Nursing Home – Zaczynamy życie bezrozumnie w pieluchach i takoż je kończymy

W nursing home świat kręci się wokół jedzenia, pojenia, mycia, kupki, kolki i zatwardzenia, rozwolnienia i biegunki, wokół sprawdzania poziomu moczu w woreczkach u cewnikowanych pacjentów, wokół pilnowania pacjentów ze stomą, podawania leków na czas i zmieniania pampersów. Prawie dokładnie, jak w żłobku. Tylko dzieci ważą więcej i nie są już dziećmi.

Damian Biliński: Dlaczego podjęłaś się tak trudnego zawodu?

Krystyna: Nie, dlatego, że z łatwością przyszło mi ten zawód wykonywać, bo mam pasujące do tego doświadczenie osobiste. Nie. To nie wystarcza, żeby chcieć żyć chorobą i śmiercią innych. To nie wystarcza, żeby cały ten ból chorych ludzi zapakować w siebie i wynieść go od nich, a w to miejsce dostarczyć uśmiech, zrozumienie, ukojenie, bezpieczeństwo, wszystko, co mieści się pod pojęciem empatii. Do tego, żeby nieść pomoc innym chorym i umierającym potrzebne jest jedno. Sam musisz wiedzieć, co to choroba i śmierć. Musisz poczuć to na własnej skórze, żeby zrozumieć ból tych, którym pomagasz. Może to i przewrotne, ale funkcjonuje idealnie. W moim życiu nie było już nic. Nic poza bólem, własną śmiercią, gdzieś tam zaplanowaną kolejny raz na później i już raz przeżytą, nic, poza umieraniem i chorobą bliskich mi istot. Dlaczego zatem, nie miałabym przetransportować tego, co czułam we własnym wąskim zakresie, na innych? Dlaczego? Bo psychologowie twierdzą, że jeśli w coś jesteś zaangażowany osobiście, to tracisz obiektywność. Utożsamiasz się z pacjentami i co!? Pytam się, co!? Lekarza ta zasada musi dotyczyć, bo zwariowałby od tego bólu, ale carer? Jak sama nazwa wskazuje my jesteśmy tymi, którzy niosą pomoc, dźwigają na swoich barkach ciężar opieki nad chorymi, nad umierającymi. My jesteśmy tymi, którzy lęk przed bólem i przed śmiercią powinni zostawić za drzwiami. Im bardziej go znamy tym więcej możemy ofiarować tym, którym brakuje już sił. Poranione łanie wybiegają nie tylko z oczu skrzywdzonych kobiet. Całe stada poranionych, bezradnych, błagających o ratunek łań wybiegają z oczu starych, chorych ludzi. Są bezradni. Kiedyś byli. Po prostu kiedyś byli czymś i kimś. To już mało ważne, to niczego nie zmienia w tym ich byciu – już – nie – byciu, bo co może zmienić fakt czy umiera mistrzyni olimpijska w pływaniu czy matka pięciorga dzieci? Czy odchodzi z tego świata 90-letnia łyżwiarka figurowa z brytyjskiej kadry olimpijskiej w czasach, kiedy Hitler przyznawał medale, czy umiera ktoś, kto niczym w tym życiu się nie zasłużył, a był po prostu cierpiącym człowiekiem.

DB: Jak wygląda poranek w domu spokojnej starości?

Krystyna: Dzień w domu opieki rozpoczyna się od zebrania całego personelu. Tego, który był na nocnej zmianie i tego, który zmianę zaczyna. To się nazywa „raport” – wymiana wiadomości o stanie pacjentów, uwagi personelu medycznego, a potem podział pracy. Każdego pacjenta trzeba najpierw posadzić na toaletę, a leżącym zmienić pampersa.. Potem mycie i ubieranie. Pacjentów leżących wyjmuje się z łóżek do śniadania, tylko najcięższe przypadki zostają w łóżkach. Pacjentów siedzących, zdolnych do spędzania dnia w fotelu wywozi się na wózkach do wspólnego salonu. Potem podajemy śniadanie. Nie wszystkich chorych karmimy. Jeśli pracujesz w Nursing Home musisz się nastawić na to, że 99% pacjentów wymaga przewijania, karmienia i „noszenia na rękach”, czyli hoistowania. Do podnoszenia pacjentów są specjalne maszyny. Strasznie „śmiesznie” robi się rano, kiedy są np.: tylko 3 hoisty typu standing aid i 2 typu Oxford hoist na 48 chorych. Te pierwsze do podnoszenia z pozycji siedzącej do stojącej, a te drugie do zupełnie unieruchomionych pacjentów. Wszyscy z obłędem w oczach wyrywają je sobie wzajemnie, bo zegar tyka, a czas nie jest z gumy. Z poranną pielęgnacją trzeba zdążyć przed śniadaniem. Jeśli przedtem nikt nie widział na własne oczy polskiego domu starców to uważa wtedy, że trafił do piekła, ale jeśli widział wspomniany polski przybytek spokojnej starości to uważa, że trafiło raju. Bardzo łatwo jest pisać o codziennej rutynie w domu opieki, mogę godzina po godzinie wymienić kolejne czynności i przepisy, które temu towarzyszą, ale przepisy i rutyna są bezduszne. A za tym wszystkim musi stać opiekun z empatią, który rutynie nada ludzki sens.  Inaczej nic nie ma sensu.

W nursing home świat kręci się wokół jedzenia, pojenia, mycia, kupki, kolki i zatwardzenia, rozwolnienia i biegunki, wokół sprawdzania poziomu moczu w woreczkach u cewnikowanych pacjentów, wokół pilnowania pacjentów ze stomą, podawania leków na czas i zmieniania pampersów.  Prawie dokładnie, jak w żłobku. Tylko dzieci ważą więcej i nie są już dziećmi.

DB: Odnoszę wrażenie, że bycie opiekunem, to raczej powołanie, a nawet w pewnym sensie misja, bo oprócz profesjonalizmu i doświadczenia, trzeba być człowiekiem.

Krystyna: Niech mnie ręka Boska broni przed współpracą z Polakami. Łatwiej małpie wytłumaczyć, co to jest Team Work, i co to znaczy care assistant. W swojej pracy spotkałam tylko jedną polkę, która była profesjonalistką. Niektórzy Polacy, którzy przybywają do tej roboty nie widzą chorych. Widzą tylko 6 funtów na godzinę, a im więcej tych godzin tym więcej funtów. Prosta kalkulacja. Prawda? A gdzie w tym wszystkim człowiek? Pacjent, który oczekuje ciepła, bezpieczeństwa i szacunku?
Jeśli wchodzi się po nocnej zmianie do pokoju i znajdujesz pacjentkę posadzoną w samej bieliźnie na fotelu, nie okrytą niczym z niezmienionym pampersem z pękającym w szwach workiem z moczem, to budzi się w tobie coś, czego niepodobna wyrazić. Gdyby to była moja Babcia, albo Mama, zadusiłabym takiego „opiekuna” własnymi rękami! No, nie napisałam raportu na takiego skur…, tylko, dlatego, bo był Polakiem. Niekiedy do takiej pracy przybywają ludzie, którzy z trudem radzą sobie z obcym językiem. Ciekawe, ale zazdrość na tym tle jest straszna. Prawie czułam się winna, że mnie jakoś nie było do szkoły pod górkę.
Bycie carerem, to powołanie i to nie jest slogan. W tej pracy nie ma miejsca na własne widzimisię, bo ja-nie-potrafię-ja-nie-umiem-nie-dam-rady. Musisz sobie podarować rzyganie – przepraszam za wulgaryzm – na widok cudzych odchodów, cudzych torsji, cuchnących ran, nawet na widok śmierci. To jest służba. Służba ludziom chorym i dokładnie tak powinna być pojmowana. Zwymiotować można ewentualnie potem, w zaciszu własnego domu, jeśli już coś tak bardzo cię poruszyło, że trzeba. Bo czasem trzeba. Między jednym, a drugim punktem w grafiku musisz znaleźć chwilę, ukraść ją ze swojego czasu, żeby się do tych ludzi uśmiechnąć, porozmawiać, nawet, jeśli nie słyszą, dać im swoje człowieczeństwo, pocieszyć ich odrobiną ciepła płynącego z serca. Normy są tak napięte, że pracujemy gorzej od koni w kieracie, bo one spokojnie jednym rytmem chodzą w kółko, a my latamy. Po piętrach, po pokojach, z obłędem w oczach, wyrywając sobie nawzajem hoisty z rąk (tych maszyn wciąż nie starcza, są drogie), buzzer prawie zawsze dzwoni – pacjenci mają przycisk nad łóżkiem, a my jesteśmy zawsze ‘short of staff’, brak personelu, to takie eufemistyczne określenie na to, że carerów jest zbyt mało, że trzeba dać z siebie wszystko, żeby zapewnić pacjentom komfort istnienia. Opieka nie powinna zawierać się tylko w nieskazitelnym serwisie.

