Dziwaczne, zabawne, niebezpieczne, niezrozumiałe czy podejrzane – takie ogłoszenia znajdują się w gąszczu zupełnie zwyczajnych ofert pracy. Nie zawsze wiadomo, czy osoba zamieszczająca je w gazecie lub Internecie jest poważnym, potencjalnym pracodawcą, którego warto brać pod uwagę, czy wręcz przeciwnie – od razu taką ofertę odrzucić.

________________________________________________________________________________________________________________

Często jednak zdarza się tak, że warunki, jakie zostały zaoferowane w ogłoszeniu o pracę są korzystne – nawet bardzo. Wielu z poszukujących pracy liczy, że to właśnie oni spełnią wszystkie wymagania pracodawcy i w lekki sposób zarobią dużo pieniędzy. Inni – z ciekawości aplikują na niespotykane stanowisko.

Tester pocisków

Takie osoby z pewnością znalazły się wśród 10 tysięcy zgłoszeń, jakie spłynęły do pewnego brytyjskiego pracodawcy, który poszukiwał „testera pocisków” w grze paintball. Kandydatów nie odstraszyło ostrzeżenie o bólu i siniakach, które wiążą się z tą pracą.

Na stanowisko aplikowały osoby nie tylko z Wielkiej Brytanii, ale też z Indii, Kanady, Stanów Zjednoczonych czy Chorwacji. Niewątpliwą zachętą, jaką oferował rekruter była pensja 40 tys. funtów rocznie za pracę na pełen etat, a także elastyczne godziny pracy oraz zwrot kosztów podróży. Liczba zgłoszeń przeszła najśmielsze oczekiwania pracodawcy. Dziwił się, że pomimo tego, iż ostrzegano w ogłoszeniu o wiążącym się ze stanowiskiem zagrożeniu – m.in. testowaniu pocisków w niekompletnym ubraniu, zgłosiło się tyle osób.

Aplikanci, aby bardziej wyróżnić się na tle licznej konkurencji w swoich listach motywacyjnych, nietuzinkowo uzasadniali, dlaczego są idealnymi kandydatami na „testera pocisków” w paintballu. Jeden z nich napisał do pracodawcy, że w pracy przyda mu się wcześniej zdobyte doświadczenie, jako asystent magika. Inny przyznał, że grywał w rugby, również bez odpowiedniego stroju, więc wie co to prawdziwy ból. Dodał również, że umie zmiażdżyć arbuza głową.

800 zgłoszeń w dwa dni

Ogłoszenie Brytyjczyka nie jest jednak pierwszym i jedynym osobliwym ogłoszeniem o pracę. W Finlandii na przykład, poszukiwano „testera poduszek”, który w hotelu w centrum fińskiej stolicy miał sprawdzać poziom wygody ich pokoi.

Zainteresowanie ogłoszeniem było przeogromne. Liczba ochotników przerosła oczekiwania właścicieli hotelu. W ciągu dwóch dni zgłosiło się 800 osób. Zawodowy tester miał przez 35 nocy spać w każdym z pokoi i swoje spostrzeżenia opisywać na blogu. W międzyczasie mógł zwiedzać stolicę Finlandii. Tutaj jednak, w przeciwieństwie do oferty o poszukiwanym „testerze pocisków”, wymagania co do kandydata były dość wysokie. Kandydat miał być osobą komunikatywną, z lekkim piórem, posiadającym doświadczenie w turystyce. Miał także dobrze mówić po angielsku oraz po fińsku, mile widziana była również znajomość języka rosyjskiego.

Trener „nicnierobienia”

Również w Polsce, gdzie tak wiele osób narzeka na brak atrakcyjnych ofert zatrudnienia, wśród ogłoszeń  znalazła się prawdziwa perełka. Właściciel znanej marki piwa Łomża rekrutował na stanowisko trenera „Łomżingu”, czyli kogoś, kto w głównej mierze odpoczywa na trawie, popijając trunek. Ogłoszenie można było znaleźć na najpopularniejszych polskich serwisach ogłoszeniowych takich jak praca.money.pl, olx.pl czy gazeta.pl, ale także na oficjalnej stronie browaru. – Marzysz o pracy na stanowisku testera ekskluzywnych łóżek albo degustatora ciasteczek, a wylądowałeś w depresyjnym biurze, w którym jesteś znany z klawiatury odciśniętej na czole. Zmień to. Zostań specjalistą, który będzie zawodowo uprawiał łomżing – zachęcali.

Dla wielu wystarczającą zachętą do aplikowania na to stanowisko były pieniądze, jakie oferował pracodawca – za dwa wakacyjne miesiące „nicnierobienia” zarobić można było 20 tys. złotych.

Wymagania, jakie musiał spełnić kandydat na to stanowisko to przede wszystkim pełnoletność, skłonność do osiągania błogostanu bez względu na okoliczności oraz gotowość do udziału w łomżingowych przygodach: spontanicznej wyprawie na Mazury oraz produkcji serii filmów czy też nieumiejętność pracy pod presją czasu.

Tester pocisków do paintballa, trener „Łomżingu” czy tester poduszek to tylko kilka z tych najciekawszych, a zarazem najdziwniejszych ogłoszeń o pracę. Poszukujący pracy na całym świecie mogli aplikować też na takie stanowiska jak „hejter do pisania obraźliwych komentarzy”, „zbieracz robaków dla wędkarzy”, „tester jedzenia dla zwierząt”, „profesjonalny śpioch”, który miał brać udział w naukowych badaniach, czy na przykład „sekser”, czyli selekcjoner kurcząt pod względem płci.

Podobne oferty pracy zdarzają się bardzo rzadko i choć z początku mogą wydawać się dziwne, podejrzane lub zabawne, zawsze cieszą się ogromnym zainteresowaniem. To sprawia, że wybrany na dane stanowisko kandydat może poczuć się jak zwycięzca na loterii. Nie każdy przecież może zostać profesjonalnym testerem poduszek, śpiochem czy hejterem. Pracować w którymś z tych zawodów, otrzymując przy tym ponadprzeciętne wynagrodzenie – marzenie każdego…

Marta Łaczkowska | Goniec.com

goniec_150