Polka zabiła z chciwości i zazdrości

Zaczęło się od ogłoszenia „opiekunka potrzebna do trójki dzieci”, które któregoś dnia zamieściła Bernadeta. Edyta, co w tej branży akurat szukała zatrudnienia, odpowiedziała na ofertę. Tak skrzyżowały się drogi obu kobiet i wkrótce połączyła je przyjaźń, którą przerwało niespodziewanie… kilka uderzeń młotkiem – w głowę.

Dzieci Bernadety N., zwykle radosne i psotne, w tamtym czasie zmieniły się w osowiałe i posępne sierotki. Od niemal dwóch tygodni nie widziały matki. Zmartwione i stęsknione wyczekiwały jej powrotu. Wraz z dziećmi martwili się dorośli, bo nie zdarzało się wcześniej, by troskliwa mama tak bez słowa przepadła. Co prawda wysłała sms-a, że wszystko w porządku, żeby się o nią nie martwić, ale jakoś to rodziny zaginionej nie uspokoiło. I jeszcze ta historia, którą Edyta im wcisnęła, że Bernadeta wyjechała z nowym chłopakiem, Amerykaninem, co go niedawno poznała – trudno było temu dać wiarę. W końcu Alicja, siostra N. zgłosiła zaginięcie na komisariacie.

Matka i córka

O Bernadecie można powiedzieć, że była kobietą rezolutną. Jeszcze w 2001 roku wraz z trójką dzieci – z ich ojcem przestało jej się układać – rozpoczęła nowe życie w Wielkiej Brytanii. Jakiś czas po przyjeździe zmieniła nazwisko oraz uzyskała brytyjskie obywatelstwo. Bernadeta wykwalifikowała się w instruktarzu nauki jazdy po lewej stronie jezdni i wkrótce zaczęła udzielać lekcji kierowania pojazdami kategorii B, co w tamtym czasie było jej głównym źródłem dochodu. Także jako głowie rodziny wiodło jej się nie najgorzej. Dbała, aby dzieciom niczego nie zabrakło, by chodziły uśmiechnięte oraz były zdrowe. Zamieszkali w Hanslow w zachodniej części Londynu, gdzie Bernadeta wynajmowała mieszkanie o metrażu całkiem przyzwoitym. Do tego 43-latka była kobietą bardzo atrakcyjną. Nosiła włosy do ramion koloru blond, a widoczne odrosty tylko dodawały jej uroku. Na twarzy ładna, a w talii zgrabna, toteż cieszyła się u mężczyzn powodzeniem.

Edyta Z. usilnie próbowała stać się częścią jej rodziny. Jako niani niemal jej się to udało, bo kontakt z dziećmi miała dobry, a z ich mamą szybko nawiązała nić przyjaźni. Wedle jej opinii wiele je łączyło: miały podobne upodobania muzyczne oraz filmowe, rozumiały się i wspierały. Z kolei według Alicji, siostry Bernadety znajomość kobiet przypominała relację matki z córką. Ponoć zdarzało się, że młodsza o kilkanaście lat Edyta kradła pieniądze albo używała karty kredytowej należącej do Bernadety i wtedy dochodziło do kłótni, po której opiekunka zwykle lądowała za drzwiami. Ale Edyta prędko wracała, bo Bernadeta nie potrafiła się na nią złościć zbyt długo, a nade wszystko żywiła nadzieję, że z czasem Z. przestanie kłamać i kraść, bo w gruncie rzeczy dobra z niej była dziewczyna, a przynajmniej tak się wtedy 43-letniej kobiecie wydawało. Edyta przestała zajmować się dziećmi Bernadety w 2012 roku.

Toksyna

Jakiś czas później obie kobiety wynajęły mieszkanie na pierwszym piętrze jednej z dwóch wież budynku The Towers, niemal w samym sercu zamożnej dzielnicy Londynu – Richmond. Tam przyjmowały panów na odpłatne schadzki o charakterze matrymonialnym, na które mężczyźni umawiali się wcześniej w trybie online. Już od jakiegoś czasu pomiędzy kobietami dochodziło do nieporozumień, ale teraz znajomość przybrała formę zupełnie toksyczną. Najpewniej poszło o pieniądze, gdyż starsza z kobiet w nowym biznesie radziła sobie znacznie lepiej niż jej młodsza koleżanka, która zwyczajnie urodą nie emanowała na równi z Bernadetą.

Z zazdrości o klientów i wynagrodzenie pojawiły się groźby z jednej strony oraz obawy z drugiej. Doszło do tego, że któregoś dnia Bernadeta poważnie wystraszona, schowała w mieszkaniu wszystkie noże oraz ograniczyła Edycie dostęp do swoich dzieci.

Wcześniej Edyta wydała na świat pierworodnego, a ponieważ prowadziła dość aktywny tryb życia, do opieki nad dzieckiem ściągnęła z Polski brata Pawła, który później został bezwolnie uwikłany w morderczą intrygę. I tak świeżo upieczona mama, jej synek, brat oraz ówczesny chłopak zamieszkali pod jednym dachem na dziesiątym piętrze The Towers, co sprawiło, że kobieta do pracy jeździła windą.
48 godzin

W nocy, 16 listopada 2013 roku, Edyta weszła do mieszkania na pierwszym piętrze. Z młotkiem w ręku podeszła do śpiącej na łóżku Bernadety. Uderzyła kilka razy w tył głowy. Niedostatecznie mocno, by N. umarła od razu. Konała przez dwie doby w kałuży krwi i wymiocin, które później lekarze odnajdą także w jej płucach. Z mieszkania Z. zabrała klucze do auta swojej ofiary, jej karty kredytowe oraz komórkę. Zabrała jeszcze młotek, który spakowała w reklamówkę, a potem sprytnie podrzuciła do pokoju brata, co miało skierować przeciw niemu ewentualne dochodzenie.

Zawczasu jednak skupiła swoje działania na tym, aby do żadnego dochodzenia nie doszło albo, by wszczęto je możliwie najpóźniej. Zwodziła zatem rodzinę swojej martwej koleżanki za pomocą wiadomości tekstowych, które sugerowały, że Bernadeta stąpa jeszcze po tej ziemi, a także dostarczała – szczególnie siostrze N. – nieprawdziwych historyjek usprawiedliwiających jej nieobecność. Udawało jej się to przez dwa tygodnie. Dodatkowo w tamtym czasie, co wykaże później wyciąg bankowy z kart zamordowanej, Edytę porwał istny szał zakupów, którego rozmach prokurator skrupulatnie wyliczył na 5,5 tys. funtów. Nagrania kamer sklepowych okażą się na przyszłym procesie istotnym dowodem.

Krew i DNA

Funkcjonariusze weszli do mieszkania na pierwszym piętrze The Towers 30 listopada około drugiej po południu. W policyjnych raportach przewijają się wzmianki o makabrycznym widoku zastanym na miejscu zbrodni. Zrazu aresztowano Edytę, jej brata i jeszcze kilku podejrzanych. Powiadomiono rodzinę (z czasem dzieci zrozumiały, że matka nie wróci) oraz rozpoczęto dochodzenie w sprawie morderstwa. Śledczy prędko odnaleźli narzędzie zbrodni. Z początku rzeczywiście rzuciło to podejrzenie na brata Z., ale badania kryminalistyczne dowiodły coś przeciwnego. Na młotku bowiem technicy znaleźli krew ofiary oraz ślad genetyczny należący do Edyty. Ustalono też, kto posługiwał się skradzionymi kartami oraz używał samochodu Bernadety. Wkrótce z aresztu zwolniono innych podejrzanych, a w detencji pozostała tylko Z.

Od początku nie przyznawała się do morderstwa. Co więcej, twardo obstawała przy wersji, że to sprawka brata, a ona – najlepsza przyjaciółka zamordowanej – nie ma z tym nic wspólnego. Mimo to 4 grudnia postawiono jej zarzut morderstwa.

Szloch rozpaczy

Proces, który rozpoczął się przed sądem w Isleworth 10 czerwca 2014 roku, nie różnił się od innych tego kalibru. Przedstawiono dowody, wysłuchano świadków oraz wyjaśnień oskarżonej, która wciąż nie przyznawała się do zbrodni, mimo że w jej wyjaśnieniach prokurator dopatrzył się wielu niespójności. Całość zajęła nieco ponad miesiąc i 15 lipca sąd uznał Edytę Z. winną zamordowania Bernadety N. W związku z tym, że oskarżona, po uznaniu jej winy popłakała się, zawyła oraz wykazała inne symptomy załamania nerwowego, sąd przełożył orzeczenie kary na kolejny dzień. I tak, 16 lipca Edyta dostała dożywocie, którego skrócenia może się odwoływać dopiero po 17 latach odsiadki. Jako motyw zabójstwa uznano kombinację zazdrości, gniewu oraz chciwości.

Paweł Chojnowski

goniec_150

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

/Autor

UWAGA! Dzisiaj odbędzie się głosowanie nad drugim referendum ws. brexitu!

Takie rzeczy tylko w Wielkiej Brytanii. Wtorkowe głosownie przegrała premier Theresa May. Nad głosowaniem w środę zebrały się czarne chmury bowiem groziła Brytyjczykom opcja "no deal". I tym razem premier May, można powiedzieć przegrała. Czy dzisiaj dojdzie do piłkarskiego "Hat Tricka"? Jeśli wieczorem posłowie zagłosują za przeprowadzeniem drugiego referendum mecz o Brexit być może zostanie ostatecznie wygrany - przez tych, którzy Brexitu nie chcą - czyli rozsądek?

INFORMACJE I BIZNES

/Autor

UWAGA! Dzisiaj odbędzie się głosowanie nad drugim referendum ws. brexitu!

Takie rzeczy tylko w Wielkiej Brytanii. Wtorkowe głosownie przegrała premier Theresa May. Nad głosowaniem w środę zebrały się czarne chmury bowiem groziła Brytyjczykom opcja "no deal". I tym razem premier May, można powiedzieć przegrała. Czy dzisiaj dojdzie do piłkarskiego "Hat Tricka"? Jeśli wieczorem posłowie zagłosują za przeprowadzeniem drugiego referendum mecz o Brexit być może zostanie ostatecznie wygrany - przez tych, którzy Brexitu nie chcą - czyli rozsądek?

OPINIE I PUBLICYSTYKA

/Autor

„Chcemy, żeby Polacy zostali”

Brytyjska wiceminister spraw wewnętrznych Caroline Nokes zaapelowała w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej do Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii, aby pozostali w kraju po wyjściu z Unii Europejskiej. Zapewniła, że rejestracja pobytu będzie 'tak prosta, jak to tylko możliwe'.

STYL I KULTURA