» Iwona Starosta | Goniec.com

Poród w domu większości z nas kojarzy się jedynie z historią. Od kilkudziesięciu lat kobiety w krajach europejskich rodzą w szpitalach pod czujnym okiem położnych i lekarzy. Tymczasem ostatnio angielscy specjaliści opublikowali przewodnik, który zachęca przyszłe mamy do rodzenia w domu. Zdaniem medyków to często lepsza opcja niż w szpitalu. Okazuje się bowiem, że pozaszpitalne porody mają znacznie mniejszy odsetek interwencji typu kleszcze czy cesarskie cięcie.

_________________________________________________________________________________________________________________

Według angielskiego Instytutu Zdrowia ( National Institute for Health and Care Excellence, w skrócie NICE) więcej angielskich kobiet mogłoby rodzić w domu lub w placówkach prowadzonych przez położne. Obecnie w UK aż 90 proc. z około 700 tys. narodzin rocznie odbywa się w szpitalu. Zdaniem NICE aż 45 proc. porodów mogłoby mieć miejsce w domu lub w placówkach prowadzonych przez położne, bo ryzyko komplikacji w tych przypadkach jest bardzo niskie.

Zdaniem ekspertów kobieta powinna mieć wybór, gdzie chce rodzić. To sama zainteresowana powinna podjąć ostateczną decyzję. Pracownicy służby zdrowia mają jedynie obszernie i rzetelnie kobietę poinformować o tych możliwościach. Generalnie poród domowy zalecany jest kobietom, które już rodziły, a nie tym, które matkami zostaną po raz pierwszy. Domowy poród to rozwiązanie dla kobiet, u których ciąża przebiega prawidłowo i nie znajdują się one w grupie ryzyka. A do takiej grupy zalicza się m.in. kobiety powyżej 35. roku życia, otyłe, z wysokim ciśnieniem, chorobami serca czy anemią.

Ze statystyk medycznych wynika, że domowe narodziny lub choćby w placówkach prowadzonych przez położne mają znacznie mniejszy odsetek interwencji jak wspomaganie kleszczami lub vacuum (inaczej próżnociąg) oraz cesarskie cięcie. Przykładowo na 1000 rodzących w domu przypada tylko 7 cesarskich cięć, w placówkach położniczych – 8. Kiedy jednak narodziny mają miejsce w szpitalu to na 100 porodów aż 35 kończy się „cesarką”. Zdaniem niektórych specjalistów, lekarze na oddziałach ginekologicznych są często zbyt skorzy do interwencji w procesie narodzin.

Ostatnie rekomendacje NHS dla wielu są kompletnym zaskoczeniem, bo od kilku dziesięcioleci kobiety przekonywano o konieczności rodzenia w szpitalu, jako jedynej bezpiecznej możliwości przyjścia na świat dziecka. Teraz okazuje się, że to niekoniecznie najlepsza opcja.

Realna alternatywa

Postanowiliśmy sprawdzić, jak na rewelacje angielskich medyków reagują Polki zamieszkałe w Anglii. Czy dla nich poród w domu to rzeczywiście realna alternatywa dla rozwiązania w szpitalu.

– Szpitali to ja generalnie nie znoszę – przyznaje Kamila, w Londynie od trzech lat. – Jednak z drugiej strony nie wiem, czy miałabym odwagę zaryzykować rodzenie w domu. Wiadomo, że nawet jak w ciąży wszystko jest dobrze, to przy narodzinach różnie może być. Mam koleżanki, które rodziły w Polsce, w szpitalu oczywiście, bo u nas to standard, i niektóre miały problemy. Sam poród w domu kojarzy mi się z filmami o dawnych czasach, gdzie często dochodziło do dramatu – albo matka, albo dziecko, albo nawet oboje umierali.

Nigdy nie ma stuprocentowej pewności, że wszystko pójdzie gładko i bez problemów. Dlatego trochę mnie dziwi, że sami lekarze rekomendują rodzenie w domu. Ale z tego, co wiem, tutaj w ogóle jest inne podejście do ciąży. W Anglii kobietą w ciąży zajmuje się położna, a nie lekarz tak jak w Polsce. Tylu badań się nie robi, w ogóle jest inaczej. Niektóre moje koleżanki narzekają na takie podejście, inne z kolei chwalą sobie – mówią, że dzięki temu te wizyty są mniej stresujące – opowiada.

W szpitalu bezpieczniej

– Rodzić w domu? Z jednej strony to kuszące, bo szpital to nie jest przyjazne miejsce i w zasadzie, według mnie, to raczej miejsce dla chorych, a nie zdrowych ludzi. A przecież kobieta w ciąży nie jest chora – uważa Milena, w Londynie od dwóch lat. – Z drugiej strony jednak szpital daje w tym wypadku poczucie bezpieczeństwa, że w razie czego pomoc jest natychmiastowa. W domu takiej pewności nie ma, nawet jak jest położna, bo przecież nie ma żadnego sprzętu i przykładowo, cesarskiego cięcia nie zrobi w domu. Dlatego sama nie wiem…. Trochę to ryzykowne – przyznaje.

– Poród w domu? Nigdy! – twierdzi kategorycznie Beata, która jest mamą czterolatki i planuje niebawem kolejne dziecko. – Jak to w domu? Bez lekarza, bez możliwości szybkiej pomocy, gdyby coś poszło nie tak? Na pewno nie! Pierwszą ciążę i poród przeszłam bez problemów, ale to nigdy nie wiadomo. Przecież, jakby coś się dziecku stało, to w życiu bym sobie nie wybaczyła. Dziwne jest dla mnie tylko, że sami lekarze mają takie pomysły. Chyba chodzi o jakieś oszczędności. Pewnie, jak kobieta w domu rodzi, to NHS to mniej kosztuje. Innego wyjaśnienia nie widzę – zaznacza.

Inne podejście

Przy okazji naszego sondażu sprawdziliśmy też, co o opiece nad ciężarną w Anglii myślą nasze rodaczki.

– Urodziłam w UK dwójkę dzieci i z opieki tu jestem zadowolona – mówi Kasia, od siedmiu lat w UK. – Ja nie mam porównania jak to jest w Polsce, ale te koleżanki, które wcześniej rodziły w Polsce, a potem tutaj, to są zaskoczone tym, jak to w Anglii funkcjonuje. I nie wszystkim się podoba, że lekarz nie zajmuje się ciężarną, że badań różnych nie ma co miesiąc i tak dalej. Czy zdecydowałabym się na poród w domu? Trudno powiedzieć, ale przy trzecim dziecku, tym bardziej, że poprzednie dwa razy obyło się bez problemów, może bym zaryzykowała. Na razie jednak nie planuję szybko kolejnego dziecka, więc się nad tym nie zastanawiam. Na pewno musiałabym mieć pewność, że w razie czego, szybko znajdę się w szpitalu – zauważa.

– Tu jest zupełnie inne podejście do ciąży, traktuje się to jako normalny stan, a nie jak w Polsce, prawie jak chorobę – uważa Agata, w Londynie od sześciu lat. – W Polsce kobieta w ciąży to praktycznie co chwilę do lekarza musi biegać, mnóstwo badań, za każdym razem badanie ginekologiczne, które przecież do przyjemnych nie należy. Tu, jak wszystko jest w porządku, to rozmowa z położną, jakieś podstawowe badania i tyle. Zdecydowanie bardziej podoba mi się podejście angielskie. Moje koleżanki w Polsce, które rodziły, to niemal całą ciążę się martwiły, czy wszystko jest dobrze. Nic dziwnego, skoro ciągle jakieś badania na najróżniejsze czarne scenariusze. Ale poród w domu to już chyba lekka przesada. Lepiej jednak mieć pewność, że jak coś byłoby nie tak, to lekarz jest na miejscu. Tym bardziej w takim Londynie, gdzie w korkach to nawet transport na małą odległość może zająć dużo czasu – przekonuje.

Jak widać z naszego sondażu Polki na Wyspach nie są skore do rodzenia w domu. Nawet kobiety, które szpitali nie znoszą, w tym wypadku wybierają pewność, że ewentualna potrzebna pomoc będzie natychmiastowa.

Plusy porodu domowego:

» przebywanie w znanym środowisku, gdzie kobieta może czuć się bardziej zrelaksowana
» transport do szpitala nie zakłóca rozpoczętej już akcji porodowej
» rodząca nie musi pozostawiać w domu swoich dzieci, jeśli je ma
» kobieta nie musi być odseparowana od swego partnera tuż po narodzinach
» jest większe prawdopodobieństwo, że akcję porodową poprowadzi położna, którą kobieta dobrze zna z okresu ciąży
» jest mniejsze prawdopodobieństwo ingerencji w postaci wspomagania za pomocą kleszczy lub próżnociągu (vacuum)

Minusy porodu domowego:

» w przypadku komplikacji w trakcie porodu domowego może zaistnieć konieczność transportu rodzącej do szpitala. Przy pierwszym dziecku 45 kobiet na 100 wymaga przewiezienia do szpitala, przy drugim dziecku i kolejnych – tylko 12 na 100 kobiet tego potrzebuje
» generalnie medycy nie rekomendują rodzenia pierwszego dziecka w domu, gdyż ryzyko komplikacji różnego rodzaju jest większe niż w przypadku kolejnych porodów
» dodatkowym minusem dla niektórych kobiet jest fakt, że popularne przy porodzie znieczulenie zewnątrzoponowe w domu nie może być zastosowane

Źródło | Goniec.com

goniec_150

Sharing is caring!