Opieka, to więcej, niż nakarmienie, umycie, podanie leków. Opieka to troska, to gest, uśmiech, zamienione słowo, a czasem wiele słów. Opieka, to bycie razem z pacjentem, danie mu poczucie bezpieczeństwa. Za tym tęsknią, tego potrzebują.

DB: Czy opiekun powinien charakteryzować się czymś jeszcze?

Krystyna: Magią! W każdym razie ja trochę magiczna jestem. Mam taką czarodziejską maść, w którą wszyscy pacjenci wierzą, że pomaga, ale to tylko placebo. I pomagało, bo oni potrzebują zainteresowania, rozmowy, dotyku, ciepła. „Cristina, put cream on me”, to było hasło. Już wszyscy z personelu wiedzieli, że muszę lecieć z tym kremem i smarować, głaskać, uspokajać. Ja to robiłam, moim kolegom po fachu do głowy nie wpadło. Nie wpadło im nawet do głowy, że zwykła kąpiel może być dla chorego, zmęczonego człowieka ukojeniem. Bili rekordy na temat, jak szybko potrafią tego drętwego staruszka/starowinkę wsadzić do wanny, umyć i wyciągnąć z powrotem. Moje podejście do pacjentów ich nie interesowało. Nawet śmiali się ze mnie, że czarownica na miotle przyleciała. Nie muszę chyba nadmieniać, że mówię o polskim personelu. Za to afrykańskie pielęgniarki patrzyły na mnie z szacunkiem. Z nikim z agencji mi się tak nie pracowało, jak z Afrykańczykami. Oczywiście z dorosłymi, bo agencja przysyła, kogo popadnie i trafiają się dzieciaki bez doświadczenia. Co z tego, że z chęcią do działania – to zbyt mało, żeby z miejsca wpasować się w istniejący układ. Agencja przysyła pracowników na zastępstwo, kiedy brakuje personelu, a zastępstwo w takim miejscu bywa dopustem bożym. Nie znasz domu, nie znasz rutyny, ergo plączesz się tylko pod nogami i udajesz, że pracujesz, zamiast pomagać, przeszkadzasz. Nam nie starcza czasu, żeby dokładnie instruować takiego nowego od A do Z. Team work – to jest to, co tworzy świat w domu opieki. Praca zespołowa opiera się na profesjonalizmie i na wzajemnym zrozumieniu. Działamy, jak jedna osoba. W pojedynkę niczego nie zwojujesz, potrzebna jest druga para rąk i ta druga para musi działać, jak twoja własna. I to jest duża sztuka.

W całym moim zawodowym doświadczeniu spotkałam tylko jedną Polkę, która to potrafiła. Gdziekolwiek jest teraz, niech Bóg ją wspomaga, bo była niesamowita. Alicja z Krainy Czarów. Była, jak „lekarze bez granic” – zawsze uśmiechnięta, gotowa do pomocy i zawsze profesjonalna w każdym calu. Czarowała słowem i dotknięciem, mimiką, aurą, którą roztaczała wokół. Dla pacjentów była plastrem na rany, dla carerów czystym błogosławieństwem. Rutynę miała w jednym palcu, w sytuacjach extremalnych  porozumiewała się jednym mrugnięciem oka. To więcej, niż można oczekiwać.

DB: Wspomniałaś o sytuacjach extremalnych. Czy mogę zapytać o śmierć?

Krystyna: Mało który człowiek uświadamia sobie, że jest śmiertelny i jak zegar tyka. Póki życia, póty mnie i już – taką filozofię sobie większość z nas zafundowała. Jesteśmy egocentryczni. Nie patrzymy na świat oczami ludzi, którzy z niego odchodzą. Ludzie boją się przemijania, starości, choroby i wszystkiego, co się z tym wiąże. Do tego stopnia, że nie chcą nic o tym wiedzieć. Jesteśmy genialnymi wytworami plastikowej cywilizacji, a że serce puste, jak orzeszek? Kto by o to dbał!? Z pustym sercem ponoć można żyć, z pustym portfelem już z pewnością nie, więc uczucia rozmieniamy na drobne, nie są pierwszoplanowe. Szkoda.
Śmierć jest do oswojenia, bo jest nieunikniona, ale tego nie pojmujemy. Wcześniej, czy później każdego z nas to czeka, ale przecież wypieramy to z umysłu i nie potrafimy nawet własnym bliskim zapewnić godnej drogi na ten drugi świat. Drzewa umierają stojąc. Starzy ludzie umierają leżąc. W bólu, w cierpieniu, w trwodze. Tak, jak się urodzili. Nadzy, w pieluchach i jak niemowlęta niezrozumiali dla otoczenia. Nie są nikomu do niczego potrzebni. Najczęściej umierają nad ranem. Samotni. W poczuciu, że ich starość, to ciężar ponad siły dla ich rodzin. Nie córka, syn, wnuczka trzyma ich za rękę, tylko carer, a najczęściej nikt.
“Świat bez miłości jest światem martwym i zawsze przychodzi godzina, kiedy człowiek zmęczony błaga o twarz jakiejś istoty i serce olśnione czułością.” A ja ze swego życiowego doświadczenia dodam, że to święta prawda, że w godzinie choroby i śmierci każdy, kim by nie był, pragnie tego jednego, właśnie tego, żeby czyjeś serce olśnione czułością na ten jeden moment pochyliło się nad nim. Żeby wiedział, że nie jest sam. Naga prawda jest taka, że śmierć nie patrzy na okoliczności, nie zostawia czasu na pożegnanie ze światem, przychodzi cicho, nieubłaganie i zabiera nieodwołalnie, więc jeśli nie ma przy nas nikogo życzliwego, to musimy pójść tam sami.

DB: Czy kiedykolwiek musiałaś pożegnałaś swojego pacjenta? Jak radzą sobie w takich chwilach?

Krystyna: Nie wszyscy starzy ludzie godzą się ze swym odejściem. Umierają różnie. Jest im zimno, proszą o więcej światła, choć w pokoju panuje prawie upał, a oświetlenie jest włączone na full, krzyczą, wzywają bliskich, walczą do ostatniej sekundy. Im silniejsi byli za życia, tym bardziej nie chcą go oddać.  Nie wmówisz w olimpijską mistrzynię w pływaniu, że powinna umrzeć. Już sam fakt, że znalazła się w domu starców, na wózku, bezradna, bez swojego żywiołu, swojej pasji, jest dla niej końcem świata! Boże, jak ja to rozumiem. Wystarczy tylko na moment przymknąć oczy, poczuć się w skórze tej drugiej istoty i zapragnąć oświetlić jej ostatnie sekundy życia bodaj promieniem współczucia, być z nią, a nie obok! Bo pomiędzy byciem obok, a byciem „z” jest ogromna różnica!
Tancerce figurowej na lodzie nie powiesz, że powinna pogodzić się z kompletnym paraliżem. Kiedyś była uosobieniem wdzięku, płynęła po lodzie, jak sylfida w blasku reflektorów, w pięknych kostiumach przyprawiała widzów o szaleństwo zmysłów, a teraz leży w pampersach, jej wdzięk, chyba tylko dla mnie dostrzegalny, już nikomu niepotrzebny, jej ciało za życia gnije – odleżyny, to ciężki problem, pacjenta trzeba przewracać kilka razy dziennie, są specjalne poduszki, żeby tych odleżyn było mniej, trzeba oklepywać płuca, żeby funkcjonowały. Nienawidziła nas, choć staraliśmy się zapewnić jej komfort psychiczny do końca i umarła niepogodzona z losem. Przestała jeść, wdało się zapalenie płuc, gorączka odwodnienie, poszło zakażenie od odleżyn. Nie walczyła, na naszych oczach robiła wszystko, żeby umrzeć. A ja do dzisiaj zadaję sobie pytanie, czy mieliśmy prawo, żeby ją zmuszać do życia wbrew jej woli? Co by zrobiła, gdyby mogła się poruszać, mówić, decydować sama o sobie? Przeżyła wszystkich znajomych. Nikt o nią nie zapytał, nikt jej nie odwiedzał. Była zdana tylko na nas. Trzymałam ją za rękę i czułam jej ból. Ból tak wielki, że do dziś nie umiem sobie z tym poradzić. Nie mogła mówić, widziałam tylko jej oczy, oczy bezradne, jak u zabijanej sarny.To samo zresztą dotyczyło tamtej mistrzyni olimpijskiej. W którym roku i na której olimpiadzie nikt nie pamiętał, ale ona miała świadomość tego, kim jest/była. Z przemijaniem nie chciała się pogodzić. Była bardzo agresywna, jak oślepiony koń, który boi się wszystkiego. Nie była sparaliżowana tylko miała Alzheimera.

