Polak maltretował kilkumiesięcznego syna. Dziecko zmarło!

Piotr S. zatrzasnął drzwi szpitalnej toalety i wyciągnął ostrze. Skórę w okolicach nadgarstków przeciął jednak nazbyt płytko, by sąd potraktował to, jako okoliczność łagodzącą.

Jest kilka wersji tego, co przydarzyło się sześciomiesięcznemu Oskarowi. Prawie wszystkie pochodzą od jego ojca, Piotra S. i – jak przyzna później detektyw prowadzący sprawę – najprawdopodobniej żadna z nich nie jest prawdziwa. Nie tylko dlatego, że wtedy, w styczniu 2015 roku w domu zostali tylko Oskar i jego ojciec – matka chłopczyka oraz jego przyrodnia siostra poszły na zakupy do centrum handlowego w Wood Green w północnej części Londynu, ale przede wszystkim z uwagi na to, że S. za wszelką cenę pragnął uniknąć odpowiedzialności.

Tamtego styczniowego popołudnia zdarzyła się tragedia, w wyniku której lekarze przez trzy dni walczyli o życie małego Oskara. Kiedy zdali sobie sprawę, że nic więcej nie mogą zrobić, przyszedł ksiądz i pospiesznie ochrzcił malca. Dzień później chłopczyk zmarł. Przyczyną zgonu był uraz mózgu.

Ojciec i syn

Oskar przyszedł na świat w Wielkiej Brytanii latem 2014 roku. Mieszkał z rodziną w jednym z domków w stylu wiktoriańskim przy Trulock Road w londyńskiej dzielnicy Tottenham. W zasadzie był jeszcze niemowlakiem o pucołowatych policzkach, u którego włosy na głowie nie zdążyły zgęstnieć, a mimo to podczas sekcji zwłok Oskara patolog odkrył ślady przemocy. Niektóre z nich widać było gołym okiem, jak siniaki i otarcia, inne ujawniła dokładniejsza obdukcja – chłopczyk w ciągu kilku tygodni przed śmiercią miał co najmniej dwukrotnie złamaną kość ramienia. Ustalono, że malca ktoś w domu maltretował. Wkrótce podejrzenie padło na ojca, pochodzącego z Polski malarza ściennego i wykończeniowca. Piotr S. to niewysoki i drobny mężczyzna o przeciętnym uroku, jasnoniebieskich oczach, krzywym nosie, dość rzadkim zaroście oraz szatynowych włosach, przyciętych krótko z modną w latach dziewięćdziesiątych grzywką.

Według raportów policji S. w przeszłości wielokrotnie miał problemy z prawem. Awantury po pijaku, kradzieże, narkotyki – lista wykroczeń jest długa, a zaczyna się jeszcze w Polsce, gdy jako 15-latek kogoś pobił. Trzy lata później wpadł na kradzieży w sklepie. W maju 2008 roku już w Londynie po pijaku kłócił się z ochroniarzami na ulicy, a kilka lat później znów pijany zakłócał porządek na stacji metra w północnym Londynie. Nie zrezygnował z kradzieży w sklepach, bo w tych okolicznościach wpadł w ręce angielskiej policji dwa razy, w 2011 i 2012 roku. Na początku 2011 został jeszcze skazany za posiadanie tzw. miękkich narkotyków. Teraz w wieku 27 lat Piotr S. stanął przed sądem w Londynie za zamordowanie własnego dziecka.

Zwłoka

Godzina 1:33 po południu, 23 stycznia 2015 roku. S. wykręca 999. Szlochając do słuchawki błaga o pomoc dla swojego synka, który – jak twierdzi – nagle przestał oddychać; nie wie jak to się stało, wcześniej wszystko było w porządku, dziecko bawiło się w łóżeczku, zasnęło jakiś czas temu, a teraz nie oddycha – cedzi przez telefon. Kilka minut później w mieszkaniu pojawiają się medycy i rozpoczynają reanimację nieprzytomnego niemowlaka. Jeden z ratowników na podłodze obok kanapy zauważa coś, co potem okaże się krwią i śliną chłopca, choć oczywiście wtedy jeszcze nie było wiadomo, jakie są okoliczności zapaści Oskara i nikt nie dopatrywał się śladów przestępstwa. Chłopiec trafił do North Middlesex Hospital na oddział intensywnej terapii.

Piotr S. natomiast, zanim pojechał do szpitala, zdążył wyjaśnić szwagierce, że sprzątał mieszkanie, gdy nagle zauważył, że dziecko nie oddycha – tej, pierwszej wersji wydarzeń będzie się trzymał do następnego poranka. W szpitalu przyznał funkcjonariuszowi, że minęło 10-15 minut nim zadzwonił po pomoc, co dla sądu będzie ewidentnym dowodem wyrachowania mężczyzny, który zamiast natychmiast wezwać karetkę, zwlekał w nadziei, że dziecko odzyska przytomność, a on uniknie kłopotów. Ale tak się nie stało, a zwłoka kosztowała życie jego syna.

Chrzest i samobójstwo

Stan chłopca okazał się bardzo poważny. Wkrótce przeniesiono go do specjalistycznego szpitala dziecięcego w centrum Londynu, gdzie jednak lekarze nie rokowali dużych szans na przeżycie. Natomiast urazy jakie specjaliści odkryli na ciele Oskara zmusiły jego ojca do zmiany zeznań. Teraz utrzymywał, że dziecko bawiło się na kanapie, podczas gdy S. poszedł do łazienki. Gdy wrócił chłopczyk leżał już nieprzytomny na podłodze. Do upadku z kanapy doszło zatem podczas jego nieobecności. On w każdym razie nie ma z tym nic wspólnego. Bał się o tym wcześniej komukolwiek powiedzieć, bo do łazienki wyszedł, by zapalić skręta – wyjaśnił jak przystało na wstrząśniętego ojca umierającego dziecka.

Następnego dnia lekarze operujący Oskara spotkali się z rodzicami. Wtedy było już wiadomo, że chłopczyk umrze. Zaaranżowano więc chrzest, a Piotr S. tuż po rozmowie zniknął. Jakiś czas później tego samego dnia znaleziono go w toalecie, gdzie próbował podciąć sobie żyły. Sąd jednak nie uwierzy, że prawdziwą intencją Piotra S. było odebranie sobie życia. Według sędziego, chodziło jedynie o zademonstrowanie, jak bardzo jest S. poruszony oraz jak wini się za to, że do wypadku doszło podczas, gdy on opiekował się synem. Został opatrzony w szpitalu zanim zabrała go policja. Badania krwi wykazały, że przed zdarzeniem palił marihuanę.

Gniew ojca

Podczas przesłuchania na komisariacie mężczyzna odmówił odpowiedzi na pytania, ale w mieszkaniu technicy znaleźli ślady krwi i śliny należące do Oskara. Krew dziecka zabezpieczono też na chusteczkach porzuconych obok drzwi wejściowych do mieszkania. Ponadto w łazience policjanci znaleźli worek konopi indyjskich.

26 stycznia ubiegłego roku, kilka minut przed 11 rano Oskar zmarł na skutek obrażeń głowy. Niespełna miesiąc później prokurator oskarżył Piotra S. o morderstwo. Proces w jego sprawie rozpoczął się przed Old Bailey 24 listopada. Oskarżenie przygotowało własny obraz zajścia, według którego Piotr S. w przypływie gniewu miał stracić kontrolę i potrząsnąć niemowlakiem z taką siłą, że spowodował obrażenia, a te doprowadziły do śmierci malca. Takie sytuacje miały zresztą zdarzać się wcześniej, na co wskazywały siniaki na ciele Oskara oraz złamania. Na rozprawie S. po raz ostatni zmienił zdanie co do przebiegu zdarzeń. Przyznał, że delikatnie potrząsnął synem, aby go reanimować, bo zauważył, że dziecko przestało oddychać. Nigdy natomiast nie przyznał się do morderstwa.

Śledczym nie udało się ustalić co naprawdę wydarzyło się tamtego dnia w mieszkaniu przy Trulock Road. Sekcja zwłok małego Oskara wykluczyła jednak przypadkowość urazów, jakich doznało dziecko, a wątpliwe wyjaśnienia jego ojca spowodowały, że uznano go za winnego morderstwa. 22 grudnia 2015 roku ława przysięgłych skazała go na dożywocie. Dopiero po upływie ponad 16 lat Piotr S. będzie mógł ubiegać się o wcześniejsze zwolnienie.

Paweł Chojnowski

goniec_150

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

INFORMACJE I BIZNES

OPINIE I PUBLICYSTYKA

STYL I KULTURA

/Autor

Ostatnie lata przyniosły ogromny postęp w leczeniu nowotworów

Raka piersi co roku diagnozuje się u około 18 tys. Polek, z których 85 proc. udaje się wyleczyć. Dzięki nowoczesnym terapiom – obecnie nawet rak piersi z przerzutami może stać się chorobą przewlekłą. Podobnie jest w przypadku wielu innych typów nowotworów – choć liczba zachorowań rośnie, pojawiają się innowacyjne leki, które znacząco wydłużają życie chorych i poprawiają jego jakość.

Sharing is caring!