniu Piotr O. oszukał polskich biznesmenów Wacława P i Wiesława Ł. oraz ich znajomych.

18 zarzutów

Po wyjściu na wolność mężczyzna nie zawrócił z przestępczej ścieżki. Centralne Biuro Śledcze zainteresowało się nim, gdy próbował wprowadzić do obiegu fałszywy czek na 125 mln euro. Pracownicy banku zorientowali się, że coś jest nie tak i powiadomili policję. Pod koniec września 2014 r. O. wpadł w ręce agentów CBŚ. W jego mieszkaniu znaleziono kilka podrobionych pieczątek i dokumentów, m.in. zarządzenie sądu, które nakazywało zwrot Piotrowi O. depozytów w wysokości 50 mln euro i 40 mln franków szwajcarskich. Według śledczych falsyfikat służył oskarżonemu, by uwiarygodnić się w oczach kontrahentów.

Doprowadzony przed sąd usłyszał łącznie 18 zarzutów. Używanie fałszywych paszportów (również dyplomatycznych) oraz fałszywych wyciągów bankowych, wyłudzenia, oszustwa, także podatkowe to tylko niektóre z nich. W jego sprawie ciągle pojawiają się nowi pokrzywdzeni, jak choćby obywatelka Rosji, od której Piotr O. miał wyłudzić 2,5 mln zł. Końca samego procesu nie widać.

Paweł Chojnowski

goniec_150

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

INFORMACJE I BIZNES

OPINIE I PUBLICYSTYKA

STYL I KULTURA