Londyn najbardziej tajemnicze miasto świata

Nie wiadomo, czy to przez mgłę, wiktoriańską architekturę, a może przez postaci takie, jak Kuba Rozpruwacz czy Sherlock Holmes. Londyn to jedno z najbardziej tajemniczych miast świata, a wiele z jego zagadek do dziś pozostaje bez odpowiedzi.

Kuba Rozpruwacz to nie jedyny, ale z całą pewnością najsłynniejszy symbol londyńskich zagadek. Do dziś więcej jest tu znaków zapytania niż odpowiedzi. Wiemy, że przez kilka lat od 1888 roku w dzielnicy East End zginęło kilkanaście prostytutek, z czego co najmniej pięć zostało zabitych rękami tej samej osoby.  Wszystkie kobiety zostały zamordowane ze szczególnym okrucieństwem; w wielu przypadkach morderca ćwiartował i patroszył zwłoki. Długie śledztwo, obejmujące kilkuset podejrzanych i kilka tysięcy świadków, nie dało większych rezultatów. Prześledzono na pół roku wstecz historię kilkudziesięciu chirurgów i rzeźników. Ponieważ zbrodnie zdarzały się głównie w weekendy i święta, pojawiła się teoria, że zabójca był zwykłym pracownikiem.

To rozszerzyło krąg podejrzanych na praktycznie wszystkich londyńczyków. W 2006 roku magazyn BBC Historia uznał Kubę Rozpruwacza za najgorszego Brytyjczyka w historii i wydawało się, że przynajmniej co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Jednak dwa lata temu Dr Jari Louhelainen, analityk genetyczny specjalizujący się w badaniu historycznych zbrodni, pobrał próbkę DNA z krwi znalezionej na szalu jednej z ofiar. Okazało się, że, poza kobietą, ślady te pasują do polskiego fryzjera Aarona Kośmińskiego. Co ciekawe, Kośmiński już wcześniej należał do podejrzanych. Od tamtego czasu kilku naukowców wytknęło jednak analitykowi błędy przy badaniu próbek. Jest to więc kolejna z niewyjaśnionych zagadek dotyczących Kuby Rozpruwacza.

Wiktoriańskie zoo

Inna niedawno przypomniana tajemnica, która również pochodzi z tamtego okresu, to zakopany około roku 1822 roku pod dzisiejszą stacją St Pancras… mors. Na szczątki natrafili archeolodzy, którzy w 2003 roku przy okazji rozbudowy linii kolejowej zostali poproszeni o zabezpieczenie terenu, na którym prawdopodobnie kiedyś znajdował się cmentarz. Pośród wielu tradycyjnych grobowców znaleźli też jeden niecodzienny. Znajdowały się w nim kości pochodzące z ośmiu ciał (ale tylko trzy czaszki), preparowany żółw i mors. Szukając logicznego wyjaśnienia badacze zaczęli przeczesywać kartoteki zoologiczne z tamtych czasów. W okresie, gdy zagraniczne zwierzęta trafiały do Wielkiej Brytanii tylko poprzez nieliczne porty, a egzotyczne gatunki w muzeum (nie mówiąc o kolekcjach prywatnych) zdarzały się ekstremalnie rzadko, każdy taki okaz zostawiał wyraźny ślad w kartotekach Londyńskiego Towarzystwa Zoologicznego. Naukowcy zauważają, że czterometrowe zwierzę musiało zostać przywiezione ze swojej ojczyzny – Arktyki – i wciąż nie znajdują odpowiedzi na pytania dotyczące znaleziska.

Lepiej go nie ruszać…

Nie wszystkie zagadki jednak zaczynają się wraz z nastaniem epoki wiktoriańskiej. Do starszych należy Kamień Świętego Brutusa. Widział go każdy, kto przechodził 111 Cannon Street w londyńskim City. Jednak nie każdy zwrócił na niego uwagę, bo kamień znajduje się w zakratowanej wnęce tuż nad poziomem ziemi, pod witryną księgarni. Nic dziwnego, że przez lata pamiętali o nim głównie historycy. Do czasu, aż kilka lat temu firma zarządzająca starym biurowcem, na terenie którego znajduje się kamień, ogłosiła, że zamierza wyburzyć budynek. Wtedy nieliczni, którzy wciąż pamiętali o dziwnym eksponacie przypomnieli, że towarzyszy mu inskrypcja: tak długo, jak kamień Brutusa jest bezpieczny, tak długo Londyn będzie trwać.

Gdy zaczęto przyglądać się jego historii okazało się, że prawdopodobnie jest tak stary, jak samo miasto. Już od roku 1100 kamień jest wpisany na listę własności pobliskiego opactwa, a później pisali o nim Shakespeare i Dickens. Niektórzy twierdzą, że pozostawił go tu mityczny założyciel Londinium – Brutus. Inni przypisują mu magiczne właściwości, dodając, że dokładnie w jego pobliżu miał znajdować się mityczny głaz, który dał początek opowieści o mieczu Excaliburze. Deweloper jest jednak nieugięty. Fanom zabytków póki co udało się wywalczyć, by po wyburzeniu budynku przeniósł go i wyeksponował na nowym miejscu dla zwiedzających.

Rytuały voo-doo?

Jednak myli się ten, kto uważa, że tajemnicze historie to tylko domena zamierzchłych czasów. Jedna z nowszych opowieści pochodzi z 21 września 2001 roku, a mimo to przywodzi na myśl czasy Kuby Rozpruwacza. W piątek po pracy przechodnie dostrzegli z Tower Bridge płynące Tamizą ciało. A dokładniej część ciała, bo brakowało nóg, rąk i głowy. Śledczy ustalili, że zwłoki należały do 6-letniego chłopca z Afryki, prawdopodobnie z Nigerii. W jego ciele odkryto pozostałości mikstury, którą w tamtych obszarach stosuje się jako część magicznych rytuałów. Na tym musiano zakończyć śledztwo. Wydawało się, że sprawa ruszyła do przodu rok później, gdy do śledczych zgłosiła się kobieta, która wcześniej mieszkała w Glasgow. Twierdziła, że rozpoznała chłopca na zdjęciu i przypomniała sobie, że zna jego rodziców, którzy uciekli z Niemiec, a na Wyspach zabili własne dziecko w ramach tajnego rytuału magicznego.

Wcześniej sama uciekła, bo jej synowi groziła śmierć z rąk afrykańskiej sekty Yoruba. Niestety kobieta była mało wiarygodna. W jej domu znaleziono podobne ubranie, jakie miał na sobie chłopiec, a u jej znajomego – rytualne przedmioty wykorzystywane w obrzędach. Śledztwo objęło więcej niż jeden kontynent, bo zdjęcia chłopca upowszechniano też w nigeryjskich szkołach, przedszkolach i na policji. Na próżno. Jedyny dalszy trop to kolejne zeznania tej samej kobiety, która w 2013 roku przypomniała sobie imię i nazwisko dziecka, i po raz kolejny zmieniła wersję wydarzeń. Policja nie dała wiary jej tłumaczeniom, a wyłowione z Tamizy zwłoki do dziś pozostają zagadką. Śledczy po latach wspominają, że niewiele brakowało a ciało trafiłoby do morza, gdzie nie zostałoby już znalezione. Na tej podstawie można przypuszczać, że w rzeczywistości takich zwłok było więcej.

Al Assad i Kate Moss

Największą jednak satysfakcję przynoszą te zagadki, które po wielu latach znalazły swoje wyjaśnienie. Tak było ze sprawą Witanhurst Mansion. To druga, po Buckingham Palace, największa rezydencja Londynu, położona w Highgate, w sąsiedztwie domu Kate Moss i wyceniana na 300 milionów funtów. Historyczna posiadłość została rozbudowana w obecnym kształcie na początku XX wieku (ma 25 sypialni i basen olimpijski w podziemiach). Od dawna jest na liście zabytków drugiej klasy. Do pewnego momentu można było bez trudu prześledzić jej losy. Wybudował ją potentat branży kosmetycznej Paul Crosfield. Sprzedał ją w latach 70. i to wtedy rozpoczęły się dziwne wypadki otaczające Witanhurst Mansion. Kupcem był kuwejtczyk Al Hasouwy, który miał kupić dom w imieniu rodziny prezydenta Syrii Bashara Al Assada. Posiadłość ponownie trafiła na sprzedaż w 2008 roku, jednak tym razem nikomu nie udało się wytropić kupca. O wiele mniej okazałe rezydencje stają się zwykle obiektem zainteresowania gazet i szybko udaje się ustalić, która gwiazda czy polityk mieszka pod danym adresem. Nie tym razem.

Wszyscy głowili się, którego milionera stać na to, by kupić sobie tak okazały pałac i pojawiać się w nim jedynie od czasu do czasu, zawsze pod osłoną nocy. Sprawa pozostawała tajemnicą aż do zeszłego roku, gdy dziennikarskie śledztwo przeprowadził „The New York Times”. Dotarł on do założonej w raju podatkowym spółki, która kupiła dom. Po wielu miesiącach udało się odkryć personalia właściwego kupca. Dziś już wiemy, że jest nim Andrej Gurjew, jeden z najbogatszych Rosjan, który najwyraźniej próbował ukryć się przed byłymi „przyjaciółmi” z ojczyzny. Jak widać, wyjaśnienie okazało się być nieco banalne. Bo na tym polega urok nierozwikłanych zagadek – póki nie znamy właściwego rozwiązania, wszystko jest możliwe.

Sonia Grodek

goniec_150

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

INFORMACJE I BIZNES

OPINIE I PUBLICYSTYKA

STYL I KULTURA

/Autor

Ostatnie lata przyniosły ogromny postęp w leczeniu nowotworów

Raka piersi co roku diagnozuje się u około 18 tys. Polek, z których 85 proc. udaje się wyleczyć. Dzięki nowoczesnym terapiom – obecnie nawet rak piersi z przerzutami może stać się chorobą przewlekłą. Podobnie jest w przypadku wielu innych typów nowotworów – choć liczba zachorowań rośnie, pojawiają się innowacyjne leki, które znacząco wydłużają życie chorych i poprawiają jego jakość.

Sharing is caring!