» Anna Paprzycka | Goniec.com

Obraz polskiego emigranta, przedstawiony w filmie Leszka Dawida „Bar na Victorii” z 2003 roku, zmienił się całkowicie. Krajanie, na obczyźnie, z pewnością nie są „nieudacznikami”. „Polak potrafi” – nawet jeśli nie zna wystarczająco dobrze języka, nie zahaczy się w żadnej fabryce czy na zmywaku, to i tak sobie poradzi.

____________________________________________________________________________________________________________________

Artur przyjechał do Leeds kilka miesięcy temu. Słaba znajomość języka nie dawała mu dużych szans na znalezienie dobrze płatnej pracy. Po czterech miesiącach pukania od drzwi do drzwi, część znajomych pewnie spisała już go na straty, przykleiła łatkę „utrzymanka”. On się jednak nie poddawał. – Skoro nie mogłem dogadać się z Anglikami, zacząłem szukać Polaków i znalazłem polski warsztat samochodowy. Co prawda w Manchesterze i konieczna była przeprowadzka, ale było warto – przyznaje pewnym głosem. Teraz pracuje za godziwe pieniądze. Robi to, co lubi i nie musi liczyć na councilową pomoc.

Coś w zawodzie

Jak wiadomo, nasi rodacy do Wielkiej Brytanii przyjeżdżają z przeróżnych powodów: finansowych, chęci rozwoju, czy po prostu za drugą połówką. Właśnie z tej przyczyny trafiła do Blackpool Gosia. Obroniła tytuł magistra filologii angielskiej, spakowała walizki i pożegnała Ojczyznę. – Pewnego dnia po prostu razem z narzeczonym stwierdziłam, że dalszy związek na odległość nie ma sensu – wspomina. Pensja początkującego nauczyciela w Polsce również nie należy do wysokich, a jak człowiek chce w końcu pójść na swoje, wyprowadzić się od rodziców, musi czasami zaryzykować.

Narzeczony z wykształcenia jest fizjoterapeutą, ale od dłuższego czasu pracuje w fabryce cukierków. Nie miał jednak zamiaru wciągać jej do teamu. Nie było mowy o pracy w hotelu czy w restauracji. Miała znaleźć coś w zawodzie. Po kilku przepłakanych nocach wzięła się w garść i zaczęła szukać agencji dla nauczycieli. W pierwszej dano jej do zrozumienia, że musi najpierw podszkolić angielski i raczej nic z tego nie wyjdzie.

– Podszkolić angielski? Uczyłam się go praktycznie przez całe życie, dawałam lekcje innym – wspomina. – Przecież wiem, jak mówię. Czasami używam lepiej gramatyki od niejednego Anglika – dodaje. Można powiedzieć, że to doświadczenie dodało jej pozytywnego „kopa”. Nie ta agencja, to inna – pojechała do Preston. Tam już było zupełnie inaczej. Po dwóch dniach zadzwonił telefon. Dostała pracę jako pomoc nauczyciela w pobliskiej szkole. Spędziła w niej niecałe dwa lata, obecnie pracuje w szkole językowej, uczy języka angielskiego oraz języka polskiego – Anglików i emigrantów z różnych zakątków świata.

Kochałam języki

Szkołę, w której pracuje Małgosia założyła Dagmara, bizneswoman z prawdziwego zdarzenia. Sama troszczy się o wszystko i z miesiąca na miesiąc zwiększa liczbę uczniów. – Zawsze kochałam języki, fascynowały mnie inne kultury. Wydawało mi się, że ich znajomość łamie lody, jest łatwiej nawet nawiązać przyjaźnie – zaznacza. Włada trzema: angielskim, polskim i włoskim.

Na pytanie dlaczego zdecydowała się otworzyć szkołę, odpowiada, że nauczanie zawsze dawało jej bardzo dużą satysfakcję. Szkołę prowadzi od siedmiu lat. Jakie były początki? – Na pewno łatwiej jak w Polsce. Jest tutaj mniej biurokracji, więcej pomocy od rządu, nawet miałam swojego mentora, który prowadził mnie i pomagał wybrać odpowiednią drogę. Problemy są zawsze, w każdym biznesie, trzeba się po prostu nauczyć je rozwiązywać i się nie poddawać – radzi.

Pakował warzywa

Kolejnym przykładem przedsiębiorczego rodaka niewątpliwie jest Przemek. Trzydziestodwulatek mieszkający w Anglii od dziesięciu lat. Zaczynał od pracy na linii produkcyjnej, pakował warzywa, był kontrolerem jakości. Pewnego dnia stwierdził, że ma tego dość. Pieniądze może i były dobre, ale praca nie dawała mu satysfakcji. Rzucił więc wszystko i razem z dziewczyną pojechał szukać studia tatuaży.

W końcu zaczął robić to, co kochał. Nie powinno więc też nikogo dziwić, że obecnie jest na etapie przejmowania studia i niedługo będzie miał swoich pracowników. – Chcieć to móc. Marzenia się spełniają. Tylko trzeba być wytrwałym i mieć jasno określony cel – krótko podsumowuje.

Mają restaurację

Taki cel zapewne wyznaczyli sobie również Agata i Maciek. Dwudziestoparoletni właściciele polskiej restauracji. Dla tych, którzy myślą, że nie wiadomo jak długo trzeba czekać na sukces dodam, że w UK są niecałe dwa lata.

– W Polsce zajmowałam się zupełnie inną dziedziną – mówi Agata. – Ukończyłam studia prawnicze, niestety nawet po studiach ciężko jest o dobrze płatną pracę, więc zdecydowaliśmy się z chłopakiem na wyjazd za granicę – wspomina. – Patrząc z perspektywy czasu dość łatwo przebiegły wszelkie formalności związane z założeniem działalności. Prawie wszystko robi za ciebie księgowy. Później tylko Council i spełnienie ich wymogów, ubezpieczenia, szkolenia health & safety itp.

Trochę tego było, ale jakoś przez to przebrnęliśmy – podkreśla. Dziś ich restauracja nie tylko serwuje przepyszne jedzenie, ale również pełni funkcję miejsca integracyjnego. – Pracę w Anglii zawsze można znaleźć, więc łatwo było nam zrezygnować z poprzedniej. Oboje lubimy gotować, chcieliśmy zrobić coś polskiego, bo dużo tutaj naszych rodaków. Mieliśmy nadzieję, że jakoś się wpasujemy – dodaje.

Uczyć dzieci

Coś polskiego chciała zrobić również Agnieszka Biały, jedna z założycielek polskiej szkoły w Evesham. – Kiedy przyjechałam do Anglii, nie wiedziałam, jak długo zostaniemy – wspomina. – Chciałam, żeby dzieci uczyły się ojczystego języka, żeby w razie powrotu do Polski nie miały zaległości – opowiada. Chciała również pokazać dzieciom, że Polacy potrafią trzymać się razem nawet na obczyźnie. – Trudności było sporo. Pierwsze spotkania odbywały się w kościele. Mieliśmy problem z wynajęciem lokalu.

Jedna ze szkół zaproponowała organizowanie polskich zajęć, ale nie dla wszystkich. Tylko dla tych, które uczęszczały do danej szkoły. Na to nie chcieliśmy się zgodzić, poszukiwania lokalu trwały – mówi. W międzyczasie dzielne mamy z Evesham zorganizowały polską pierwszą komunię. – Wzięło w niej udział bardzo dużo dzieci, naprawdę wypadła świetnie. Z czasem Council Wychavon zorganizował zgromadzenie w Riverside Evesham, przyjechał pan Mokrzycki z Londynu, od którego uzyskaliśmy dużo wskazówek – dodaje. Po długich bojach szkołę udało się otworzyć.

Chciała zostać rok

Angelika z Blackpool do Wielkiej Brytanii przyleciała we wrześniu 2006 roku. Chciała zostać tylko rok, odłożyć pieniądze i otworzyć salon fryzjerski w Polsce. Wyszło inaczej. – Otworzyłam salon, ale tutaj. Nie żałuję, że zostaliśmy, tu są inne perspektywy na życie, wszystko jest łatwiejsze. Zaczynałam od pracy jako kelnerka i pomału zaczęłam zdobywać klientów na strzyżenia. Po roku stwierdziłam, że mam ich już wystarczająco dużo, rzuciłam pracę i zajęłam się tylko fryzjerstwem.

Początkowo przyjmowałam klientów w domu, potem przyszedł czas na otworzenie czegoś na mieście. Pracują dla mnie dwie fryzjerki i liczę na to, że wkrótce będę miała dużo więcej nowych klientów. Jak na razie przeważają głównie polscy, sporo też jest Słowaków, Łotyszy. Anglików jak na razie nie jest za dużo, ale liczę, że zacznie ich przybywać coraz więcej – podsumowuje.

Przyjechał i został

Ostatnim przykładem jest Marcin. – Przyjechałem do Anglii odwiedzić siostrę i zostałem półtora roku. Zarzekałem się, że do Polski już nie wrócę, ale wróciłem na trzy lata. Potem znowu odwiedziłem siostrę i zostałem na kolejnych pięć lat w UK – wspomina. – Zacząłem od wyrzucania ryb na taśmę, potem trafiłem do zakładu stolarskiego. Od kilku miesięcy jestem managerem i piercerem w studiu tatuaży. Ktoś mi zaufał, dał szansę i spełniły się moje marzenia – dodaje. – Czy mam zamiar wracać do Polski? Oszalałaś? – zarzeka się, że na pewno nie w tym momencie, w którym jest teraz. Chce kupić mieszkanie i się rozwijać, wykorzystać szansę, jaką dostał.

Nie mamy ochoty wracać

Na swojej drodze spotkałam również kilka osób pracujących w hotelach i restauracjach. Wykonujących prace, do których, delikatnie mówiąc, Anglicy się nie garną. Niektórzy narzekali, marudzili, ale na końcu stwierdzali, że nie chcą niczego zmieniać, na tę chwilę tak im dobrze. Tęsknią za Ojczyzną, ale nie mają ochoty wracać.

Byli też tacy, którzy wręcz przeciwnie marzą o powrocie. Mają plany i pomysły na siebie. Doskonale wiedzą co chcą robić. Część ma zamiar otworzyć własny interes, inni wykorzystać nabyte umiejętności, chociażby język i zahaczyć się w jakiejś dobrej firmie.

Źródło | Goniec.com

goniec_150

Sharing is caring!