Moja Babcia umierała dokładnie tak samo. Cały świat stał się dla niej wrogiem, przestała go rozumieć i czuć się bezpieczna. Ta choroba odbiera godność i rozum. Jest straszna. Moja podopieczna miała więcej szczęścia od mojej Babci. Umarła zanim całkiem przestała kontaktować się ze światem wokół. Doszłyśmy do porozumienia, ona nauczyła się mnie, a ja nauczyłam się jej, bo ja też kocham pływać. Kiedy ją myłam, ubierałam, sadzałam na toaletę rozmawiałyśmy tylko o pływaniu i o pogodzie, to ją uspokajało. Była wtedy szczęśliwa.

DB: Jedni pacjenci odchodzą szczęśliwi inni niepogodzeni. Czy w ostatnich chwilach swojego życia mają jakieś życzenia?

Krystyna: Nie wiem skąd bierze się ta siła błogosławieństwa w ostatniej sekundzie życia, ale nie trafiłam jeszcze na umierającego człowieka, który odchodząc nie pragnąłby ode mnie zapewnienia, że Bóg istnieje. To być może paradoksalne, ale dla wierzącego człowieka przeprowadzenie drugiej istoty na tamtą stronę spokojnie i bez bólu jest wyzwaniem. Ogromnym wyzwaniem. Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie, czy moja wiara jest wystarczająca i dość silna, żeby zniwelować ich strach przed śmiercią, ale widać, że chyba tak. Do dziś czuję ich palce zaciskające się na mojej dłoni na pożegnanie. W godzinie śmierci oczekiwali ode mnie cudu. Cudu ukojenia i spokoju. Szczególnie ci, którzy umierali świadomie. Nie zapomnę pacjentki, Róża jej było na imię. Rosa, wysuszona staruszka, tak bardzo zakochana w pilocie z dywizjonu 303, że jeszcze jego zdjęcie trzymała w kosmetyczce, do której chowała sztuczną szczękę i wciąż powtarzała, że bez tej kosmetyczki nie ma dla niej życia, wiecznie nie mogła jej znaleźć, a dom miał trzy piętra i dwadzieścia pięć pokoi z przyległościami i przyznam szczerze, że na początku gubiłam się w rozpoznawaniu, czego tak naprawdę szukamy: Zębów, czy zdjęcia tamtego mężczyzny. Otóż tak naprawdę szukałyśmy zdjęcia tamtego mężczyzny, a ja byłam dla niej tylko przedłużeniem historii, bo mówiłam po polsku. O ileż lat wstecz zabłądził jej umysł! Pod koniec swojego życia tkwiła już tylko 1945 roku i kazała mi sprawdzać listy z czerwonego krzyża, czy jej ukochany się nie odnalazł. Mogłam jej bez żadnych wątpliwości powiedzieć, że odnalazł się już dawno i spoczywa w spokoju, rozproszony po całym brytyjskim niebie razem ze swoim samolotem, ale to nie przeszło mi przez gardło. Kłamałam i oszukiwałam, że już może wkrótce, że już niedługo. Nie czułam piętna kłamstwa na sobie. Przeciwnie czułam wdzięczność tej kobiety. Kiedy przyszedł czas na śmierć, musiałam tylko wyjąć z szafy bieliznę i suknię, którą chciała dla niego włożyć. Była już wtedy tak słabiutka i krucha, jak lalka, prawie nie mogła mówić, ale, rzecz dziwna, wciąż była piękna, rzadko spotykane wśród angielskich kobiet, była, jak kamea wyrzeźbiona w alabastrze, siwe włosy dodawały blasku jej błękitnym gwiaździstym oczom, postarzone rysy wcale nie zatraciły urody. Dla niego chciała być wciąż piękna. To musiało być coś niezwykłego. Rozumiałam ją. Pilot, po którym płakała i do którego tęskniła był jednym z asów dywizjonu 303.

Szykując ją do odejścia czułam się prawie tak, jakbym szykowała ją na ślub. Kiedy ją już ubrałam przytuliła się do mnie i powiedziała: „teraz zasnę, już czas, jestem taka zmęczona, tu już dłużej czekać nie mogę. Bóg nas połączy, prawda?”. „Amen” odrzekłam, bo co innego mogłam. Niech się stanie, tak powiedziałam z głębi duszy i z przekonania, wierzyłam w to całą sobą. Powiedziałam, a ona zasnęła.

DB: Czego w domach starców brakuje najbardziej?

Krystyna: Na koniec naszych dni z reguły dorywa nas to samo, niezależnie od zasług. Ktoś mądry powiedział „zaczynamy życie bezrozumnie w pieluchach i takoż je kończymy”. Należałoby tylko dodać, że świat bez miłości i empatii jest światem martwym i zawsze i dla każdego nadejdzie godzina, kiedy stojąc u wrót śmierci zapragnie czułości i miłości. W domach starców znajdują się jeszcze ciągle kombatnci z II wojny światowej, ojcowie rodzin, mężczyźni, którym do głowy by nie przyszło, że mogą tak kończyć życie. Każdy ma za sobą swoją historię, każdy z nich kiedyś był silny i niezależny. Niektórzy byli bohaterami. A dzisiaj? Dzisiaj umierają w samotności, bez rodziny i przyjaciół. W domu starców człowieka można sprowadzić do parteru, zniszczyć, spostponować, potraktować, jak rzecz, albo i gorzej. Tylko ja się z tym nie zgadzam! Czego w domach starców brakuje najbardziej? Człowieczeństwa i pieniędzy. Wielka Brytania o niebo przewyższa to, co dzieje się w Polsce, ale i tak do prawdziwego nieba nam daleko. Ciągle za mało personelu, za mało hoistów, a najczęściej za mało zrozumienia właścicieli tych instytucji, co do potrzeb owych. Niestety, pieniądz rządzi światem i zawsze będzie rządził, ale czy, doprawdy, powinniśmy godzić się z tym porzekadłem? Przecież to od nas zależy, czy można zrobić tak, żeby było lepiej.

Open Magazyn | Damian Biliński

© Wszystkie prawa zastrzeżone.
Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

Landlord w Wielkiej Brytanii

Jakie ma prawa i obowiązki wobec wynajmującego?

Polkom nie wolno być z obcokrajowcami

Tak wynika z większości opinii Rodaków, którzy zastrzegają sobie jedyne prawo do polskich kobiet.

Policja poszukuje dzieci Polki z Londynu

Zaginęły po decyzji sądu o zabraniu ich rodzicom, którzy już zostali aresztowani.

Fałszywe czarne wdowy w natarciu

Z powodu spadku temperatur groźne pająki pojawiają się w mieszkaniach w Wielkiej Brytanii. Internauci pokazują zdjęcia okazów znalezionych w swoich domach,

Ryanair pozwał trzech pilotów

Firma zarzuca mężczyznom zniesławienie i szerzenie nieprawdziwych informacji.

Theresa May ogłosi datę Brexitu.

Premier ma już dość gdybania o możliwości wycofania się z wyniku referendum.

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

Parlament UE zablokował propozycje Wielkiej Brytanii odnośnie zagwarantowania praw imigrantom

Propozycja rządu brytyjskiego dotycząca statusu mieszkańców Unii Europejskiej po Brexicie nie została zaakceptowana przez Brukselę.

Wielka wyprzedaż biletów Ryanair

Promocja zaczyna się od lotów za 4.99 funtów. W ofercie znajdują się także bilety do Polski.

Najbardziej i najmniej przyjazne części Londynu

Na którym miejscu jest twoja dzielnica?

Polak w stanie krytycznym po ataku w metrze

Policja prosi o pomoc w ustaleniu sprawców i publikuje zdjęcia osób powiązanych z atakiem na stacji Oxford Circus.

Jak aplikować o prawo pozostania w Wielkiej Brytanii po Brexicie?

Rząd opublikował dokument z ważnymi informacjami dla obywateli Unii Europejskiej.

Ryanair grozi, że nie będzie latał z Modlina

Irlandzkie linie lotnicze nie są mile widziane w Polsce?

INFORMACJE I BIZNES

Brytyjka została zamordowana po przejściu na islam

Motywem była złość męża z powodu prób powrotu do stylu życia, który prowadziła przed zmianą wiary.

Zamek poszukuje osoby na oryginalne stanowisko pracy

Chętni proszeni są wysłanie CV do końca listopada. Idealny kandydat musi być towarzyski.

Dobra wiadomość dla pasażerów easyJet

Przewoźnik zmienia politykę bagażową. Teraz będzie można podróżować taniej.

Czeka nas noc spadających gwiazd

Nie przegap pięknego zjawiska na niebie, to już wkrótce.

Szczepić czy nie szczepić - oto jest pytanie

Mimo, że nigdy nie było łatwiej ochronić się przed grypą, wciąż częĞć społeczeństwa nie jest przekonana, że powinna zaszczepić swoje dzieci i że szczepionki są bezpieczne.

Ile zarabia programista?

Branża IT kusi dobrym wynagrodzeniem, benefitami i stabilną pracą. Wynagrodzenia pracowników firm z sektora IT rosną bardzo szybko. Od 2009 roku do 2017 roku wzrosły o 1153 złote.

OPINIE I PUBLICYSTYKA

Szok! Nie uwierzysz ! Katastrofa ! To koniec ! Polacy w Wielkiej Brytanii...

Czyli co nas denerwuje na polonijnych portalach.

Tragiczna śmierć młodej Polki w Londynie. Grzegorz K. został skazany na dożywocie.

Mężczyzna ugodził 20-latkę nożem, zmarła na skutek odniesionych ran. Dwie inne osoby zaatakowane przez mężczyznę trafiły do szpitala.

Przyczyny, dla których usuwamy znajomych na facebooku

„Za dużo selfie“, „głupie poglądy“, „obsesja na punkcie stosowania naturalnych metod na wszystkie schorzenia“. A ty dlaczego usuwasz ludzi z facebooka?

Polskie dzieci odbierane rodzicom za granicą

Kolejna rodzina prosi o pomoc ministerstwo sprawiedliwości w odzyskaniu potomka. Jednak dzieci nie odbiera się bez powodu. Jakie są przyczyny ingerencji pracowników socjalnych?

Dlaczego on nie chce uprawiać ze mną seksu?

Odpowiedź może być inna niż ci się wydaje.

Zdrajca Ojczyzny na emigracji

Czyli co wyróżnia polskiego lewaka w Wielkiej Brytanii według prawdziwych patriotów ( też żyjących na emigracji).

STYL I KULTURA

PHOENIX PRODUCTIONS przedstawia „LISTY DO M3 – CZAS NIESPODZIANEK”

NAJNOWSZA POLSKA KOMEDIA od 24 LISTOPADA w 150 kinach w Wielkiej Brytanii 🇬🇧 i Irlandii 🇮🇪.

Londyńskie metro - fakty mniej i bardziej znane

Dlaczego "Mind the gap"? Jak postępować zgodnie z etykietą londyńskiego metra? Czemu jest tak duszno, a schody są ciągle w naprawie?

Absurdy, z których słynie Wielka Brytania

Brak kontaktów w łazience i pralka w kuchni, czyli uczenie się życia na nowo poza Polską.

Przez nieostrożne korzystanie z telefonu można zostać bez grosza

Smartfony w coraz większym stopniu zastępują nasze portfele. Dlatego trzeba je dobrze chronić, gdyż są przepustką do naszych pieniędzy. Za ich pomocą można bowiem ukraść nawet większą kwotę niż ta, jaką zwykle nosimy w portfelu.

Marihuana powodem większej ilości odbywanych stosunków?

Marihuana nie obniża poziomu pożądania, wręcz przeciwnie - statystyki wskazują coś zupełnie odwrotnego.

Dlaczego Brytyjczycy mają dwa krany?

Wyjaśnić tej zagadki nie potrafią nawet Anglicy. Odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta.