Pochówki w przydomowym ogrodzie

– Dość tego, nie dam się szantażować przedsiębiorcom pogrzebowym! – nie krył irytacji John Wright. I zaczął kopać grób dla swojej zmarłej matki, arystokratki lady Margaret Johnson. Mężczyzna postanowił pochować jej ciało w przydomowym ogrodzie, żeby nie płacić horrendalnie wysokich kosztów za tradycyjny pogrzeb.

5 tysięcy funtów. Tyle wynosi średnia cena pochówku na Wyspach Brytyjskich. Ale bywa też znacznie wyższa, w zależności od miejsca, rozmachu ceremonii, długości przechowywania ciała w kostnicy. W ciągu dekady koszty pogrzebowe wzrosły ponad dwukrotnie i ciągle szybują w górę sprawiając, że wielu ludzi nie stać na taki wydatek. Co prawda osoby o niskich dochodach oraz pobierające zasiłki mogą ubiegać się o pomoc z rządowego funduszu socjalnego, ale często procedura ciągnie się tygodniami, a szereg wniosków jest odrzucanych.

Pod ścianą

Ma 71 lat, jest prawnikiem. John Wright ciągle pracuje zawodowo, chociaż już w niepełnym wymiarze godzin. Niedawno zrobiło się o nim głośno z powodu deklaracji, jaką złożył w mediach, na temat zamiaru pogrzebania ciała swojej zmarłej w wieku 101 lat matki, arystokratki lady Margaret Johnson, w przydomowym ogrodzie.

– Pierwotnie planowałem tradycyjną ceremonię, ale jak usłyszałem cenę 5,3 tysiąca funtów, w tym 2,5 tysiąca za przewiezienie ciała karawanem do kaplicy, zdębiałem. Poczułem się jakbym był szantażowany, molestowany i zastraszany żądaniem tak wysokiej zapłaty, dlatego postanowiłem, że pochowam mamę na własną rękę – stwierdził Wright, który mimo lejącego się z nieba żaru i twardej ziemi sam wykopał dół, a ciało umieścił w stojącej w garażu lodówce, żeby zaoszczędzić na kosztach przechowywania zwłok w kostnicy.

Zakotwiczony w New Milton, w hrabstwie Hampshire, mężczyzna, który przez ostanie 10 lat opiekował się swoją czterokrotnie zamężną matką, nie ukrywał, że to nie brak pieniędzy wpłynął na jego decyzję.

– Finansowo mogę sobie na to pozwolić, ale nie dam się wodzić za nos, moje postępowanie jest wyrazem sprzeciwu i desperacji. Gdyby kilka dni wcześniej ktoś mi powiedział, że się na to zdecyduję, stwierdziłbym, że zwariował – przekonywał 71-latek, ilustrując sytuację, w jakiej się znalazł, porównaniem. – To tak, jakby mieć awarię na pustyni, a ktoś oferuje ci butelkę wody i żąda za nią 1000 funtów. Nie masz wyjścia, jesteś pod ścianą. W przypadku pogrzebu jest to tym bardziej żenujące, że kiedy ludzie tracą kogoś bliskiego nie myślą racjonalnie i chcą wszystko załatwić od ręki, a firmy pogrzebowe na tym korzystają, żerując na czyimś nieszczęściu.

O akcji Johna Wrighta informowały czołowe brytyjskie media, ale nie on pierwszy zdecydował się na taki krok. Na kosztach pochówku swojego ojca postanowił zaoszczędzić również Nick Bryan. Co prawda było to w 2013 roku, ale wspólnie ze swoją partnerką Katie Lindsell obwieścili o tym publicznie dopiero w tegorocznym, kwietniowym programie „This Morning”, emitowanym w telewizji ITV.

Para przygotowała trumnę na wzór repliki skipu, włożyła do niej ciało zmarłego Tony’ego Bryana i zakopała między drzewami na tyłach swojego ogrodu.

– Ojciec własnoręcznie wybudował dom, gdzie teraz mieszkamy. Marzył, żeby spocząć w jego pobliżu i nie obciążać nas kosztami tradycyjnego pogrzebu. Sam wybrał drewno na trumnę i został pochowany obok dzikiego czosnku, dokładnie tam, gdzie chciał – opowiadał Nick Bryan.

W czarnym humorze

To nie nowość, przydomowe pochówki w Wielkiej Brytanii są legalne od ponad 130 lat. Jednak w ostatnim okresie to zjawisko staje się coraz bardziej powszechne.

„Pogrzebowa bieda” – takim sformułowaniem określiła sytuację posłanka Partii Pracy Emma Lewell-Buck, podczas przemówienia w brytyjskim parlamencie w grudniu 2014 roku.

– Przez lata był to temat tabu, najwyższa pora żeby w końcu przerwać milczenie. Wielu ludzi żeby opłacić koszty pogrzebu jest zmuszona do sprzedaży swojej własności albo zaciągania pożyczek, w efekcie czego popadają w poważne tarapaty finansowe. Obecnie z tego powodu jest zadłużonych ponad 100 tysięcy osób. Zdaję sobie sprawę, że temat jest trudny i niezręczny, ale musimy stawić mu czoła, gdyż dotyczy wielu ludzi – przekonywała Lewell-Buck, proponując przegląd kosztów i zarobków przedsiębiorców pogrzebowych oraz wprowadzenie cennika proporcjonalnego do ponoszonych przez nich nakładów. Jej głos okazał się jednak wołaniem na puszczy, cmentarne lobby trzyma się mocno, a ceny pogrzebów jak rosły, tak rosną, spędzając wielu rodzinom sen z powiek. Ale nie wszyscy widzą to w czarnych barwach. Zdaniem przedstawicieli stowarzyszenia The Association of Natural Burial Grounds nie ma tego złego, a wyjściem z patowej sytuacji są przydomowe pochówki organizowane na własną rękę. Za takim rozwiązaniem przemawia nie tylko zminimalizowanie kosztów, ale też podtrzymywanie duchowych więzi ze zmarłym.

W tym tonie wypowiedziała się również znana prezenterka telewizyjna Kirstie Allsopp, która przyznała, że pochowała swoją mamę w ogrodzie – zgodnie z jej życzeniem. Lady Fiona Hindlip, która zmarła na raka piersi w wieku 66 lat i chciała spocząć w pobliżu swojego ulubionego kucyka Benji, wcześniej starannie przygotowała się na śmierć.

– Kiedy moja siostra szukała świątecznych dekoracji na Boże Narodzenie ku swojemu zdziwieniu znalazła na strychu trumnę, którą, jak się okazało, zamówiła mama. To był dla domowników szok, ale nie aż tak wielki, gdyż w naszym domu zawsze było dużo czarnego humoru. Grób mamy, na jej prośbę, został wykopany jeszcze za jej życia, tak że kiedy zmarła, wszystko było przygotowane. Bardzo chciała, żeby pochować ją w rodzinnym gronie, dlatego sami wszystko zorganizowaliśmy, a ostatnie pożegnanie odbyło się bardzo dyskretnie i prywatnie – mówiła Allsopp w wywiadzie dla „The Times”, dodając, że jej matka została pogrzebna w ciągu 24 godzin od zgonu.

50 tysięcy w dół

Burial Laws. To dzięki poprawkom wprowadzonym do tej ustawy w roku 1880, przydomowe chowanie bliskich jest zgodne z prawem. Należy jednak spełnić kilka warunków. Przede wszystkim trzeba być właścicielem gruntu, na którym ma spocząć zmarły, albo uzyskać zgodę od osoby, do której ów grunt należy. Pochówek potwierdza certyfikat pogrzebowy, sygnowany przez General Register Office, rządową agendę rejestrującą narodziny, zgony i małżeństwa obywateli.

Jeśli grób ma być z kamienia, trzeba uzyskać pozwolenie na budowę, a w przypadku kiedy członek rodziny przeprowadzi się w inne miejsce, nie będzie miał prawa do jego odwiedzania.

Pochowane szczątki muszą znajdować się przynajmniej 30 metrów od źródła bieżącej bądź stającej wody i 50 metrów od studni bądź odwiertu. Zaleca się również skontaktowanie z policją, żeby uniknąć podejrzeń o łamanie prawa.

Formalności do załatwienia jest stosunkowo niewiele, jednak warto pamiętać, że według szacunków rzeczoznawców ciało pogrzebane na posesji może zmniejszyć jej rynkową wartość nawet o 50 tysięcy funtów. Z kolei nowi właściciele gruntu, którzy chcieliby usunąć z niego szczątki zmarłego, muszą uzyskać na to pozwolenie od krewnych nieboszczyka, zapłacić około 7 tysięcy funtów za ekshumację i zadbać o przeniesienie ich w inne miejsce.

Religijna kapliczka

Motywy są różne, pomysły na ich urzeczywistnienie też. Patricia Waters zadeklarowała, że nie wyobraża sobie, żeby jej zmarły mąż Eddie został pochowany na „bezosobowym” cmentarzu, dlatego postanowiła pogrzebać go w swoim ogrodzie w Kidderminster, w hrabstwie Worcestershire. Ponieważ ksiądz z powodu choroby nie mógł pojawić się na miejscu, 81-letnia wdowa, deklarująca się jako zdeklarowana katoliczka, poprowadziła ceremonię pogrzebową sama, do czego, jak przyznała,  przygotowywała się przez całą noc.

– O domowych pochówkach pierwszy raz dowiedziałam się jakieś 20 lat temu z gazety. Cmentarze są takie sformalizowane i bezduszne, że nie mogłam pozwolić, żeby Eddie tam spoczął, dlatego pochowałam go w naszym ogródku. Kiedy żył powiedziałam mu o tym pomyśle i bardzo mu się spodobał – mówiła Waters, która poślubiła swojego męża w 1986 roku. Poznali się w szkole podstawowej, w której oboje byli nauczycielami.

– Wiele osób nie wie, że przydomowe pogrzeby w Wielkiej Brytanii są legalne. A przecież to takie piękne uczucie móc mieć ukochaną osobę blisko siebie. Mam nadzieję, że grób Eddiego będzie religijną kapliczką – dodała 81-latka.

W podobnym tonie wypowiedział się również Phillip Topham (56), który pochował zwłoki o rok od siebie starszej żony w swoim ogrodzie w Colwick, w pobliżu Nottingham. Catherine Ann Hooper zmarła na raka sześć tygodni po ślubie, na który para zdecydowała się po 18 latach nieformalnego związku.

– Nasz dom był małą twierdzą, kochaliśmy go i świetnie się tu czuliśmy. W tych ścianach jest pełno wspomnień, duch Catherine jest wszędzie obecny. Na zawsze pozostanie w moim sercu, chcę ją mieć blisko siebie, dlatego nie wyobrażam sobie, żeby spoczywała gdzieś na polu, z masą obcych ludzi dookoła. Rozmawiałem z nią na ten temat kiedy jeszcze żyła i nie miała żadnych obiekcji – stwierdził Phillip Topham.

Złamane łopaty

Dla jednych to oszczędność kosztów, dla innych szansa na zachowanie duchowej jedności z bliską osobą. A jak nazwać sytuację, jaka przydarzyła się Billowi Stephensonowi? Ten mieszkający w Chester-le-Street, w hrabstwie Durham, 70-latek nie ukrywa, że nie mógł uwierzyć własnym oczom, kiedy w swoim ogrodzie znalazł ludzkie prochy. Znajdowały się w drewnianej, owiniętej w plastikowy worek szkatułce, a na aluminiowej płytce widniał napis „Thomas Lawson Cox, zmarł 15 czerwca 2008”. Emeryt natknął się na tajemnicze znalezisko podczas koszenia trawy.

– W pierwszej chwili myślałem, że to jakiś żart, ale po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłem, że szkatułka jest pełna i nienaruszona. Nie mam pojęcia, jak się tu znalazła i kim był Thomas Lawson Cox. Dlaczego ktoś pochował szczątki tego człowieka właśnie na mojej posesji? Dlaczego po prostu nie rozsypał jego prochów? – dywagował Bill Stephenson, mieszkający w tym miejscu od 46 lat.

Ogród znajduje się na uboczu, dlatego mężczyzna podejrzewał, że pochówku dokonano w nocy. Pewnie ktoś się zakradł, kiedy było ciemno i podrzucił szkatułkę.

– Myślę, że to było planowane działanie. Prochy umieszczono bowiem koło starego stawu, gdzie ziemia jest stosunkowo miękka. W innych miejscach to prawdziwy beton o czym przekonałem się, kiedy chciałem pogrzebać naszego kota. Podczas kopania złamałem jednak dwie łopaty – mówił Stephenson.

Po rozmowach z sąsiadami i okolicznymi mieszkańcami okazało się, że nikt nie zna człowieka o nazwisku Cox. A to poważnie skomplikowało sytuację, gdyż, według prawa, ludzkie szczątki nie mogą zostać usunięte z miejsca pochówku dopóki rodzina zmarłego nie zgłosi wniosku w tej sprawie do ministerstwa sprawiedliwości i nie dostanie na to pozwolenia.

W sukurs emerytowi przyszła jednak policja w Durham, która po przeprowadzeniu dochodzenia ustaliła, że ciało Thomasa Lawsona Coxa zostało skremowane w krematorium w Birtley. Udało się również dotrzeć do brata zmarłego, który całą sprawą był mocno zaskoczony i nie miał pojęcia w jaki sposób szkatułka z prochami znalazła się w ogrodzie. Zapowiedział jednak, że podejmie kroki w celu przeniesienia jej w bardziej odpowiednie miejsce.

Warto dodać, że co roku wpływa ponad 1000 aplikacji odnośnie ekshumacji ludzkich szczątek, w tym skremowanych prochów…

Źródło | Piotr Gulbicki

cooltura_logo_150

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

INFORMACJE I BIZNES

OPINIE I PUBLICYSTYKA

STYL I KULTURA

/Autor

Ostatnie lata przyniosły ogromny postęp w leczeniu nowotworów

Raka piersi co roku diagnozuje się u około 18 tys. Polek, z których 85 proc. udaje się wyleczyć. Dzięki nowoczesnym terapiom – obecnie nawet rak piersi z przerzutami może stać się chorobą przewlekłą. Podobnie jest w przypadku wielu innych typów nowotworów – choć liczba zachorowań rośnie, pojawiają się innowacyjne leki, które znacząco wydłużają życie chorych i poprawiają jego jakość.

Sharing is caring!