Matka na emigracji

Właściwie jak jest łatwiej? Przyjechać tutaj już z rodziną, dziećmi i oswajać nową rzeczywistość razem czy lepiej urodzić dopiero tutaj? I najpierw być samej „rozpoznać teren”. Trudno powiedzieć. Nie wiem. Jestem w drugiej „grupie”…

Wciąż jednak każda z nas mierzy się z podobnymi rzeczami, nieważne czy przywiozła dzieci tutaj czy też urodziła je dopiero na miejscu …

Niby wszyscy jesteśmy w Europie. Niby ta sama kultura, niby podobne zwyczaje. Tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Ale na drugi rzut oka, zaskoczone, widzimy, że inny kraj to kompletnie inny obyczaj, zwyczaje, rutyna…

Wydaje mi się, że nasze dzieci wsiąkają w tą widzianą naszymi oczami „inność” dość szybko. Nawet te większe dzieci. Jakoś szybko się „moszczą”. Kiedy my wciąż stoimy w jakimś zaskoczeniu i trudno nam się zaadoptować. Nawet zacząć akceptować. Tych wszystkich różnic. Pomimo, że często te różnice działają czy są dla nas korzystne. To my nie potrafimy wziąć. Nie potrafimy odejść i porzucić cześci „starego”. Tego jak nas wychowano, jak nas uczono, a często po prostu wytresowano. Nie pozwala nam na to nasze poczucie winy… Moim zdaniem.

Patrzymy na te nasze dzieci i widzimy jak one się nam kompletnie wymykają z rąk. W tak inny świat. Biorą go, są w nim. Nawet głupia „wywiadówka” w szkole pozostawia nas z mniejszym czy większym odpadem szczęki i też jakimś strachem. Bo to wszystko takie nieznane, kompletnie inny system edukacji, podejścia do dzieci, kompletnie czego innego je uczą…

No i nasze dzieci wybierają sobie przyjaciół same. Niekoniecznie zgodnie z naszym „widzimisię”?, niekoniecznie ich przyjaciele są z naszego polskiego kręgu znajomych. Niekoniecznie mamy po drodze z rodzicami przyjaciół naszych dzieci… Bo oni często z tak innej bajki. Ile czasu musi minąć aby nawet po prostu zaakceptować. A czasami nie staje się rąk wcale. Pozostajemy w zaskoczeniu i jakiejś wewnętrznej niezgodzie na zawsze. Pozostając niejako „w służbie” tego co zostawiłyśmy tam…

Trudno czasami to wszystko objąć. Zrozumieć. Zaakceptować. Tak po prostu, bez troski i zmartwienia.

Wszystko tak inaczej…

I nie zawsze jest z kim o tym porozmawiać. Bo czy nasi rodzice zrozumieją? Czy przyjaciółka z Polski zrozumie? Czy zapracowany mąż i ojciec wysłucha czy tylko puści drugim uchem.

Często zostajemy z tym wszystkim same… Bijąc się z myślami. Wciąż na nowo…

Źródło / Sylwia Halman Viana
https://mamazprademipodprad.wordpress.com/

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

INFORMACJE I BIZNES

OPINIE I PUBLICYSTYKA

/Autor

Miłość: On muzułmanin, ona chrześcijanka

On muzułmanin ze stolicy Bangladeszu, ona chrześcijanka z miasteczka w zachodniej Polsce. Poznali się w Berlinie. Synka urodziła zaraz po maturze. Historia jak z „Faktu”, a jednak się udało. Oto Klaudia, Mamun i ich multikulturowy „happy end”. Wychowana w rodzinie „patchworkowej”, Klaudia pragnęła, by jej własna była taka „na zawsze”. Życie wystawiło ją na większą próbę, niż zakładał plan.

STYL I KULTURA

/Autor

Jak zostać dawcą szpiku

Pobranie szpiku jest bezpieczne ale wiąże się z paroma niedogodnościami związanymi z przeszczepieniem. Jednak nie są one zbyt dotkliwe. Przy pobraniu komórek macierzystych z krwi obwodowej trzeba się liczyć z jednodniową wizytą w klinice pobrania.