Mordował prostytutki w imię woli Boga

Zabijał w podobny sposób: ogłuszał młotkiem, a potem okaleczał ciało ostrym narzędziem. Mordował prostytutki, bo wydawało mu się, że wypełnia wolę Boga.

Na procesie w 1981 r. Peter S. przyznał, że pierwszy raz „głos Boga” usłyszał na cmentarzu. Miał wtedy dwadzieścia lat i zawodowo kopał groby. Zazwyczaj w samotności. Tamten dzień pamięta doskonale. Kopał obok grobu polskiego emigranta Bronisława Zapolskiego. To wtedy z masywnego grobowca w kształcie krzyża dotarł do niego „głos”. Potem już wiedział, że musi zabijać. I zabijał… Od października 1975 do listopada 1980 r. zamordował w sumie trzynaście kobiet. Kolejne siedem cudem uszło z życiem.

W toku czynności procesowych biegli psychiatrzy zdiagnozowali u niego schizofrenię paranoidalną. Mimo to sędzia uznał Petera S. winnego 13 zabójstw. Dostał dożywocie i 22 maja 1981 r. trafił do więzienia w Parkhurst na Wyspie Wight. Przez kolejne trzy lata obrońcy S. robili wszystko, by załatwić mu przeniesienie do szpitala psychiatrycznego. Udało się po tym, gdy w styczniu 1983 r. współwięzień zaatakował go i czajnikiem zmasakrował lewą część twarzy. Umieszczono go w zamkniętej klinice psychiatrycznej dla przestępców w niewielkiem mieście Crowthorne, w hrabstwie Berkshire, gdzie przebywa do dziś. Także tu inni osadzeni nie mieli litości dla mordercy kobiet. W 1996 r. jeden z pacjentów wtargnął do celi S. i próbował go udusić kablem od słuchawek. Uratowali go dwaj inni więźniowie. Rok później kolejny przestępca dźgnął go ołówkiem w oczy. Stracił wzrok w lewym, prawe oko zagoiło się po kilku miesiącach. Ostatnio zaatakowano go w 2007. Napastnik miał zamiar wydłubać mu drugie oko i właściwie to, że S. wciąż widzi, zawdzięcza tylko swojemu refleksowi.

W lipcu 2010 r. sąd pierwszej instancji zdecydował, że Peter S. nigdy nie wyjdzie na wolność. Kilka miesięcy później taką samą decyzję podjął sąd apelacyjny. W zeszłym tygodniu zespół psychiatrów zajmujący się przypadkiem 70-letniego Petera S. orzekł, że zdrowie psychiczne mężczyzny pozwala umieścić go z powrotem w zwyczajnym więzieniu. Decyzję musi jeszcze zatwierdzić Ministerstwo Sprawiedliwości, ale najprawdopodobniej „Rozpruwacz z Yorkshire” niebawem wróci za kraty.

Dobry mąż

Urodził się 2 czerwca 1946 r. w Bingley, w zachodniej części hrabstwa Yorkshire w katolickiej rodzinie. Jako dziecko był mizerny, wstydliwy i zamknięty w sobie. W szkole szło mu słabo, więc zakończył edukację w wieku 15 lat. Z początku dorywczo pracował w młynie, potem w fabryce, a w latach 60. przez dłuższy czas wykonywał pracę grabarza. Potem zrobił zawodowe prawo jazdy i najął się jako kierowca w firmie produkującej opony. Wyrzucono go stamtąd, gdy okazało się, że kradnie, ale od tamtej pory pracował za kierownicą w innych firmach.

Jeszcze jako młody chłopak Peter zaczął korzystać z usług prostytutek. Z początku dawał się im wykorzystywać finansowo i prawdopodobnie później mordował je właśnie dlatego, że w przeszłości wyłudzały od niego pieniądze albo zwyczajnie go okradały. W 1967 r. 21-letni S. poznał swoją przyszłą żonę, z pochodzenia Czeszkę, Sonię. Wzięli ślub po dość długim okresie narzeczeństwa. Po kilku poronieniach małżonkowie musieli się pogodzić, że nigdy nie będą mieli dzieci. Oboje pracowali i w 1977 r. kupili dom w Bradford. Peter zachowywał się jak przykładny mąż i na dobrą sprawę Sonia, do dnia zatrzymania go przez policję, nie miała pojęcia o jego podwójnym życiu.

Modus operandi

Zanim po raz pierwszy zamordował, Peter S. trzy razy zaatakował przypadkowe kobiety. Policja potem powiąże te napaści ze względu na podobny schemat działania: atak z zaskoczenia, uderzenie tępym narzędziem w głowę (z czasem detektywi nabiorą pewności, że zabójca używa młotka), gwałt, okaleczenie. Tamte kobiety przeżyły, bo ktoś akurat przechodził obok.

Tyle szczęścia nie miała natomiast 28-letnia Wilma M., którą Peter S. napadł 30 października 1975 r. w Leeds. Po dwukrotnym uderzeniu młotkiem otrzymała 15 ciosów nożem w szyję, klatkę piersiową oraz brzuch. Na jej ubraniu znaleziono ślady spermy. Kolejna była 42-letnia Emily J. Potem 28-letnia Irene R. Peter S. atakował co kilka miesięcy. Zdecydowana większość jego ofiar to prostytutki. Te, które przeżyły spotkanie z S. dostarczyły policji rysopis zabójcy, znaki szczególne, jak choćby charakterystyczna szpara między zębami. Poza tym śledczy za każdym razem zabezpieczali nowe ślady, odcisk buta albo samochodowej opony, ale i tak nie na wiele się to zdało. „Rozpruwacz z Yorkshire” pozostawał nieuchwytny.

Okrutne morderstwa wywołały psychozę w społeczeństwie. Z początku przyjęto, że S. morduje tylko kurtyzany, ale wkrótce wyszło na jaw, że kilka ofiar nie miało nic wspólnego z seksbiznesem. W śledztwo zaangażowano niespotykaną dotąd ilość funkcjonariuszy. Sprawdzano nawet pochodzenie 5-funtowego banknotu, który znaleziono przy jednej z ofiar. Na próżno.

Bliźniaczki

Dwie córki polskiej emigrantki, Helena i Rita R. zaczęły pracować na ulicy w dystrykcie czerwonych latarni w Huddersfield zaledwie kilka tygodni wcześniej. Bliźniaczki zdawały sobie sprawę z zagrożenia – o grasującym w okolicach Leeds mordercy mówiło się już wtedy powszechnie. Właśnie dlatego osiemnastolatki pracowały wspólnie. Podjeżdżającym klientom dawały wyraźny sygnał, że jedna z sióstr wie, do kogo wsiada druga. To miało być ich zabezpieczeniem na wypadek, gdyby w okolicy pojawił się „Rozpruwacz”.

31 stycznia 1978 r. około 20:30 kobiety pojawiły się na końcu Great Northern Street w okolicy wiaduktu kolejowego. Kilkadziesiąt minut później obie odjechały z pierwszymi klientami. Pierwsza na umówione miejsce wróciła Helena. Zgodziła się pojechać z kolejnym klientem na prędką usługę w okolicznym zakamarku, nieopodal składu drewna. Tym razem nie zaczekała na siostrę. Klientem okazał się Peter S. Rita nigdy nie doczekała się powrotu siostry. Trzy dni później policyjny pies odnalazł ciało Heleny wciśnięte między sztapel desek a ścianę budynku. Było przykryte płachtą azbestu i zmasakrowane. Według zeznań S. mężczyzna gwałcił ją, gdy uchodziło z niej życie.

Śledztwo

W połowie 1979 r. szef grupy ścigającej „Rozpruwacza”, George Oldfield otrzymuje przesyłkę. W środku znajduje się taśma dźwiękowa, a na niej męski głos z akcentem charakterystycznym dla północno-wchodniej Anglii. Głos ma należeć do seryjnego mordercy prostytutek. Ten sam mężczyzna wysyła do policji jeszcze dwa listy, w których przyznaje się do morderstw. Funkcjonariusze podejmują trop, który jednak później okazuje się fałszywy. W 2005 r. zidentyfikowano nadawcę przesyłki. Okazał się nim bezrobotny alkoholik z przedmieść Sunderland, który po prostu chciał zakpić sobie z policji. Prawdziwy „Rozpruwacz” wciąż był na wolności i nie przestawał mordować.

Co ciekawe, Peter S. był kilkukrotnie przesłuchiwany przez policję w tej sprawie. Głównie dlatego, że jego samochód był regularnie widywany w dzielnicy czerwonych latarni. Za każdym razem S. zaprzeczał, jakoby korzystał z usług prostytutek. Tłumaczył, że codziennie przejeżdża tamtędy w drodze z pracy. Do tego żona za każdym razem potwierdzała jego alibi.

Pod koniec listopada 1980 r. znajomy Petera S., z którym często wspólnie korzystali z usług seksualnych stojących na ulicach kobiet, wysłał do policji anonimowy list. Twierdził w nim, że to S. jest ściganym mordercą, ale ta poszlaka została przez detektywów zbagatelizowana i w zasadzie nikt jej nie sprawdził.

Patrol

O aresztowaniu Petera S. zdecydował przypadek. Wieczorem 2 stycznia 1981 r. patrolujący zachodnią część Sheffield funkcjonariusze natknęli się na zaparkowanego rovera. W środku poza kierowcą była jeszcze pasażerka. Utrzymywała, że jest jego przyjaciółką, ale jeden z policjantów bez trudu rozpoznał ją jako pracującą w okolicy prostytutkę. Szybko okazało się, że tablice rejestracyjne samochodu są fałszywe. Podobnie jak nazwisko, które podał jego właściciel. Tłumaczenie Petera S., że kłamał, bo nie chce, by żona dowiedziała się, że zadaje się z prostytutką, nie przekonało funkcjonariuszy. Oboje trafili na dołek. Kilka godzin trwało nim policjanci poskładali wszystkie elementy. Po dwóch dobach intensywnych przesłuchań Peter S. przyznał w końcu, że jest poszukiwanym mordercą.

Źródło | Paweł Chojnowski

goniec_150

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

/Autor

Brexit do końca października. Johnson stawia sprawę jasno

Brexit do końca października i raczej z umową z UE, ale z przygotowanym scenariuszem działania na wypadek jej braku - to główny punkt programu wyborczego Borisa Johnsona, faworyta do objęcia stanowiska szefa Partii Konserwatywnej. Były burmistrz Londynu, prezentujący się jako zwolennik twardego kursu przedstawił dziś swój program.

INFORMACJE I BIZNES

/Autor

Brexit do końca października. Johnson stawia sprawę jasno

Brexit do końca października i raczej z umową z UE, ale z przygotowanym scenariuszem działania na wypadek jej braku - to główny punkt programu wyborczego Borisa Johnsona, faworyta do objęcia stanowiska szefa Partii Konserwatywnej. Były burmistrz Londynu, prezentujący się jako zwolennik twardego kursu przedstawił dziś swój program.

OPINIE I PUBLICYSTYKA

STYL I KULTURA

/Autor

Ostatnie lata przyniosły ogromny postęp w leczeniu nowotworów

Raka piersi co roku diagnozuje się u około 18 tys. Polek, z których 85 proc. udaje się wyleczyć. Dzięki nowoczesnym terapiom – obecnie nawet rak piersi z przerzutami może stać się chorobą przewlekłą. Podobnie jest w przypadku wielu innych typów nowotworów – choć liczba zachorowań rośnie, pojawiają się innowacyjne leki, które znacząco wydłużają życie chorych i poprawiają jego jakość.

Sharing is caring!