Jak bardzo jesteśmy / jesteście – brytyjscy?

Internet, jak wiadomo, jest kopalnią informacji. Oraz inspiracji. Zainspirowani internetowym zjawiskiem o nazwie Matador Network postanowiliśmy poszukać – razem z Wami – metody na sprawdzenie, jak bardzo jesteśmy/ jesteście – brytyjscy. No to jak? Wchodzicie w to?

___________________________________________________________________________________________________________________

Matador Network, fascynująca skądinąd kopalnia arcyciekawych pomysłów, opublikował siedemnaście kryteriów, których spełnianie świadczy o coraz wyższym poziomie naszego brytyzmu (brytyszysmu? brit – izmu?). Anyway, long story short, zaliczenie kolejnych punktów na liście potwierdza, że oto wspinamy się coraz wyżej, coraz bliżej ideału – stajemy się prawdziwie brytyjscy. Już nie paszport, już nie obywatelstwo, już nie zangielszczone Jack zamiast Jacka, Maggie zamiast Magdy czy Chris zamiast Krzyśka o nas zaświadczą – a czyny nasze i wybory.

Przytaczamy niektóre matadorowe kryteria (niekonieczne w zastosowanej przezeń kolejności). Możecie odhaczać na liście „Test na brytyjskość prawdziwą”. Nie ukrywamy też, że znaleźliśmy sporo własnych, zakorzenionych w doświadczeniach nas samych, krewnych i znajomych, przykładów (exampli).

1. Po pierwsze więc – stosunek do pogody. Jeśli doceniasz każdą, byle nie będącą deszczem – jesteś do przodu. Uwaga: jeśli mizernej mżaweczki, lekko tylko roszącej lica i ubranie, nie uznajesz za deszcz – masz o jeden punkcik więcej. Dla prawdziwego Brytyjczyka deszczem jest dopiero prawdziwa ulewa, pomniejsze zjawiska atmosferyczne pomija on z prawdziwie angielskim stoicyzmem, by nie rzec flegmą (fuj).

2. Po drugie, stosunek do kawy. Ekspresy do kawy winny znajdować się w kawiarniach, gdzie zachodzi się po „to take away” albo z przyjaciółkami na plotki. W domowej kuchni królować winien ci czajnik, jako podstawowe narzędzie do przyrządzania napoju brytyjskich bogów – herbaty. English Breakfast czy Earl Grey?

3. No, właśnie, a propos „breakfast”. I po trzecie. Doskonały sprawdzian, możliwy do przeprowadzania drogą obserwacji w okolicznościach zewnętrznych wakacji all inclusive w tzw. resorcie. Jeżeli przebywając dajmy na to w Hiszpanii, słonecznym Egipcie czy Turcji, mając do wyboru croissanty, bagietki, naleśniki, sery, szynkę parmeńską czy frankfurterki, a na deser złociste papaje i krwistoczerwone arbuzy, na swój poranny posiłek wybierasz nieodmienne pomidora na ciepło, fasolkę w sosie i jajka w towarzystwie gąbczastego tosta – cóż… jakby ci to powiedzieć. Nie tylko nie wiesz co dobre, ale w dodatku nabierasz brytyjskości. Yummy.

4. Nadal w temacie i a propos wakacji. Jeśli uważasz, że najlepsze wakacyjne destynacje podróżne to a) Wyspy Kanaryjskie, b) Baleary, c) ewentualnie jakieś ciepłe i tanie miejsce w Azji – tak, zgadłeś: jesteś Brytyjczykiem! Na wakacje wyjeżdżasz poza sezonem, na miejscu smażysz się na skwarkę, w przerwach między sesjami popijając piwo w „Original Irish Pub” na Teneryfie. W samolocie powrotnym z żalem wspominasz niewidziany niemal nigdy na brytyjskim niebie gorący jasny obiekt. Na lotnisku w UK zachowujesz jednak fason i wychodzisz z terminalu w klapkach do krótkich spodenek. Na łydce masz liczący min. 15 cm 2 tatuaż. Za parę „quidów” jedziesz do domu „by cab”.

5. Czasem zdarza ci się polecieć w świat – wiadomo, dziś stoi on przed nami otworem. Jeśli po przylocie na miejsce przeznaczenia przeżywasz wstrząs, gdy straż graniczna nie wita cię uprzejmym uśmiechem, jeśli wydaje ci się, że obsługa lotniska jest ponura i nieuprzejma, jeśli masz wrażenie, że wylądowałeś w jakimś pradawnym zamordystycznym reżimie – zgadza się, jesteś Brytyjczykiem. Życie w UK i kontakt z tutejszymi służbami już cię rozzuchwaliło, wydawało cię, że wszyscy tak mają, Otóż nie, baczność. I wyjmij łapy z kieszeni jak ze mną, panem i władcą z plakietką i kaburą na biodrze, rozmawiasz.

6. Nadal w temacie podróży – docierasz do hotelu i koszmarna historia z lotniska się powtarza. Recepcjonista niemiły, kelner w restauracji nieuprzejmy, ludzie na ulicy odwracają wzrok, gdy się do nich uśmiechasz. Spokojnie, to tylko szok kulturowy – ty już bowiem jesteś Brytyjczykiem.

7. Po powrocie do domu – cóż, twojego nowego brytyjskiego domu – wracasz i do pracy. Jeśli o 13 jesz lunch, kupując go w pobliskim Tesco, Sainsbury’s czy take-away’u… sam wiesz, co to znaczy.

8. Pracujesz w rytmie 9-17, poświęcając ok. godziny dziennie na „commuting”. Obiad w domu? Fajna sprawa, ale… cóż, znowu idziesz do take – away. Albo zamawiasz „delivery”. Uwaga: jeśli jesteś w stanie przełknąć brytyjską kiełbaskę w panierce (battered sausage) dodajemy ci bonus – dwadzieścia punktów. I współczujemy – twoje kubki smakowe chyba cię opuściły.

9. Do autobusu wsiadasz ustawiwszy się najpierw grzecznie w kolejce. Wysiadasz w ten sam sposób, w odwrotnym kierunku.

10. W autobusie, poza nim, na ulicy, w sklepie, nawet na koncercie rockowym lub meczu używasz głównie zwrotów „przepraszam”, „dziękuję”, „proszę”. Przepraszasz ludzi za to, że na ciebie wpadli idąc chodnikiem, kajasz się, gdy wpadniesz na nich ty. Wersal. Albo raczej Pałac Buckingham.

11. Lubisz rodzinę królewską, wiesz jak ma na imię syn Kate i Williama, w którym miesiącu urodzi mu się siostra. I kto to jest Zara Philips.

A może macie jakieś własne pomysły?

js | emito.net

emito_net_150

Sharing is caring!