Polacy vs Brytyjczycy. W czym jesteśmy lepsi?

Zazdrościmy Brytyjczykom swobody, spokoju, pewności siebie, ale jednocześnie narzekamy na ich hipokryzję, lenistwo i brak podstawowej wiedzy. Jacy jesteśmy w porównaniu z nimi?

Mówimy o niej „speedy Emma” – kpi Kasia, która pracuje jak kierowniczka zmiany w dużym barze z jedzeniem na wynos. – Kiedy mam ją na swojej zmianie wiem, że będę musiała pracować za dwie osoby – mówi. Niestety, Brytyjczykom nie chce się pracować. Być może ma to związek, jak zdiagnozowała Kate Fox – antropolożka kulturowa, z brytyjskim podejściem do pracy „byle nie zbyt serio”. – Ta beznamiętna, powściągliwa postawa wydaje się być normą praktykowaną we wszystkich zawodach i na wszystkich stanowiskach, od pracujących dorywczo budowlańców do wysoko opłacanych adwokatów. Nie wypada zbytnio ekscytować się własnymi produktami czy usługami – wyjaśnia Kate Fox.

Dlatego imigrantom nietrudno wykazać się na polu zawodowym, ponieważ ich brytyjscy koledzy dalecy są od udowadniania swoich kompetencji, szybkości czy zaangażowania. Nie są tak zdeterminowani. Już kilka lat po akcesji Brytyjczycy zorientowali się, że Polacy są bardzo pracowici. Z badań Instytutu Spraw Publicznych przeprowadzonych w 2010 r. wynikało, że typowy polski imigrant to pracownik niewykwalifikowany, podejmujący się najcięższych prac i wykonujący je sumiennie i rzetelnie, ciesząc się uznaniem pracodawców.

Choć zdarzają się wyjątki, jak James – kierownik zmiany jednego z sieciowych sklepów. – Z Polakami mam zawsze problemy: zamiast trzymać się procedur, wszystko robią po swojemu i potem jest kłopot. Ostatnio wezwałem obsługę z naszego centrum handlowego, by wymieniła żarówki przed wejściem i okazało się, że niepotrzebnie, bo nowy pracownik, Tomas, z Polski, wziął drabinę i sam wymienił, choć nikt mu tego nie kazał. Musiałem się z tego tłumaczyć – opowiada.

Przedsiębiorczy

Badania dowodzą, że jedno na siedem działających w Wielkiej Brytanii przedsiębiorstw zostało założone przez imigranta. Pod względem liczebności przedsiębiorców danej narodowości, którzy na terenie UK założyli własny biznes, Polacy plasują się na 6. pozycji.

Analizy przeprowadzone przez brytyjskie organizacje DueDil oraz Centre for Entrepreneurs dowodzą, że przedsiębiorczy imigranci tworzą 14 proc. wszystkich miejsc pracy w Wielkiej Brytanii. Niemal 0,5 miliona imigrantów pochodzących ze 155 krajów prowadzi własną działalność w UK. Spośród wszystkich tych narodowości, Polacy, pod względem liczebności przedsiębiorców, pozostają jedynie za Irlandczykami, Hindusami, Niemcami, Amerykanami oraz Chińczykami, a wyprzedzając m.in. Francję, Włochy czy nawet Pakistan. Jak dowiadujemy się z badania, najwięcej przedsiębiorców z kraju nad Wisłą działa w sektorach: budowlanym i nieruchomości, produkcji i przemysłu ciężkiego oraz dóbr i usług konsumenckich. Polacy dobrze odnajdują się w branżach IT, mediach i rozrywce, służbie zdrowia, finansach, doradztwie z zakresu zarządzania, edukacji i służbach publicznych, a także w HR.

Polscy biznesmeni prowadzą ok. 22 tys. firm. Dla porównania najbardziej prężni Irlandczycy mają ich ok. 50 tys., Niemcy – już tylko 30 tys. Zdaniem ekspertów tak duża liczba firm to nie tylko efekt masowej emigracji. Popularne stało się przenoszenie działalności z Polski na Wyspy Brytyjskie. Wielka Brytania zajmuje zresztą pierwsze miejsce w Europie, jeśli chodzi o łatwość zakładania i prowadzenia biznesu. Przyciągają proste przepisy, wyższa kwota wolna od podatku, a także niska składka na ubezpieczenie społeczne. – Ja naprawdę się nie dziwię, że emigranci chętnie zakładają działalność na Wyspach – komentuje 44-letnia Iga Olszewska.

– Sama prowadzę usługi krawieckie, mój syn projektuje strony internetowe, a oprócz tego pracujemy na etatach. Ale oboje jesteśmy self-employed. Anglia to kraj przyjazny biznesowi – podsumowuje Polka. Spośród wszystkich imigrantów, 17,2 proc. zdecydowało się na otworzenie własnej działalności, podczas gdy wśród Brytyjczyków średnia ta to 10,4 proc. Autorzy raportu dowiedli, iż imigranci tworzą miejsca pracy dla przedstawicieli lokalnych społeczności oraz przyczyniają się do wzrostu ekonomicznego kraju.

Ambitni

– Pamiętam jak mój ojciec opowiadał mi, że przybyli do Anglii Hindusi na początku byli na dnie drabiny społecznej – wspomina 47-letnia Damia, pół Malezyjka, pół Brytyjka. – Wykonywali najgorsze prace, ale byli ambitni i nie bali się angażować. Dziś są naukowcami, nauczycielami, prowadzą ogromne firmy. Dotarli na szczyt. Teraz patrzę na Polaków i widzę dokładnie to samo. Zaczynacie od zera, by po krótkim czasie okrzepnąć, rozwinąć się i wreszcie dawać pracę nam, Brytyjczykom – przyznaje nasza rozmówczyni.

Rzeczywiście, imigranci indyjscy opanowali głównie przemysł tekstylny i manufakturę, obecnie można wśród nich spotkać drobnych handlarzy i restauratorów, ale też lekarzy, farmaceutów oraz informatyków. Zrobili i robią nadal karierę w filmach, muzyce, literaturze, telewizji. Wzrasta wśród nich liczba milionerów i miliarderów. Na liście najbogatszych Azjatów znajduje się 300 osób pochodzenia indyjskiego z Wielkiej Brytanii, 187 z nich mieszka w Londynie i okolicach.

– Z drugiej strony trudno wam się dziwić, skoro macie wykształcenie, wiecie czego chcecie i nikt was nie hamuje w rozwoju, to tylko ruszać na szczyt – uśmiecha się Damia, której mąż jest Polakiem i od sześciu lat prowadzi własny warsztat samochodowy. – Moi synowie nieraz słyszą od ojca, że nie mają pojęcia, jakimi są szczęściarzami, ponieważ nie musieli się wychowywać w socjalistycznej Polsce i niczego im nie brakuje – podkreśla Damia.

Dobrze wykształceni

Polacy są jednym z lepiej wykształconych narodów. Szacuje się, że w 2017 r. połowa społeczeństwa będzie miała tytuł magistra. Jednak wykształcenie nie przekłada się na zarobki, nie pomaga również w przedsiębiorczości.

– Nie mogę się nadziwić, co w fabryce czy restauracji robi Polak po uniwersytecie. Dlaczego przyjeżdżacie tutaj kończąc uczelnie i sprzątacie zamiast budować dobrobyt u siebie? U mnie w restauracji na zmywaku pracuje Polka, która studiowała literaturę polską i mogłaby uczyć w szkole. Co ona tu robi? – dziwi się 29-letnia Kerry z zachodniego Londynu.

– Macie ogromną wiedzę – podkreśla Elaine Katz z Dagenham. – Ja nie byłam pewna czy Polska leży w Europie, a okazało się, że moje znajome z Polski znają historię Wielkiej Brytanii lepiej ode mnie – przyznaje Brytyjka. – Wiedziały co to była „wojna róż” i, że Henryk VIII miał sześć żon – dodaje. Badania wskazują, że obywatele krajów takich jak Polska, Czechy, Węgry i Bułgaria są bardziej wykształceni niż Brytyjczycy.

Statystyki objęły 33 kraje i ich rodowitych mieszkańców w wieku od 25 do 64 lat. Sally Hunt, sekretarz generalny Unii Uniwersyteckiej w Wielkiej Brytanii, twierdzi, że z czasem liczba niewykształconych Brytyjczyków będzie wzrastać. Zmiany w systemie edukacji, przeciwko którym protestowali studenci, a zgodnie z którymi koszty studiowania drastycznie wzrosną, mogą jeszcze pogorszyć sytuację.

Z kolei zgodnie z analizami przeprowadzonymi przez Centre for Research and Analysis of Migration działające przy University College London, imigranci są z reguły bardzo dobrze wykształceni. Stopień naukowy uzyskało 32 proc. przyjezdnych z krajów europejskich oraz 43 proc. imigrantów z innych stron świata. Wśród Brytyjczyków odsetek tych, którzy edukację zakończyli dyplomem wyższej uczelni wynosi 21 proc. – Pewnie dlatego, że w Wielkiej Brytanii nie trzeba mieć wykształcenia, by osiągnąć sukces. Wystarczy dobry zawód i można zapewnić stabilizację sobie i rodzinie – tłumaczy Elaine. – A jak ktoś ma smykałkę do interesów, to nawet czytać i pisać nie musi, a zarobi fortunę – przyznaje.

Kreatywni

Od kilku miesięcy krąży w sieci relacja ze szkolenia Polaków, opublikowana przez dr Łukasza Srokowskiego, socjologa z doświadczeniem w biznesie: „Uwielbiam polską kreatywność. Prowadzę sobie szkolenie. Jak rzadko, tym razem nie w pełni własnego autorstwa, ale na bazie skryptu, który dostałem od zamawiającego (z zagranicy – to ważne). W skrypcie między innymi proste zadanie. Cytuję: „Daj uczestnikom puzzle z dowolnym obrazkiem, powiedz, żeby zrobili z nich akwarium. Ponieważ szybko się zorientują, że na obrazku nie ma akwarium, zaczną budować fizycznie akwarium z puzzli. Omów potem zadanie pod kątem procesu wyłaniania się lidera w grupie”. Ważne jest to, że w skrypcie nie była przewidziana inna możliwość niż fizyczna budowa akwarium – w rozmowie z autorem dowiedziałem się, że wszystkie grupy brytyjskie i niemieckie robią zawsze akwarium w postaci trójwymiarowej budowli z puzzli. No więc dałem instrukcję, zgodnie ze skryptem. Co zrobili moi polscy uczestnicy? Jedna grupa ułożyła z puzzli napis „Akwarium”; jedna wzięła woreczek od puzzli, napełniła go wodą i wrzuciła do środka puzzel, twierdząc, że to rybka; dwie zbudowały samą ramkę, a w środku ułożyli kształt rybek z pozostałych puzzli.

– Vive la polskie podejście do rozwiązywania problemów. Serio. Gdybyśmy tylko umieli pracować długodystansowo, nie zrywowo i nauczyli się sobie ufać, bylibyśmy potęgą gospodarczą – komentuje socjolog.
Jak się okazuje, lata zmuszające nas do radzenia sobie w każdych życiowych okolicznościach owocują. Wiele takich historii w postaci anegdot jest przekazywanych z ust do ust. A to o Polaku, który podczas konferencji pobierał dolara od otwarcia kapslowanej butelki za pomocą futryny, bo organizatorzy spotkania zapomnieli o otwieraczach. A to o polskich inżynierach, którzy za pomocą doniczek, plastikowych rur, desek i taśmy klejącej uratowali niemiecką fabrykę od kryzysu i bankructwa, radząc sobie z potężną awarią systemu maszyn. – Ta Agneska pracująca w naszej restauracji uprościła i przyspieszyła sposób inwentaryzacji towaru – opowiada Kerry. – Przez tyle lat nikt nie wpadł na to, a Polka pokazała naszemu menadżerowi nową metodę po kilku miesiącach pracy. Mamy o połowę mniej pracy – zaznacza.

Nie tylko zalety

Niestety, cechy polskiej mentalności to nie tylko zalety. Jak twierdzi Mateusz Grzesiak, psycholog i popularny trener rozwoju osobistego, polskość to też hejting, podcinanie skrzydeł poprzez zawiść i nieufność w stosunku do każdego, kto przejawia oznaki sukcesu. – Efektem jest marnotrawienie potencjału intelektualnego oraz gospodarczego, który mamy jako nacja – tłumaczy. Jak więc temu przeciwdziałać?

Wspierajmy się

– Niestety, mimo że jesteście ambitni jak Hindusi, nie macie pewnej ważnej cechy: nie wspieracie się – podkreśla Damia. – Widzę u Azjatów, że lubią robić zakupy „u swoich” nawet jeśli jest drożej niż w markecie, bo trzeba wspierać swoją nację. Wy, Polacy, najpierw patrzycie na cenę. Nie obchodzi was, że zamiast sąsiadowi dajecie zarobić supermarketowi. Mój mąż tylko wzrusza ramionami, jak o tym mówię. Poza tym wygryzacie się nawzajem. Konkurencja mojego męża daje coraz niższe ceny i zmusza mojego Krzysztofa do obniżania ich. Za chwilę obu warsztatom nie będzie się opłacało działać. Mój tata opowiadał, że na jego ulicy wszyscy sprzedawcy owoców mieli te same ceny, a szło się do tego, do którego było bliżej albo miał ładniej wyeksponowany towar. Wam nie przyjdzie do głowy, by się dogadać – podsumowuje Damia.

Ten brak solidarności mówi o tym, że jesteśmy społeczeństwem, „które jest odwrócone do siebie plecami” – tak scharakteryzował nas socjolog prof. Janusz Czapiński. I tę cechę przenosimy na obcy grunt. Nie współpracujemy i nie działamy na rzecz innych. Tylko 16 proc. młodych ludzi angażuje się w wolontariat. Pod tym względem zajmujemy w Unii Europejskiej przedostatnie miejsce. Gorsi są tylko młodzi Włosi. – Bardzo krótkowzrocznie patrzymy na swoje więzi i potrzeby. Jeśli w danym momencie problem osobiście mnie nie dotyczy, to nie podpiszę petycji, nie pójdę na zgromadzenie, na marsz, nie zrobię nic – wyjaśnia polski brak zaangażowania społecznego dr Katarzyna Growiec, laureatka konkursu Naukowych Nagród Polityki.

– Można powiedzieć, że naszą wadą jest nieufność wobec innych – dodaje psycholog biznesu, prof. Tomasz Zaleśkiewicz, kierownik katedry psychologii ekonomicznej w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu. Ta nieufność degeneruje nasz kapitał społeczny, uniemożliwia budowę prawidłowych relacji, niszczy potrzebę współpracy, niweczy próby osiągania celów związanych z rozwojem gospodarczym. Z „Diagnozy Społecznej 2013. Warunki i Jakość Życia Polaków”, wynika, że ponad 40 proc. Polaków nie obchodzi naruszanie dóbr publicznych przez innych obywateli. – Nie interesuje ich, że ktoś nie płaci podatków, nie kasuje biletów w komunikacji miejskiej czy kradnie prąd. Polska nie spełnia ani jednego kryterium społeczeństwa obywatelskiego. Pod względem ogólnego zaufania zajmujemy jedno z ostatnich miejsc wśród krajów objętych badaniem European Social Survey w 2010 r. Jesteśmy zbiorem kreatywnych indywidualistów niezdolnych do współdziałania.

Przestańmy narzekać

– W Anglii w poczekalni u lekarza nie słychać narzekania, do którego człowiek przyzwyczaił się w Polsce. Nikt nie opowiada o horrendalnych cenach leków, nikt nie psioczy na służbę zdrowia i nikt nie opowiada, jak to „te konowały znajomego uśmierciły” – dziwi się Wojtek, który od kilku miesięcy mieszka w południowym Manchesterze. Polacy lubią narzekać na to, co mają. Oczywiście, żyjąc w Europie, będąc wiecznie karmionymi wizjami zachodnich luksusów, wydaje nam się, że jesteśmy biedni. Jeśli jednak porównać się z resztą świata – Afryką, Azją, Ameryką Południową – obraz się zmienia. Przez międzynarodowe organizacje, jak OECD czy UNICEF jesteśmy uznawani za kraj bogaty, który ma obowiązek wspierać kraje rozwijające się.

Warto pamiętać, że wszystko zależy od interpretacji. Gdy UNICEF opublikował raport, z którego wynikało, że Polska jest na 21. miejscu pod względem warunków i jakości życia dzieci, można było narzekać, że Polska nadal jest „w ogonie Europy”. Ale można też dopatrzyć się, że Polska, owszem, jest w trzeciej dziesiątce rankingu, ale jednocześnie jest to trzecia dziesiątka najbogatszych krajów świata.

A warto pamiętać, że kultywowanie narzekania może być zagrożeniem dla rozwoju kraju. Jego konsekwencje, jak negatywne emocje i myśli, pochłaniają czas i energię, które można poświęcić na coś pożytecznego. Ponadto negatywny nastrój i przekonania działają demotywująco i mogą uruchamiać mechanizm samospełniających się przepowiedni.

Walczmy z kompleksami

Jesteśmy już dobrze wykształceni, ale większą szansę na zastosowanie tego wykształcenia w praktyce będą miały osoby, które są aktywne, nie boją się nowych przedsięwzięć, ryzyka i kontaktów z innymi ludźmi. Bo cóż z tego, że jesteśmy inteligentniejsi od Brytyjczyków (patrz ramka), skoro oni mają większe poczucie własnej wartości i większy poziom miłości własnej niż my, i to gwarantuje im w życiu sukces. I pewnie dlatego to my jeździmy na Wyspy, by pracować, a Brytyjczycy jeżdżą do Krakowa po to, by się bawić…

Mistrzowie narzekania

Mimo że lubimy narzekać, to do mistrzów nam daleko. Jakiś czas temu przeprowadzono badanie, które wykazało, że najbardziej narzekający klienci w Europie mieszkają na… Wyspach. 96 proc. Brytyjczyków przyznało, że złożyłoby skargę do kierownika sklepu, gdyby uznali, że usługa bądź towar były niewystarczającej jakości. Średnia europejska była o 29 punktów procentowych niższa! Inna sprawa, że nikt nie sprawdził, ilu Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii wzięło udział w tej sondzie…

Zestawienie IQ poszczególnych narodów europejskich, opracowane przez profesora Richarda Lynna z Uniwersytetu w Ulsterze, specjalistę od badań nad inteligencją:

1. Niemcy i Holandia – 107 (ex aequo)
2. Polska – 106
3. Szwecja – 104
4. Włochy – 102
5. Austria – 101
6. Szwajcaria – 101
7. Wyspy Brytyjskie – 100
8. Norwegia – 100
9. Belgia – 99
10. Dania – 99
11. Finlandia – 99
12. Czechy – 98
13. Węgry – 98
14. Hiszpania – 98
15. Irlandia – 97
16. Rosja – 96
17. Grecja – 95
18. Francja – 94
19. Bułgaria – 94
20. Rumunia – 94
21. Turcja – 90
22. Serbia – 89

Anna Dobiecka

goniec_150

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

INFORMACJE I BIZNES

OPINIE I PUBLICYSTYKA

STYL I KULTURA

/Autor

Ostatnie lata przyniosły ogromny postęp w leczeniu nowotworów

Raka piersi co roku diagnozuje się u około 18 tys. Polek, z których 85 proc. udaje się wyleczyć. Dzięki nowoczesnym terapiom – obecnie nawet rak piersi z przerzutami może stać się chorobą przewlekłą. Podobnie jest w przypadku wielu innych typów nowotworów – choć liczba zachorowań rośnie, pojawiają się innowacyjne leki, które znacząco wydłużają życie chorych i poprawiają jego jakość.

Sharing is caring!