Narkotykowy głód Polaka

Zamaskowany mężczyzna wyciągnął broń i wycelował w twarz młodego sprzedawcy. – Zastrzelę cię, zastrzelę cię – krzyknął, a potem pociągnął za spust.

Swansea, południowa Walia. Do niewielkiego osiedlowego sklepu z prasą, artykułami spożywczymi i kuponami Loterii Narodowej przychodzą zazwyczaj tylko okoliczni mieszkańcy. W godzinach otwarcia od 6 rano do 9 wieczorem w sklepie sprzedaje zwykle jedna osoba, 42-letni menadżer Gurminder T. albo 19-letni Jordan A. Akurat tego dnia na zmianie pracował ten młodszy. Smukły, średniego wzrostu, z włosami modnie zaczesanymi na bok. Twarz jeszcze dziecięca, gładka, bez zarostu. Ciemne oczy, niewielkie uszy, delikatny podbródek. W sklepie pracował już od jakiegoś czasu i jak się niebawem okaże, był do swojego miejsca zatrudnienia bardzo przywiązany.

Mężczyzna z bronią to Dawid J. Można o nim powiedzieć, że w którymś momencie swojego życia się pogubił. Zamiast rodzinnego ciepła, stabilizacji, normalnej pracy wybrał substytut – heroinę i wraz z innym, którzy dokonali podobnego wyboru, zasiedlał okoliczną melinę, gdzie czas odmierzał naprzykrzający się regularnie głód narkotykowy. Dziewczyna, z którą dzielił codzienność przed kilku laty, już dawno go zostawiła, zabierając ze sobą ich dziecko, bo trudno było je chować w rzeczywistości podziurawionej igłami.

24-latek na zdjęciach policyjnych wygląda mizernie. Chudy, poturbowany, jakby od dłuższego czasu nie miał okazji zmrużyć oka. Jasne, przylizane na bok włosy odsłaniają wysokie, pomarszczone czoło, niewielkie uszy, widoczny zarost, wąski nos. Na lewe oko zachodzi fioletowa opuchlizna, poniżej zadrapania i skaleczenia. Po prawej stronie twarzy, tuż pod okiem, potężny siniak. Ślady walki zdradzają też jego niewielkie usta. W prawym kąciku ma bowiem krwiaka, a warga po lewej stronie jest wyraźnie spuchnięta.

Osobista

Pięć lat temu Dawid miał tzw. przypał. W centrum handlowym Swansea City Centre późnym popołudniem podeszło do niego dwóch funkcjonariuszy policji. Pech chciał, że w skarpetce miał akurat zakamuflowane porcje heroiny. Nie było tego wiele, bo w sumie 0,3 grama, ale narkotyk klasy A, więc J. zdawał sobie sprawę, że w razie przeszukania raczej sankcjom nie umknie, nie wspominając o konfiskacie towaru, która niechybnie go czekała w przypadku zatrzymania. Policjanci musieli zauważyć, że chłopak spiął się nienaturalnie, kiedy zaszli mu drogę, a gdy próbował bez słowa się oddalić, tylko potwierdził ich podejrzenia. Zaaresztowano go w celu przeprowadzenia – jak to określa się w slangu służb mundurowych – osobistej.

Na komendzie trafił do pustej celi, gdzie z miejsca przyznał się do posiadania. Oficer w protokole wpisał „cztery srebrne zawiniątka z heroiną”. Na przesłuchaniu wcisnął policjantom historyjkę, jak na ulicy podszedł do niego nieznajomy mężczyzna i zaoferował mu narkotyk, za który zapłacił 25 funtów. Więcej powiedzieć nie zamierzał. Mimo to sąd zdecydował, że do sprawy poczeka na wolności.

Na dołek trafił jednak jeszcze przed rozprawą. Tym razem za napaść na własną siostrę podczas świąt Bożego Narodzenia 2011 roku. Nie przyznał się. Sąd wyznaczył rozprawę na początek stycznia. J. znów wyszedł na wolność, choć tym razem miał zakaz zbliżania się do domu, gdzie mieszkała jego siostra, zakaz kontaktu ze świadkami oskarżenia oraz zakaz zmiany miejsca zamieszkania.

Odwyk

Jego kartoteka systematycznie pęczniała w ciągu następnych kilku lat. W sumie wszystkich sądowych wyroków ciążyło na Dawidzie aż 28. Przyznał się m.in. do usiłowania kradzieży, posiadania broni palnej oraz uszkodzenia ciała. Niemal na każdej rozprawie powracała kwestia jego uzależnienia od narkotyków, choroby, która zniszczyła mu życie, bo według obrony przestępcza aktywność J. wynikała z potrzeby zaspokojenia głodu, a do tego potrzebował przecież pieniędzy. I tak raz na jakiś czas J. lądował przed sądem, gdzie otrzymywał niewielkie wyroki. Po wyjściu wracał do prochów i przestępczego żywota.

Nadszedł dzień, w którym Dawid postanowił skończyć z ćpaniem. Wziął się w garść i wyprowadził do innego hrabstwa, Berkshire, na zachód od Londynu, gdzie miał nauczyć się żyć bez narkotyków, a nade wszystko odciąć od środowiska lokalnych heroinistów. Spróbował powrotu na łono rodziny, rozpoczął nowy rozdział, ale niestety długo nie wytrzymał. Najzwyczajniej nie sprostał trudnościom terapii odwykowej i na początku 2016 roku wrócił do Swansea, do starych znajomych i starego życia. Wylądował w crack house’ie przy Wychtree street w Morriston, miejscu dobrze znanym lokalnej policji. Czas znów upływał mu na wkuwaniu igieł w przedramiona oraz kombinowaniu pieniędzy na kolejną działkę. Pracy nie miał, więc gdy zbliżał się narkotyczny głód, panicznie podejmował się wszelkich prób zdobycia funduszy.

Plastikowe kule

Najprawdopodobniej właśnie po to odwiedził 25 lutego 2016 roku sklep przy Vicarage Road, który znajdował się dość blisko meliny, gdzie pomieszkiwał. Ubrał się na tę okoliczność w ciemne spodnie, ciemną bluzę z kapturem, szalik, który zasłaniał mu twarz, czapkę oraz rękawiczki. Na skok zabrał też pneumatyczny pistolet miotający plastikowe kulki, bo w końcu jakoś musiał zmusić sprzedawcę, by oddał mu pieniądze. Wkrótce okaże się, że nie był to najlepszy pomysł.

Na kamerach CCTV widać, jak J. wchodzi do sklepu, wyjmuje pistolet i zbliża się do sprzedawcy. Ten zamiera na chwilę, gdy Dawid do niego celuje. Ułamki sekundy później plastikowa kulka odbija się od jego twarzy, a sam sprzedawca, gdy zdaje sobie sprawę, że to zabawka, przytomnieje i odzyskuje pewność siebie. Chwyta, co ma pod ręką, na nieszczęście dla Dawida puszkę napoju energetycznego i rusza w stronę napastnika. Wywiązuje się krótka szarpanina, podczas której wspomniana puszka ląduje kilkukrotnie na twarzy niedoszłego rabusia, wyrządzając spustoszenie na jego głowie. Po chwili Dawid daje za wygraną. Ucieka w popłochu ze sklepu z pustymi rękami.

Jordan powiadamia policję. Funkcjonariusze, którzy orientują się nieco w okolicznej patologii, prędko typują ewentualnych podejrzanych i tak trafiają przed drzwi meliny narkomańskiej przy Wychtree street. Znajdują Dawida ukrytego w szafie. Udaje im się też odnaleźć worek z plastikowymi kulkami, ale na ślad pistoletu-zabawki użytego podczas napadu nie trafiają. Najwyraźniej J. przytomnie pozbył się dowodu, który mógłby go obciążyć. Po raz kolejny trafia na dołek.

Na rozprawie przed Swansea Crown Court na początku kwietnia mężczyzna przyznaje się do wszystkiego. Tym razem dostaje cztery lata. Wyjdzie po dwóch.

Paweł Chojnowski

goniec_150

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

INFORMACJE I BIZNES

OPINIE I PUBLICYSTYKA

STYL I KULTURA

/Autor

Ostatnie lata przyniosły ogromny postęp w leczeniu nowotworów

Raka piersi co roku diagnozuje się u około 18 tys. Polek, z których 85 proc. udaje się wyleczyć. Dzięki nowoczesnym terapiom – obecnie nawet rak piersi z przerzutami może stać się chorobą przewlekłą. Podobnie jest w przypadku wielu innych typów nowotworów – choć liczba zachorowań rośnie, pojawiają się innowacyjne leki, które znacząco wydłużają życie chorych i poprawiają jego jakość.

Sharing is caring!