» Damian Biliński

„Na pomoc! (…) Niemcy mnie biją!”. Pamiętacie słowa Jana Rokity wykrzyczane w samolocie? A jakże ich nie pamiętać, wszak obiegły całą Polskę i Niemcy. Jednak słowa dziennikarki jednego z dolnośląskich portali biją wszelkie rekordy – pytanie, jakiego rodzaju rekordy?

___________________________________________________________________________________________________________

Dziennikarka z pewnością nie zachowała się po chrześcijańsku. Nie nadstawiła „drugiego policzka”, gdy została „uderzona” w pierwszy, ba, oddała, i to dwa razy mocniej. A wszystko przez kawę, ciastko, kelnera i niemieckich turystów.

Do niecodziennej sytuacji doszło w restauracji we Wrocławiu. Dziennikarka Magdalena Groń, jadła zamówione ciastko – a dokładnie szarlotkę -,  które popijała ulubionym dziennikarskim napojem. Niestety. Aromat kawy z pianką z soi genetycznie modyfikowanej i smak szarlotki najpierw popsuł kelner, który zapytał dziennikarkę, kiedy zamierza opuścić lokal. Powodem niesmacznego pytania, była grupa starszych niemieckich turystów oczekujących przed lokalem na stolik, który miał się rzekomo za chwilę zwolnić. Jednak dziennikarka – co w tych okolicznościach przyrody było oczywiste – nie miała ochoty ani śpieszyć się z konsumpcją zamówienia ani opuszczać stolika pod nieuzasadnioną kelnerską presją.

Wówczas sprawy w swoje ręce postanowił wziąć niemiecki turysta. Według relacji dziennikarki, starszy mężczyzna podszedł do stolika i niegrzecznie zapytał dziennikarkę, czy nie widzi, że ich grupa jest liczniejsza, i że powinna ustąpić stolika? Dziennikarka nie myśląc ani sekundy odpowiedziała: „W Polsce mówimy po polsku, więc jeżeli coś Pan chce, to proszę do mnie mówić w moim języku”. Słowa dziennikarki rozzłościły starszego pana na tyle mocno, iż odwracając się do swoich kompanów miał powiedzieć: „Czy ktoś rozumie, co ta bezczelna polska kurwa do mnie mówi? Oni nigdy się nie nauczą”.

Słowa starszego pana były na tyle niekulturalne, iż wywołały upust – jak sama przyznała dziennikarka – całej nagromadzonej ksenofobii. Magdalena Groń, kobieta, dziennikarka, klientka wrocławskiej restauracji na słowa starszego pana odpowiedziała wprost: „Czy byłby pan uprzejmy zabrać swoją starą, esesmańską dupę z mojego kraju? Bo bezczelne niemieckie kurwy chyba nigdy nie nauczą się, że nie są u siebie”.

Cały wpis pojawił się na profilu społecznościowym Magdaleny Groń. I chyba sama dziennikarka nie podejrzewała, że wpisem wywoła tyle zamieszania; lawina komentarzy, tysiące polubień, i kilka tysięcy udostępnień, o szumie medialnym nie wspominając.

Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy zachowanie dziennikarki było odpowiednie, wszak do kulturalnych i dyplomatycznych nie należało. Ale, czy w podobnych sytuacjach poprawność polityczna powinna wziąć górę nad godnością? Wydaje się, iż starszego pana mocno poniosło, a że dziennikarka nie dała sobie w „kawę” nadmuchać to wyszła afera. Choć pan turysta, w sumie może mówić o dużym szczęściu, bo ani kawa na jego siwej głowie nie wylądowała ani ciastkiem w nos nie oberwał. A gdyby tak wystraszony pan kelner chusteczką niemiecki nos od ciastka powycierał, i rachunku na dodatek zażądał, dopiero byłby dramat! – a może nawet komedia.

Poniżej relacja dziennikarki.

dziennikarka_niemiecki turysta