Gdy w wyobrażeniu mojego świata cofam czas, obrazy zmieniają barwę, nasycenie, światło. Jasne błękity przechodzą w mocniejsze odcienie: Fiolet, szafir i turkus skaczą w słodką pomarańcz, krwistą czerwień, purpurę, kwaśną cytrynę. Im głębsze wyobrażenie koloru, tym bardziej oczywista wyłania się biel lub czerń. Lubisz truskawki?

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, najlepsze, najsłodsze i pachnące zbierałem u babci na działce, a działka była jak z bajki. Pośród wielu kwiatów, słoneczników, jabłoni, wiśni, malin, porzeczek, agrestu, stała śliczna altanka porośnięta winogronem, a tuż obok studzienka z krystalicznie czystą i zimną wodą. I ławeczka była z widokiem na szumiący las, i trawa, i świerszcze, biedronki, pszczoły i bąki. Truskawki zbierałem do wielkiego wiklinowego kosza podjadając najdostojniejsze sztuki. Babcia, uśmiechnięta i rozpromieniona w palącym słońcu zrywała okazałe dobrodziejstwa sprawniej. Dobrze wiedziała, że w domu czekają wnuczęta spragnione naturalnych słodkości. Nigdy później nie widziałem takiej ilości truskawek z cukrem i śmietaną schłodzonych w domowej głębokiej piwniczce. Były tam prawdziwe skarby; wszystko co można sobie wyobrazić w babcinej spiżarni było starannie zapieczętowane i owiane tajemniczą recepturą. Brakowało jednego. Lubisz jagody?

Kukułeczka kuka, gniazdka sobie szuka, a że taka rada, wdzięcznie odpowiada. Wiesz jak pachnie las wczesnym porankiem? Pachnie świeżym mchem, szyszką, poszyciem leśnym skropionym wieczorną burzą; kropelkami deszczu złapanymi w pajęczą sieć, żywicą, borówkami, jagodami pachnie. Zrywane jedna po drugiej wędrują do koszyka, ale nie wszystkie. Część soczystych maleństw znika w wiecznie głodnych, spragnionych ustach. Żeby zebrać odpowiednią ilość potrzeba cierpliwości, powściągliwości i czasu. Gdyby nie zgrabne dłonie babci, z lasu nie wyszedłbym nigdy i nie zarobił ani grosza. Dlaczego? Na autostradowym parkingu chętnych do sprzedaży jagód nie brakowało. Po żmudnej pracy jechałem leśną ścieżką z nadzieją na dwie niemieckie marki. Tyle kosztował mały koszyk. Zawsze udawało się sprzedać. Zarobione pieniądze przeznaczałem na smakołyki, w szczególności na lody, a były one wyjątkowe. Lubisz poziomki?

Dziadek uwielbiał lody poziomkowe. Uśmiechnięty od ucha do ucha, siedział na przydomowej ławeczce pod starą gruszą i rozkoszował się chwilą słabości; taką miał słabość. Miał jeszcze jedną. Kochał zwierzęta, najbardziej konie, a miał ich dwa: Kuba był niesforny, Baśka była dumna. Pomagały w uprawie dużego pola pod lasem: Żyto, pszenica, ziemniaki. Zapach dziadkowej ziemi na stałe zamieszkał w mojej świadomości, ale nie tylko zapach. Pewnego popołudnia dziadek musiał podjąć bolesną decyzję. Siedząc na przydomowej ławeczce w charakterystycznym dla Niego kapeluszu, palił fajkę, i niemal ze łzami w oczach przeklinał z ukraińskim akcentem cały świat. „Job twoju mać”! Dziadek postanowił zabić świnię, a że na wojnie niejedno widział było mu żal. Świnia doskonale wyczuwa śmierć, chrząka i kwiczy długo przed egzekucją. Dziadkowi pomógł syn. Zabili świnię, chociaż zanim to nastąpiło nabiegali się po podwórku sporo. Zabawne. Znasz się na cierpieniu?

Wujek był urodzonym mordercą, prawdziwym artystą w dziedzinie zabijania. Podczas uśmiercania zwierząt zachowywał stoicki spokój. Podchodził do kury, łapał i jednym zdecydowanym ruchem odcinał łeb. Nie znam się na tym, ale domowe ptactwo jest silnie unerwione, i po straceniu potrafi uciec nawet na dach. Króliki reagowały inaczej. Nie miały wyjścia. Przywiązane do metalowej rurki zwisały głową w dół. Wujek podchodził i uderzał pałką pod odpowiednim kątem w tył głowy. Następnie odzierał z futerka, i po wypatroszeniu i opłukaniu królik nadawał się do pieczenia. A gołębie? Gołębie były traktowane z należytą czułością. Wujek gołębie, kochał. Miał ich blisko setki. Latały całym stadem nie tylko nad domem dziadków, ale całą okolicą. Taki powiew wolności w zgiełku codziennego życia. Wiesz jak smakuje rosół z młodych gołębi? Jest delikatny, zresztą mięso również. Gołębie miały zaufanie do opiekuna. Przylatywały, siadały na dłoni. Po krótkich pieszczotach ukręcał im małe główki. Oprócz ubijania ptactwa i zwierząt, wujek posiadał jeszcze jedną ciekawą właściwość. Był artystą. Rzeźbił w korze i drewnie. Wyłuskane z kory demoniczne maski wisiały w niejednym mieszkaniu, galerii; tak samo ludowe postacie wydłubane z kradzionego drewna. Pewnego razu wyrzeźbił dziadka w kapeluszu palącego fajkę. Wręczył mi arcydzieło i polecił sprzedać na autostradzie Niemcom. Rzeźbę wycenił na 50 marek. Gdybym sprzedał byłbym bogaty. Nie znałem się na sztuce i nie znam, a Ty?

Siedziałem na parkingu. Obok mnie siedział dziadek w kapeluszu. Wspólnie obserwowaliśmy zagraniczne samochody, zagranicznych ludzi: Niemców, Francuzów i Polaków mówiących łamaną polszczyzną. Zainteresowanie rzeźbą było wątpliwe. Podróżni podchodzili, pytali, kiwali głowami. Po kilku godzinach wyczekiwania do rzeźby podeszła para. On Niemiec, Ona Polka. On chciał kupić, Ona niekoniecznie. On wyciągał portfel, Ona kręciła głową. Dyskutowali w niezrozumiałym dla mnie języku. Na parkingu zatrzymał się również autobus. Wysiadający pasażerowie płci męskiej skręcali głęboko w las, natomiast kobiety kierowały się w kierunku stacji paliw i restauracji znajdującej się po drugiej stronie autostrady. Przejście przez trasę szybkiego ruchu odbywało się na dziko i bez żadnej kontroli. I wiesz? Zabawne, ale w tej rosyjskiej ruletce wszystkim uchodziło na sucho. Ona i On kontynuowali dyskusję. Ja oczekiwałem w napięciu, a dziadek spokojnie palił fajkę. Tymczasem do autostrady podeszła starsza kobieta trzymająca za ręce dwójkę małych dzieci. Chciała przejść. Wahała się. Znasz to uczucie? Kobieta z dziećmi ruszyła do przodu. Zrobiła kilka kroków, i nie wiem, nie rozumiem, dlaczego? Cholera. Wróciła się. Niepotrzebnie. Czasu nie można cofnąć. Rozumiesz? Nie można zawrócić. Ona i dzieci; na miłość Boską. Oni, nie zdążyli. Zginęła na miejscu razem z dziećmi. Chaos, przerażenie, krzyki, płacz, omdlenia. Widziałem wszystko. Ciała przykryte kocami leżały ponad dwie godziny. Powiedz mi proszę, jak to się dzieje, że w takich chwilach zaczyna padać deszcz? Statystyka? Przyjechały odpowiednie służby. Zrobiono zdjęcia, a następnie ciała zabrano w jedyne możliwe miejsce na ziemi. Spakowałem dziadka na rower i odjechałem. Nie zostałem bogaty. Kilkanaście lat później sam robiłem zdjęcia śmierci. Co to jest śmierć? Ja nie wiem i nie rozumiem, a Ty? Chcesz więcej wina?

Słuchaj.
Jakby to powiedzieć? Ja…
Chciałbym fotografować rzeczy piękne.
Chciałbym zatrzymać czas.
Choć na chwilę.
I patrzeć.

Czy mogę zrobić Ci zdjęcie? O!
Teraz, właśnie w tej chwili przy tych owocach,
albo tutaj przy kwiatach.
Zobacz, za Tobą są gołębie.
Uśmiechnij się, proszę.

Tekst | Damian Biliński
Fot | Fotolia

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *