Brytyjski rząd rozdaje darmowe działki na wyspie Pitcarn, ale prawie nikt nie chce przeprowadzić się na malowniczą wyspę. Dlaczego? Wyspa kryję tajemnicę, o której mało kto słyszał.

____________________________________________________________________________________________________________________

Wyspa jest mała, malownicza, a temperatura nie spada poniżej 17 stopni. Piękną wyspę zamieszkuje jedynie 50 osób, które zaopatrują się w jednym sklepie, do którego żywność i inne produkty dostarczane są aż z oddalonej o kilka tysięcy kilometrów Nowej Zelandii.

Brytyjski rząd wyspę Pitcarn chce zasiedlić rozdając darmowe działki. Jednak jak do tej pory zgłosiła się tylko jedna osoba. Dlaczego? Może dlatego, że Wyspa kryję tajemnicę, o której mało kto słyszał.

Pitcairn – cztery kilometry kwadratowe lądu na środku Pacyfiku. Sady mandarynkowe i słodki miód z lokalnej pasieki, którym rozkoszuje się królowa Elżbieta II. Zdobycze cywilizacji nie rujnują życia mieszkańcom, a do najbliższego lądu – dwie doby żeglugi. Zresztą „statek zawija tutaj sześć razy do roku. Czasem przypłynie jacht. Nic więcej. Żaden samolot nie wyląduje na Pitcairn, żaden helikopter nie doleci. Pitcairneńczycy odgradzają się od świata, nie zbudowali portu.” Palmy, słońce, Ocean Spokojny, życie bez pośpiechu – istny raj na Ziemi. Niestety, dostępu do niego pilnie strzegą tubylcy – około sześćdziesięciu osób. Większość z nich, to rdzenni mieszkańcy – potomkowie osiemnastowiecznych buntowników z „Bounty” i uprowadzonych wówczas tahitańskich kobiet. Poza nimi wyspę zamieszkują jeszcze Przechrzty, czyli Obcy, którzy związali się z rdzennymi Pitcairneńczykami. Jednak jest ich niewielu i żyją na wyspie na zupełnie innych prawach. „Przechrzta jest co najwyżej lokajem Pitcairneńczyków. Jak go dopuszczą do stołu, to może słuchać, ale nie mówić.” Dla wszystkich najważniejsza jest wspólnota, której podporządkowują całe swoje życie. Wspólnota ma własne spojrzenie na wiele spraw, często bardzo odrębne od reszty świata, kieruje się swoimi zasadami. Nie ma tam fizycznej agresji, choć zdarza się, że sąsiad sąsiadowi podtruje drzewa. Bronią się przed obecnością świata zewnętrznego, uważając, że sami potrafią o siebie zadbać. Wierzą w swój idealny dom. Porządku na wyspie pilnują „mężczyźni szybkich decyzji, tacy, którzy się nie zawahają. Mówią o nich Chłopcy.” Są też strażnikami sekretu, który nie powinien ujrzeć światła dziennego. „Na Pitcairn niektóre informacje są jak zawleczki granatów.” Milczenie jest dla nich najlepszym rozwiązaniem, bo każdy kto decyduje się mówić, zostaje Judaszem i naraża się na ostracyzm. Tajemnice jednak mają to do siebie, że wcześniej czy później ktoś je zdradzi. We wrześniu 2004 roku na ławie oskarżonych zasiadło siedmiu mężczyzn – Chłopców – w niebieskich t-shirtach z wyszytym białą nicią napisem „Bounty”, którzy twierdzili, że „proces to farsa, brytyjski spisek, zamach na suwerenność.” Wszystkim postawiono jeden zarzut: molestowanie seksualne nieletnich dziewczynek. Niektóre z nich miały zaledwie kilka lat: „pierwszego gwałtu nie pamiętam. Byłam zbyt młoda. Pamiętam drugi. Miałam dziesięć lat”. Żadnej dziewczynce mieszkającej na Pitcairn nie udało się uniknąć gwałtów. „Polowanie nie ominęło nikogo, przeszło przez każdy dom. Nikt nie mógł stanąć z boku, powiedzieć: „Ten gwałt mnie nie dotyczy”. Albo gwałciłeś, albo odwracałeś wzrok. Jadłeś płatki na mleku, gdy twoja córka wracała zbroczona krwią, spacerowałeś, gdy w krzakach dwóch sąsiadów zajmowało się córką twojego brata. […] Gwałcili tyle, by zaspokoić potrzeby, lecz nie tyle, żeby zrobił się smród wokół wyspy. Czyli ile? Czy któryś zadał sobie pytanie, czy zgwałcił w sam raz, czy już za dużo?” Trudno się czyta takie historie. Pozorny raj, w którym trafia się na samo dno piekła, gdzie największym grzechem zdaje się być przyzwolenie na przemoc i wieloletnia zmowa milczenia. „Matka mówiła, że Chłopcy mają do mnie prawo. Dorastałam w bólu i samotności”. Jak mocno dziewczynki musiały być zastraszone, że kiedy dorosły, to część z nich akceptowała ten sam ból zadawany ich córkom? Ile trzeba odwagi i determinacji, aby odnaleźć w sobie siłę do przeciwstawienia się całej społeczności, która staje po stronie zbrodniarzy, a nie ofiar? „Ojcowie mówili przed sądem: „nasze córki to dziwki, są obłąkane, gwałty to ich urojenie”. Żaden nie pomścił córki.” A świat? Dlaczego świat nie reaguje na zło? Czyżbyśmy podporządkowywali się zasadom panującym na Pitcairn: „nie widzę”, „nie słyszę”, „nie mówię”?

Maleńka wyspa na Oceanie Spokojnym, na której żyje kilkadziesiąt osób. Wszyscy mają obywatelstwo Wielkiej Brytanii, mogą korzystać z praw przysługujących obywatelom Unii Europejskiej.

Chłopcy, pomimo wyroków skazujących, żyją spokojnie na wyspie, przez niektórych nazywani kwiatem pitcairnańskiej społeczności.

Tekst | Beata Waniek | Fot | za http://library.puc.edu
M. Wasilewski: Jutro przypłynie królowa. Wołowiec 2013.

Sharing is caring!