Polacy na emigracji potrzebują psychoterapeuty

Problemy w pracy przekładają się na problemy w domu. Ale tych problemów jest znacznie więcej. – Wiele osób przeżywa duży lęk związany z pierwszym spotkaniem. Na początku często pacjenci tłumaczą, że nie wiedzą od czego zacząć, przepraszają za płacz i zdenerwowanie. Wstydzą się, że nie potrafili sami sobie pomóc. Wówczas staram się stworzyć taką atmosferę, by pacjent czuł się w miarę komfortowo. Nie ma nic bardziej ważnego, jak stworzenie więzi terapeutycznej w pierwszych spotkaniach.

Damian Biliński: Jesteś współtwórcą Centrum Rozwoju Terapii i Wsparcia „Feniks”, która jest organizacją non-profit, a celem, pomoc osobom przebywającym poza granicami ojczyzny w rozwiązywaniu problemów natury psychologicznej. Jednak określenie „problemy natury psychologicznej” to dość ogólne sformułowanie. O jakich problemach będziemy rozmawiać?

Mirek Błoniarz: W Centrum „Feniks” od samego początku jego istnienia prowadzę psychoterapię indywidualną. Przychodzą ludzie z różnymi problemami życiowymi. Nie ma w zasadzie tematu/sprawy, w której wspólnie nie można poszukać rozwiązania. Oczywiście – tak od kuchni patrząc – na potrzeby diagnozy klasyfikuję/przyporządkowuję ich do jakiegoś rodzaju zaburzenia w/g istniejącej klasyfikacji zaburzeń psychicznych (DSM), jaką posługuje się każdy psychoterapeuta. Od strony pacjenta wygląda to inaczej – po prostu szukamy powodu zgłoszenia. Czasami bywa, że to co mówi pacjent na pierwszych spotkaniach, w ramach kilku spotkań konsultacyjnych, ulega przekształceniu i doprecyzowaniu. Dlatego przez prawie 9 lat, od kiedy zajmuję się psychoterapią (na początku w Polsce, głównie terapia uzależnień) miałem cały przekrój ludzi z różnymi problemami: depresje, stany lękowe, anoreksje, uzależnienia, kłopoty z tożsamością seksualną, osoby po próbach samobójczych, kłopoty w parze/małżeństwie i rodzinne. Każdy przypadek jest inny i, każdy ma swój niepowtarzalny problem. Każdy wyraża go w taki sposób jak potrafi. Moim zadaniem jest dobrze zrozumieć pacjenta i doradzić czego mu potrzeba. Jeśli nie zrozumiem problemu to nie ma psychoterapii. Zazwyczaj wystarcza mi kilka spotkań, aby doprecyzować i poznać pacjenta. Choć są i tacy pacjenci, którzy wymagają więcej czasu oraz tacy, z którymi nie podejmuję się pracy w ogóle. Człowiek jest bardzo skomplikowany. Nie zawsze, gdy mówi, że chce coś zmienić, to tak naprawdę tego chce. W sposób w jaki pracuję, w podejściu integratywnym, wiem/czuję, czy ktoś się przypadkiem nie oszukuje. Bywa, że nie jest dobry czas na zmiany a także, że ktoś nie chcąc zmiany, robi to tylko dla innej osoby, a nie dla siebie.

W Edynburgu, gdzie mieści się obecnie siedziba Feniks, mieszka w/g różnych szacunków blisko 20 tys. Polaków. Jak duża jest skala przypadków kwalifikujących się do terapii psychologicznej?

Istnieją różne instytucje, sądy, lekarze, etc., którzy chętnie kwalifikują kogoś ze względu na jego problemy, do pomocy terapeutycznej. Większość moich dotychczasowych pacjentów to jednak Ci, którzy doświadczyli w swoim życiu tego, że sami nie są w stanie sobie pomoc. Człowiek jest tak skonstruowany – jeśli w jego rozwoju wszystko idzie raczej dobrze -, że w razie kłopotu jest w stanie sobie sam pomóc – często przy wsparciu choćby najbliższego otoczenia. Jeśli puka do mojego gabinetu tzn., że z jakiegoś powodu sobie nie radzi. Często, drugi, obcy człowiek, związany tajemnicą ma inny ogląd sprawy. Nie jestem zaangażowany emocjonalnie w kłopoty pacjentów. Istnieją różnego rodzaju statystyki, które pokazują jak w danej populacji jest z poszczególnymi zaburzeniami. W tej szerokości geograficznej częstsze będą stany depresyjne. Patrząc z kolei na przypadki zaburzeń z perspektywy emigracyjnej, czyli że przyjechaliśmy tu (Polacy) i, zmieniliśmy swoje życie, domy i otoczenie to, częstsze są zaburzenia adaptacyjne związane z nowym środowiskiem. Jednak z takimi problemami spotykałem się szczególnie w pierwszych latach. Teraz, Polacy w Edynburgu, mają takie same kłopoty jak miejscowi, czy mieszkańcy Polski. Oczywiście jest kilka obszarów, gdzie więcej osób boryka się z depresją, wypaleniem zawodowym, czy problemami w związku z partnerem. Przyjmuje się ze 38% Europejczyków, cierpi na różnego rodzaju zaburzenia psychiczne – w/g raportu European College of Neuropsychopharmacology (ENCP). Skala w Wielkiej Brytanii jest podobna. Oczywiście wśród Polaków, zauważyłem podniesione wyniki w niektórych rodzajach zaburzeń, ale to wynika bardziej z moich obserwacji, niż z badań, bo takowych nie ma. Podniesione wyniki są zapewne w zaburzeniach depresyjnych, lękowych i adaptacyjnych. Na pewno więcej widzę w swej praktyce klinicznej problemów w relacjach małżeńskich (w ogóle par), czy kłopotów związanych z dziećmi. Jak widać są to obszary zaburzeń, które wiążą się z naszą zmianą miejsca zamieszkania, pracy, czy szkoły. Ale mam też więcej – niż w Polsce -, osób z problemami hazardu. To z kolei odzwierciedla większą dostępność w Szkocji do różnego rodzaju gier i zakładów.

Rozumiem, że problemy przytrafiają się zarówno kobietom jak i mężczyznom, ale czy tutaj możemy mówić o jakiejś proporcji?

Tak, zaburzenia psychiczne można powiedzieć mają płeć. Uważa się, że kobiety od 20 do 40 procent częściej, niż mężczyźni, zapadają na różnego rodzaju choroby psychiczne. Niektórzy znawcy tematu mówią (np. prof. Daniel Freeman z Uniwersytetu Oksfordzkiego), że kobiety częściej zapadają, bo doświadczają stresu związanego z koniecznością godzenia różnych życiowych ról: matki, pracownika, itd. Choroby psychiczne mają różne pochodzenie. Nieraz większy wpływ na występowanie danego zaburzenia mają czynniki zewnętrzne, a nieraz genetyczne. Zgodnie też z teorią mojego podejścia (systemowego) decydują kwestie właśnie systemowe, nawet do kilku pokoleń wstecz. To właśnie w zaburzeniach psychicznych, wywołanych przez czynniki zewnętrzne, a nie genetycznie, odnotowano największe różnice w ilości rozpoznanych przypadków u obu płci. Z przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii badań wynika, że kobiety częściej cierpią na obniżenie nastroju, napady paniki, fobie, bezsenność, stres pourazowy oraz na zaburzenia odżywiania. Dla mężczyzn z kolei najbardziej typowymi problemami psychicznymi są uzależnienia od alkoholu czy narkotyków oraz trudności w kontrolowaniu emocji (np. napadów złości).

Do twojego gabinetu trafia więcej kobiet czy mężczyzn?

W swoim gabinecie widzę zdecydowanie więcej kobiet, niż mężczyzn. Natomiast patrząc na to, w jakim wieku Polacy wyjechali do Wielkiej Brytanii, to większość stanowią osoby ok. 30-go, roku życia.

Czy podczas wizyty towarzyszy im strach, wstyd? Podjęcie decyzji o konsultacjach z psychologiem chyba nie należy do łatwych, a w każdym razie musi rodzić wiele wątpliwości. Wszak, bez otwartej i szczerej rozmowy niewiele może wyniknąć.

Tak wiele osób przeżywa duży lęk związany z pierwszym spotkaniem. Na początku często pacjenci tłumaczą, że nie wiedzą od czego zacząć, przepraszają za płacz i zdenerwowanie. Wstydzą się, że nie potrafili sami sobie pomóc. Wówczas staram się stworzyć taką atmosferę, by pacjent czuł się w miarę komfortowo. Nie ma nic bardziej ważnego, jak stworzenie więzi terapeutycznej w pierwszych spotkaniach. To ona jest kluczem i, jak pokazują badania nad psychoterapią – są ważnym czynnikiem leczącym. Bowiem okazuje się, że osobowość terapeuty, pomimo różnych technik, jest szalenie istotna. Staram się “zestroić” z pacjentem, ale bez przesady. Klient, który jest w depresji, potrzebuje żywego i energicznego terapeuty a nie depresyjnego flegmatyka. Poczucie humoru też odgrywa swoją rolę. Często mówię pacjentom, że psychoterapia to nie pogrzeb. Są oczywiście takie stany i sytuacje, które wymagają powagi. Bez wątpienia do takich należą sytuacje, gdzie w grę wchodzi śmierć i życie – być albo nie być pacjenta. Bo nie ma nic ważniejszego, niż życie pacjenta.

Załóżmy, że wypaliłem się zawodowo. Szef w pracy molestuje mnie psychicznie. Nie mam siły podjąć kroków, które mogłyby doprowadzić do zmiany miejsca pracy, ba, jestem przekonany, że zmiana w niczym nie pomoże, bo tam będzie podobnie. Mało tego; w domu widzę pełną wigoru, zadowoloną żonę, którą jednak wieczorami nie bardzo mogę zadowolić, a moje próby przypominają bardziej sfrustrowanego mężczyznę, niż silną głowę rodziny. Każdego ranka wychodząc do pracy, mam ochotę wsiąść w jakikolwiek autobus i przejeździć cały dzień. Nie myślę o samobójstwie, nie nadużywam alkoholu, a nawet nie palę. Czasami, gdy oglądam mecz piłki nożnej, polskiej reprezentacji, nieco rozczulam się na dźwięk narodowego hymnu. Zmiana pampersa jest ponad moje siły, a zupa znowu była słona. Jednak żona mówi, że wciąż mnie kocha i chciałaby kolejne (trzecie) dziecko. Tymczasem w supermarkecie, zza kasy uśmiecha się ciepło i tajemniczo przemiły kasjer. Czy powinienem odwdzięczyć się tym samym?

Odpowiedź uśmiechem na uśmiech kasjera na pewno nie będzie złym wyjściem. Żyjąc w Wielkiej Brytanii przynajmniej kilka lat można zauważyć, że ludzie spotykając się i pytając się “Jak się masz” nie mówią jak zazwyczaj w Polsce o chorobach, problemach i 7 plagach egipskich, jakie nawiedziły ich domy. Obojętnie co się dzieje mówią “że wszystko w porządku”. Rozumiem, że Tobie wcale nie do uśmiechu. Wypaliłeś się i wegetujesz życiowo. Czekasz na lepsze czasy i na to, że wrócą siły żeby coś zmienić w swoim życiu. Być może masz poczucie, że lata świetlne dzielą Cię od żony, która teraz kwitnie i ma ochotę na kolejne dziecko. Ta przepaść między Tobą a nią pewnie potęguje bardziej Twoje cierpienie, którego może jako “typowy samiec” tak wolisz nie nazywać, bo to takie nie męskie. Co lepsze, dzielić się prawdą, jaką mamy w środku z otoczeniem czy uśmiechać się i mówić “wszystko jak najlepiej w moim życiu”? Spory wpływ na to, jak zareagujemy, ma na pewno kontekst w jakim wychowywaliśmy się. Ukrywanie tego co naprawdę jest czy burknięcie kasjerowi na pewno nic nie zmieni. Zachowasz się jak się zachowasz. Pewnie jak burkniesz to bardziej spotęguje to twoje negatywne myślenie o sobie. Uśmiech nawet wymuszony raczej będzie neutralny dla Ciebie. Nie ma ratunku dla tych co nie chcą nic zmieniać i wolą cierpieć. Każda zmiana kosztuje! I to kosztuje niemało. Takie życiowe “ogarnięcie się” wymagać będzie planu i konsekwencji działania. Możesz spróbować sam, a możesz skorzystać z mojej pomocy czy moich kolegów i koleżanek po fachu. To co, chcesz coś zmienić w swym życiu? Gotowy jesteś?

Jeśli nie będę musiał długo oczekiwać w kolejce, wezmę to pod uwagę. No właśnie. Jak jest z dostępnością do tego rodzaju usług?

W Polsce, na chwilę obecną szacuje się, że brakuje ok. 17 tysięcy psychoterapeutów. W innych krajach europejskich jest podobnie. Najlepiej radzi sobie Austria, deklasując pozostałe kraje UE. Dlaczego? Austria wprowadziła już 22 lata temu porządną ustawę o zawodzie psychoterapeuty. Zmniejszyły się znacząco koszty medyczne i mówi się, że dzięki temu o 1/3 zmniejszyła się liczba samobójstw. W Polsce nie jest to uregulowane. Nie każdy, kto pisze sobie na wizytówkach, czy szyldach, że jest psychoterapeutą, w rzeczywistości nim jest. Psychoterapia jest stosunkowo młodym zawodem i przez to nie dość znanym opinii publicznej. Warto pamiętać, że wyróżnia go spośród innych podobnych (psycholog, psychiatra) to, że adept musi przejść własną psychoterapię i specyficzne szkolenie po studiach, trwające co najmniej 4 lata. Według standardów europejskich szkolenie po studiach wynosi co najmniej 1400 godzin. Istotne miejsce zajmuje praktyka pod superwizją i przedmioty specyficzne dla psychoterapii. W specjalistycznych stowarzyszeniach psychoterapeutycznych wymagany jest zwykle dłuższy okres kształcenia, w praktyce wynosi tam często 7-10 lat. Łatwo zatem zrozumieć, że jeśli za psychoterapeutę podaje się ktoś, kto właśnie skończył studia magisterskie, specjalizację lekarską czy specjalizację w psychologii klinicznej, a nie wspomniane wieloletnie szkolenie – nie może być psychoterapeutą w pełni. Nie jest też psychoterapeutą ktoś, kto skończył jedynie 2-letnie studia podyplomowe, czy podobne częściowe przeszkolenie. Inna sprawa, już zupełnie z naszego szkockiego podwórka: Usługi w ramach NHS-u (bezpłatne) są dostępne w znikomym stopniu dla nielicznych – w praktyce, dla tych naprawdę w trudnej sytuacji. Nie ma mowy – najczęściej – o tłumaczu. Jeśli ktoś nie radzi sobie z językiem angielskim, to niestety musi czekać miesiącami w kolejce. Z kolei organizacje i instytucje, które mają różnego rodzaju dofinansowania, nie mogą powiedzieć, że ich sytuacja jest komfortowa, ponieważ otrzymywane środki finansowe są po prostu niewystarczające. Dlatego proszą najczęściej o dopłaty ze strony klientów. Prywatne gabinety prowadzone przez Szkotów oferują usługi od 40 funtów w górę. Polscy psychoterapeuci zazwyczaj liczą sobie 25-35 funtów. Polska społeczność psychoterapeutów jest nieliczna i tak naprawdę skupiona głównie w Edynburgu. Reszta to biała plama. Ale z tego co mi wiadomo, moi koledzy i koleżanki mają co robić. Ja też.

Oprócz współpracy z Centrum Rozwoju Terapii i Wsparcia „Feniks”, prowadzisz również swoją działalność. Czym różni się twoja działalność od „Centrum”?

W ramach swojej praktyki – Arete Counselling – także prowadzę terapię indywidualną. Poza gabinetem w Edynburgu, mam gabinet w Kirkcaldy i jest perspektywa na Glasgow. Elementem odróżniającym „Feniks” od mojego gabinetu jest większy nacisk na elementy rozwoju osobistego. Ostatnio spotkałem swojego byłego pacjenta, który powiedział, że nie potrzebuje już pomocy i terapii, ale właśnie skusił się na coś dla “zdrowych”. Był to akurat projekt, który zapoczątkowałem 2 miesiące temu pt.: “Drogi ważności”. Raz w miesiącu zapraszam chętnych na kilkugodzinną wyprawę po okolicach. Do przejścia mamy zazwyczaj 10-15 km. Każde wyjście ma swój temat związany z mindfulnes czyli uważnością. Najbliższa wrześniowa wyprawa będzie dotyczyła oswajania w naszym życiu lęku, z jakim często się borykamy. Nie ma tam wykładów, mądrzenia się. Jest droga do przejścia, ciekawi ludzie i 30 minut czasu, kiedy każdy z osobna dostaje do ręki kartkę z kilkoma zdaniami wprowadzenia i krótkim ćwiczeniem do samodzielnego wykonania. Można później porozmawiać o spostrzeżeniach, ale nie trzeba. Inne propozycje, które staram się rozwijać w ramach Arete to warsztaty. Na jesień przygotowuję warsztat dot. przepisu na dobry związek. Będzie on prowadzony w Edynburgu i Newcastle. I choć warsztaty odbędą się dopiero w listopadzie, mam już prawie zamknięte listy. Planuję też w listopadzie warsztat dot. wypalenia zawodowego, poszukiwania swej pasji i miejsca w życiu. Od kilku miesięcy zaangażowałem się też w jeszcze jeden projekt w nowej organizacji w Glasgow: Azimuth. Advice & Education. Organizacja ta zajmuje się pomocą osobom, które mają kłopoty natury finansowej (brak pracy, zadłużenie, nieradzenie sobie w życiu). Niejednokrotnie osoby te cierpią na problemy natury psychicznej – stres, lęki, depresje, myśli samobójcze, uzależnienie, itp. Czasami ciężko powiedzieć co było pierwsze – problemy psychiczne czy finansowo-bytowe. Ja właśnie przygotowuje program pomocy terapeutycznej oraz program edukacyjny. Planów i pomysłów mam dużo, ale doba ma tylko 24 godziny, a rok 365 dni.

Wspomniałeś o spotkanym na mieście byłym pacjencie. Często miewasz takie sytuacje? Czy byli pacjenci stają się w pewnym sensie twoimi znajomymi. Innymi słowy, czy utrzymujesz przyjacielski kontakt z byłymi pacjentami?

Tak miewam takie sytuacje, że spotykam swoich byłych i obecnych pacjentów. Staram się utrzymywać przyjazny, a nie przyjacielski kontakt. Edynburg nie jest wcale dużym miastem. W swej pracy przestrzegam kodeksu etycznego Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Integratywnej, którego jestem członkiem. Jasno on mówi, że kontakty seksualne, jeśli chodzi o obecnych i byłych pacjentów nie wchodzą w grę oraz tworzenie tzw. podwójnych relacji. Psychoterapeuta musi być blisko tworząc relację, ale zarazem na tyle daleko, żeby owa relacja nie wpływała na przebieg psychoterapii. Nie pracuje w podejściu analitycznym – zatem podaję rękę pacjentowi, nie jestem dla niego zupełnie bezbarwną i bezuczuciową istotą. Poziom bliskości jaki się tworzy jest zupełnie naturalną sprawą. Pacjent może oczywiście chcieć skracać dystans. Ja muszę wiedzieć, na ile mogę odsłonić siebie. Oczywiście inne są relacje z pacjentami, którzy np. przechodzą roczną psychoterapię grupową. Znam ich dużo lepiej niż tych, przychodzących na kilka konsultacji. Oni też wiedzą więcej o mnie. To ja decyduję, ile się odsłonić. Nieraz to pomaga w procesie terapeutycznym. Dlatego normalną sprawą jest przysyłanie mi przez pacjentów maili czy rozmowy po latach o tym jak sobie radzą. Pacjenci chcą się chwalić, że życie im wychodzi, że są szczęśliwsi. To dla mnie – słysząc takie historie ogromna satysfakcja. Kiedy widzę na ulicy RAZEM prawie rozwodzącą się parę, kiedy dzwoni kobieta, że nareszcie udało się utrzymać ciążę i jest mamą, kiedy dzwoni mężczyzna i mówi, że spłacił długi hazardowe… to, to są szczególnie miłe chwile w mojej pracy. Po prostu mam fajną pracę, gdzie na co dzień widzę ludzi, którzy znów zakochują się w życiu i czerpią z niego. Oczywiście są i smutne sytuacje, szczególnie kiedy pacjent odchodzi, bo chorował np: na nowotwór, albo popełnia samobójstwo. Takie chwile są trudne i uczą pokory.

Oprócz beznadziejnych sytuacji, niezależnych od nas samych, zdarzają się także cuda. Czy w takich przypadkach przyczyną sprawczą będzie wiara, nadzieja, przypadek, a może po prostu dobry psychoterapeuta?

Cuda… Jeśli przyjąć, że życie jest cudem, że każdy dzień i noc jest cudem to jest ich całe mnóstwo w mojej pracy. Wielu pacjentów chce cudów. Chcą, aby depresja, lęk, uzależnienie, ból, cierpienie, kłopoty, śmierć, itd. poszły sobie, odeszły. Chcą często pozbyć się tego, z czym przychodzą. Nie jest przypadkowe to, co nas spotyka – rodzaj objawu. Często objaw to coś, co idzie przez pokolenia. Jest niechciany, zwalczany i usuwany. Moje podejście, w którym pracuję uczy patrzenia na objaw. Patrzenia i nie odwracania głowy. Patrzenia i przyjęcia go. Jak pacjent do tego dojdzie, to wtedy właśnie staje się cud. Cud włączenia. Cud, że objaw często odchodzi, jest mniejszy na sile, daje żyć. Dla mnie osobiście cudem jest odkrywanie tego, co stoi za danym objawem. Patrzenie jak pacjent dochodzi do tego, jak jego życie ulega radykalnej poprawie. Praca psychoterapeuty jest codziennym obcowaniem z życiem i śmiercią. Wiele tu cudów małych i dużych.

Zabrzmiało optymistycznie, ale z egzystencjalną nutą. Dziękuję za rozmowę.

» Damian Biliński

© Wszystkie prawa zastrzeżone.
Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

Absurdy, z których słynie Wielka Brytania

Brak kontaktów w łazience i pralka w kuchni, czyli uczenie się życia na nowo poza Polską.

Do Wielkiej Brytanii zbliża się kolejny sztorm

Uderzy z największą siłą w sylwestra. Czekają nas ekstremalne warunki pogodowe.

Komunikacja w Sylwestra i Nowy Rok

W sobotę komunikacja miejska funkcjonuje według normalnego rozkładu jazdy dla tego dnia.Większe zmiany czekają nas w niedzielę i poniedziałek.

Ryanair uwięził w samolocie pasażerów na 7 godzin

Ludziom nie zaoferowano nawet wody do picia podczas przymusowego oczekiwania w kabinie pasażerskiej na londyńskim lotnisku.

ISIS wzywa do ataków w Sylwestra. Wśród celów jest Londyn

Do internetu wpłynęło nagranie, w którym bojownicy nawołują do konkretnych działań. Zobacz video.

Londyn: Dwóch Polaków aresztowanych pod zarzutem zabójstwa

Dwóch Polaków zostało zatrzymanych pod zarzutem zabójstwa 36-letniego mężczyzny na londyńskim Hounslow.

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

Ponowne referendum w sprawie Brexitu za rok ?

We wrześniu Liberalni Demokraci chcą 12-tygodniowego okresu kampani informacyjnej, by przeprowadzić drugie referendum przed Bożym Narodzeniem 2018 roku.

Polak uratował przed samobójstwem kobietę. ZOBACZ NAGRANIE

Bohaterski motocyklista jako jedyny zainteresował się siedzącą na drodze kobietą.

LONDYN: Złapano mordercę Patryka Jeżmańskiego z Perivale

Początkowo policja w związku ze sprawą aresztowała 39-latka jednak po przesłuchaniu zwolniła go z aresztu nie stawiając zarzutów.

23-letni Polak zamordowany w Londynie

23-letni Patryk Jeżmański został śmiertelnie ugodzony w klatkę piersiową w jednym ze sklepów w Perivale, w zachodnim Londynie.

BREXIT: Wiadomo od kiedy status osiedleńczy dla Polaków

Brytyjskie ministerstwo spraw wewnętrznych w newsletterze skierowanym do imigrantów z Unii Europejskiej, w tym do Polaków, przedstawiło nieco więcej szczegółów dotyczących praw obywateli wynegocjowanych w Brukseli.

Jest decyzja w sprawie imigrantów z UE

Do porozumienia między Wielką Brytanią a Unią Europejską doszło dzisiaj.

INFORMACJE I BIZNES

Cmentarz prostytutek w Londynie

Cross Bones Graveyard - specyficzne miejsce, gdzie chowano kobiety lekkich obyczajów.

Czy kryptowaluty upadną?

Bitcoin, kryptowaluty – te słowa budzą wiele emocji wśród inwestorów szukających alternatywnych form pomnażania pieniędzy.
wypadek lotniczy

Samolot wypadł z pasa startowego. Zatrzymał się na zboczu klifu

Ponad 160 pasażerów przeżyło chwile grozy. ZOBACZ NAGRANIA

 H&M przeprasza za zdjęcie. „Najfajniejsza małpa w dżungli” na czarnoskórym chłopcu

Odzieżowy gigant H&M przeprosił za zdjęcie czarnoskórego chłopca ubranego w bluzę z napisem „najfajniejsza małpa w dżungli”.

LONDYN: Krytyka po wypuszczeniu na wolność seryjnego gwałciciela

Kierowca czarnej taksówki proponował swoim pasażerkom szampana ze środkiem usypiającym, a następnie je gwałcił.

Irlandia: Zabójca Polaka aresztowany

Tomasz P. jest oskarżony o zabicie 40-letniego Marka Świdra w irlandzkim Ballyjamesduff. Mężczyzna sam oddał się w ręce policji.

OPINIE I PUBLICYSTYKA

W 2018 roku obiecuję...

Jakie mamy cele w nowym roku?

Jak przetrwać Święta?

Kilka rad jak spędzić Święta Bożego Narodzenia z jaknajmniejszym uszczerbkiem na zdrowiu psychicznym.

Dlaczego kobiety zdradzają?

Przyczyny różnią się od powodów dla których zdradzają mężczyźni. Wiele z nich jest ignorowanych przez partnerów.

Imigrantki w Wielkiej Brytanii, w tym Polki, są szczególnie narażone na przemoc domową

Do 10 grudnia na Wyspach Brytyjskich trwa kampania „Przemoc to nie tylko”. Przedstawicielki Polish Women Support Network były obecne na oficjalnym otwarciu 16-dniowej Akcji Przeciwko Przemocy ze względu na Płeć w szkockim sądzie okręgowym – Edinburgh Sheriff Court 25 listopada.

Przemoc domowa to nie tylko… …to również słowa

„Mam na imię Katarzyna. Przez 6,5 roku byłam ofiarą przemocy domowej. Od 2 lat, 4 miesięcy i 4 dni jestem wolna i bezpieczna” – to początek historii, którą Polka mieszkająca w Wielkiej Brytanii odważyła się podzielić.

Polkom nie wolno być z obcokrajowcami

Tak wynika z większości opinii Rodaków, którzy zastrzegają sobie jedyne prawo do polskich kobiet.

STYL I KULTURA

Absurdy, z których słynie Wielka Brytania

Brak kontaktów w łazience i pralka w kuchni, czyli uczenie się życia na nowo poza Polską.

„KOBIETY MAFII” (2018)

Kontynuacja historii mafii Mokotowskiej z „PITBULLA” od 1 MARCA w 104 kinach ODEON w 🇬🇧 i 🇮🇪 .

Nielegalny alkohol co roku zabija ponad 100 Polaków

Czarny rynek mocnych alkoholi w Polsce to ok. 24 mln litrów 100% alkoholu rocznie. W tym morzu nielegalnych trunków jakie trafiają do konsumentów ok. 18 mln litrów stanowi alkohol skażony, przemyt to co najmniej 3 mln litrów, a bimbrownictwo to kolejne 3 mln litrów nielegalnego spirytusu wprowadzonego do obrotu.

10 rekordów związanych ze świętami – ile mierzy największy Mikołaj na świecie?

W księdze rekordów Guinnessa można znaleźć wiele ciekawostek związanych z Bożym Narodzeniem. Ile metrów miała najwyższa sztuczna choinka na świecie? Jak długo trwało czytanie najdłuższego listu do św. Mikołaja?

Świąteczne tradycje – jak obchodzi się święta w różnych częściach świata?

świata? W polskiej tradycji bożonarodzeniowej na stałe zapisało się kilka zwyczajów: dzielenie się opłatkiem, pozostawienie pustego miejsca przy stole, pasterka czy przygotowywanie świątecznych szopek. Inne kraje również mają swoje obyczaje, które dla nas mogą wydawać się niezwykłe – rzeźbienie rzodkiewek, podpalanie słomianej kozy czy udział w loterii

Polska Barbie kłóci sie z chirurgiem plastycznym

Przez panią pieniążki nie trafiają do polskiego budżetu! Pani jest totalnie wróżką- mówi promowana przez media celebrytka. Zobacz nagranie.