Nursing Home – Zaczynamy życie bezrozumnie w pieluchach i takoż je kończymy

W nursing home świat kręci się wokół jedzenia, pojenia, mycia, kupki, kolki i zatwardzenia, rozwolnienia i biegunki, wokół sprawdzania poziomu moczu w woreczkach u cewnikowanych pacjentów, wokół pilnowania pacjentów ze stomą, podawania leków na czas i zmieniania pampersów. Prawie dokładnie, jak w żłobku. Tylko dzieci ważą więcej i nie są już dziećmi.

Damian Biliński: Dlaczego podjęłaś się tak trudnego zawodu?

Krystyna: Nie, dlatego, że z łatwością przyszło mi ten zawód wykonywać, bo mam pasujące do tego doświadczenie osobiste. Nie. To nie wystarcza, żeby chcieć żyć chorobą i śmiercią innych. To nie wystarcza, żeby cały ten ból chorych ludzi zapakować w siebie i wynieść go od nich, a w to miejsce dostarczyć uśmiech, zrozumienie, ukojenie, bezpieczeństwo, wszystko, co mieści się pod pojęciem empatii. Do tego, żeby nieść pomoc innym chorym i umierającym potrzebne jest jedno. Sam musisz wiedzieć, co to choroba i śmierć. Musisz poczuć to na własnej skórze, żeby zrozumieć ból tych, którym pomagasz. Może to i przewrotne, ale funkcjonuje idealnie. W moim życiu nie było już nic. Nic poza bólem, własną śmiercią, gdzieś tam zaplanowaną kolejny raz na później i już raz przeżytą, nic, poza umieraniem i chorobą bliskich mi istot. Dlaczego zatem, nie miałabym przetransportować tego, co czułam we własnym wąskim zakresie, na innych? Dlaczego? Bo psychologowie twierdzą, że jeśli w coś jesteś zaangażowany osobiście, to tracisz obiektywność. Utożsamiasz się z pacjentami i co!? Pytam się, co!? Lekarza ta zasada musi dotyczyć, bo zwariowałby od tego bólu, ale carer? Jak sama nazwa wskazuje my jesteśmy tymi, którzy niosą pomoc, dźwigają na swoich barkach ciężar opieki nad chorymi, nad umierającymi. My jesteśmy tymi, którzy lęk przed bólem i przed śmiercią powinni zostawić za drzwiami. Im bardziej go znamy tym więcej możemy ofiarować tym, którym brakuje już sił. Poranione łanie wybiegają nie tylko z oczu skrzywdzonych kobiet. Całe stada poranionych, bezradnych, błagających o ratunek łań wybiegają z oczu starych, chorych ludzi. Są bezradni. Kiedyś byli. Po prostu kiedyś byli czymś i kimś. To już mało ważne, to niczego nie zmienia w tym ich byciu – już – nie – byciu, bo co może zmienić fakt czy umiera mistrzyni olimpijska w pływaniu czy matka pięciorga dzieci? Czy odchodzi z tego świata 90-letnia łyżwiarka figurowa z brytyjskiej kadry olimpijskiej w czasach, kiedy Hitler przyznawał medale, czy umiera ktoś, kto niczym w tym życiu się nie zasłużył, a był po prostu cierpiącym człowiekiem.

DB: Jak wygląda poranek w domu spokojnej starości?

Krystyna: Dzień w domu opieki rozpoczyna się od zebrania całego personelu. Tego, który był na nocnej zmianie i tego, który zmianę zaczyna. To się nazywa „raport” – wymiana wiadomości o stanie pacjentów, uwagi personelu medycznego, a potem podział pracy. Każdego pacjenta trzeba najpierw posadzić na toaletę, a leżącym zmienić pampersa.. Potem mycie i ubieranie. Pacjentów leżących wyjmuje się z łóżek do śniadania, tylko najcięższe przypadki zostają w łóżkach. Pacjentów siedzących, zdolnych do spędzania dnia w fotelu wywozi się na wózkach do wspólnego salonu. Potem podajemy śniadanie. Nie wszystkich chorych karmimy. Jeśli pracujesz w Nursing Home musisz się nastawić na to, że 99% pacjentów wymaga przewijania, karmienia i „noszenia na rękach”, czyli hoistowania. Do podnoszenia pacjentów są specjalne maszyny. Strasznie „śmiesznie” robi się rano, kiedy są np.: tylko 3 hoisty typu standing aid i 2 typu Oxford hoist na 48 chorych. Te pierwsze do podnoszenia z pozycji siedzącej do stojącej, a te drugie do zupełnie unieruchomionych pacjentów. Wszyscy z obłędem w oczach wyrywają je sobie wzajemnie, bo zegar tyka, a czas nie jest z gumy. Z poranną pielęgnacją trzeba zdążyć przed śniadaniem. Jeśli przedtem nikt nie widział na własne oczy polskiego domu starców to uważa wtedy, że trafił do piekła, ale jeśli widział wspomniany polski przybytek spokojnej starości to uważa, że trafiło raju. Bardzo łatwo jest pisać o codziennej rutynie w domu opieki, mogę godzina po godzinie wymienić kolejne czynności i przepisy, które temu towarzyszą, ale przepisy i rutyna są bezduszne. A za tym wszystkim musi stać opiekun z empatią, który rutynie nada ludzki sens.  Inaczej nic nie ma sensu.

W nursing home świat kręci się wokół jedzenia, pojenia, mycia, kupki, kolki i zatwardzenia, rozwolnienia i biegunki, wokół sprawdzania poziomu moczu w woreczkach u cewnikowanych pacjentów, wokół pilnowania pacjentów ze stomą, podawania leków na czas i zmieniania pampersów.  Prawie dokładnie, jak w żłobku. Tylko dzieci ważą więcej i nie są już dziećmi.

DB: Odnoszę wrażenie, że bycie opiekunem, to raczej powołanie, a nawet w pewnym sensie misja, bo oprócz profesjonalizmu i doświadczenia, trzeba być człowiekiem.

Krystyna: Niech mnie ręka Boska broni przed współpracą z Polakami. Łatwiej małpie wytłumaczyć, co to jest Team Work, i co to znaczy care assistant. W swojej pracy spotkałam tylko jedną polkę, która była profesjonalistką. Niektórzy Polacy, którzy przybywają do tej roboty nie widzą chorych. Widzą tylko 6 funtów na godzinę, a im więcej tych godzin tym więcej funtów. Prosta kalkulacja. Prawda? A gdzie w tym wszystkim człowiek? Pacjent, który oczekuje ciepła, bezpieczeństwa i szacunku?
Jeśli wchodzi się po nocnej zmianie do pokoju i znajdujesz pacjentkę posadzoną w samej bieliźnie na fotelu, nie okrytą niczym z niezmienionym pampersem z pękającym w szwach workiem z moczem, to budzi się w tobie coś, czego niepodobna wyrazić. Gdyby to była moja Babcia, albo Mama, zadusiłabym takiego „opiekuna” własnymi rękami! No, nie napisałam raportu na takiego skur…, tylko, dlatego, bo był Polakiem. Niekiedy do takiej pracy przybywają ludzie, którzy z trudem radzą sobie z obcym językiem. Ciekawe, ale zazdrość na tym tle jest straszna. Prawie czułam się winna, że mnie jakoś nie było do szkoły pod górkę.
Bycie carerem, to powołanie i to nie jest slogan. W tej pracy nie ma miejsca na własne widzimisię, bo ja-nie-potrafię-ja-nie-umiem-nie-dam-rady. Musisz sobie podarować rzyganie – przepraszam za wulgaryzm – na widok cudzych odchodów, cudzych torsji, cuchnących ran, nawet na widok śmierci. To jest służba. Służba ludziom chorym i dokładnie tak powinna być pojmowana. Zwymiotować można ewentualnie potem, w zaciszu własnego domu, jeśli już coś tak bardzo cię poruszyło, że trzeba. Bo czasem trzeba. Między jednym, a drugim punktem w grafiku musisz znaleźć chwilę, ukraść ją ze swojego czasu, żeby się do tych ludzi uśmiechnąć, porozmawiać, nawet, jeśli nie słyszą, dać im swoje człowieczeństwo, pocieszyć ich odrobiną ciepła płynącego z serca. Normy są tak napięte, że pracujemy gorzej od koni w kieracie, bo one spokojnie jednym rytmem chodzą w kółko, a my latamy. Po piętrach, po pokojach, z obłędem w oczach, wyrywając sobie nawzajem hoisty z rąk (tych maszyn wciąż nie starcza, są drogie), buzzer prawie zawsze dzwoni – pacjenci mają przycisk nad łóżkiem, a my jesteśmy zawsze ‘short of staff’, brak personelu, to takie eufemistyczne określenie na to, że carerów jest zbyt mało, że trzeba dać z siebie wszystko, żeby zapewnić pacjentom komfort istnienia. Opieka nie powinna zawierać się tylko w nieskazitelnym serwisie.

Opieka, to więcej, niż nakarmienie, umycie, podanie leków. Opieka to troska, to gest, uśmiech, zamienione słowo, a czasem wiele słów. Opieka, to bycie razem z pacjentem, danie mu poczucie bezpieczeństwa. Za tym tęsknią, tego potrzebują.

DB: Czy opiekun powinien charakteryzować się czymś jeszcze?

Krystyna: Magią! W każdym razie ja trochę magiczna jestem. Mam taką czarodziejską maść, w którą wszyscy pacjenci wierzą, że pomaga, ale to tylko placebo. I pomagało, bo oni potrzebują zainteresowania, rozmowy, dotyku, ciepła. „Cristina, put cream on me”, to było hasło. Już wszyscy z personelu wiedzieli, że muszę lecieć z tym kremem i smarować, głaskać, uspokajać. Ja to robiłam, moim kolegom po fachu do głowy nie wpadło. Nie wpadło im nawet do głowy, że zwykła kąpiel może być dla chorego, zmęczonego człowieka ukojeniem. Bili rekordy na temat, jak szybko potrafią tego drętwego staruszka/starowinkę wsadzić do wanny, umyć i wyciągnąć z powrotem. Moje podejście do pacjentów ich nie interesowało. Nawet śmiali się ze mnie, że czarownica na miotle przyleciała. Nie muszę chyba nadmieniać, że mówię o polskim personelu. Za to afrykańskie pielęgniarki patrzyły na mnie z szacunkiem. Z nikim z agencji mi się tak nie pracowało, jak z Afrykańczykami. Oczywiście z dorosłymi, bo agencja przysyła, kogo popadnie i trafiają się dzieciaki bez doświadczenia. Co z tego, że z chęcią do działania – to zbyt mało, żeby z miejsca wpasować się w istniejący układ. Agencja przysyła pracowników na zastępstwo, kiedy brakuje personelu, a zastępstwo w takim miejscu bywa dopustem bożym. Nie znasz domu, nie znasz rutyny, ergo plączesz się tylko pod nogami i udajesz, że pracujesz, zamiast pomagać, przeszkadzasz. Nam nie starcza czasu, żeby dokładnie instruować takiego nowego od A do Z. Team work – to jest to, co tworzy świat w domu opieki. Praca zespołowa opiera się na profesjonalizmie i na wzajemnym zrozumieniu. Działamy, jak jedna osoba. W pojedynkę niczego nie zwojujesz, potrzebna jest druga para rąk i ta druga para musi działać, jak twoja własna. I to jest duża sztuka.

W całym moim zawodowym doświadczeniu spotkałam tylko jedną Polkę, która to potrafiła. Gdziekolwiek jest teraz, niech Bóg ją wspomaga, bo była niesamowita. Alicja z Krainy Czarów. Była, jak „lekarze bez granic” – zawsze uśmiechnięta, gotowa do pomocy i zawsze profesjonalna w każdym calu. Czarowała słowem i dotknięciem, mimiką, aurą, którą roztaczała wokół. Dla pacjentów była plastrem na rany, dla carerów czystym błogosławieństwem. Rutynę miała w jednym palcu, w sytuacjach extremalnych  porozumiewała się jednym mrugnięciem oka. To więcej, niż można oczekiwać.

DB: Wspomniałaś o sytuacjach extremalnych. Czy mogę zapytać o śmierć?

Krystyna: Mało który człowiek uświadamia sobie, że jest śmiertelny i jak zegar tyka. Póki życia, póty mnie i już – taką filozofię sobie większość z nas zafundowała. Jesteśmy egocentryczni. Nie patrzymy na świat oczami ludzi, którzy z niego odchodzą. Ludzie boją się przemijania, starości, choroby i wszystkiego, co się z tym wiąże. Do tego stopnia, że nie chcą nic o tym wiedzieć. Jesteśmy genialnymi wytworami plastikowej cywilizacji, a że serce puste, jak orzeszek? Kto by o to dbał!? Z pustym sercem ponoć można żyć, z pustym portfelem już z pewnością nie, więc uczucia rozmieniamy na drobne, nie są pierwszoplanowe. Szkoda.
Śmierć jest do oswojenia, bo jest nieunikniona, ale tego nie pojmujemy. Wcześniej, czy później każdego z nas to czeka, ale przecież wypieramy to z umysłu i nie potrafimy nawet własnym bliskim zapewnić godnej drogi na ten drugi świat. Drzewa umierają stojąc. Starzy ludzie umierają leżąc. W bólu, w cierpieniu, w trwodze. Tak, jak się urodzili. Nadzy, w pieluchach i jak niemowlęta niezrozumiali dla otoczenia. Nie są nikomu do niczego potrzebni. Najczęściej umierają nad ranem. Samotni. W poczuciu, że ich starość, to ciężar ponad siły dla ich rodzin. Nie córka, syn, wnuczka trzyma ich za rękę, tylko carer, a najczęściej nikt.
“Świat bez miłości jest światem martwym i zawsze przychodzi godzina, kiedy człowiek zmęczony błaga o twarz jakiejś istoty i serce olśnione czułością.” A ja ze swego życiowego doświadczenia dodam, że to święta prawda, że w godzinie choroby i śmierci każdy, kim by nie był, pragnie tego jednego, właśnie tego, żeby czyjeś serce olśnione czułością na ten jeden moment pochyliło się nad nim. Żeby wiedział, że nie jest sam. Naga prawda jest taka, że śmierć nie patrzy na okoliczności, nie zostawia czasu na pożegnanie ze światem, przychodzi cicho, nieubłaganie i zabiera nieodwołalnie, więc jeśli nie ma przy nas nikogo życzliwego, to musimy pójść tam sami.

DB: Czy kiedykolwiek musiałaś pożegnałaś swojego pacjenta? Jak radzą sobie w takich chwilach?

Krystyna: Nie wszyscy starzy ludzie godzą się ze swym odejściem. Umierają różnie. Jest im zimno, proszą o więcej światła, choć w pokoju panuje prawie upał, a oświetlenie jest włączone na full, krzyczą, wzywają bliskich, walczą do ostatniej sekundy. Im silniejsi byli za życia, tym bardziej nie chcą go oddać.  Nie wmówisz w olimpijską mistrzynię w pływaniu, że powinna umrzeć. Już sam fakt, że znalazła się w domu starców, na wózku, bezradna, bez swojego żywiołu, swojej pasji, jest dla niej końcem świata! Boże, jak ja to rozumiem. Wystarczy tylko na moment przymknąć oczy, poczuć się w skórze tej drugiej istoty i zapragnąć oświetlić jej ostatnie sekundy życia bodaj promieniem współczucia, być z nią, a nie obok! Bo pomiędzy byciem obok, a byciem „z” jest ogromna różnica!
Tancerce figurowej na lodzie nie powiesz, że powinna pogodzić się z kompletnym paraliżem. Kiedyś była uosobieniem wdzięku, płynęła po lodzie, jak sylfida w blasku reflektorów, w pięknych kostiumach przyprawiała widzów o szaleństwo zmysłów, a teraz leży w pampersach, jej wdzięk, chyba tylko dla mnie dostrzegalny, już nikomu niepotrzebny, jej ciało za życia gnije – odleżyny, to ciężki problem, pacjenta trzeba przewracać kilka razy dziennie, są specjalne poduszki, żeby tych odleżyn było mniej, trzeba oklepywać płuca, żeby funkcjonowały. Nienawidziła nas, choć staraliśmy się zapewnić jej komfort psychiczny do końca i umarła niepogodzona z losem. Przestała jeść, wdało się zapalenie płuc, gorączka odwodnienie, poszło zakażenie od odleżyn. Nie walczyła, na naszych oczach robiła wszystko, żeby umrzeć. A ja do dzisiaj zadaję sobie pytanie, czy mieliśmy prawo, żeby ją zmuszać do życia wbrew jej woli? Co by zrobiła, gdyby mogła się poruszać, mówić, decydować sama o sobie? Przeżyła wszystkich znajomych. Nikt o nią nie zapytał, nikt jej nie odwiedzał. Była zdana tylko na nas. Trzymałam ją za rękę i czułam jej ból. Ból tak wielki, że do dziś nie umiem sobie z tym poradzić. Nie mogła mówić, widziałam tylko jej oczy, oczy bezradne, jak u zabijanej sarny.To samo zresztą dotyczyło tamtej mistrzyni olimpijskiej. W którym roku i na której olimpiadzie nikt nie pamiętał, ale ona miała świadomość tego, kim jest/była. Z przemijaniem nie chciała się pogodzić. Była bardzo agresywna, jak oślepiony koń, który boi się wszystkiego. Nie była sparaliżowana tylko miała Alzheimera.

Moja Babcia umierała dokładnie tak samo. Cały świat stał się dla niej wrogiem, przestała go rozumieć i czuć się bezpieczna. Ta choroba odbiera godność i rozum. Jest straszna. Moja podopieczna miała więcej szczęścia od mojej Babci. Umarła zanim całkiem przestała kontaktować się ze światem wokół. Doszłyśmy do porozumienia, ona nauczyła się mnie, a ja nauczyłam się jej, bo ja też kocham pływać. Kiedy ją myłam, ubierałam, sadzałam na toaletę rozmawiałyśmy tylko o pływaniu i o pogodzie, to ją uspokajało. Była wtedy szczęśliwa.

DB: Jedni pacjenci odchodzą szczęśliwi inni niepogodzeni. Czy w ostatnich chwilach swojego życia mają jakieś życzenia?

Krystyna: Nie wiem skąd bierze się ta siła błogosławieństwa w ostatniej sekundzie życia, ale nie trafiłam jeszcze na umierającego człowieka, który odchodząc nie pragnąłby ode mnie zapewnienia, że Bóg istnieje. To być może paradoksalne, ale dla wierzącego człowieka przeprowadzenie drugiej istoty na tamtą stronę spokojnie i bez bólu jest wyzwaniem. Ogromnym wyzwaniem. Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie, czy moja wiara jest wystarczająca i dość silna, żeby zniwelować ich strach przed śmiercią, ale widać, że chyba tak. Do dziś czuję ich palce zaciskające się na mojej dłoni na pożegnanie. W godzinie śmierci oczekiwali ode mnie cudu. Cudu ukojenia i spokoju. Szczególnie ci, którzy umierali świadomie. Nie zapomnę pacjentki, Róża jej było na imię. Rosa, wysuszona staruszka, tak bardzo zakochana w pilocie z dywizjonu 303, że jeszcze jego zdjęcie trzymała w kosmetyczce, do której chowała sztuczną szczękę i wciąż powtarzała, że bez tej kosmetyczki nie ma dla niej życia, wiecznie nie mogła jej znaleźć, a dom miał trzy piętra i dwadzieścia pięć pokoi z przyległościami i przyznam szczerze, że na początku gubiłam się w rozpoznawaniu, czego tak naprawdę szukamy: Zębów, czy zdjęcia tamtego mężczyzny. Otóż tak naprawdę szukałyśmy zdjęcia tamtego mężczyzny, a ja byłam dla niej tylko przedłużeniem historii, bo mówiłam po polsku. O ileż lat wstecz zabłądził jej umysł! Pod koniec swojego życia tkwiła już tylko 1945 roku i kazała mi sprawdzać listy z czerwonego krzyża, czy jej ukochany się nie odnalazł. Mogłam jej bez żadnych wątpliwości powiedzieć, że odnalazł się już dawno i spoczywa w spokoju, rozproszony po całym brytyjskim niebie razem ze swoim samolotem, ale to nie przeszło mi przez gardło. Kłamałam i oszukiwałam, że już może wkrótce, że już niedługo. Nie czułam piętna kłamstwa na sobie. Przeciwnie czułam wdzięczność tej kobiety. Kiedy przyszedł czas na śmierć, musiałam tylko wyjąć z szafy bieliznę i suknię, którą chciała dla niego włożyć. Była już wtedy tak słabiutka i krucha, jak lalka, prawie nie mogła mówić, ale, rzecz dziwna, wciąż była piękna, rzadko spotykane wśród angielskich kobiet, była, jak kamea wyrzeźbiona w alabastrze, siwe włosy dodawały blasku jej błękitnym gwiaździstym oczom, postarzone rysy wcale nie zatraciły urody. Dla niego chciała być wciąż piękna. To musiało być coś niezwykłego. Rozumiałam ją. Pilot, po którym płakała i do którego tęskniła był jednym z asów dywizjonu 303.

Szykując ją do odejścia czułam się prawie tak, jakbym szykowała ją na ślub. Kiedy ją już ubrałam przytuliła się do mnie i powiedziała: „teraz zasnę, już czas, jestem taka zmęczona, tu już dłużej czekać nie mogę. Bóg nas połączy, prawda?”. „Amen” odrzekłam, bo co innego mogłam. Niech się stanie, tak powiedziałam z głębi duszy i z przekonania, wierzyłam w to całą sobą. Powiedziałam, a ona zasnęła.

DB: Czego w domach starców brakuje najbardziej?

Krystyna: Na koniec naszych dni z reguły dorywa nas to samo, niezależnie od zasług. Ktoś mądry powiedział „zaczynamy życie bezrozumnie w pieluchach i takoż je kończymy”. Należałoby tylko dodać, że świat bez miłości i empatii jest światem martwym i zawsze i dla każdego nadejdzie godzina, kiedy stojąc u wrót śmierci zapragnie czułości i miłości. W domach starców znajdują się jeszcze ciągle kombatnci z II wojny światowej, ojcowie rodzin, mężczyźni, którym do głowy by nie przyszło, że mogą tak kończyć życie. Każdy ma za sobą swoją historię, każdy z nich kiedyś był silny i niezależny. Niektórzy byli bohaterami. A dzisiaj? Dzisiaj umierają w samotności, bez rodziny i przyjaciół. W domu starców człowieka można sprowadzić do parteru, zniszczyć, spostponować, potraktować, jak rzecz, albo i gorzej. Tylko ja się z tym nie zgadzam! Czego w domach starców brakuje najbardziej? Człowieczeństwa i pieniędzy. Wielka Brytania o niebo przewyższa to, co dzieje się w Polsce, ale i tak do prawdziwego nieba nam daleko. Ciągle za mało personelu, za mało hoistów, a najczęściej za mało zrozumienia właścicieli tych instytucji, co do potrzeb owych. Niestety, pieniądz rządzi światem i zawsze będzie rządził, ale czy, doprawdy, powinniśmy godzić się z tym porzekadłem? Przecież to od nas zależy, czy można zrobić tak, żeby było lepiej.

Open Magazyn | Damian Biliński

[fbcomments]

© Wszystkie prawa zastrzeżone.
Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

Patyczki do uszu, plastikowe słomki i patyczki do mieszania będą zakazane!

Brytyjski rząd zapowiedział wprowadzenie zakazu sprzedaży patyczków do uszu plastikowych słomek a także mieszadełek do drinków. Wszystko z powodu zanieczyszczenia środowiska!

Polacy wśród najczęściej zgłaszanych ofiar handlu ludźmi

Brytyjska organizacja Unseen opublikowała raport podsumowujący pierwszy rok działania ogólnokrajowej infolinii Modern Slavery Helpline, na którą można zgłaszać podejrzenia dotyczące handlu ludźmi. Polacy są drugą najczęściej zgłaszaną narodowością, po Rumunach.

Polacy w Szkocji potrzebują wsparcia wobec Brexitu

Aktywiści pracujący z polską społecznością w Szkocji ostrzegli, że konieczne jest wzmocnienie wsparcia dla Polaków i innych obywateli UE w obliczu spodziewanych zmian w przepisach migracyjnych po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Brytyjscy rodzice nazywają dzieci jak meble IKEA

Spora część Brytyjczyków postanowiła nazywać swoje dzieci, tak samo jak panujące nazwy w sklepach IKEA, podaje Evening Standard.

Sklepokalipsa

Wielka Brytania przeżywa biznesowy armagedon. Z centrów miast znikają znane marki sklepowe, firmy zamykają oddziały, redukują zatrudnienie lub bankrutują. Czy to trwały trend?

Brexit: Skandal z Cambridge Analytica doprowadzi do drugiego referendum?

Wydaje się rzeczą nieuniknioną, że Zjednoczone Królestwo za niecały rok opuści Unię. Coraz częściej podnoszą się jednak głosy, że referendum w sprawie wyjścia ze Wspólnoty powinno być powtórzone, ze względu na możliwość manipulacji wyborcami poprzez wykorzystanie danych Cambridge Analytica.

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

Poważne zmiany w MOT!

Poważne zmiany w MOT szykuje brytyjski rząd. Od 20 maja wchodzą nowe przepisy zgodnie z którymi można zapłacić nawet 2500 funtów kary!

Muffin z jagodami może mieć dzienną dawkę cukru

Odkryto, że niektóre muffinki jagodowe sprzedawane przez kawiarnie i supermarkety zawierają więcej niż zalecana dzienna dawka cukru dla dorosłych.

Uwaga! Nowy dowód wyrobisz w swoim domu

Dzięki stronie na przykład złożysz wniosek o dowód osobisty, uzyskasz odpisy aktów, zgłosisz urodzenie dziecka, rozliczysz podatki, pobierzesz zaświadczenie o niekaralności, złożysz wniosek o kartę EKUZ,

Ryanair likwiduje loty z Glasgow do Polski

- Żałujemy podjęcia tej decyzji, ale wszystkie nasze próby ożywienia rynku w Glasgow były niszczone przez zbyt wysokie opodatkowanie – powiedział O’Brien. Z tego też powodu musimy przenieść się do Edynburga, gdzie będziemy oferować łącznie 45 połączeń – zapowiedział.

W Anglii powstanie port kosmiczny a może w Szkocji?

Nie wybrano jeszcze żadnej lokalizacji w związku z planowaną budową kosmodromu. (...) Do konkursu zgłoszono osiem lotnisk: sześć w Szkocji – Campbeltown Airport, Glasgow Prestwick Airport, Kinloss Barracks, RAF Leuchars, RAF Lossiemouth oraz Stornoway Airport, a także Llanbedr Airport w Walii i Newquay Cornwall Airport w Anglii.

Ryanair podwoił koszt swoich opłat za rezerwację miejsc

Linia lotnicza Ryanair podwoiła koszty swoich opłat za rezerwację miejsc. Pasażerowie, którzy chcą wybrać miejsce do siedzenia, będą teraz musieli zapłacić dodatkowo 4 funty, czyli dwa razy więcej niż dotychczas.

INFORMACJE I BIZNES

Powstanie nowe prawo mające chronić dzieci w internecie

Minister zdrowia Wielkiej Brytanii Jeremy Hunt zapowiedział, że rząd planuje wdrożenie nowego prawa, którego celem będzie podwyższenie standardów bezpieczeństwa dla dzieci korzystających z internetu - podała agencja Associated Press.

Klęska urodzaju

Główny problem z Brexitem jest taki, że nic nie wiemy. Nikt nie ma pewności jak będzie wyglądał krajobraz ekonomiczny po, ponieważ nikt nie wie jaką umowę dostaniemy. Pewne jest jedno – jeżeli opuścimy Unię Europejską, a tak się stanie jeżeli nie będzie ponownego referendum, nasze warunki handlu z Unią będą gorsze, niż są teraz.

Rząd Wielkiej Brytanii przeznaczy 6 milionów funtów dla dzieci alkoholików

Brytyjski rząd ogłosił, że przeznaczy 6 mln funtów, aby pomóc dzieciom, które mają rodziców alkoholików. Dzięki temu dofinansowaniu będą mogły liczyć na wsparcie, poradę oraz terapię.

Polacy wśród najczęściej zgłaszanych ofiar handlu ludźmi

Brytyjska organizacja Unseen opublikowała raport podsumowujący pierwszy rok działania ogólnokrajowej infolinii Modern Slavery Helpline, na którą można zgłaszać podejrzenia dotyczące handlu ludźmi. Polacy są drugą najczęściej zgłaszaną narodowością, po Rumunach.

Od dziś polubisz marketing, daję Ci gwarancję!

Od wielu lat przebijam się przez meandry wiedzy marketingowej. Czasami boli mnie już głowa. Jedni mówią, że w tym marketingu to chodzi tylko o wciskanie bzdur, inni, że przecież wszystko to i tak sprzedaż, i ten paskudny marketing to tylko manipulator, narzędzie diabła, omen jakiś, motacz mózgu.

Co potrafimy zgubić? Wszystko!

Plecak odrzutowy, pudełko doczepianych włosów, kurczak z rożna, różaniec, pistolet na kauczuk, obrączka, dokumenty rozwodowe czy nawet respirator – To tylko niektóre z najciekawszych zgub, jakie nieuważni pasażerowie zostawili po przejeździe...

OPINIE I PUBLICYSTYKA

Polacy wśród najczęściej zgłaszanych ofiar handlu ludźmi

Brytyjska organizacja Unseen opublikowała raport podsumowujący pierwszy rok działania ogólnokrajowej infolinii Modern Slavery Helpline, na którą można zgłaszać podejrzenia dotyczące handlu ludźmi. Polacy są drugą najczęściej zgłaszaną narodowością, po Rumunach.

Możecie zostać i chcemy żebyście zostali - mówi Theresa May

Z premier Theresą May rozmawiali Jakub Krupa oraz Marcin Urban. "(...) Jest mi bardzo przykro, jeśli ktokolwiek, kto legalnie wybrał ten kraj, czuje się tu niemile widziany. Obywatele UE mają znaczący wkład w to, że UK jest wspaniałym krajem. W Wielkiej Brytanii żyje obecnie ponad 3 mln osób z 27 krajów UE i do każdego z nich mówię: chcemy, byś tu został, jesteś tu mile widziany".

„Polacy” warci zachodu - portret Polaków widziany okiem zachodniego fotografa

Kiedy wracam do Anglii jest mi niedobrze od tego ciągłego gadania o Brexicie. To jest obsesja na swoim punkcie, samouwielbienie, hypo-patriotyczne zaślepienie. Anglia myśli, że cały świat skupia się na pytaniu o Brexit.

Sklepokalipsa

Wielka Brytania przeżywa biznesowy armagedon. Z centrów miast znikają znane marki sklepowe, firmy zamykają oddziały, redukują zatrudnienie lub bankrutują. Czy to trwały trend?

Najlepszy krupier na Wyspach

– Zdarza mi się zagrać w kasynie, ale do hazardzistów nie należę. Przez lata pracy nauczyłem się, że żadna wiedza i umiejętności nie pomogą, jeśli szczęście nie sprzyja – mówi Sławomir Workun, zdobywca tytułu Najlepszego Krupiera w Wielkiej Brytanii 2018

Wszyscy jesteśmy rasistami

Nasza córka chodziła do takiej mega muzułmańskiej szkoły. Na początku mówiłam, że nie mam z tym problemu, ale jak już ona tam jest… No musieliśmy skonfrontować nasze uczucia, uznać w sobie własne uprzedzenia i w końca drugiego człowieka zaakceptować.

STYL I KULTURA

Co potrafimy zgubić? Wszystko!

Plecak odrzutowy, pudełko doczepianych włosów, kurczak z rożna, różaniec, pistolet na kauczuk, obrączka, dokumenty rozwodowe czy nawet respirator – To tylko niektóre z najciekawszych zgub, jakie nieuważni pasażerowie zostawili po przejeździe...

Mapa Szkocji zrobiona przez Polaków - żołnierzy weteranów II wojny światowej

W ogrodzie hotelowym Barony Castle w Eddleston (niedaleko Edynburga) odsłonięto Great Polish Map of Scotland – mapę Szkocji 3D zbudowaną przez żołnierzy gen. Stanisław Maczka w latach '70 ubiegłego wieku.

Romantyzm i przebojowość, czyli kryształowy hippie pop KALINY

Wydany we wrześniu ubiegłego roku debiutancki album KALINY pt. „Czyste szumienie” poruszył dużą część polskiego świata muzycznego. Chociaż krytycy skłonni są umiejscawiać płytę w nurcie elektro-popu, umiejętnie wymyka się ona utartym schematom, nie pozwalając na jednoznaczne klasyfikacje.

„Martwica z Alabamy" jest zagrożeniem dla psów w UK

Alabama Rot, czyli martwica z Alabamy jest dużym zagrożeniem dla psów w Wielkiej Brytanii. Coraz więcej psów umiera.

Rośnie zachorowalność na raka przez otyłość

Rosnąca nadwaga i otyłość wśród Brytyjczyków są jedną z przyczyn raka. Nadmierne kilogramy stanowią coraz większe zagrożenie dla zdrowia w przeciwieństwie do palenia tytoniu.

Warsztaty z rysunku i malarstwa w Edynburgu

Jeśli chcesz rozwijać swoje umiejętności w zakresie technik plastycznych, przygotowujesz się do szkoły artystycznej lub jest to twoje hobby, ta oferta jest dla Ciebie.