NIE SZUKAM CZŁOWIEKA, ALE PRÓBUJĘ GO ZROZUMIEĆ. REPORTER Z DUNDEE

Zawieszenie działalności serwisu Lektury reportera: „Z przykrością zawiadamiam, że zaistniała konieczność zawieszenia działalności naszego serwisu. Nie oznacza to, że strona zostaje zamknięta – w tej chwili proszę sytuację potraktować tak, jak byśmy udawali się na długie (być może bardo długie) wakacje. Całkiem możliwe, że po nich Lektury reportera odrodzą się – najprawdopodobniej w nieco zmienionej formule”.

Tak brzmi fragment oświadczenia Maćka Lewandowskiego, twórcy serwisu Lektury reportera, z którym rozmawiałem kilka miesięcy wcześniej na temat człowieka, relacji międzyludzkich oraz samego serwisu. Rozmowa nie była nigdzie wcześniej publikowana, a wydźwięk rozmowy zasadniczo różni się od smutnego, jak zauważyli niektórzy użytkownicy serwisu, komunikatu.
Z Maćkiem Lewandowskim rozmawia Damian Biliński

Damian Biliński: Gdy przechodzimy obok człowieka zazwyczaj nie zastanawiamy się, kim jest i co robi, jakie ma zainteresowania, a jakie pasje. Odnoszę wrażenie, że twoją pasją jest ów przechodzień. Prawda czy fałsz?

Maciek Lewandowski: Generalnie prawda, chociaż muszę trochę sprostować. Tak, interesuje mnie człowiek, jednostka, jeden człowiek bardziej niż społeczeństwo, naród czy grupa społeczna. Interesuje mnie przede wszystkim, „dlaczego”. Dlaczego znalazł się tu, dlaczego tak się ubiera, dlaczego chodzi w te miejsca, a innych unika? Bardziej interesuje mnie to „dlaczego”, niż to, czy robi dobrze czy źle, ładnie czy brzydko. Oczywiście nie da się przejść przez życie bez oceniania, dlatego oceniam, choć staram się jak najmniej. Jednak przede wszystkim staram się zrozumieć, zbadać i dowiedzieć się „dlaczego”. Tak, zdecydowanie interesuje mnie przechodzień. I to zarówno czytanie o nim, oglądanie fotografii, jak i opowiadanie słowem lub obrazem. Choć muszę ze wstydem przyznać, że opowiadanie obrazem to w moim przypadku, jak na razie marzenia. Nigdy nie zbliżyłem się nawet do zrobienia zdjęcia, które opowiedziałoby coś o kimś. No, może raz.

D.B: Czy stajemy się coraz bardziej zamknięci i obojętni, coraz mniej wrażliwi wobec otaczającego nas świata, obojętni wobec człowieka?

M.L: Pozwolę sobie nie zgodzić się z diagnozą postawioną w pytaniu na temat wrażliwości wśród ludzi. Nie wiem, jak w Polsce, zbyt długo już tam nie mieszkam, ale tu – w Szkocji – zauważam dość sporą dozę dobrej woli, życzliwości i otwartości w stosunku do przechodzących obok siebie ludzi. Oczywiście, w wielu wypadkach jest to otwartość pozorna, ale skoro mówimy o przechodniach, czyli o nieznajomych to, czego możemy się spodziewać? Poza tym wolę jednak taką pozorną otwartość na ulicy, niż szczerą nienawiść, którą obserwowałem na początku lat 2000 w Polsce. Uważam, że tu, szczególnie na szkockiej wsi, na której mieszkałem przez siedem lat, nie jest źle. Ludzie okazują sobie przyjaźń, zainteresowanie i chęć niesienia pomocy. W mieście jest z tym gorzej, choć nie jest tragicznie.

D.B: Dobra wola, życzliwość, otwartość to jedna strona człowieka, druga jest znacznie ciemniejsza. Czy zainteresowanie człowiekiem z jego dobrymi i złymi cechami oraz próba odpowiedzi, „dlaczego” było przyczyną powstania strony internetowej?

M.L: Nie, a w każdym razie nie do końca. Serwis „Lektury Reportera” powstał bardziej z powodu moich zainteresowań czytelniczych. To jest serwis o książkach, serwis poświęcony książkom – literaturze faktu, w tym głównie reportażowi. Reportaże czytam, zwracając głównie uwagę na pojedynczego człowieka – to fakt – ale tworząc serwis miałem raczej na uwadze czytelników wspomnianej wcześniej literatury.

