Nursing Home – Zaczynamy życie bezrozumnie w pieluchach i takoż je kończymy

W nursing home świat kręci się wokół jedzenia, pojenia, mycia, kupki, kolki i zatwardzenia, rozwolnienia i biegunki, wokół sprawdzania poziomu moczu w woreczkach u cewnikowanych pacjentów, wokół pilnowania pacjentów ze stomą, podawania leków na czas i zmieniania pampersów. Prawie dokładnie, jak w żłobku. Tylko dzieci ważą więcej i nie są już dziećmi.

Damian Biliński: Dlaczego podjęłaś się tak trudnego zawodu?

Krystyna: Nie, dlatego, że z łatwością przyszło mi ten zawód wykonywać, bo mam pasujące do tego doświadczenie osobiste. Nie. To nie wystarcza, żeby chcieć żyć chorobą i śmiercią innych. To nie wystarcza, żeby cały ten ból chorych ludzi zapakować w siebie i wynieść go od nich, a w to miejsce dostarczyć uśmiech, zrozumienie, ukojenie, bezpieczeństwo, wszystko, co mieści się pod pojęciem empatii. Do tego, żeby nieść pomoc innym chorym i umierającym potrzebne jest jedno. Sam musisz wiedzieć, co to choroba i śmierć. Musisz poczuć to na własnej skórze, żeby zrozumieć ból tych, którym pomagasz. Może to i przewrotne, ale funkcjonuje idealnie. W moim życiu nie było już nic. Nic poza bólem, własną śmiercią, gdzieś tam zaplanowaną kolejny raz na później i już raz przeżytą, nic, poza umieraniem i chorobą bliskich mi istot. Dlaczego zatem, nie miałabym przetransportować tego, co czułam we własnym wąskim zakresie, na innych? Dlaczego? Bo psychologowie twierdzą, że jeśli w coś jesteś zaangażowany osobiście, to tracisz obiektywność. Utożsamiasz się z pacjentami i co!? Pytam się, co!? Lekarza ta zasada musi dotyczyć, bo zwariowałby od tego bólu, ale carer? Jak sama nazwa wskazuje my jesteśmy tymi, którzy niosą pomoc, dźwigają na swoich barkach ciężar opieki nad chorymi, nad umierającymi. My jesteśmy tymi, którzy lęk przed bólem i przed śmiercią powinni zostawić za drzwiami. Im bardziej go znamy tym więcej możemy ofiarować tym, którym brakuje już sił. Poranione łanie wybiegają nie tylko z oczu skrzywdzonych kobiet. Całe stada poranionych, bezradnych, błagających o ratunek łań wybiegają z oczu starych, chorych ludzi. Są bezradni. Kiedyś byli. Po prostu kiedyś byli czymś i kimś. To już mało ważne, to niczego nie zmienia w tym ich byciu – już – nie – byciu, bo co może zmienić fakt czy umiera mistrzyni olimpijska w pływaniu czy matka pięciorga dzieci? Czy odchodzi z tego świata 90-letnia łyżwiarka figurowa z brytyjskiej kadry olimpijskiej w czasach, kiedy Hitler przyznawał medale, czy umiera ktoś, kto niczym w tym życiu się nie zasłużył, a był po prostu cierpiącym człowiekiem.

DB: Jak wygląda poranek w domu spokojnej starości?

Krystyna: Dzień w domu opieki rozpoczyna się od zebrania całego personelu. Tego, który był na nocnej zmianie i tego, który zmianę zaczyna. To się nazywa „raport” – wymiana wiadomości o stanie pacjentów, uwagi personelu medycznego, a potem podział pracy. Każdego pacjenta trzeba najpierw posadzić na toaletę, a leżącym zmienić pampersa.. Potem mycie i ubieranie. Pacjentów leżących wyjmuje się z łóżek do śniadania, tylko najcięższe przypadki zostają w łóżkach. Pacjentów siedzących, zdolnych do spędzania dnia w fotelu wywozi się na wózkach do wspólnego salonu. Potem podajemy śniadanie. Nie wszystkich chorych karmimy. Jeśli pracujesz w Nursing Home musisz się nastawić na to, że 99% pacjentów wymaga przewijania, karmienia i „noszenia na rękach”, czyli hoistowania. Do podnoszenia pacjentów są specjalne maszyny. Strasznie „śmiesznie” robi się rano, kiedy są np.: tylko 3 hoisty typu standing aid i 2 typu Oxford hoist na 48 chorych. Te pierwsze do podnoszenia z pozycji siedzącej do stojącej, a te drugie do zupełnie unieruchomionych pacjentów. Wszyscy z obłędem w oczach wyrywają je sobie wzajemnie, bo zegar tyka, a czas nie jest z gumy. Z poranną pielęgnacją trzeba zdążyć przed śniadaniem. Jeśli przedtem nikt nie widział na własne oczy polskiego domu starców to uważa wtedy, że trafił do piekła, ale jeśli widział wspomniany polski przybytek spokojnej starości to uważa, że trafiło raju. Bardzo łatwo jest pisać o codziennej rutynie w domu opieki, mogę godzina po godzinie wymienić kolejne czynności i przepisy, które temu towarzyszą, ale przepisy i rutyna są bezduszne. A za tym wszystkim musi stać opiekun z empatią, który rutynie nada ludzki sens.  Inaczej nic nie ma sensu.

W nursing home świat kręci się wokół jedzenia, pojenia, mycia, kupki, kolki i zatwardzenia, rozwolnienia i biegunki, wokół sprawdzania poziomu moczu w woreczkach u cewnikowanych pacjentów, wokół pilnowania pacjentów ze stomą, podawania leków na czas i zmieniania pampersów.  Prawie dokładnie, jak w żłobku. Tylko dzieci ważą więcej i nie są już dziećmi.

DB: Odnoszę wrażenie, że bycie opiekunem, to raczej powołanie, a nawet w pewnym sensie misja, bo oprócz profesjonalizmu i doświadczenia, trzeba być człowiekiem.

Krystyna: Niech mnie ręka Boska broni przed współpracą z Polakami. Łatwiej małpie wytłumaczyć, co to jest Team Work, i co to znaczy care assistant. W swojej pracy spotkałam tylko jedną polkę, która była profesjonalistką. Niektórzy Polacy, którzy przybywają do tej roboty nie widzą chorych. Widzą tylko 6 funtów na godzinę, a im więcej tych godzin tym więcej funtów. Prosta kalkulacja. Prawda? A gdzie w tym wszystkim człowiek? Pacjent, który oczekuje ciepła, bezpieczeństwa i szacunku?
Jeśli wchodzi się po nocnej zmianie do pokoju i znajdujesz pacjentkę posadzoną w samej bieliźnie na fotelu, nie okrytą niczym z niezmienionym pampersem z pękającym w szwach workiem z moczem, to budzi się w tobie coś, czego niepodobna wyrazić. Gdyby to była moja Babcia, albo Mama, zadusiłabym takiego „opiekuna” własnymi rękami! No, nie napisałam raportu na takiego skur…, tylko, dlatego, bo był Polakiem. Niekiedy do takiej pracy przybywają ludzie, którzy z trudem radzą sobie z obcym językiem. Ciekawe, ale zazdrość na tym tle jest straszna. Prawie czułam się winna, że mnie jakoś nie było do szkoły pod górkę.
Bycie carerem, to powołanie i to nie jest slogan. W tej pracy nie ma miejsca na własne widzimisię, bo ja-nie-potrafię-ja-nie-umiem-nie-dam-rady. Musisz sobie podarować rzyganie – przepraszam za wulgaryzm – na widok cudzych odchodów, cudzych torsji, cuchnących ran, nawet na widok śmierci. To jest służba. Służba ludziom chorym i dokładnie tak powinna być pojmowana. Zwymiotować można ewentualnie potem, w zaciszu własnego domu, jeśli już coś tak bardzo cię poruszyło, że trzeba. Bo czasem trzeba. Między jednym, a drugim punktem w grafiku musisz znaleźć chwilę, ukraść ją ze swojego czasu, żeby się do tych ludzi uśmiechnąć, porozmawiać, nawet, jeśli nie słyszą, dać im swoje człowieczeństwo, pocieszyć ich odrobiną ciepła płynącego z serca. Normy są tak napięte, że pracujemy gorzej od koni w kieracie, bo one spokojnie jednym rytmem chodzą w kółko, a my latamy. Po piętrach, po pokojach, z obłędem w oczach, wyrywając sobie nawzajem hoisty z rąk (tych maszyn wciąż nie starcza, są drogie), buzzer prawie zawsze dzwoni – pacjenci mają przycisk nad łóżkiem, a my jesteśmy zawsze ‘short of staff’, brak personelu, to takie eufemistyczne określenie na to, że carerów jest zbyt mało, że trzeba dać z siebie wszystko, żeby zapewnić pacjentom komfort istnienia. Opieka nie powinna zawierać się tylko w nieskazitelnym serwisie.

Opieka, to więcej, niż nakarmienie, umycie, podanie leków. Opieka to troska, to gest, uśmiech, zamienione słowo, a czasem wiele słów. Opieka, to bycie razem z pacjentem, danie mu poczucie bezpieczeństwa. Za tym tęsknią, tego potrzebują.

DB: Czy opiekun powinien charakteryzować się czymś jeszcze?

Krystyna: Magią! W każdym razie ja trochę magiczna jestem. Mam taką czarodziejską maść, w którą wszyscy pacjenci wierzą, że pomaga, ale to tylko placebo. I pomagało, bo oni potrzebują zainteresowania, rozmowy, dotyku, ciepła. „Cristina, put cream on me”, to było hasło. Już wszyscy z personelu wiedzieli, że muszę lecieć z tym kremem i smarować, głaskać, uspokajać. Ja to robiłam, moim kolegom po fachu do głowy nie wpadło. Nie wpadło im nawet do głowy, że zwykła kąpiel może być dla chorego, zmęczonego człowieka ukojeniem. Bili rekordy na temat, jak szybko potrafią tego drętwego staruszka/starowinkę wsadzić do wanny, umyć i wyciągnąć z powrotem. Moje podejście do pacjentów ich nie interesowało. Nawet śmiali się ze mnie, że czarownica na miotle przyleciała. Nie muszę chyba nadmieniać, że mówię o polskim personelu. Za to afrykańskie pielęgniarki patrzyły na mnie z szacunkiem. Z nikim z agencji mi się tak nie pracowało, jak z Afrykańczykami. Oczywiście z dorosłymi, bo agencja przysyła, kogo popadnie i trafiają się dzieciaki bez doświadczenia. Co z tego, że z chęcią do działania – to zbyt mało, żeby z miejsca wpasować się w istniejący układ. Agencja przysyła pracowników na zastępstwo, kiedy brakuje personelu, a zastępstwo w takim miejscu bywa dopustem bożym. Nie znasz domu, nie znasz rutyny, ergo plączesz się tylko pod nogami i udajesz, że pracujesz, zamiast pomagać, przeszkadzasz. Nam nie starcza czasu, żeby dokładnie instruować takiego nowego od A do Z. Team work – to jest to, co tworzy świat w domu opieki. Praca zespołowa opiera się na profesjonalizmie i na wzajemnym zrozumieniu. Działamy, jak jedna osoba. W pojedynkę niczego nie zwojujesz, potrzebna jest druga para rąk i ta druga para musi działać, jak twoja własna. I to jest duża sztuka.

W całym moim zawodowym doświadczeniu spotkałam tylko jedną Polkę, która to potrafiła. Gdziekolwiek jest teraz, niech Bóg ją wspomaga, bo była niesamowita. Alicja z Krainy Czarów. Była, jak „lekarze bez granic” – zawsze uśmiechnięta, gotowa do pomocy i zawsze profesjonalna w każdym calu. Czarowała słowem i dotknięciem, mimiką, aurą, którą roztaczała wokół. Dla pacjentów była plastrem na rany, dla carerów czystym błogosławieństwem. Rutynę miała w jednym palcu, w sytuacjach extremalnych  porozumiewała się jednym mrugnięciem oka. To więcej, niż można oczekiwać.

DB: Wspomniałaś o sytuacjach extremalnych. Czy mogę zapytać o śmierć?

Krystyna: Mało który człowiek uświadamia sobie, że jest śmiertelny i jak zegar tyka. Póki życia, póty mnie i już – taką filozofię sobie większość z nas zafundowała. Jesteśmy egocentryczni. Nie patrzymy na świat oczami ludzi, którzy z niego odchodzą. Ludzie boją się przemijania, starości, choroby i wszystkiego, co się z tym wiąże. Do tego stopnia, że nie chcą nic o tym wiedzieć. Jesteśmy genialnymi wytworami plastikowej cywilizacji, a że serce puste, jak orzeszek? Kto by o to dbał!? Z pustym sercem ponoć można żyć, z pustym portfelem już z pewnością nie, więc uczucia rozmieniamy na drobne, nie są pierwszoplanowe. Szkoda.
Śmierć jest do oswojenia, bo jest nieunikniona, ale tego nie pojmujemy. Wcześniej, czy później każdego z nas to czeka, ale przecież wypieramy to z umysłu i nie potrafimy nawet własnym bliskim zapewnić godnej drogi na ten drugi świat. Drzewa umierają stojąc. Starzy ludzie umierają leżąc. W bólu, w cierpieniu, w trwodze. Tak, jak się urodzili. Nadzy, w pieluchach i jak niemowlęta niezrozumiali dla otoczenia. Nie są nikomu do niczego potrzebni. Najczęściej umierają nad ranem. Samotni. W poczuciu, że ich starość, to ciężar ponad siły dla ich rodzin. Nie córka, syn, wnuczka trzyma ich za rękę, tylko carer, a najczęściej nikt.
“Świat bez miłości jest światem martwym i zawsze przychodzi godzina, kiedy człowiek zmęczony błaga o twarz jakiejś istoty i serce olśnione czułością.” A ja ze swego życiowego doświadczenia dodam, że to święta prawda, że w godzinie choroby i śmierci każdy, kim by nie był, pragnie tego jednego, właśnie tego, żeby czyjeś serce olśnione czułością na ten jeden moment pochyliło się nad nim. Żeby wiedział, że nie jest sam. Naga prawda jest taka, że śmierć nie patrzy na okoliczności, nie zostawia czasu na pożegnanie ze światem, przychodzi cicho, nieubłaganie i zabiera nieodwołalnie, więc jeśli nie ma przy nas nikogo życzliwego, to musimy pójść tam sami.

DB: Czy kiedykolwiek musiałaś pożegnałaś swojego pacjenta? Jak radzą sobie w takich chwilach?

Krystyna: Nie wszyscy starzy ludzie godzą się ze swym odejściem. Umierają różnie. Jest im zimno, proszą o więcej światła, choć w pokoju panuje prawie upał, a oświetlenie jest włączone na full, krzyczą, wzywają bliskich, walczą do ostatniej sekundy. Im silniejsi byli za życia, tym bardziej nie chcą go oddać.  Nie wmówisz w olimpijską mistrzynię w pływaniu, że powinna umrzeć. Już sam fakt, że znalazła się w domu starców, na wózku, bezradna, bez swojego żywiołu, swojej pasji, jest dla niej końcem świata! Boże, jak ja to rozumiem. Wystarczy tylko na moment przymknąć oczy, poczuć się w skórze tej drugiej istoty i zapragnąć oświetlić jej ostatnie sekundy życia bodaj promieniem współczucia, być z nią, a nie obok! Bo pomiędzy byciem obok, a byciem „z” jest ogromna różnica!
Tancerce figurowej na lodzie nie powiesz, że powinna pogodzić się z kompletnym paraliżem. Kiedyś była uosobieniem wdzięku, płynęła po lodzie, jak sylfida w blasku reflektorów, w pięknych kostiumach przyprawiała widzów o szaleństwo zmysłów, a teraz leży w pampersach, jej wdzięk, chyba tylko dla mnie dostrzegalny, już nikomu niepotrzebny, jej ciało za życia gnije – odleżyny, to ciężki problem, pacjenta trzeba przewracać kilka razy dziennie, są specjalne poduszki, żeby tych odleżyn było mniej, trzeba oklepywać płuca, żeby funkcjonowały. Nienawidziła nas, choć staraliśmy się zapewnić jej komfort psychiczny do końca i umarła niepogodzona z losem. Przestała jeść, wdało się zapalenie płuc, gorączka odwodnienie, poszło zakażenie od odleżyn. Nie walczyła, na naszych oczach robiła wszystko, żeby umrzeć. A ja do dzisiaj zadaję sobie pytanie, czy mieliśmy prawo, żeby ją zmuszać do życia wbrew jej woli? Co by zrobiła, gdyby mogła się poruszać, mówić, decydować sama o sobie? Przeżyła wszystkich znajomych. Nikt o nią nie zapytał, nikt jej nie odwiedzał. Była zdana tylko na nas. Trzymałam ją za rękę i czułam jej ból. Ból tak wielki, że do dziś nie umiem sobie z tym poradzić. Nie mogła mówić, widziałam tylko jej oczy, oczy bezradne, jak u zabijanej sarny.To samo zresztą dotyczyło tamtej mistrzyni olimpijskiej. W którym roku i na której olimpiadzie nikt nie pamiętał, ale ona miała świadomość tego, kim jest/była. Z przemijaniem nie chciała się pogodzić. Była bardzo agresywna, jak oślepiony koń, który boi się wszystkiego. Nie była sparaliżowana tylko miała Alzheimera.

Moja Babcia umierała dokładnie tak samo. Cały świat stał się dla niej wrogiem, przestała go rozumieć i czuć się bezpieczna. Ta choroba odbiera godność i rozum. Jest straszna. Moja podopieczna miała więcej szczęścia od mojej Babci. Umarła zanim całkiem przestała kontaktować się ze światem wokół. Doszłyśmy do porozumienia, ona nauczyła się mnie, a ja nauczyłam się jej, bo ja też kocham pływać. Kiedy ją myłam, ubierałam, sadzałam na toaletę rozmawiałyśmy tylko o pływaniu i o pogodzie, to ją uspokajało. Była wtedy szczęśliwa.

DB: Jedni pacjenci odchodzą szczęśliwi inni niepogodzeni. Czy w ostatnich chwilach swojego życia mają jakieś życzenia?

Krystyna: Nie wiem skąd bierze się ta siła błogosławieństwa w ostatniej sekundzie życia, ale nie trafiłam jeszcze na umierającego człowieka, który odchodząc nie pragnąłby ode mnie zapewnienia, że Bóg istnieje. To być może paradoksalne, ale dla wierzącego człowieka przeprowadzenie drugiej istoty na tamtą stronę spokojnie i bez bólu jest wyzwaniem. Ogromnym wyzwaniem. Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie, czy moja wiara jest wystarczająca i dość silna, żeby zniwelować ich strach przed śmiercią, ale widać, że chyba tak. Do dziś czuję ich palce zaciskające się na mojej dłoni na pożegnanie. W godzinie śmierci oczekiwali ode mnie cudu. Cudu ukojenia i spokoju. Szczególnie ci, którzy umierali świadomie. Nie zapomnę pacjentki, Róża jej było na imię. Rosa, wysuszona staruszka, tak bardzo zakochana w pilocie z dywizjonu 303, że jeszcze jego zdjęcie trzymała w kosmetyczce, do której chowała sztuczną szczękę i wciąż powtarzała, że bez tej kosmetyczki nie ma dla niej życia, wiecznie nie mogła jej znaleźć, a dom miał trzy piętra i dwadzieścia pięć pokoi z przyległościami i przyznam szczerze, że na początku gubiłam się w rozpoznawaniu, czego tak naprawdę szukamy: Zębów, czy zdjęcia tamtego mężczyzny. Otóż tak naprawdę szukałyśmy zdjęcia tamtego mężczyzny, a ja byłam dla niej tylko przedłużeniem historii, bo mówiłam po polsku. O ileż lat wstecz zabłądził jej umysł! Pod koniec swojego życia tkwiła już tylko 1945 roku i kazała mi sprawdzać listy z czerwonego krzyża, czy jej ukochany się nie odnalazł. Mogłam jej bez żadnych wątpliwości powiedzieć, że odnalazł się już dawno i spoczywa w spokoju, rozproszony po całym brytyjskim niebie razem ze swoim samolotem, ale to nie przeszło mi przez gardło. Kłamałam i oszukiwałam, że już może wkrótce, że już niedługo. Nie czułam piętna kłamstwa na sobie. Przeciwnie czułam wdzięczność tej kobiety. Kiedy przyszedł czas na śmierć, musiałam tylko wyjąć z szafy bieliznę i suknię, którą chciała dla niego włożyć. Była już wtedy tak słabiutka i krucha, jak lalka, prawie nie mogła mówić, ale, rzecz dziwna, wciąż była piękna, rzadko spotykane wśród angielskich kobiet, była, jak kamea wyrzeźbiona w alabastrze, siwe włosy dodawały blasku jej błękitnym gwiaździstym oczom, postarzone rysy wcale nie zatraciły urody. Dla niego chciała być wciąż piękna. To musiało być coś niezwykłego. Rozumiałam ją. Pilot, po którym płakała i do którego tęskniła był jednym z asów dywizjonu 303.

Szykując ją do odejścia czułam się prawie tak, jakbym szykowała ją na ślub. Kiedy ją już ubrałam przytuliła się do mnie i powiedziała: „teraz zasnę, już czas, jestem taka zmęczona, tu już dłużej czekać nie mogę. Bóg nas połączy, prawda?”. „Amen” odrzekłam, bo co innego mogłam. Niech się stanie, tak powiedziałam z głębi duszy i z przekonania, wierzyłam w to całą sobą. Powiedziałam, a ona zasnęła.

DB: Czego w domach starców brakuje najbardziej?

Krystyna: Na koniec naszych dni z reguły dorywa nas to samo, niezależnie od zasług. Ktoś mądry powiedział „zaczynamy życie bezrozumnie w pieluchach i takoż je kończymy”. Należałoby tylko dodać, że świat bez miłości i empatii jest światem martwym i zawsze i dla każdego nadejdzie godzina, kiedy stojąc u wrót śmierci zapragnie czułości i miłości. W domach starców znajdują się jeszcze ciągle kombatnci z II wojny światowej, ojcowie rodzin, mężczyźni, którym do głowy by nie przyszło, że mogą tak kończyć życie. Każdy ma za sobą swoją historię, każdy z nich kiedyś był silny i niezależny. Niektórzy byli bohaterami. A dzisiaj? Dzisiaj umierają w samotności, bez rodziny i przyjaciół. W domu starców człowieka można sprowadzić do parteru, zniszczyć, spostponować, potraktować, jak rzecz, albo i gorzej. Tylko ja się z tym nie zgadzam! Czego w domach starców brakuje najbardziej? Człowieczeństwa i pieniędzy. Wielka Brytania o niebo przewyższa to, co dzieje się w Polsce, ale i tak do prawdziwego nieba nam daleko. Ciągle za mało personelu, za mało hoistów, a najczęściej za mało zrozumienia właścicieli tych instytucji, co do potrzeb owych. Niestety, pieniądz rządzi światem i zawsze będzie rządził, ale czy, doprawdy, powinniśmy godzić się z tym porzekadłem? Przecież to od nas zależy, czy można zrobić tak, żeby było lepiej.

Open Magazyn | Damian Biliński

[fbcomments]

© Wszystkie prawa zastrzeżone.
Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

, , ,

Czy dzisiaj zostanie odwołana premier Theresa May?!

48 posłów Partii Konserwatywnej złożyło wnioski o odwołanie ze stanowiska przywódcy partii Theresy May.
, , , ,

Czeka nas sześć miesięcy koszmaru?!

Brytyjski rząd poinformował, że jeśli parlament nie przyjmie wynegocjowanej umowy brexitowej to czeka nas komunikacyjny armagedon aż do września 2019 roku!
, , ,

Nowy dokument w sprawie przyszłości Polaków

Co się stanie z imigrantami unijnymi, w tym Polakami, w Wielkiej Brytanii, jeśli nie będzie umowy o wyjściu Londynu z Unii Europejskiej? Na to pytanie odpowiada najnowszy dokument opublikowany przez brytyjski rząd. W planach jest m.in. węższe prawo do apelacji i krótszy czas, w którym imigranci będą mogli przyjeżdżać na Wyspy na starych zasadach.
, , , ,

le prawdy zawierają ciążowe mity?

Wiele źródeł i jeszcze więcej sprzecznych informacji. To rzeczywistość, z którą na co dzień mierzą się przyszłe mamy. Zapytaliśmy kilka z nich, z jakimi radami i stwierdzeniami na temat ciąży spotykają się najczęściej. Dzielimy je na fakty i mity, i wyjaśniamy, których z nich się wystrzegać, a które warto wprowadzić w życie.
, , , ,

Nowa kampania dotycząca zdrowia psychicznego

Trwa kampania #GetTheInsideOut, mówiąca o problemach psychicznych ludzi. Reklamy pokazują, że bardzo wiele osób cierpi na choroby psychiczne, o których nie chce mówić głośno. Partnerem i sponsorem akcji jest Lloyds Bank.
, , , ,

Przychodzi Polak do brytyjskiego lekarza

Kiedy zapytałam koleżankę o jej opinię na temat bezpłatnego w końcu GP, czyli brytyjskiej przychodni, ta odpowiedziała niemalże natychmiast, że pracują tam nie lekarze, tylko „patałachy”, którym nie chce się sięgnąć po leki lepsze niż zwykły paracetamol. - Tak się składa, że paracetamol to ja sobie sama mogę wziąć bez ich łaskawej konsultacji – dodała koleżanka.

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

, , , , ,

Przez Brexit może zniknąć Mars!

Jeśli Wielka Brytania opuści Unię Europejską bez porozumienia, z brytyjskich półek sklepowych zniknie znany batonik Mars.
, , , ,

Theresa May: "Brexit to koniec uprzywilejowania dla migrantów z UE". W tym dla Polaków

"Nie będzie już tak, że obywatele UE - niezależnie od tego, jakie umiejętności i doświadczenie mają do zaoferowania - będą wskakiwali w kolejkę przed inżynierów z Sydney czy programistów z Delhi. Zamiast systemu opartego na pochodzeniu danej osoby będziemy mieli taki, który będzie skupiony na ocenie jej talentu i umiejętności" - poinformowała. (czytaj dalej)
, , ,

Kłopoty Premier: sondaże pokazują rosnące poparcie dla drugiego referendum

Brytyjczycy są krytyczni wobec proponowanej przez premier Theresę May umowy w sprawie Brexitu i gotowi są poprzeć organizację drugiego referendum, w którym opowiedzieliby się za pozostaniem we Wspólnocie - wynika z dwóch opublikowanych wczoraj sondaży.
, , , , , ,

Miłość: On muzułmanin, ona chrześcijanka

On muzułmanin ze stolicy Bangladeszu, ona chrześcijanka z miasteczka w zachodniej Polsce. Poznali się w Berlinie. Synka urodziła zaraz po maturze. Historia jak z „Faktu”, a jednak się udało. Oto Klaudia, Mamun i ich multikulturowy „happy end”. Wychowana w rodzinie „patchworkowej”, Klaudia pragnęła, by jej własna była taka „na zawsze”. Życie wystawiło ją na większą próbę, niż zakładał plan.
, , , , ,

Fałszywe 20-funtówki w obiegu. Kolejny raz przed świętami

Po raz kolejny w okresie przedświątecznym w Wielkiej Brytanii pojawiły się w obiegu fałszywe banknoty o nominale 20 funtów. Dla oszustów jest to sposób na zrobienie tańszych zakupów na święta Bożego Narodzenia.
, , , , ,

W UK rekordowy spadek liczby pracowników z Europy Wschodniej

Liczba pracowników w Wielkiej Brytanii z byłych krajów komunistycznych Europy Wschodniej, w tym z Polski, spadła w najszybszym tempie od 20 lat - wynika z najnowszych danych Krajowego Urzędu Statystycznego (ONS).

INFORMACJE I BIZNES

, , , ,

Czeka nas sześć miesięcy koszmaru?!

Brytyjski rząd poinformował, że jeśli parlament nie przyjmie wynegocjowanej umowy brexitowej to czeka nas komunikacyjny armagedon aż do września 2019 roku!
, , ,

Nowy dokument w sprawie przyszłości Polaków

Co się stanie z imigrantami unijnymi, w tym Polakami, w Wielkiej Brytanii, jeśli nie będzie umowy o wyjściu Londynu z Unii Europejskiej? Na to pytanie odpowiada najnowszy dokument opublikowany przez brytyjski rząd. W planach jest m.in. węższe prawo do apelacji i krótszy czas, w którym imigranci będą mogli przyjeżdżać na Wyspy na starych zasadach.
, , ,

Premier May apeluje do Brytyjczyków o poparcie Brexitu

Premier Theresa May w opublikowanym w nocy z soboty na niedzielę liście otwartym do Brytyjczyków zaapelowała o poparcie dla wynegocjowanego porozumienia z UE w sprawie Brexitu. List publikują niedzielne wydania czołowych brytyjskich czasopism.
, , ,

Unia Europejska zatwierdziła umowę rozwodową z Brytyjczykami. Co dalej?

Unijni przywódcy zawiadomili brytyjską premier Theresę May, że zgadzają się na 585-stronicowy tekst umowy rozwodowej Londynu z Brukselą. Ale dla pani May dopiero teraz zaczyna się prawdziwa batalia – jak znaleźć większość w jej własnym parlamencie, by umowa w ogóle mogła wejść w życie.
, , ,

Po brexicie porządku na ulicach w Anglii może pilnować wojsko

Brytyjska armia rozpoczęła przygotowania na wypadek wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej bez umowy regulującej opuszczenie Wspólnoty. Wśród rozważanych scenariuszy jest skierowanie żołnierzy na ulice, aby powstrzymać ewentualne niepokoje społeczne.
, , , ,

Szef MSZ Hiszpanii dopuszcza akcesję Szkocji do UE

Poseł SNP do szkockiego parlamentu George Adam podkreślił, że "niepodległość pozwoli Szkocji na bycie równym partnerem w Europie zamiast bycia zmuszonym wbrew naszej woli do jej opuszczenia przez Partię Konserwatywną".

OPINIE I PUBLICYSTYKA

, , , , , ,

Miłość: On muzułmanin, ona chrześcijanka

On muzułmanin ze stolicy Bangladeszu, ona chrześcijanka z miasteczka w zachodniej Polsce. Poznali się w Berlinie. Synka urodziła zaraz po maturze. Historia jak z „Faktu”, a jednak się udało. Oto Klaudia, Mamun i ich multikulturowy „happy end”. Wychowana w rodzinie „patchworkowej”, Klaudia pragnęła, by jej własna była taka „na zawsze”. Życie wystawiło ją na większą próbę, niż zakładał plan.
, , , ,

Wracać czy zostać? Już za niecałe pół roku Wielka Brytania wyjdzie z Unii!

Już teraz zauważalny jest kryzys związany z kursem funta. Ceny rosną a płace nie. Brakuje rąk do pracy. Na budowach ubywa Polaków. Zdarza się, że nawet w polskich sklepach sprzedawcami są obcokrajowcy. To Brexit. Marzec 2019 budzi duży niepokój.
, , ,

Czy jeszcze „opłaca się” przyjechać do Wielkiej Brytanii?

Po pierwsze praca nie leży tu na ulicy; pieniądze też nie spadają z nieba, a zasiłki, jeśli nam w ogóle przysługują są bardzo niskie. Jeśli nie mamy pracy możemy bardzo szybko znaleźć się na ulicy, bo nikt nie zapłaci za nasz czynsz, ciocia nie zaprosi na obiad, a babcia nie zostanie z dziećmi, kiedy trzeba iść na nocną zmianę do pracy.
, , , , ,

Universal credit - Uniwersalna katastrofa

Wielkiej Brytanii grozi społeczna katastrofa. Rząd jednak odmawia dodatkowych pieniędzy. I wątpliwe, żeby to się zmieniło, zwłaszcza teraz, gdy tematem dominującym będzie brexit.
, , , , , , , ,

„Nie każdy ma na tyle pokory w sobie, aby poprosić kogoś o pomoc”

„Skuteczność jest miarą prawdy, jeśli nie jesteśmy skuteczni, należy ją zmienić”. Marcin Kamoda z MK Business Consulting edukuje ze Świadomej Sprzedaży biznesy w UK.
, , ,

Ludzkość ma ogromny dług u Ziemi

Na każdy rok życia ludzkości na Ziemi przypada określona ilość odnawialnych zasobów naturalnych. Dzień Długu Ekologicznego to dzień, w którym wykorzystaliśmy wszystkie zasoby przeznaczone na dany rok. Codziennie jemy, pijemy, podłączamy smartfony do prądu, poruszamy się pojazdami wydzielającymi spaliny – w skrócie: zużywamy zasoby Ziemi.

STYL I KULTURA

, , , ,

Nowa kampania dotycząca zdrowia psychicznego

Trwa kampania #GetTheInsideOut, mówiąca o problemach psychicznych ludzi. Reklamy pokazują, że bardzo wiele osób cierpi na choroby psychiczne, o których nie chce mówić głośno. Partnerem i sponsorem akcji jest Lloyds Bank.
, , , ,

Przychodzi Polak do brytyjskiego lekarza

Kiedy zapytałam koleżankę o jej opinię na temat bezpłatnego w końcu GP, czyli brytyjskiej przychodni, ta odpowiedziała niemalże natychmiast, że pracują tam nie lekarze, tylko „patałachy”, którym nie chce się sięgnąć po leki lepsze niż zwykły paracetamol. - Tak się składa, że paracetamol to ja sobie sama mogę wziąć bez ich łaskawej konsultacji – dodała koleżanka.
, , , ,

Jak zostać dawcą szpiku

Pobranie szpiku jest bezpieczne ale wiąże się z paroma niedogodnościami związanymi z przeszczepieniem. Jednak nie są one zbyt dotkliwe. Przy pobraniu komórek macierzystych z krwi obwodowej trzeba się liczyć z jednodniową wizytą w klinice pobrania.
, , , , , ,

Brytyjska szkoła zorganizowała konkurs na „najlepszy tyłek” wśród nastolatek

„To są młodzi ludzie i jeśli w szkole są dzieci, które mają problemy ze swoim ciałem albo ze swoja osobowością, to to może mieć wpływ na ich zdrowie psychiczne w przyszłości. Myślałam, że szkoły są od tego, by do takich zachowań nie dopuszczać”
, , , , , ,

Apel do Brytyjczyków, aby gromadzili własne zapasy. Rząd spodziewa się braków

Brytyjski rząd obawia się opóźnień w dostawie żywności i leków w razie załamania się negocjacji w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej i przygotowuje alternatywny plan, zakładający m.in. wynajem własnych promów - ujawnił 'Financial Times'. Jednocześnie wezwano Brytyjczyków, aby na własną rękę gromadzili zapasy leków.
, , , ,

Posłanka PiS żąda zakazu pokazywania filmu KLER

Posłanka PiS, Anna Sobecka – związana z Radiem Maryja, chce zakazać wyświetlania filmu w kinach chociaż, jak sama przyznaje, widziała jedynie zwiastun.