Matka udusiła trójkę swoich dzieci. Chciała ulżyć dzieciom w cierpieniu

» Anna Kutera | Źródło: Daily Mail

„Moim jedynym pocieszeniem jest to, że oszczędzam im bólu i cierpienia w przyszłości…” – takie, między innymi słowa skierowała kobieta do swojego męża, która jest odpowiedzialna za śmierć trójki swoich dzieci.

_____________________________________________________________________________

Tania Clarence, 43-latka z Londynu, udusiła swoje dzieci – trzyletnie bliźnięta i ich czteroletnią siostrę. Ich ciała otoczyła później ulubionymi zabawkami. Trójka dzieci cierpiała na zwyrodnieniowy zanik mięśni- nieuleczalną chorobę, która oznaczała m.in., że nigdy nie będą chodzić ani mówić. Chorzy na nią nieczęsto dożywają dorosłości, większość umiera w bardzo młodym wieku.

„Nie mogę patrzeć na to jak Liv (córka – red.) i chłopcy robią się coraz słabsi. Jestem tym zmęczona. Cokolwiek nie zrobimy, to zawsze będzie za mało” – napisała kobieta w liście do swojego męża.

Tragedia rozegrała się w rodzinnym domu małżeństwa, w Wielkanoc tego roku. Po dokonaniu zbrodni, kobieta próbowała odebrać życie także sobie. Ojciec dzieci przebywał w tym czasie z najstarszą córką w Południowej Afryce. Ciała i ranną kobietę znalazła pomoc domowa. Także do niej Tania napisała list pożegnalny:

„Tak bardzo mi przykro, że musiałam to zrobić, ale nie miałam już siły. Nie mogłam też zostawić dzieci z Garym (mąż – red.), bo to by było dla niego za dużo.(…) Proszę, opiekuj się Tayą (ocalałą córka) dla mnie. Ona i Gary wciąż bardzo cię potrzebują”.

Mąż kobiety stoi po jej stronie. Uważa, że Tania cierpiała na silną depresję, spowodowaną nie tylko chorobą dzieci, ale także postawą opieki społecznej i służby zdrowia. Uważa, że zachowanie przedstawicieli tych organów wpłynęło na decyzję jego żony. Ujawnia, że wielokrotnie dochodziło do spięć między rodzicami a lekarzami zajmującymi się trójką ich dzieci, a cała rodzina „żyła pod ciągłą presją”. Nieporozumienia wynikały z „rozbieżności priorytetów” rodziców i lekarzy. Podczas, gdy rodzice stawiali przede wszystkim na komfort życia swoich – i tak nieuleczalnie chorych – dzieci, lekarze naciskali na operacje i badania.

Tania Clarence została umieszczona w szpitalu psychiatrycznym. W uzasadnieniu decyzji sędzia powiedział:

„Wiem, że kochałaś wszystkie swoje dzieci, ale cierpiałaś, wiedząc, że bliźnięta i Liv będą żyły krócej niż ty. Gdybyś nie była chora, nie zabiłabyś. Poświęciłaś życie starając się zapewnić swoim chorym dzieciom optymalną opiekę. To, co zrobiłaś, było wynikiem choroby psychicznej i ciągłego stresu.”

Gary Clarence powiedział, że tragedia jego rodziny powinna być lekcją, z której służby socjalne wyciągną naukę. Twierdzi, że brak wsparcia z ich strony i ciągłe naciski doprowadziły Tanię do granicy wytrzymałości. Jak mówi, historia jego żony to historia „miłości i poświęcenia, które zmieniły się w desperację i poczucie beznadziejności”.

Jednak problemy psychiczne kobiety sięgają dużo głębiej. Już w przeszłości kobieta kilkakrotnie cierpiała na depresję, również w jej rodzinie były przypadki chorób psychicznych. Można powiedzieć, że los nie oszczędzał pani Clarence. Kiedy była dzieckiem, samobójstwo popełniła jej babcia, potem to samo chciała zrobić matka. Kobieta ma za sobą związek z agresywnym mężczyzną, a także kilka poronień. A kiedy mogłoby się wydawać, że jej życie w końcu się ułożyło, okazało się, że trójka jej dzieci choruje na nieuleczalną chorobę. W dodatku służby socjalne wszczęły dochodzenie w sprawie jej rodziny, w związku z tym, że ta nie zawsze zgadzała się na zabiegi dla swoich chorych dzieci. „Była przekonana, że może być już tylko gorzej” – stwierdził sędzia w swoim przemówieniu. Ale – czy to usprawiedliwia zamordowanie trójki swoich dzieci?