Nic nie trwa wiecznie

Z Martą Mari, scenarzystką, reżyserką i założycielką grupy teatralnej w Edynburgu, na temat zmiany, przemijania, nadziei i teatru, rozmawia Damian Biliński.

Damian Biliński: Filozofia przyrody była jednym z głównych przedmiotów zainteresowania w starożytnej Grecji. Uprawiali tę mądrość tzw. jońscy filozofowie przyrody na długo przed Sokratesem, Platonem czy Arystotelesem. Według Heraklita, wszystko podlega zmianie z wyłączeniem tezy postawionej przez filozofa z Efezu. Prawda czy fałsz?

Marta Mari: Prawda. Jedyną stałą w życiu jest zmienność. Nic nie trwa wiecznie w niezmienionej postaci. Oczywiście tempo zmian jest zależne od wielu czynników, ale wszystko w życiu się zmienia, czy się to nam podoba czy nie. Wielu ludzi boi się zmian, broni się przed nimi na wszystkie sposoby, stara się iść pod prąd, w rezultacie ludzie ci gubią się, są nieszczęśliwi, narzekają, że nic im nie wychodzi. Z drugiej strony są ludzie, którzy rozumieją, że zmiana jest nieunikniona, adaptują się, rozwijają, nie boja się inności. To jaki jest nasz stosunek do zmian bardzo zależy od postawy rodziców i nauczycieli, zwłaszcza w pierwszych latach życia dziecka. Oczywiście nie mamy wpływu na to jak nas wychowano, ale dobra wiadomość jest taka, że sami, w każdym momencie możemy zmienić siebie, swoje nawyki, postrzeganie świata. Pisali o tym już starożytni, jak sam wspomniałeś.

Fraxi6

D.B.: Twoje przedstawienie „Fraxi Queen of the Forest” jest o zmianie właśnie, o przemijaniu, choć paradoksalnie nie opowiada o skończoności. Swoista dychotomia życia i śmierci, uzupełniająca się niejako w metafizycznym rozumieniu bycia. Symbolem opowieści jest Jesion. Dlaczego?

M.M.: W mitologii nordyckiej wymieranie jesionów symbolizować miało globalny chaos. Zaintrygowało mnie to, zwłaszcza biorąc pod uwagę co dzieje się na świecie w ostatnim czasie. I co ciekawe pomimo starań i dobrych intencji wielu ludzi, nie udaje się opanować ani chaosu w świecie ani w wymierania jesionów. Grzyba, który jest śmiercionośny dla jesionów po raz pierwszy zdiagnozowano właśnie w Polsce w 1982 roku. Potem choroba rozprzestrzeniła się do krajów Skandynawskich, gdzie np. w Danii wycięto 80% jesionów. Obecnie jest to problem wielu krajów europejskich, jak również Turcji. W UK najgorzej jest w Anglii, gdzie choroba zebrała największe do tej pory żniwo. W moim spektaklu dotykamy tematu śmierci co jest dużym zaskoczeniem dla widzów, biorąc pod uwagę, że jest to przedstawienie dla dzieci. Płyną łzy, ale co ciekawe to dorosłym trudniej odnaleźć się w tej sytuacji, bo z jednej strony chcą pocieszyć swe dzieci, a z drugiej ogarnąć siebie, przy czym dzieci tego nie ułatwiają głośno pytając dlaczego ich rodzice płaczą. Może gdybyśmy rozmawiali z dziećmi w każdym wieku o emocjach, uczyli ich jakże brakującej dziś wśród ludzi empatii, udałoby się ten globalny chaos choć trochę okiełznać?

D.B.: Teatr to więcej niż 3D i technologiczne sztuczki z efektami specjalnymi. Na „deskach” człowiek jest prawdziwy, choć przecież gra. Świat jest teatrem, w którym każdy z nas odgrywa „swoją” rolę – scenariusz zazwyczaj nie zaskakuje: narodziny, życie, śmierć. Zmienia się tylko forma. W „Fraxi Queen of the Forest” nic nie wybucha i nie lata nad głowami. Docierasz słowem…

Fraxi3M.M.: Dla mnie punktem wyjścia zawsze jest historia. Jeśli jest dobrze napisana to forma ma podrzędne znaczenie. Udowodnił to genialnie Lars Von Trier filmem Dogville, w którym akcja rozgrywa się na minimalnym planie w jednym dużym pomieszczeniu, gdzie ściany domów są narysowane białą linią na podłodze. Po chwili nie ma już to znaczenia i oglądamy film bo wciągnęła nas historia. Opowieść o Fraxi jest opowieścią o przyjaźni chłopca z drzewem, drzewa z motylem, z jednej strony jest świat realny, w którym są choroby i trudne emocje takie jak zazdrość czy strach, a z drugiej baśniowy, gdzie gąsienica tańczy z drzewem. Jest sporo tańca, cudna muzyka, piękne kostiumy a historia jest opowiadana przez dziecko. Może dlatego dzieci tak bardzo tą sztukę przeżywają, bo odnajdują w niej sporo z własnych doświadczeń. Gdy przyszedł mi do głowy pomysł by stworzyć przedstawienie dla dzieci o wymieraniu jesionów ludzie podnosili brwi ze zdziwieniem. Nie było też łatwo znaleźć na to pieniądze. Nie dawałam jednak za wygraną i wkrótce udało mi się przekonać do pomysłu kilkoro osób i zdobyć potrzebne fundusze. Teraz jest już trochę łatwiej, bo recenzje są dobre, dzieci zachwycone, a ja zaczynam trochę eksperymentować z formą, która pozwala mi stworzyć dwie wersje dwujęzyczne: angielsko-polska i angielska-arabska. Ale wracając do znaczenia formy i docierania słowem, myślę, że dzieci od małego przyzwyczajone do wymyślnych efektów specjalnych i zaawansowanej technologii bardzo fascynują się bliskim kontaktem z aktorem na żywo. Wszyscy potrzebujemy kontaktów na żywo, zwłaszcza w dobie panowania internetu. Dlatego tak ważne jest by zabierać dzieci do teatru, na koncerty.

D.B.: Jakich tematów podejmujesz się najchętniej?

M.M.: Raczej nie zaczynam od tematów. Coś usłyszę w radio, albo przeczytam jakiś artykuł i często to one mnie zainspirują by dowiedzieć się więcej. Czytam więc, oglądam i wymyślam. I tak „znajduję” historię, którą chcę opowiedzieć. Innym razem zbiegiem okoliczności wpadam na nazwisko jakiegoś dramatopisarza – czytam i często już po kilku stronach wiem, czy jest to materiał do mojej pracy. Tak jest np. teraz, czytam sztuki Dario Fo, i mam wielki ubaw, planuję więc w najbliższej przyszłości pracę nad tekstami Fo. Każda moja teatralna produkcja jest inna. Choć ostatnio doszłam do wniosku, że prawie wszystkie moje projekty mają wspólny temat: jest nim wewnętrzna wolność, choć w bardzo różnych kontekstach. Jest też prawie zawsze motyw śmierci, nawet w sztukach dla dzieci. Sama nie wiem czy są to podświadome wybory czy zbieg okoliczności… Na pewno chcę by moje spektakle pobudzały do dyskusji, refleksji, ale też wzruszały. Zawsze też musi być nadzieja. Jestem optymistką i nie wyobrażam sobie, by nawet w najczarniejszych okolicznościach miało nie być ziarnka nadziei.

D.B.: Wolność, śmierć i nadzieja, brzmią jak ucieczka od rzeczywistości z optymistyczną perspektywą wieczności.

M.M.: Wręcz przeciwnie! To raczej droga do spokojnego, szczęśliwego życia. Tak jak większość postaci moich spektakli, również my-realni ludzie, sami siebie często ograniczamy. Jesteśmy więźniami własnych słabości i nawyków. Dążenie do wewnętrznej wolności to nie ucieczka a stawianie czoła przeciwnościom, słabościom i demonom. To odwaga. Rozmowy o śmierci to też odwaga. Unikanie tematu jest próbą ucieczki choć to paradoksalne, bo przed śmiercią nie ma ucieczki. W sztuce „Fraxi” ojciec mówi córce, że w przyrodzie nic tak naprawdę nie umiera. Może gdybyśmy bardziej się na tym zastanowili, umieralibyśmy godniej…Tak wielu starych ludzi umiera dziś samotnie w szpitalach zamiast w otoczeniu najbliższych – przykre to. Teatr pozwala mi na zadawanie trudnych pytań w bardzo otwartej przestrzeni i szukanie wspólnie z aktorami odpowiedzi na pytania czy tematy, które niekoniecznie pojawiają się w naszym życiu prywatnym. Szalenie ciekawe są potem rozmowy z widzami po spektaklach, bo dla wielu z nich problemy bohaterów naszej sztuki są realnymi problemami…Teatr to fascynujące medium.

Fraxi8

D.B.: Skład grupy jest dość osobliwy. W sztuce „Fraxi” gra zaledwie czworo aktorów, w tym jedno dziecko. Czy to ograniczenie techniczne, czy zamierzony minimalizm?

M.M.: W zasadzie i jedno i drugie. Z jednej strony taki zamierzony minimalizm pozwala sprawniej zorganizować próby i spektakle wyjazdowe, bo zgrać dostępność zespołu jest w miarę ciężko. Mam też fantastycznych aktorów, którzy świetnie wcielają się w różnorodne role. Kiedy jest potrzeba dużego zespołu to się buduje duży zespół, natomiast kiedy role mogą być zagrane przez tego samego aktora, to się to odpowiednio planuje. Z drugiej strony, ograniczeniem technicznym, jak to nazwałeś, są pieniądze, bo duży zespół kosztuje…

D.B.: Jak mantra powraca pytanie o sprawy finansowe. Kultura sprzedaje się nieporównanie gorzej niż wydarzenia komercyjne. Czy wasze spektakle są biletowane?

M.M.: W większości są biletowane, ale gramy też spektakle za darmo. Czasem dostaniemy granta, który pozwala nam oferować darmowe bilety. Obecnie nieodpłatnie prowadzimy warsztaty teatralne dla dzieci po spektaklu Fraxi (co zostało sfinansowane przez Scottish Forestry Trust). Pewnie, że o pieniądze na sztukę nie jest łatwo, ale problem jest gdzie indziej. Ludzie wola zabrać dzieci do centrum handlowego zamiast do teatru, kina czy na koncert. W samym tylko Edynburgu jest całe multum wydarzeń kulturalnych i artystycznych skierowanych do dzieci – wiele jest bezpłatnych. Zarówno my jak i inne tutejsze grupy teatralne często rozdają bilety na pokazy przedpremierowe. To naprawdę nie jest kwestia pieniędzy. Trzeba tylko się trochę zainteresować, no i przede wszystkim chcieć rozwijać własne dzieci artystycznie.

Fraxi7D.B.: Według moich informacji „Fraxi”, będzie można zobaczyć podczas tegorocznego edynburskiego „Fringe Festival” od 5 do 14 sierpnia w Zoo Venue. Jesienią, będziecie również w St. Andrews, Ullapool, Skye, Borders, Newcastle i kilku innych miejscach. Przygotowujecie również wersję angielsko-polską skierowaną do polskich dzieci w całej Wielkiej Brytanii. Krótko mówiąc, jesteście mocno zajęci.

M.M.: Tak. Pracujemy też nad nowym spektaklem dla młodszych dzieci – premiera jesienią. Natomiast zimą przedstawimy nowy spektakl dla widzów dorosłych. Pomysłów nie brakuje. Nie chcę za dużo o tym mówić, by nie zapeszyć. Ponadto wciąż jeszcze uzgadniamy daty i miejsca. Powiem tylko, że dorośli będą mogli zobaczyć bardzo śmieszną komedię Dario Fo.

D.B.: Odkąd skończyłaś szkołę teatralną w 2004 roku, wyreżyserowałaś kilkanaście przedstawień. Jeśli dobrze liczę „Fraxi” jest twoim 11-tym spektaklem. Z pewnością każde z przedstawień to inne doświadczenia. Dokąd zmierza Marta Mari?

M.M.: Mam całą listę pomysłów na projekty teatralne! Jedne są tam od lat i czekają na odpowiedni moment, odpowiednich współtwórców. Są takie, do których muszę chyba trochę dojrzeć, niektóre mnie samą przerażają. Mam nadzieję, że uda mi się choć połowę z nich zrealizować. Lubię też uczyć, zastanawiam się by wrócić na uczelnię. Poza tym bardzo interesuje mnie audience development – jestem przekonana, że należy zacząć od dzieci, bo to one w przyszłości będą nie tylko kupować bilety, ale przede wszystkim tworzyć ustawy, pisać programy edukacyjne i rozwijać różne technologie. Znajomość sztuki, uczestnictwo w niej, umożliwi im spojrzenie na pracę – życie w ogóle, w znacznie szerszej perspektywie. Edynburg to miasto festiwalowe. Co roku przyjeżdżają tu najlepsi z najlepszych przywożąc przeróżne dzieła z całego świata. I powinno to być częścią dzieciństwa każdego dziecka tu się wychowującego! A jest bardzo dużo dzieci, które nigdy w teatrze nie były. Szkoły mają fantastyczne możliwości, ale tego nie wykorzystują albo wykorzystują bardzo minimalnie. Jest więc co robić.

D.B.: W jaki sposób zachęciłabyś naszych czytelników, aby wzięli swoje pociechy i przyszli w sierpniu na „Fraxi”.

M.M.: „Fraxi” to piękna, wzruszająca opowieść o tym, że nic nie trwa wiecznie, ale też przyjaźni, związku człowieka z naturą i jak ważne jest by o ten związek dbać. „Fraxi” stanowi fantastyczny punkt wyjścia do rozmów na trudne tematy, których czasem, jako dorośli chcielibyśmy uniknąć. Ale jest też sporo tańca, humoru i…nadziei. Serdecznie zapraszam!

D.B.: Dziękuję za rozmowę. Więcej informacji znajdziecie na stronie www.fraxi.co.uk

Rozmawiał Damian Biliński

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

INFORMACJE I BIZNES

OPINIE I PUBLICYSTYKA

STYL I KULTURA