Kłótnia Polaków zakończona dramatem

Później, kiedy policja rozpytywała okolicznych mieszkańców, ktoś przyznał, że słyszał krzyki, choć mógł to być skowyt, jakby komuś działa się krzywda. Dochodził z mieszkania Polaków, ale nikomu do głowy nie przyszło, że taka tragedia rozgrywa się w domu za ścianą w tej spokojnej okolicy.

Już na procesie sędzia Keith Cutler, nim wyśle przysięgłych na obrady, określi, że przez wzgląd na wyjątkowy sadyzm, z jakim oskarżony potraktował swoją ofiarę, minimalna kara, którą chciałby usłyszeć to 15 lat pozbawienia wolności. Adamowi D. wtedy nawet powieka nie drgnie. Przez trzynaście dni procesu nie okaże żadnych emocji ani wyrzutów sumienia, jakby wcale nie miał poczucia winy. Będzie tylko powtarzał, że był zbyt pijany, by kogokolwiek zabić, a jeśli nawet, to tylko się bronił przed agresywnym współlokatorem, który napadł na niego bez wyraźnego powodu.

Tyle że jego wersja nikogo na sali sądowej nie przekonuje, bo oskarżenie ma mocny dowód na intencje, jakimi tamtego dnia D. się kierował. Bowiem w jego telefonie detektywi odnaleźli wiadomość tekstową, jaką wysłał do swoich znajomych w trakcie ataku na Szymona K. – Właśnie obcinam głowę tępym nożem – pisał, co według prokuratora czynił, aby nabrać pewności, że ofiara nie przeżyje. W sumie na ciele Szymona K. odnaleziono 70 ran zadanych młotkiem, śrubokrętem oraz nożem.

Znajomi

Szymon pochodził z Ostrowca Świętokrzyskiego. Kilka lat temu przeprowadził się do Wielkiej Brytanii. Zanim trafił do Southampton, pomieszkiwał w różnych miejscach w kraju. Lubił imprezy, nie stronił od alkoholu i narkotyków. Według rodziny był ciepłym i ciężko pracującym człowiekiem, który miał wielu przyjaciół zarówno w Polsce, jak i w UK. Pogodny, zadowolony z życia, z poczuciem humoru. Nie był z nikim związany na stałe.

Bezdzietny. Smukły 33-letni mężczyzna średniego wzrostu. Twarz szczupła, uszy odstające, krótkie, ciemne włosy, na których zwykł nosić czapkę z daszkiem. Splot wydarzeń sprawił, że na dwa tygodnie przed śmiercią trafił do domu przy Malmesbury Road w dzielnicy Shirley. Pomieszkiwał tam u swojego znajomego Adama D. Niedługo miał zacząć nawet płacić czynsz. Mężczyźni byli przyjaciółmi, razem spędzali czas, wspólnie się bawili. Na jednym z filmów nagranych telefonem w kwietniu 2015 roku widać, jak obaj bawią się na ulicznej imprezie. Są weseli. Lubią się.

O dziesięć lat starszy od Szymona Adam pracował wówczas w okolicznej fabryce, gdzie pakował przetwory mleczne. Podobnego wzrostu, ale lepiej zbudowany D. ma okrągłą twarz, masywny nos i niewielkie usta. Ciemne włosy oraz niewielkie oczy, które przez cały czas trwania procesu ani na chwilę nie zmieniły wyrazu.

Siedmiogodzinna agonia

To był długi weekend na początku maja 2015 roku. Szymon i Adam imprezowali przez kilka dni u znajomych. Badania krwi D. parę godzin po zabójstwie wykażą mieszankę alkoholu, amfetaminy i sterydów. Rano, w wolny od pracy poniedziałek 4 maja, kamery CCTV zarejestrowały obu mężczyzn, gdy wracali do mieszkania przy Malmesbury Road. Wtedy jeszcze nic nie wskazywało na nadchodzącą tragedię.

Nie sposób określić, co dokładnie wydarzyło się w domu Polaków. Podczas śledztwa detektywom nie udało się ustalić motywu. Oskarżony D. – jeśli rzeczywiście cokolwiek pamiętał – nie miał zamiaru współpracować z oficerami. Wycie z bólu, krzyki oraz odgłosy walki dotarły do sąsiadów, lecz widocznie nie wydały się na tyle podejrzane, żeby wezwać policję. Adam D. śmiertelnie ranił swojego współlokatora, który jednak nie umarł od razu. Jego agonia trwała co najmniej siedem godzin. Z kilkudziesięciu ran głowy, szyi i klatki piersiowej krew rozlała się na podłogę, ściany oraz meble. Połamane żebra przebiły oba płuca. Gdy skończył, D. wyszedł do ogrodu i wyjął telefon. W wyszukiwarce wystukał zdanie: „Jak wyczyścić krew?”.

Policja została wezwana na miejsce zdarzenia 20 minut po pierwszej po południu. Pomimo ponad 25-minutowej reanimacji ratownikom nie udało się utrzymać Szymona przy życiu – zmarł w Southampton General Hospital.

Głośna muzyka

Kilka godzin później Adam D. trafił do aresztu, a 6 maja oskarżono go o zabójstwo. Przez następne dni przed mieszkaniem, gdzie doszło do morderstwa, stały samochody policyjnych kryminalistyków. Taśma odgradzała wejście do budynku, a w środku specjaliści próbowali odtworzyć, co zaszło tamtego poranka. Przed sądem zeznają, że krew była niemal wszędzie, co świadczy o sile, z jaką przeprowadzony był atak oraz o sadyzmie, jakim wykazał się napastnik. Zabezpieczono narzędzia zbrodni: młotek, śrubokręt oraz nóż – na wszystkich odnaleziono ślady krwi należące do Szymona K.

Podczas składania zeznań w sądzie Adam D. wyjaśnił, że obaj mężczyźni nie spali od 48 godzin, a impreza w domu znajomych skończyła się, gdy zabrakło wódki. Wtedy postanowili, że wrócą do siebie. Gdy dotarli na miejsce pokłócili się, gdyż jednemu z nich przeszkadzała głośna muzyka w mieszkaniu. Sprzeczka przerodziła się w walkę, gdy – jak twierdzi oskarżony – Szymon K. go uderzył. Wtedy ten kazał mu się wynosić, ale K. nie miał zamiaru nigdzie iść. Zamiast tego chwycił za nóż i zagroził, że go zabije. Adam D. miał płakać i błagać, aby K. przestał i odłożył nóż. Bez skutku. Gdy oskarżony zrozumiał, że K. naprawdę ma zamiar go zabić, postanowił się bronić. Z szuflady wyciągnął młotek i zaczął uderzać na oślep. A zatem to nie było morderstwo, a obrona – stwierdził.

Kamienna twarz

W takim razie, jak to się stało, że na ciele jego kolegi odnaleziono aż 70 ran? Trudno to wytłumaczyć działaniem w samoobronie. Podobnie, jak wiadomość tekstową wysłaną do znajomych, w której opisuje, co właśnie robi ze swoją ofiarą – oskarżony nie potrafi wyjaśnić. Dla śledczych zajmujących się śmiercią Szymona K. było jasne, że mają do czynienia z brutalnym morderstwem. Ale jeszcze zanim sprawa trafiła do sądu, postanowili, że zwrócą się do polskich organów ścigania, aby te sprawdziły, czy w swoim rejestrze przestępców mają coś na Adama D. Bez powodzenia. Prokurator na rozprawie zauważył tylko, że wszelkie działania policjantów spotkały się z oporem bądź odmową współpracy ze strony polskiej.

Ława przysięgłych, gdy wysłuchani zostali wszyscy świadkowie, biegli, obrońca i prokurator, udaje się na obrady. Dwie i pół godziny później wraca z werdyktem – winny. Adam D. nie zdradza odrobiny skruchy ani nawet krzty niepokoju, gdy sędzia odczytuje wyrok dożywocia. Z kamiennym wyrazem twarzy słucha dalej, jak stanowi się o jego przyszłości – o wcześniejsze zwolnienie będzie mógł ubiegać się po odbyciu co najmniej 22 lat kary więzienia.

Paweł Chojnowski

goniec_150

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

INFORMACJE I BIZNES

OPINIE I PUBLICYSTYKA

/Autor

Miłość: On muzułmanin, ona chrześcijanka

On muzułmanin ze stolicy Bangladeszu, ona chrześcijanka z miasteczka w zachodniej Polsce. Poznali się w Berlinie. Synka urodziła zaraz po maturze. Historia jak z „Faktu”, a jednak się udało. Oto Klaudia, Mamun i ich multikulturowy „happy end”. Wychowana w rodzinie „patchworkowej”, Klaudia pragnęła, by jej własna była taka „na zawsze”. Życie wystawiło ją na większą próbę, niż zakładał plan.

STYL I KULTURA

/Autor

Jak zostać dawcą szpiku

Pobranie szpiku jest bezpieczne ale wiąże się z paroma niedogodnościami związanymi z przeszczepieniem. Jednak nie są one zbyt dotkliwe. Przy pobraniu komórek macierzystych z krwi obwodowej trzeba się liczyć z jednodniową wizytą w klinice pobrania.