MOJA PRACA TO FILOZOFIA, PSYCHOLOGIA I PASJA

Mały i dość ciasny sklep spożywczy z polskimi produktami. Na końcu sklepu wąskie i dość klaustrofobiczne wejście po schodach na pierwsze piętro. Im bardziej zbliżałem się do celu, tym muzyka grała głośniej. Pukam w drzwi. Wchodzę. W środku dwie kobiety. Jedna z nich to klientka, druga? No właśnie; kim jest fryzjerka?

– Dzień dobry panu, proszę usiąść i chwilkę poczekać. To naprawdę nie potrwa długo – uśmiechnęła się Basia i ściszyła nieco BBC 1.

Dotyk

Siedziałem na krześle, rozglądałem się dookoła, próbując jednocześnie zaaklimatyzować się w przestrzeni, której nie było zbyt wiele, ale wystarczająco, aby zmieścić trzy stanowiska. Na ścianach kilka drobnych obrazków, nic specjalnego, ale doskonale wkomponowane w kolorystykę pomieszczenia; turkus, żółć, czerwień, do tego lustra i czarne fotele. Nie mogłem doszukać się tylko zegara. W drugim pomieszczeniu Basia kończyła jedną z czynności, którą, jako mężczyzna, nie do końca rozumiałem.

– Chwileczkę, tylko wysuszę włosy i porozmawiamy, a bardzo Ci się śpieszy? – zapytała.

Podczas suszenia, rozczesywania i prostowania włosów klientki, zdążyliśmy poplotkować o mężczyznach, opowiedzieć kilka historii z życia fryzjerów i fryzjerek, ale tych z zamierzchłych czasów lat 90-tych.

– To były czasy. Gotowe! Widzę, że często prostujesz włosy. Jeśli chcesz kupić dobrą prostownicę to niestety, ale trzeba wydać minimum 100 funtów. Polecam, na takiej można spokojnie dwa lata prostować. To inwestycja, która się opłaca – skomentowała Basia. Następny proszę!

Usiadłem wygodnie w fotelu. Wytłumaczyłem, gdzie podciąć włosy, gdzie zostawić, choć na koniec i tak powierzyłem głowę Basi, ufając, że gdy wyjdę z salonu nie będę musiał się wstydzić.

– No dobrze proszę pana. Proszę pytać. Postaram się udzielać odpowiedzi w trakcie obcinania – zaproponowała.

Kilka dobrych lat temu będąc u fryzjera miałem przyjemność być obsłużony przez bardzo młodą fryzjerkę. Okazało się, że to praktykanta z niewielkim stażem. Na początku lekko się przeraziłem, wszak chodziło o mój wizerunek. Ale że fryzura miała być banalnie prosta zaryzykowałem. Poprosiłem o obcięcie całej głowy maszynką na numer 1. Fryzjerka jeździła maszynką bardzo ostrożnie, dopieszczając najmniejszy fragment głowy. Dziwiłem się, bowiem taka fryzura to kwestia paru chwil, kilku zdecydowanych pociągnięć i jakieś korekty. Tymczasem ona, nie tyle obcinała głowę, ile ją pieściła. Jednak najdziwniejsze przyszło na koniec. Okazało się, że jestem pierwszym jej klientem, któremu obcięła prawie wszystkie włosy. Zaproponowała, a właściwie grzecznie zapytała, czy może swoimi dłońmi podotykać, pomasować łysą głowę. Oczywiście zgodziłem się. Przyjemność była po obu stronach, choć po stronie młodej fryzjerki widać było radość niewspółmiernie większą. Na koniec, z uśmiechem na twarzy podziękowała mi serdecznie komentując, że to był jej pierwszy raz.

Czy tobie zdarzało się dotykać w ten sposób klienta? Jak to jest dotykać klienta?

W zawodzie jestem od 11/12 lat. Pamiętam różne historie, a nawet takie, które nie przystoi opowiadać, ale dotyk jest wpisany w ten zawód, i jeśli ktoś chce zostać fryzjerem, nie może mieć żadnych oporów. Trzeba dotykać, inaczej nie da rady. Poza tym kontakt z klientem, niestety bywa różny. Jeśli przyjdzie klient delikatnie mówiąc zaniedbany, to inaczej się taką osobę dotyka, to oczywiste. Ale zdarzały się przypadki, gdy klientami byli przystojni mężczyźni. Jestem kobietą, i jak każda kobieta, a nawet człowiek po prostu, reaguję czasami emocjonalnie. Nie chodzi o sprawy erotyczne (pauza), a raczej o to, żeby dobrze obciąć. W takich momentach, gdzie serce bije nieco inaczej, palce również inaczej pracują. Wówczas pojawia się mały dreszczyk adrenaliny, ale i strachu, żeby czasami nożyczki nie obcięły za dużo. Chodzi o klienta. Wychodząc z salonu powinien mieć przeświadczenie, że został dobrze obsłużony, i że nie musi chodzić bocznymi ulicami, wstydząc się o swój wizerunek. Poza tym, jeśli z jakiś powodów źle obetnę włosy, drugi raz klient może się nie pojawić. Odpowiadając na twoje pytanie powiem tak: gdy zaczynałam pracę w zawodzie zdarzały się różne sytuacje, ale dzisiaj podchodzę do tego z dystansem i zawodowo. Rutyna. Czy tutaj z boku podciąć więcej, wyżej, czy tak może być? – dopytała nieco w emocjach Basia.

Długość włosów była odpowiednia, choć zacząłem nieco taktycznie marudzić, że może odrobinę krócej i wyżej. No i te kilka siwych włosów też chciałem obciąć. Ponadto chciałem zapytać o …

Kontakt

Kilka razy zdarzyło się, że trafiając do salonu fryzjerskiego (ostatnio w Edynburgu), w którym na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło było miło, schludnie i sympatycznie, to jednak po kilku minutach chciało się wyjść. Niestety, gdy się siedzi na fotelu, a fryzjer z nożyczkami w dłoni pyta jak obciąć, to jakby za późno na ucieczkę. Pewnego razu kobieta obcinała mnie przez dobre 15 minut, ale nasz chłodny kontakt dotyczył tylko krótkich pytań i jeszcze krótszych odpowiedzi. Czy w zawodzie fryzjera takie cechy jak asertywność, komunikacja, być może jakieś podstawy psychologii, czy nawet zwykłe poczucie humoru odgrywają znaczącą rolę na rynku? Wszak konkurencja w Szkocji jest olbrzymia.

To prawda, konkurencja jest duża. Ludzie od zawsze obcinali włosy, obcinają i obcinać będą. Jedni kierują się do profesjonalnych zakładów fryzjerskich, inni wlatują przypadkowo, a jeszcze inni odwiedzają swoich ulubionych i sprawdzonych fryzjerów. Mój zakład należy raczej do tej trzeciej kategorii. Nie jest to wielki salon fryzjerski, nie epatuje ekskluzywnością, a raczej przypomina awangardowy pokój. Salon w pewnym sensie odzwierciedla mnie samą, i jeśli jest tu jakiś bałagan, to raczej taki sympatyczny i do ogarnięcia. Postawiłam na naturalność i klimat. Nie muszę traktować tego miejsca jak fabryki, w której maszynowo obcinam klientów. Nie wiem, czy zwróciłeś uwagę, ale na ścianie nie mam żadnego zegara. Tutaj nie muszę się spieszyć, a i klient nie siedzi pod presją czasu. Natomiast jest czas na kontakt i rozmowę z klientem. To bardzo ważne, tak mi się wydaje. Jeśli mój kontakt z klientem jest dobry, to jest oczywiste, że następnym razem również przyjdzie do mnie obciąć się, ale i porozmawiać. To trochę taka terapia psychologiczna. Klient ma do mnie zaufanie i wie, że o wielu sprawach może ze mną porozmawiać. Czasami mogę pomóc, doradzić, a nawet jeśli trzeba to, przytulić. Takie przypadki również się zdarzają. Poza tym mam jakieś podstawy psychologii i spore doświadczenie, więc wiem jak reagować, jak podchodzić, wiem jak rozmawiać. Kontakt z klientem to podstawa. Zresztą chyba sam zauważyłeś. A teraz będzie dobrze? Zobacz w lusterku jak wygląda z tyłu. I jak myślisz?

Miałem jeszcze kilka pytań, więc nie mogłem się zgodzić. Zaproponowałem, aby z tyłu przyciąć nieco bardziej na Mohikanina. W końcu jestem…

Klient

Klient często jest wymagający, nie rzadko upierdliwy, może być miły, normalny, ale również niesympatyczny, a nawet agresywny. Chciałbym zapytać o twoich klientów, czy twoi klienci to normalne przypadki, czy też zdarzają się zgoła inne historie?

Trochę to jest tak, jak w życiu. Są osoby normalne i takie, które od tych norm jednak odstają. Przychodzą klienci i opowiadają o całym swoim życiu. Ja staram się przede wszystkim słuchać, więc słucham: o problemach finansowych, o problemach sercowych, o miłości, seksie, zdradach, chorobach, a nawet zdarzały się przypadki kryminalne. Czasami, gdy wychodzę na miasto wiele z tych przypadków/ludzi pomimo, że się nie znamy, to jednak trochę znam. Nie jest to łatwe. Niekiedy przychodzę po pracy do domu, a w głowie huczą zasłyszane historie. Oczywiście należy o nich w miarę szybko zapomnieć, ale czasami nie jest to łatwe, np.: miałam kiedyś taką historię. W salonie było małżeństwo. Na fotelu obcinałam kobietę, a na krześle siedział mężczyzna. W pewnej chwili po krótkiej wymianie zdań między kobietą a mężczyzną zrobiło się bardzo nieprzyjemnie. Ona orzekła, że wraca do Polski, że ma już wszystkiego dość i, że już go nie kocha. On z kolei krzyczał, że nigdzie jej nie puści, że nie odda jej paszportu. Sprawa rosła z minuty na minutę. Zaczęli przekrzykiwać się na temat dziecka, tzn., kto to dziecko zatrzyma przy sobie, a ja? Ja stałam między facetem a kobietą i próbowałam sprawę łagodzić. Mogłabym wiele spraw opowiedzieć, ale z racji zaufania, którym obdarzają mnie klienci po prostu nie mogę. Ale mogę powiedzieć, że większymi plotkarzami i gadułami są mężczyźni. Tak wynika z mojego doświadczenia. A czy teraz będzie dobrze? Mnie się wydaje, że jest dobrze?

Gdyby nie fakt, że właśnie przyszedł kolejny klient posiedziałbym na fotelu dłużej. Dlatego przyznałem, że obcięte jest fachowo i dobrze, ale zanim zszedłem z fotela dopytałem o słowo…

Dobrze

Chyba każdy z nas pamięta początki na Wyspach. Na pewno są takie osoby, którym od razu udało się złapać dobrze płatną pracę, a także odpowiednie towarzystwo. Jednak zdecydowana większość łapała okazję; a to na zmywaku, a to w magazynie albo w fabryce. Basia postawiła od razu na swój zawód, ale łatwo nie było:

Do Szkocji przyleciałam 6 lat temu, i w sumie od razu postanowiła zająć się fryzjerstwem. Odpowiednio zmotywowana kupiłam trochę sprzętu i ruszyłam w trasę. Obcinałam klientów w domu. Często do klientów zawoził mnie mąż, ale jeździłam nawet na rowerze. Oczywiście do czasu. Pewnego dnia zadzwonił klient. Spakowałam sprzęt, wsiadłam na rower i pojechałam. Na miejscu okazało się, że klientów było dwóch, a w dodatku pijanych. Skończyło się tym, że nie zobaczyłam ani pieniędzy ani roweru. Najprawdopodobniej ukradł go jeden z nich, który w międzyczasie miał pójść do bankomatu po pieniądze. Podobnych i niemiłych sytuacji miałam więcej. Z przerażeniem odwiedzałam niektórych Polaków. Gdybym miała użyć jednego słowa, aby ich określić powiedziałabym tak: patologia! Kłótnie, wulgaryzmy, alkohol, a nawet filmy pornograficzne w obecności dzieci. To nie są sprzyjające warunki do normalnej pracy. Zresztą niektóre dzieci, jak to dzieci, słodkie nie były. Jednego razu mój sprzęt został zniszczony m.in. przez dziecko. Wówczas postanowiłam, że zamiast użerać się z klientami w ich domach, chociaż z niektórymi bardzo fajnie się współpracowało, postanowiłam pracować w salonie. Początkowo nawet mi się podobało. Nie musiałam nigdzie jeździć. Jednak wymagania stawiane przez właściciela salonu otworzyły mi oczy. Wspomnę tylko, że aby wynająć stanowisko w salonie trzeba zapłacić minimum 50 funtów dziennie. Być może w innych miejscach stawki są nieco mniejsze, ale generalnie tak to wygląda. Dlatego po niezbyt udanym początku w zawodzie, postanowiłam otworzyć swój własny salon. I nie żałuję. To była jedna z najlepszych decyzji. No dobrze. Skończone. Teraz możesz układać włosy i tak, i tak. Nałożyć żelu? (śmiech).

Zszedłem z fotela i podziękowałem. Moje miejsce zajął kolejny klient. W trakcie, gdy Basia zajmowała się głową mężczyzny, ja dopytywałem o…

Biznes 

Każdy lub większość osób, które otwierały biznes w Polsce doskonale odczuły zawiłości prawne i utrudnienia, z jakimi trzeba się zmagać. Tutaj w Szkocji również trzeba nieco wysiłku, ale nieporównywalnie mniej, niż w Polsce, a do tego i satysfakcja większa i pieniądze.

No tak. Gdybym chciała otworzyć salon nad Wisłą, musiałabym liczyć się z wieloma formalnościami, podatkami, opłatami, wizytami, np.: sanepidu. Tutaj również są formalności, ale ograniczone do minimum: rejestruję się jako samozatrudniona, wynajmuję lokal, podłączam media, prąd i ciepłą wodę, kupuję gaśnicę, apteczkę, sprzęt i działam. Kontrola pojawia się raz do roku, czasami nawet rzadziej. Warto również się ubezpieczyć, to na wypadek bardzo wybrednych klientów, a tacy bywają, np.: po wykonaniu usługi nie chcą płacić, albo udają się na skargę do urzędu. No, różnie bywa. Poza tym, żeby otworzyć taki salonik jak mój, dwa lub trzy stanowiska, potrzeba naprawdę niewiele środków. Wystarczy około 5 tys. funtów, a to stosunkowo niewiele, kto wie, może niebawem otworzę coś większego? Ale do tego trzeba znaleźć ludzi. Mówię o fryzjerach, a z tym nie jest tak łatwo. Niby dużo fryzjerek przyjeżdża z Polski, ale niestety, często lądują w fabrykach, w których pracują po kilka lat. Niby nabytych umiejętności się nie zapomina, ale doświadczenie niektórych pań pokazuje, że nie jest łatwo wrócić do zawodu po przepracowaniu kilku lat w fabryce. Z fryzjerstwem trzeba być na bieżąco. Pomimo, że w zawodzie pracuję od 11/12 lat, wciąż podnoszę swoje kwalifikacje, np.: certyfikat, który wisi na ścianie kosztował mnie 280 funtów. To dowód, że ukończyłam kurs, ale nie kurs fryzjerstwa, a specjalny kurs, który mnie interesował. To jest bardzo dobry sposób na podnoszenie swoich kwalifikacji, bo kurs robi się indywidualnie, a nie grupowo, więc nabywa się konkretnej umiejętności, np.: stylizacji. Im więcej kursów, tym większa wiedza. Im większa wiedza, tym więcej klientów. To oczywiste. A jeśli dołączymy do tego umiejętność słuchania i rozmowy z ludźmi to sukces gwarantowany. Jednak nie wszyscy myślą w ten sposób. To taka filozofia, a raczej moja psychologia.

Według spostrzeżeń fryzjerki i psycholożki, zdecydowanie bardziej wymagającymi klientami są mężczyźni. Według Basi, to mężczyźni chcą być obcięci idealnie, cudownie i perfekcyjnie, a nie jakby mogło się wydawać kobiety.

– Przepraszam, bo się rozgadałam. Tutaj miało być krótko, na numer 1, tak? I wyżej, czyli tak jak ostatnio? To dobrze (śmiech).

REPORTAŻ | DAMIAN BILIŃSKI

Rozmowa została przeprowadzona w styczniu 2013. Dzisiaj pani Barbara prowadzi działalność w innym, znacznie większym i przyjemniejszym miejscu.  Na fotografii: Barbara Glinka

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *