HALLO PIZZA! NAJLEPIEJ SMACZNIE, SZYBKO, TANIO, I BEZPIECZNIE

Pewnie nie raz zastanawialiście się, jaką zamówić pizzę. Małą czy dużą? Sos pomidorowy, dużo sera, pieczarki, cebula, oliwki, tuńczyk, szynka, salami? Może Piacenza, Margarita, Frutti Di Mare może Diavolo? Pizza popołudniu czy wieczorem? Nieważne. Istotne, żeby było smacznie, tanio i szybko. Nad czym zastanawiają się pracownicy dostarczający pizzę? Podpowiem: Czy po realizacji zamówienia wrócą do domu cali i zdrowi?

Praca od zaraz
W tym biznesie każdy może zostać pracownikiem. Warunek jest jeden: Prawo jazdy. Oczywiście odrobina determinacji oraz znajomość topografii miasta grają na korzyść dostawcy. Dlaczego? Tutaj liczy się czas i zadowolony klient. Im więcej zadowolonych klientów, tym bardziej zadowolona firma. A pracownik?

Bogusław, jest 44-letnim, uczciwym, odpowiedzialnym i troskliwym mężem. Pizzę dostarcza na terenie Edynburga. Z żoną ma układ: Ona uczy się języka, On pracuje. I to dużo. Na codzień jest magazynierem w międzynarodowej firmie. Pracę kończy o godzinie siedemnastej. Po pracy konsumuje szybki obiad, rozmawia z żoną, z córką, czyta, a raczej dokonuje szybkiego przeglądu prasy i zamiast odpoczywać jedzie do pracy znowu. Jedzie do włoskiej pizzerni, w której pracuje od 4 lat, chociaż słowo „pracuje” nie zawsze brzmiało jednoznacznie. Okazuje się, bowiem, że wiele małych lub średniej wielkości firm nadużywa swobody gospodarczej i z formą zatrudnienia zwlekają najdłużej jak tylko można. Bardzo często zdarza się, że właściciele (Włosi, Pakistańczycy, Hindusi, Chińczycy) umowy konstruują w taki sposób, aby zarobił przede wszystkim pracodawca, a nie pracownik. Słowa Bogusława potwierdza inny mój rozmówca. Michał, lat 38, dostarcza pizzę na terenie małego miasta pod Edynburgiem. Przepracował w jednej z takich uczciwych firm 3 lata i jak mówi:

„Jeśli pracuje się dla dużej markowej firmy problemów zazwyczaj nie ma, ale jeśli firma jest jedną z kilkuset na rynku, problemów należy się spodziewać, np.: minimalna stawka lub mniejsza, zwlekanie z zatrudnieniem, nieprecyzyjne umowy, a nawet brak umowy, czyli praca na czarno. Generalnie odbywa się krętactwo. O kondycji pojazdów nie wspomnę. No, można jeździć własnym samochodem, ale trzeba to dobrze przekalkulować”.

Bogusław jeździ własnym samochodem i jest rozpoznawalnym dostawcą na terenie, który obsługuje. Znają go wszyscy pożeracze pizzy w okolicy; począwszy od małych dzieci, młodzieży, po dorosłych, a także alkoholików, narkomanów i „beneficiarzy”. Jednym słowem:

Wesoła dzielnica
Michał i Bogusław nie znają się, nigdy nie widzieli się, i nigdy ze sobą nie rozmawiali. Jednak mówią zadziwiająco podobnie: – „Najwięcej pizzy sprzedaje się w dzielnicach, które wieczorem najlepiej omijać szerokim łukiem. Ilość dostarczanej pizzy w „wesołych dzielnicach” do ilości tej samej pizzy dostarczanej w dzielnicach normalnych, wynosi 70% do 30%”. „Wesołe dzielnice” zamieszkane są w większości przez ludzi, którzy ciężką i uczciwą pracę oglądają z perspektywy 52 calowego telewizora. Bardzo często towarzyszy im zapach marihuany, smród alkoholu, moczu oraz niewyobrażalnych ilości śmieci. Brudne, „bezpańskie” dzieci to widok równie powszechny jak w opłakanym i beznadziejnym stanie budownictwo. Zatęchłe klatki schodowe, odchodząca farba, brak oświetlenia i niepewność towarzyszą niezmiennie świeżej, pachnącej i na czas dostarczonej pizzy. Choć czasami bywają opóźnienia. Bogusław dość często boryka się z na pozór błahymi utrudnieniami, ale są one na tyle uciążliwe, że czasami ma ochotę wszystko wrzucić do kosza, bo jak się tutaj nie zdenerwować, kiedy: – Jadę z dostawą, a na środku ulicy smarkacze urządzają sobie mecz piłki nożnej. Jak się nie denerwować, kiedy gówniarze rzucają kamieniami w samochód, albo próbują samochód zatrzymać” – mówi poirytowany Bogusław. Zdarzają się i takie sytuacje, że młodociani próbują samochód otworzyć, aby wyciągnąć wszystko, co możliwe i później sprzedać. Zabawne. Bogusław rozmawiał z lokalnymi stróżami prawa, którzy patrolują „wesołe dzielnice”, jednak zamiast usłyszeć konkretne rozwiązania usłyszał, że dzieci są tylko dziećmi, i że nie mogą nic zrobić. Nie pomagają wszędobylskie kamery, a rodzice miast opiekować się pociechami, pocieszają się zupełnie czymś innym, np.: pizzą. Niedawno problem niefrasobliwej młodzieży zniknął, przynajmniej na chwilę. Okazało się, że bardzo dobrym rozwiązaniem na wyładowanie młodzieńczych figli są karuzele, które licznie przybyły w okolice problemowych dzielnic. Jednak, kiedy czas zabawy dobiegł końca Bogusław musiał radzić sobie sam. Jednym z ostatnich wybryków niesfornych maluchów było „obsiadanie” samochodu:

„Dzieciaki wskoczyły na maskę samochodu, a te, które się nie zmieściły z przodu rozsiadły się na tyle samochodu na tyle skutecznie, że nie mogłem nic zrobić. Gdybym wysiadł mogłoby się skończyć różnie. Postanowiłem zagrać z nimi w ten sam sposób. Zrobiłem energiczny manewr do przodu i do tyłu. Wiem, to nie było to bezpieczne, ale okazało się skuteczne. Maluchy pospadały, a ja mogłem jechać z pizzą do klienta”. W końcu On, klient, jest w tym biznesie kluczową postacią nawet, jeśli jest agresywny, naćpany lub jest oszustem czy bandytą.

Klient najważniejszy
Michał swoich klientów zna na pamięć. W małym mieście wszyscy o wszystkim wiedzą i jeśli miałoby się wydarzyć coś nieprzyjemnego lub niebezpiecznego, lokalna społeczność reaguje natychmiast. Policja również. – „Generalnie większych problemów z klientami nie mam, często są moimi znajomymi, witają się ze mną na mieście w sklepie czy w banku. Owszem słyszałem o napadach, rozbojach, a nawet ataku ze skutkiem śmiertelnym. Mnie również zdarzały się incydenty. Jednego razu pijany klient postanowił zapłacić za dostawę rękami, ale pozostali koledzy na szczęście powstrzymali agresora. Innym razem zorganizowana grupa smakoszy pizzy zapłaciła fałszywymi pieniędzmi. Wiedziałem, że to fałszywki i nie chciałem przyjąć, ale nie było wyjścia. Jeden z biesiadników odgrażał się, że zapamięta moją twarz. Skończyło się na policji”. – Wyjaśnia Michał.

Jednak w większym mieście anonimowość jest dużo wyższa, a w związku z tym i przestępczość. I chociaż Bogusław chwali sobie klientów, szczególnie tych starszych, którzy życzliwie, uprzejmie i z sercem podchodzą do dostawcy to często spotyka obojętnych i zmęczonych życiem połykaczy pizzy. Jedni stoją w szlafroku, drudzy w majtkach, inni otwierają drzwi na szerokość pizzy lub dłoni, w której dzierżą wyliczoną gotówkę. Jednak są i tacy, którzy z wielkim brzuchem i pilotem w ręku dumnie odbierają zamówienie płacąc kilka razy w tygodniu po 25/35 funtów, czasami nawet więcej. Ciekawostką jest to, że Ci klienci, nie muszą w ogóle pracować, po prostu przyznane socjalne pieniądze ze smakiem połykają. Klienci są różni tak samo jak różne są zamówienia; mniejsze lub większe. Jednak jedno zamówienie Bogusław zapamięta na zawsze. – „Przyjąłem zamówienie. Pojechałem pod wskazany adres, ale dzwonek nie działał, więc wszedłem do klatki w celu wdrapania się na górne piętro. Był Styczeń. Na zewnątrz padał śnieg, było zimno i nieprzyjemnie. Drogę zagrodził mi człowiek w kapturze i szaliku owinięty po same oczy. W ręku trzymał siekierę. Wrzasnął, że chce pieniędzy. Początkowo pomyślałem, że to jakiś kolejny kiepski żart tych młodych gnojków i nawet się nieco uśmiałem, ale szybko zorientowałem się, że żarty się skończyły. Za moimi plecami poczułem kolejną źle usposobioną do mnie osobę. Napastnik stał z kuchennym nożem i wymachując powtarzał, że chcą pieniędzy. Zamiast zapachu pizzy poczułem zapach strachu. Po napaści i rabunku napastnicy uciekli”.

Gdy kilka dni później doszło do podobnej napaści, sprawę nagłośnił lokalny dziennik w Edynburgu, jednak bandytów nie wykryto. Łupem rzezimieszków padł telefon komórkowy oraz pieniądze ze sprzedaży pizzy jak również z napiwków. Te ostatnie, choć nie są duże, pomagają wspomóc niską ciężko wypracowaną pensję.

Raz, nie zawsze
Bandyci, oszuści czy rozboje nie zdarzają się na codzień, jednak doświadczenie Michała i Bogusława podpowiada, że trzeba być czujnym. Szczególnie w przypadku pieniędzy. „Zaufanie należy schować głęboko do kieszeni, tam gdzie gromadzą się drobne i grubsze banknoty. Jeśli klient wysypie na rękę uskładane pieniądze, i jeśli ich nie przeliczymy to możemy się zdrowo pomylić. Jednak, kiedy drzwi mieszkania zamkną się, a pizza zniknie w ciemnościach nieoświetlonej klatki, możemy zapomnieć, że po zapukaniu w drzwi ponownie ktokolwiek otworzy” – sugeruje Bogusław.

Michał pracuje na cały etat, Bogusław dorabia po godzinach. Oboje z formalnego punktu widzenia zarabiają stawkę minimalną, jednak nieformalnie do kieszeni wpływają napiwki. Zazwyczaj sumy są niewielkie 1 funt, 2 funty, czasami kilka, kilkanaście pensów. Rzadko, raz, nie zawsze, zdarzają się dobrodzieje, uśmiecha się Michał: – „Jeden z moich znajomych dostarczył pizzę. Klient zapłacił, podziękował i zamknął drzwi. Gdy w samochodzie znajomy zorientował się, że otrzymał 17 funtów za dużo uznał to za pomyłkę. Wrócił do klienta, aby zwrócić pieniądze, jednak okazało się, że był to jeden z większych napiwków, jakie otrzymał”.

Zarówno Michał jak i Bogusław przyznają, że bez napiwków praca stałaby się nieopłacalna. Średnio w ciągu tygodnia można liczyć na około 100 funtów extra, ale jeśli weźmiemy pod uwagę godziny pracy to zadowolenie z twarzy może zniknąć. Pracę rozpoczyna się po południu, a kończy po północy. Jeśli mamy rodzinę, dzieci, partnera lub partnerkę pizza może mam się odbić czkawką. Zaletą bez wątpienia jest dłuższy sen oraz to, że do południa możemy załatwić wiele spraw, np.: Bank, zakupy, basen, saunę lub pojeździć na rowerze. No, chyba, że właśnie pada deszcz, a wiatr zrywa dachówkę, wówczas można odgrzać wczorajszą pizzę albo poczekać do wieczora na świeżą i zjeść ze smakiem. Tylko, jaką? Małą czy dużą? Sos pomidorowy, dużo sera, pieczarki, cebula, oliwki, tuńczyk, szynka, salami? Może Piacenza, Margarita, Frutti Di Mare, Diavolo…

Tekst: Damian Biliński
Reportaż powstał w 2011 roku

0 komentarzy

Odpowiedz

Chcesz wziąć udział w dyskusji?
Śmiało, napisz coś!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *