» Damian Biliński

13-letni Jakub Kumanski z Darlington został brutalnie napadnięty i dotkliwie pobity przez kolegę ze szkoły. Dziecko zostało na tyle dotkliwie pobite, że straciło przytomność, a po odzyskaniu przytomności z bólu miało wymiotować – o sprawie poinformował dziennik thenorthernecho.co.uk.

___________________________________________________________________________________

Według relacji świadków Polski nastolatek został pobity przez kolegę z klasy w St Aidan’s School, podczas lekcji języka angielskiego. Gdzie był nauczyciel? Młody oprawca rzucił się na Jakuba i zaczął okładać go pięściami po twarzy. Gdzie byli koledzy i koleżanki? Dlaczego nikt nie zareagował?

Na szczęście Jakub Kumanski został szybko przetransportowany do szpitala, a po otrzymaniu odpowiedniej opieki wraca do zdrowia, tego fizycznego, bowiem ze zdrowiem psychicznym może być różnie. Dlaczego?

Nie śpimy po nocach ze strachu. Jak nasz syna ma wrócić do nauki? Ten chłopiec powiedział Kubie, że przyniesie ze sobą na lekcje broń i go zastrzeli. (…) Kuba to cichy chłopiec. Nie jest jak większość, która siedzi całymi dniami i gra w gry. Lubi poznawać świat i się uczyć – komentuje sprawę matka Jakuba.

Ofiara pobicia Jakub Kumanski

Ofiara pobicia Jakub Kumanski

Najdziwniejszy w całej sprawie jest fakt, że to nie pierwszy tego rodzaju atak, a nauczyciele nie mają sobie nic do zarzucenia, ba, podobno nie mają podstaw do tego, aby kogokolwiek przesłuchać, a tym bardziej ukarać. Najwyraźniej albo nauczyciele mają popodbijane oczy i nic nie widzą albo czekają na moment, aby złapać młodocianego rozbójnika na gorącym uczynku; złapać za nogę lub rękę – pod warunkiem, że zdążą.

Do ataków na polskich imigrantów w Wielkiej Brytanii, dochodzi relatywnie rzadko, owszem zdarzają się napaści na tle rasistowskim, wybijanie okien, niszczenie samochodów, a nawet podpalenia – choć to ostatnie niekoniecznie mogło być na tle rasistowskim. Ale jeśli dochodzi do przemocy na dziecku, to sytuacja jest podwójnie poważna.

Owszem, szkoła powinna wychowywać i wychowuje, ale wszystkiego na placówkę edukacyjną zrzucić nie można, bowiem choć to truizm, to głośno trzeba powiedzieć, że dzieci wychowują przede wszystkim rodzice. A z tym jest naprawdę różnie.

We wrześniu tuż przed kampanią niepodległościową w Szkocji, wracałem z córką ze szkoły. W drodze zaniepokojona 10-latka zapytała mnie całkiem poważnie: – tato, słyszałam, że będziemy musieli opuścić Szkocję. Gdy zapytałem się dlaczego tak sądzi, odpowiedziała, że koledzy w klasie tak jej powiedzieli. Oczywiście przez całą drogę uspakajałem, że nic takiego się nie wydarzy, że to jakieś straszne głupotki, że z pewnością chłopaki sobie to zmyśli, i że przekomarzając się, z pewnością chcieli nieco przypodobać się, ot, tak już jest z niedojrzałymi mężczyznami. – Nie, nie, nie, kiwała głową córka, oni to mówili poważnie.

Podobnych historii słyszy się więcej. I nie dlatego, że dzieci wyczytały to na tablicy w szkole; nie dlatego, że opowiedział o tym pan lub pani nauczycielka; nie dlatego, że dzieci kupiły sobie gazetę i przeczytały, i w końcu nie dlatego, że oglądały najświeższe informacje w TV. Dzieci mówią to, co słyszą na podwórku, ale zanim usłyszą na dworze niestworzone historie, to z największym prawdopodobieństwem równym wygranej w totolotka, usłyszą stek bzdur przy obiedzie, gdzie niewyedukowany tatuś z butelką czy mamusia z wałkami na głowie klepią co im ślina przyniesie a nie co przynieść powinien rozum.

„Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”, a że dzisiaj młodzież i dzieci chowa się a nie wychowuje, a zamiast nauczyć ledwie uczy, to dziwić się nie ma komu, czemu…

Sharing is caring!