D.B: Jednak reportaże, literatura faktu czy książki stawiają pytania, szukają odpowiedzi i niejednokrotnie, jeśli nie odpowiadają wprost to podpowiadają. Poza tym czytając w pewnym sensie rozmawiamy z człowiekiem poznając życie, które nie jest nam obojętne. Tobie, jako wydawcy serwisu, współtwórcom oraz czytelnikom najwyraźniej bliższy jest człowiek, niż to, po czym stąpa. Takie zjawiska we współczesnym świecie stają się rzadkością. Dlaczego?

M.L: Nie mam odpowiednich narzędzi do zbadania dlaczego stało się tak, że w tej chwili człowiek interesuje się drugim człowiekiem mniej, niż przed trzydziestu, pięćdziesięciu czy stu laty. Nawet nie mam pewności, czy to twierdzenie jest prawdą! Wyczuwam, czy też zdaje mi się, że problem istnieje, ale pewności jednak nie mam. Wszystko zależy od obszaru, państwa lub kontynentu, o którym mamy rozmawiać. Sądzę, że po pierwsze: sam problem (nazwijmy go roboczo) „rozluźnienia więzi społecznych” pojawia się w różnym stopniu w różnych częściach świata, a gdzieniegdzie może w ogóle nie występować, i po drugie: przyczyny takiego stanu rzeczy są w różnych regionach, państwach czy społeczeństwach mniej lub bardziej odmienne. Nie wiem nic na temat Afryki czy Azji, choć intuicyjnie wyczuwam, że tam nadal więzi międzyludzkie mogą być dość mocne. Z kolei w krajach skandynawskich panuje zupełnie inny ustrój społeczny, w związku z czym jestem skłonny przypuszczać, że zupełnie inne są także stosunki międzyludzkie. Inaczej jest w Stanach zjednoczonych, w Polsce, a jeszcze inaczej na Wyspach Brytyjskich, gdzie „rozluźnienie więzi społecznych” jest stosunkowo duże.

D.B: Jakie są według ciebie przyczyny pogarszających się stosunków międzyludzkich?

M.L: Rozwój cywilizacji, w szczególności ogromny postęp techniki. Najpierw telewizja; ludzie wolą bezmyślnie wpuszczać w siebie migające obrazki, niż porozmawiać, niż pobyć z drugim człowiekiem. Inną przyczyną są komputery, Internet i telefonia komórkowa. Z tym, że w przypadku sieci i telefonizacji nie jestem przekonany do końca czy powodują one odsuwanie się ludzi od siebie, czy wręcz przeciwnie – zbliżanie się. Z jednej strony intelekt podpowiada, że przecież stukając palcami w klawiaturę młodzież nie uczy się prawidłowych interakcji międzyludzkich. Świat wirtualny pozbawia ich realnych doświadczeń potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie, a z drugiej strony, rozglądając się dookoła, spostrzegam, że niejednokrotnie to stukanie w klawiaturę zbliża jednak ludzi. I to nie tylko w aspekcie wymiany informacji. Niejednokrotnie Internet pomaga zbliżyć się do aspektów współczesnego życia; pomaga zrozumieć, poczuć i poznać.

D.B: Wynika z tego, że nowoczesne technologie mogą być przyczyną, ale nie muszą. Zatem, gdzie szukać innych źródeł problemu?

M.L: Przyczyną pogarszających się stosunków mogło być powstanie Stanów Zjednoczonych, które od początku istnienia tworzyły mit indywidualisty, zdobywcy i bojownika. Te archetypiczne postacie nie stanowią przykładów osób zainteresowanych żywotnie losami drugiego człowieka. Oni walczą, a każdy z nich stara się być lepszy od tego obok – najlepszy w ekstremalnych warunkach może zabić i jest to usankcjonowane nawet społecznie. Mit indywidualisty czy zdobywczy wytworzył zjawisko, że człowiek chce być pierwszym, najlepszym i najsilniejszym. Tacy ludzie zbudowali światową potęgę i taki przekaz poszedł w świat. Efekt? Nie liczy się ten, który zatrzymuje się i pomaga zmęczonemu, choremu lub kalekiemu; nie liczy się ten, który rozmawia z przechodzącym obok człowiekiem o sensie istnienia. Liczy się tylko ten, który prze po trupach, do celu.

D.B: Niektórzy przedsiębiorcy, bankierzy, finansiści, politycy? Dziki kapitalizm?

M.L: Zwycięstwo określonej idei (amerykańsko-zachodnioeuropejskiej głównie) w latach osiemdziesiątych oraz mocne trzymanie się przy władzy ubranej w płaszcz wolnego rynku i kapitalizmu – kapitalizmu, który w tej chwili praktycznie nie ma nic wspólnego z demokracją – zaowocowało kapitalizmem korporacyjnym, dzikim i brutalnym. Dzisiaj zysk materialny jest najwyższym dobrem ludzkości, a korporacja wraz z jej dochodami, zyskiem, istnieniem stała się ważniejsza od człowieka. Pieniądz stanął ponad uczucie, a zysk ponad twórczość. Czy poeta wyżyje z pisania wierszy? Czy poezja jest potrzebna? Czy potrzebny jest artysta? Oczywiście pytania są retoryczne, tak samo jak pytania o komunizm we wschodniej Europie. Zdaje się, że czasy realnego socjalizmu zaszkodziły nam w sferze stosunków międzyludzkich o wiele bardziej w sposób pośredni, niż bezpośredni. Fakt, komuniści próbowali odsunąć ludzi od siebie, ale na szczęście nie dali rady. Natomiast największą krzywdą dla społeczeństwa w czasach komunizmu było to, że społeczeństwo było święcie przekonane, że wszystko, co zachodnie, co kapitalistyczne, że wszystko to jest dobre. Ciekawe, że im bardziej komuniści krytykowali, tym bardziej my byliśmy przekonani, że kapitalizm jest dobry. I potem długo, długo odkrywaliśmy i jeszcze odkrywamy, że pewne rzeczy w kapitalizmie są złe, a nawet bardzo złe.

D.B: Mówisz o komunizmie, kapitalizmie i nowoczesności, a sfera duchowa?

M.L: Oczywiście wymienione przeze mnie aspekty należałoby umieścić na płaszczyźnie także duchowej. Mam tutaj na myśli trzy światowe religie monoteistyczne, które w pewnym sensie porzuciły lub zaniedbały kondycję fundamentalnych wartości: Jednostka, rodzina, społeczeństwo. Religie zamiast zając się sferą duchową, zajęły się polityką i władzą. Gdy w szkole, w mediach, na ulicy i w domu dzieciom wpaja się, że pieniądz jest najważniejszy, to przewodnik duchowy – jakim był przedstawiciel danej religii – powinien uczyć dziecko, że ważniejszy niż wynik finansowy, jest człowiek: Tata, mama, brat, siostra, sąsiad. Tak po ludzku, miło, a nawet z miłością. Tymczasem ci, którzy powinni to robić, walczą o władzę i pieniądze. Zresztą w ogóle brak przewodnika duchowego jest jednym z powodów złego stanu rzeczy w obszarze stosunków międzyludzkich.

D.B: Prowadzisz stronę internetową, „Lektury Reportera”. To serwis informacyjny o książkach, literaturze faktu, i jak wspomniałeś wcześniej, poświęcony jest głównie reportażowi. To miejsce spotkań wielu ciekawych, interesujących ludzi. W jaki sposób przekonałeś ich do współpracy? Jak działają „Lektury Reportera”?

M.L: Lektury reportera działają na zasadzie „mediów partycypacyjnych”, żeby nie używać niepotrzebnie jakiegoś wzniosłego nazewnictwa. Podmiot zarządzający serwisem (w tym przypadku ja) udostępnia miejsce w Internecie, w którym każdy, kto ma coś do powiedzenia, czyli potrafi napisać na temat leżący w sferze zainteresowania danego medium, może to uczynić. W przypadku Lektur reportera – odwrotnie, niż w przypadku serwisów wielkich koncernów medialnych – nikt, nawet administrator nie zarabia na fakcie prowadzenia serwisu. Robimy wszystko za darmo. Można powiedzieć, robimy to, dlatego, że lubimy to robić. Jak przekonałem ludzi do współpracy? Na początku prosiłem znajomych o publikowanie w serwisie. Pomogło. Potem dołączali kolejni autorzy. Pewna grupa piszących została z Lekturami do dzisiaj, w tym dwie osoby, bez których przedsięwzięcie nie udałoby się w ogóle. Po kilku latach istnienia serwisu wiem na pewno, że bez pomocy Gosi i Asena byłoby znacznie ciężej. Jednak ich pomoc okazała się nie do przecenienia, dziękuję wam! Wielkie podziękowania należą się także Krzyśkowi Stephanowi, którego wcześniej nie znałem, a który sam zaproponował mi swą pomoc. Krzysiek zajmuje się „marketingową” stroną serwisu i robi to bardzo dobrze i skutecznie.

D.B: Początki zazwyczaj są trudne. Wiele pomysłów oraz ich realizacje nie wytrzymują próby czasu. Jednak Lektury Reportera rozwijają się, jak jest dzisiaj?

M.L: Staram się nowych autorów przyjmować miło i zachęcać do dalszej współpracy. Myślę, że dużą rolę w pozyskiwaniu współpracowników miał także fakt podjęcia przez serwis współpracy z wieloma wydawnictwami, które przysyłają nam egzemplarze recenzenckie, a także prowadzenie przez nas konkursów, w tym głównie nieustającego konkursu na recenzję miesiąca. Poza tym prowadząc serwis staram się być rzetelny i wiarygodny. Nie udaję, nie ukrywam, nie kombinuję – nie muszę. To są także powody, dla których – jak sądzę – gromadzą się wokół serwisu ciekawi ludzie. Przy okazji warto się pochwalić: Lektury reportera dostały dwa lata temu wyróżnienie w konkursie Papierowy ekran. No i podjęliśmy współpracę z Wydawnictwem Dobra Literatura przy wydawaniu naszej serii wydawniczej, zatytułowanej nie inaczej, jak Lektury Reportera.

D.B: Wydawnictwo skupiające się na działalności w Internecie ponosi stosunkowo niewielkie koszty, ale wydawać książki to już zupełnie namacalna finansowa rzeczywistość. Skąd bierzecie środki na takie przedsięwzięcie?

M.L: Książki z serii Lektury Reportera wydawane są przez profesjonalne wydawnictwo – Wydawnictwo Dobra Literatura. I choć Lektury Reportera uczestniczą w procesie tworzenia książki, to Wydawnictwo zajmuje się całym cyklem wydawniczym, łącznie z finansami.

D.B: Czy oprócz satysfakcji z wydania książki jest druga strona medalu?

M.L: Tak, jest druga strona medalu, napisałem o niej w serwisie: „3 czerwca 2011 r. to ważna data w naszej historii – jest to dzień premiery pierwszej książki („Każdy zrobił, co trzeba”) z serii wydawniczej, będącej wspólnym przedsięwzięciem Wydawnictwa Dobra Literatura i naszego serwisu. Wydawnictwo odpowiedzialne jest za cały proces wydawniczy (w tym także za materialną część przedsięwzięcia), natomiast zadanie Lektur reportera to działalność związana z promocją naszych książek oraz merytoryczna współpraca z autorami reportaży. Trzeba przy tym zaznaczyć, że szef serwisu (Maciej Lewandowski) ma procentowy udział w przychodach ze sprzedaży książek z tej serii.”

D.B: Okazuje się, że przy odpowiednim zaangażowaniu, determinacji i profesjonalizmie pasja może przynieść dochód. Jak zapowiada się przyszłość serwisu?

M.L: Przyszłość serwisu zapowiada się wspaniale! Staramy się przekształcić troszkę profil z typowo recenzenckiego na bardziej sprawozdawczo-newsowy. Nie znaczy to, oczywiście, że będzie mniej recenzji, tylko że będzie więcej aktualności: relacji, zapowiedzi, wywiadów, itp. Ruszyliśmy już z dwoma nowymi działami: zapowiedzi wydawnicze i zapowiedzi spotkań autorskich. W planie mamy jeszcze kilka nowości: rozmowy z reporterami, prezentację wydawnictw itp. Są także bardziej ambitne plany, o których w tej chwili nie mogę mówić. Poza tym trwają wciąż prace nad wersją mobilną serwisu – jest ona już dostępna, z tym, że trzeba tam sporo “naprawić”. Nie mogę także powiedzieć nic więcej na temat planowanych na ten rok nowych tytułów z naszej serii. W odpowiednim momencie pojawią się informacje na stronie Wydawnictwa i u nas w serwisie.

D.B: Media, książki, wydawnictwo, serwis, a wszystko o człowieku i z człowiekiem. Jeśli dołączymy do tego satysfakcję oraz ewentualną przyszłość finansową, to chyba można mówić o sukcesie?

M.L: Myślę, że możemy mówić o jakimś tam sukcesie, tylko po co? Nie robiłem tego serwisu z myślą o sukcesach, nie myślałem o tym, czy będzie zwycięstwo, a już w ogóle nie interesowała mnie (w tym przypadku) ewentualna przyszłość finansowa. Cieszę się, że udało mi się zgromadzić dookoła grupkę ciekawych i chcących coś robić ludzi. Cieszę się, że są osoby, które czytają to, co piszemy i cieszę się, że nam ufają – zarówno czytelnicy, jak i wydawcy oraz autorzy – w tym znani, bardzo znani autorzy.

D.B: Podobno jeden ze starożytnych filozofów, Diogenes z Synopy, aby znaleźć człowieka używał w tym celu odpowiednika współczesnej latarki, a ty? Jak często rozmawiasz z człowiekiem?

M.L: W gruncie rzeczy nie szukam człowieka, jak filozof, o którym mówisz, więc nie potrzebuję latarki. Gdy kogoś spotykam lub przechodzę obok czy poznaję, to staram się patrzeć w taki sposób, żeby zobaczyć, i słuchać tak, żeby usłyszeć. Czasami mi się udaje, choć niekiedy faktycznie przydałaby się latarka. Jak często rozmawiam z człowiekiem?
Rozmawiam chyba zbyt rzadko. Tak myślę.

D.B: Gdy przechodzimy obok człowieka zazwyczaj nie zastanawiamy się, kim jest i co robi, jakie ma zainteresowania, a jakie pasje. Gdybyś spotkał w Dundee w księgarni zaczytanego mężczyznę: Rocznik 1964, z Torunia, z wykształcenia nauczyciel WF, szesnaście lat w zawodzie; w Szkocji od stycznia 2004 roku (jeszcze przed wejściem Polski do Unii Europejskiej); do niedawna „magister-cleaner”; żona, dwie córki; skromny, inteligentny, mało rozmowny, nieśmiały, jednak przyjazny i otwarty na drugiego człowieka: Jak myślisz, kto to?

M.L: (Śmiech) Opis jakby pasował do takiego jednego, z Dundee, tylko że on nie jest skromny, ten facet. Naprawdę nie jest.

Dziękuję za rozmowę.

I chyba z tą skromnością jest tak, jak powiedział. 3 października 2012 roku w radiu TOK FM w audycji Materializacja, w którym Tomasz Kwaśniewski rozmawiał z Maćkiem  Lewandowskim na temat serwisu, Maciek nie omieszkał prowadzącemu powiedzieć, iż jego pytania są tendencyjne. Pomimo mojej prośby Maciej Lewandowski, nie chciał ujawnić więcej szczegółów na temat zawieszenia serwisu. Trzymajmy się zatem wersji oficjalnej. Życzymy Lekturom reportera szybkiego powrotu do „zdrowia”.

Tekst: Damian Biliński

8 komentarzy
  1. http://www.thecjsworld.com/
    http://www.thecjsworld.com/ says:

    a lot of medical problems by doing the right things for your body, and the same with your car.Lots of people do not care for their car or truck as much as they should, just like their own bodies…similar reasons. As your car begins to grow older, there will be typical wear and tear. If you

    Odpowiedz
  2. http://www.spfabrication.com/
    http://www.spfabrication.com/ says:

    I REALLY, really like your new player. However, I can see how some people might not. You could make "the default" for new embeds have the capability by giving the embed code copied from your site (or the new player) NOT "rel=0," but have the player play no parm embeds the old way, as "rel=0".However, much I may have enjoyed finding out about it the way I did, other people (some who've already commented) won't.

    Odpowiedz
  3. Piotr
    Piotr says:

    no se que hariais, pero seugro que os quedasteis cortos en comparacion con el suspense que estais creando. me da a mi que sera el tipico: bah, y era eso? como tocarle la antena o ponerle una tirita. robarselo a alguien y tirarlo al suelo ya estaria bien, pero me da que sois muy mof1as para hacer algo serio.

    Odpowiedz

Odpowiedz

Chcesz wziąć udział w dyskusji?
Śmiało, napisz coś!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *