KURZA TWARZ CZYLI O KURACH I JAJKACH W RZECZY SAMEJ

Podejrzewam, że prezentowany poniżej reportaż wiele osób czytało już wcześniej. Jednak, jako autor, mam ogromny sentyment do materiału „Kurza twarz” i chciałbym się w z nim podzielić raz jeszcze. Nie żebym jakoś szczególnie z tego powodu był dumny, a raczej z troski o zdrowie zarówno „producentów” jak i konsumentów drobiu i jaj. Reportaż został uzupełniony o poniższy wstęp, film i kilka fotografii.

Ponowna publikacja reportażu wiąże się rzecz jasna z nadchodzącymi świętami, ale ma również drugie dno. Jakie? Zwykłe. Konsumenckie. Nie dalej jak kilka dni temu, wybrałem się do jednego z supermarketów w celu zakupienia jaj. Zwykle chodzę do tego samego sklepu, bo tanio, blisko, i towar sprawdzony. Tym razem kupując jajka zostałem nabity w butelkę, choć w gruncie rzeczy trzeba powiedzieć jasno i wyraźnie: nie tyle zostałem nabity w butelkę, ile zrobiono sobie ze mnie jaja.

Otóż, obok sprawdzonych przez mnie jaj, producent postanowił ustawić jaja z hodowli klatkowej. A że opakowanie było bardzo podobne i odwrócone w taki sposób, abym nie mógł dostrzec co takiego jest napisane małym drukiem, to ów jajka kupiłem.

Po kilku godzinach od trefnego zakupu, do pokoju wtargnęła żona z poważnym zapytaniem, a mianowicie: co to takiego? – wskazując na kupione przeze mnie jajka. Ze stoickim spokojem odpowiedziałem i zgodnie z definicją Arystotelesa, że trzymane przez moją małżonkę w dłoniach przedmioty to z całą pewnością jajka.

– Tyle to i ja wiem, i nie potrzebuję do tego Arystotelesa – odpowiedziała ironicznie najlepsza małżonka i dodała, abym na drugi raz jak będę kupował jajka, żebym zastosował metodę indukcyjną, a nie dedukcyjną.

W związku z tak postawioną sprawą, postanowiłem zadać sobie fundamentalne pytanie. Jednak pytanie nie dotyczyło tego, czy pierwsza była kura, czy pierwsze było jajko, a raczej, ile w jajku jest jajka, a ile w kurze znoszącej jajka, kury. Niestety, po obejrzeniu po raz kolejny kilku filmów na temat jajek pochodzących z tzw. klatek, i tego w jaki sposób są traktowane kury, i tego w jaki sposób często kończą swój żywot, zacząłem zastanawiać się nie tyle nad ptactwem, ile nad człowieczeństwem. Jednak odpowiedź na to pytanie zostawiam dla samego siebie, zachęcając jednocześnie państwa, aby się nad tym indywidualnie zastanowić, bowiem nie chodzi o jednego straconego funta, ale być może o to, że my konsumenci, w gruncie rzeczy jesteśmy traktowani przez drapieżnych kapitalistów, jak te kury, które znoszą „złote jajka”.

Zgodnie z ustaleniami od dnia 1 stycznia 2012 roku, kury powinny być utrzymywane w klatkach spełniających wymogi unijne, wyposażonych m.in. w grzędy, gniazda i ściółkę, w których będzie mniej kur niż dotychczas, a na jedną nioskę będzie przypadać 750 cm2 powierzchni. Ma to zapewnić zwierzętom wyższy poziom dobrostanu.

Poniżej zdjęcia jajek, które wykonałem w kilku największych supermarketach. Na opakowaniach, zazwyczaj małym drukiem jest napisane, że jajka zostały wyprodukowane w warunkach klatkowych. Być może na nowych warunkach. Warto dodać, że na półkach z jajkami, większość stanowiły jajka z chowu klatkowego.

KURZA TWARZ

Reflektory podświetliły promieniem światła zamknięty rząd baraków znajdujących się za wysokim, drucianym, kolczastym ogrodzeniem. Strażnik i jego psy przeszli tuż obok drżących o swoje życie więźniów. Przerażeni przylgnęli do ściany budynku. Jednak pragnienie wolności było silniejsze od strachu. Pod osłoną nocy, podbiegli do ogrodzenia i za pomocą łyżki zaczęli robić podkop pod drutami. Czy to obraz z filmu o obozie koncentracyjnym? Nie. To uciekające kurczaki z filmu o takim samym tytule. Andrzej, lat 55, bohater reportażu, swoją emigracyjną przygodę w Szkocji rozpoczął od pracy w kurzych „barakach”, na kurzej fermie.

Zero
Każdy, kto szukał pracy na emigracji dłużej niż kilka tygodni, doskonale rozumie, jak ważny jest czas, a wraz z czasem uciekające oszczędności. Andrzej, inżynier z wykształcenia, były biznesmen, pomimo intensywnego poszukiwania jakiegokolwiek zajęcia, niestety, musiał rozpocząć bolesny okres odliczania. Wizja rychłego powrotu do Polski nieco się przybliżała, ale nie wchodziła w rachubę. Andrzej, rozsądny optymista, nie tracił wiary, i kiedy dowiedział się o możliwości pracy, nie bacząc na okoliczności, podjął nie lada decyzję. Pełen nadziei, wczesnym rankiem, ruszył London Road w Edynburgu, gdzie na jednym z przystanków miał czekać agencyjny transport.

– Wskoczyłem do samochodu, w którym siedziało już siedmiu mężczyzn. Sześciu Polaków i jeden Rosjanin – wspomina Andrzej. Była 4.30. Chłodno i ciasno, cicho i ciemno. Tylko oczy rozświetlone nadzieją. Wyjechaliśmy za miasto, w kierunku gdzieś między Edynburgiem a Glasgow. Prawdę mówiąc, nie do końca wiedzieliśmy gdzie, i co będziemy robić.

W sytuacji granicznej, w której stawką jest przetrwanie, pracy nie odmawia się i nie wybrzydza nawet, jeśli kompletnie jest ona sprzeczna z naszym wcześniejszym doświadczeniem, estetyką czy wręcz godnością.

– Gdy dojechaliśmy na miejsce – kontynuuje Andrzej – okazało się, że praca będzie ciężka i w trudnych warunkach. Dostaliśmy maski i kombinezony. „Job twoju mać!” Rosjanin na wieść, że jest to kurza ferma, że będzie musiał zasuwać w kurzych odchodach i zbierać jajka, odmówił. Położył się w samochodzie i przeleżał cały dzień. My weszliśmy do środka.

Na każdym jajku widnieje stempel z kodem. Pierwsza liczba informuje o rodzaju hodowli. Jeśli na jajku widnieje znak 0, możemy mieć pewność, że jest to produkt organiczny. Dzisiaj wybredny konsument mając nadmiar jaj produkowanych w warunkach intensywnej produkcji fermowej, woli konsumować jaja od kur „zadowolonych”. Te, żywione są paszami mało przetworzonymi, roślinnymi, mlekiem, rybami, mięczakami oraz skorupiakami. Dodatkowo mają możliwość beztroskiego życia na zielonych wybiegach, świeżym powietrzu, ale przede wszystkim słońcu. Jednak miejsce, w którym Andrzej podjął pierwszą pracę nie przypominało ekologicznego, organicznego Eldorado.

Jeden
Budynek był duży i bardzo słabo oświetlony. Na środku pod sufitem tliła się jedna żarówka. Chodziło o to, żeby kury w pewnym sensie były uśpione, spokojne i nie stawiały oporu. Cel był jasno określony. Armię 30.000 kur eksterminować z budynku i załadować do czekających na zewnątrz ciężarówek. Proste, przynajmniej teoretycznie.

– Myślałem, że jestem twardziel. Wszedłem bez maski, ale szybko wróciłem – uśmiecha się Andrzej. Smród nie do wytrzymania, pył i kurz. Ciemność i niewiarygodny spokój ptactwa. Po prostu koszmar, ale na chwilę obecną nie miałem wyboru. No, poza jednym. Położyć się obok Rosjanina.

Cała operacja musiała być przeprowadzona w miarę szybko i sprawnie. Czas uciekał, a kury cierpliwie czekały na swoją kolej. Jedna za drugą, nie protestując, znikały w ciemnościach.

– Jak? Na kolanach – tłumaczy Andrzej. Kilku doświadczonych pracowników brocząc w kurzych odchodach, brało po dwie kury w każdą rękę i podawali stojącym za ich plecami „żołnierzom”. Odbierałem zdezorientowane kurczaki i maszerowałem w stronę transportu. Zanim jednak znalazły się na ciężarówce, musiały zostać zaszczepione. Jeden z pracowników stał ze szczepionką i szczepił. Problem polegał na tym, że szybkość wykonywanego zadania oraz zmęczenie nie ułatwiały szczepienia. Zdarzało się, że szczepionkę otrzymała nie kura, a człowiek. Wcześniej, kiedy nie było odpowiednich procedur powstawała dzika panika. No, nie ma się czemu dziwić. Nie chciałbym otrzymać szczepionki na grypę, przynajmniej nie w ten sposób. Podczas tego transportu, również zaszczepiony został człowiek, ale paniki nie było.

Ostatecznie 30.000 zaszczepionych w kilka godzin kur zostało załadowanych na ciężarówki do specjalnie przygotowanych klatek. Drób przewieziono do oddalonego o kilkaset metrów sąsiedniego budynku. Był on przeznaczony do zupełnie innych celów. Tymczasem „barak” nr 1 opustoszał. Po starannym oczyszczeniu i dezynfekcji przez Andrzeja, czekał na kolejnych lokatorów.

Jak już wcześniej wspomniałem, na każdym jajku widnieje stempel z kodem. Pierwsza liczba informuje o rodzaju hodowli. Jeśli na jajku widnieje znak 1, możemy mieć pewność, że nie jest to produkt organiczny. Kury, choć żyją w kurnikach, mają możliwość wolnego wybiegu, np.: podwórko. Tam mogą poskubać i pogrzebać. Ot, naturalna potrzeba. Tyle, że „nasze kury” pojechały gdzie indziej.

Dwa
Istnieją jaja zapłodnione i konsumpcyjne – niezapłodnione. Konsumpcyjne najczęściej pochodzą z ferm, w których nie ma żadnych kogutów. Zadowolona, dobrze odżywiona kura, potrafi znieść w zależności od wieku i podwórka średnio 250 jaj rocznie. Jednak większą wydajność mają starannie wyselekcjonowane oraz pozbawione instynktu kwoczenia kury hodowane na fermach.

– W życiu nie wykonywałem tak niewdzięcznej pracy. Chodziłem po kilkunastocentymetrowej warstwie odchodów, przepychając się niezgrabnie pomiędzy tysiącami kur i wypatrywałem jaj. Niektóre nioski patrzyły na mnie z pewną podejrzliwością, inne nadstawiając kupry oczekiwały, no, jakby to powiedzieć? Na Miłość Boską! Widziały we mnie potencjalnego partnera! Czy ja wyglądam jak kogut?

Irytacja Andrzeja przybierała na sile z każdym zebranym w brudzie i smrodzie, jajkiem. Jednak szczególny niesmak wywołał obraz, który już na zawsze Andrzej zatrzyma w pamięci.

– Ferma to świetnie funkcjonujący system. Nic nie może się zmarnować. Kiedy chodziłem pomiędzy kurami widziałem nie tylko te, ochoczo znoszące jajka, ale także takie, które już nigdy nie zniosą żadnego. Jedne nie działały od kilku godzin, inne od kilkunastu, a jeszcze inne w ogóle nie przypominały tego, czym były jeszcze niedawno. Najgorsze jednak jest to, że pozostałe kury uwzględniały nieżyjące nioski w swoim bogatym menu. Nie rozumiem, dlaczego nikt tego nie zauważał, może nie chciał?

Jeśli na jajku widnieje znak 2, możemy mieć pewność, że nie jest to produkt organiczny, ani produkt z wolnego wybiegu. Jajka pochodzą z chowu ściółkowego. Kury zamknięte w kurniku nigdy nie zobaczą słońca, ale mogą chodzić swobodnie po ściółce.

Trzy
Kury, które w ciemnościach zostały załadowane na ciężarówki, przetransportowano do budynku zaprojektowanego najprawdopodobniej w taki sposób, aby jak najefektywniej wykorzystać przestrzeń i przeznaczenie. Andrzej, po raz kolejny, musiał sprostać nowemu wyzwaniu.

– Rozładunek ptactwa przebiegał podobnie do załadunku. Ktoś wyciągał kury z ciężarówki, kto inny odbierał i zanosił do „baraku”. Niestety, niektóre z nich rozładunku nie przeżyły. -Jak określił to Andrzej, pozostawione w trawie „nie działały”.

– Praca ciężka i niewdzięczna. O ile wczesnym rankiem kury nie stawiały oporu, o tyle za dnia trochę kłopotu z nimi było. Jedne wywijały się, inne próbowały uciekać. Trzeba było gonić te kury, a to już było nie tyle śmieszne, ile irytujące, a nawet żenujące.

Wewnątrz budynek wyglądał na świetnie prosperujące i zorganizowane „więzienie”, choć Andrzejowi trudno było zrozumieć panujące tam zasady.

– Niezliczona ilość klatek wyglądających jak więzienne cele, siatki, metalowe konstrukcje oraz system bardzo wąskich ścieżek powodował uczucie dość nieprzyjemne, wręcz klaustrofobiczne. Podawałem bardziej doświadczonym pracownikom kury, a oni upychali nimi klatki. Po kilku godzinach kury stawały się coraz cięższe, a ja coraz bardziej zmęczony. W końcu przyszedł moment, że musiałem usiąść, aby ogarnąć i siebie i sytuację.

Andrzej wspomniał również o pomieszczeniu, w którym panował niehumanitarny porządek oraz brak jakichkolwiek warunków higienicznych. Siedziały w nim kury. Większość z nich była w kiepskiej kondycji. Pozbawione pierza, łyse, zmęczone i wyeksploatowane wyczekiwały ostatniego transportu. Jednak tam Andrzej nie pracował.

Jeśli na jajku widnieje znak 3, możemy mieć pewność, że nie jest to produkt organiczny, ani produkt z wolnego wybiegu, ani z chowu ściółkowego. Jajka pochodzą z chowu klatkowego. Kury siedzą całe życie w strasznych warunkach, stłoczone w małych klatkach. Kury nigdy nie zobaczą słońca, nigdy nie poskubią, ani nie pogrzebią w ściółce. W półmroku, zestresowane, często okaleczają się nawzajem. Klatka jest ich mieszkaniem, miejscem ciężkiej pracy, wychodkiem, a niekiedy trumną. Klatkowy chów kur w Unii Europejskiej miał być całkowicie zakazany do 2012 roku.

0,1,2,3
Większość z nas konsumentów nie wyobraża sobie domowego menu bez jajecznicy, jajek na bekonie, jajek na miękko, twardo, sałatek oraz wielu innych jajecznych potraw. Wielu z nas nie wyobraża sobie świąt wielkanocnych bez święconki z kolorowo przygotowanymi i poświęconymi pisankami. Jednak wielu z nas, wciąż nie ma świadomości na temat warunków, w jakich odbywa się produkcja. Czy jajko smakuje lepiej od kury „zadowolonej” czy od kury „zestresowanej”? To już decyzja konsumenta.

– Ja, – proponuje Andrzej – zanim zacznę gotować jajka, najpierw starannie je obmywam. I choć nie jest to łatwe, staram się nie psuć apetytu i nie myśleć o tym, w jakich warunkach zostały one wyprodukowane nawet, jeśli na jajku widnieje znak 0,1,2,3.

Tekst: Damian Biliński

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *