Dziennikarz Huffington Post podejmuje zgrany trochę już temat (jakżeby inaczej) imigracji. Dlaczego odmieniane na wiele sposobów słówko na „i” jest jednak – jego zdaniem – ok?

____________________________________________________________________________________________________________

Jak przypomina Jon Young debata na temat imigracji doprowadziła do tego, że ogólny obraz zjawiska jest znacznie wypaczony. Imigranci widziani są jako źródła wszelkiego zła: paraliżują sektor usług publicznych, odbierają miejscowym pracę, niszczą brytyjskie wartości, a nawet zapychają doszczętnie autostrady.

Dziennikarz nie proponuje jednak prostego zaprzeczenia. Na poparcie tezy, że najczęściej publicznie powtarzane słowo na „i” oznacza fenomen, który dla Wielkiej Brytanii oznacza jednak więcej korzyści niż mniej, przytacza fakty.

Po pierwsze, imigranci nie powodują wcale wzrostu wskaźników przestępczości. Dowodzą tego badania prowadzone przez London School of Economics. Uzasadnienie jest proste: kto podejmuje duży wysiłek, jakim jest wyjazd „za chlebem” nie jest wcale zmotywowany, by zaprzepaścić go schodzeniem na złą drogę. Przeciwnie – motywacja, by być w porządku, jest nawet jeszcze większa.

Po drugie, NHS. Imigranci go nie niszczą, a przeciwnie – tworzą w sporej mierze jego personel, bez którego, jak zapewnia sama ta instytucja, opieka nie byłaby możliwa lub z wielkim trudem. Łatwo więc sobie wyobrazić, co by było, gdyby owych imigrantów w NHS zabrakło, podsumowuje dziennikarz.

Dalej mowa jest także o tworzeniu miejsc pracy, wpływie imigracji na brytyjskie wartości, a nawet o owej nieszczęsnej zapchanej autostradzie z przysłowiowej już wypowiedzi Nigela Farage.

Zapraszamy do lektury materiału Ukip Is Wrong, EU Immigration Has Been Fantastic for the UK. Wnioski możecie wyciągać sami.

js | emito.net

emito_net_150

Sharing is caring!