GOOD MORNING – AFTER PILL

No i stało się to, czego w Polsce należy oczekiwać za jakieś powiedzmy 100 lat, choć katolików w Polsce, tak jak w Stanach Zjednoczonych, nie brakuje. Jak podały media, m.in. brytyjskie BBC „Administracja prezydenta Barack’a Obamy zapowiedziała, że dostosuje się do wyroku sądu i nie będzie dalej blokować dostępności pigułki antykoncepcyjnej “dzień po” bez recepty dla wszystkich kobiet i dziewcząt, bez ograniczeń wiekowych”.

USA
Wieloletni spór między administracją Barack’a Obamy a zwolennikami pigułki antykoncepcyjnej nazywanej „dzień po” („morning-after pill”), którą kobiety zażywają tuż po stosunku płciowym lub najdalej 72 godziny po, kończy się na niekorzyść prezydenta Stanów Zjednoczonych, a na korzyść samych zainteresowanych, czyli kobiet. Według informacji przekazanych przez media, sąd w Nowym Jorku już kwietniu nakazał, aby pigułki były dostępne bez wiekowych ograniczeń. Jednakże administracja rządowa, będąc przekonana, że pigułka powinna być dostępna powyżej 15 roku życia, zapowiadała złożenie apelacji. Jednak tak się nie stało. Ministerstwo sprawiedliwości poinformowało, iż rząd dostosuje się do wyroku sądu, czyli, że pigułki „dzień po” będą dostępne bez ograniczeń wiekowych i bez recepty dla wszystkich kobiet, w tym dziewcząt. Warto zaznaczyć, iż organizacje feministyczne od dawna apelowały o zniesienie restrykcji w dostępie do antykoncepcji, której skuteczność w tym przypadku wynosi 89 procent, nawet gdy zostaną użyte 72 godziny po odbyciu niezabezpieczonego stosunku. Oczywiście z formalnego punktu widzenia spór został zakończony, choć zwolenników i przeciwników, ekspertów i zwykłych obiegowych opinii nie brakuje. Prezydent Stanów Zjednoczonych, Barack Obama, ojciec dwóch córek, dwa lata temu tłumacząc konserwatywne stanowisko rządu powiedział, że kupowanie pigułek „dzień po” to nie to samo, co kupowanie gumy do żucia.

UK
W Wielkiej Brytanii spór wygląda nieco inaczej i sięga swym zagadnieniem znacznie dalej, niż w innych krajach, np.: kilka miesięcy temu eksperci ds. zdrowia wezwali szkocki rząd do zapewnienia pigułek antykoncepcyjnych w szkołach. Grupa Scottish Sexual Health próbowała przekonać szkocki rząd do tego, aby zapewnić dostęp uczniom do środków antykoncepcyjnych takich jak pigułki i prezerwatywy u szkolnych pielęgniarek. Grupa SSHLCG wystosowała w tym celu oświadczenie w formie pisemnej i przedłożyła dokument w szkockim parlamencie komisji badającej problem nastoletnich ciąż. Bowiem, z przeprowadzonych badań wynika, że Szkocja ma wyższy wskaźnik nastoletnich ciąż, niż większość innych krajów Europy Zachodniej. W przedłożonym liście można było przeczytać: ”Dlaczego antykoncepcja nie jest dostępna w szkołach? Dlaczego prezerwatywy i inne środki antykoncepcyjne nie są dostępne, podczas gdy szczepionki przeciwko chorobom przenoszonym drogą płciową (HPV) są podawane w szkołach.” Na pytania odpowiedział m.in. rzecznik rządu: „To nie jest dobra polityka, aby antykoncepcja była dostępna w szkołach. Młodzi ludzie zamiast pigułek powinni otrzymać porady, a w razie konieczności powinni być skierowani do innych miejsc, tam gdzie antykoncepcja jest dostępna.” Z kolei Patrick Harvie, z Szkockiej Partii Zielonych powiedział, że przy wsparciu szkolnych pielęgniarek, które mogłyby mieć dostęp do środków antykoncepcyjnych, mogłyby one w ten sposób pomóc rządowi w walce z problemem przedwczesnych i niechcianych ciąż wśród nastolatek.” Patrick Harvie, dodał również, że: „Statystyki wskazują, że w Szkocji od kilku lat problem nastoletnich ciąż powoli, ale jednak spada. Wynika to z wysokiej jakości dostępnych usług, a zapewnienie antykoncepcji w szkołach byłoby kolejnym dobrym krokiem w kierunku obniżenia niechcianych i przedwczesnych ciąż.”

Ale nie jest to takie oczywiste, bowiem, czym innym chcieć, a czym innym móc. Obecnie „klauzula sumienia”, która pozwala farmaceutom zrezygnować z udzielania kobietom pomocy w postaci przepisania tak zwanej „morning-after pill” jest niezadowalająca. Klauzule te powinny być albo zakazane albo prawnie wzmocnione i uregulowane, tak aby farmaceuci i pacjenci dokładnie wiedzieli czego mogą oczekiwać. Tak przynajmniej twierdzą eksperci, bo w Wielkiej Brytanii od 2001 roku, co prawda farmaceuci są w stanie przepisać kobietom pigułkę bez recepty, ale klauzule sumienia pozwalają 
 farmaceutom również zrezygnować z udzielenia takiej pomocy. Niektórymi powodami takiego stanu rzeczy są chociażby przekonania religijne lub moralne. W takich sytuacjach niektórzy lekarze odsyłają pacjentów do innych lekarzy, którzy nie widzą żadnych przeszkód z przepisaniem pigułki. Z kolei pracownicy Uniwersytetu w Hertfordshire i Royal College of Surgeons w Irlandii, napisali: „Albo przekonamy wszystkich farmaceutów, niezależnie od ich moralnych lub religijnych przekonań, aby zrezygnowali z udzielania takiej formy antykoncepcji w stosunku do wszystkich pacjentów, albo musimy liczyć się z konsekwencjami skarg na wydajność i zawodowy profesjonalizm, co w efekcie może doprowadzić do konsekwencji prawnych”. Jednak nie zmienia to faktu, iż antykoncepcja w Wielkiej Brytanii jest chlebem powszechnym; prezerwatywy, implanty, zastrzyki, pigułki, a wszystko po to, aby uchronić dzieci – które seks uprawiają niezależnie od polityki – przed skutkami tejże miłości; często zbyt wczesnej, bez odpowiedniej wiedzy i co też się zdarza, zabezpieczeń.

PL
W internecie można znaleźć wiele historii, jak w praktyce działa pigułka „dzień po” w Polsce. Wielu lekarzy, albo przepisze receptę od ręki – oczywiście za wizytę trzeba zapłacić -, albo będą stwarzać wirtualne problemy; a że tabletka jest szkodliwa, a nawet śmiertelna, albo odeślą zainteresowaną osobę do lekarza innego, bo akurat ten z którym rozmawiamy nie ma ochoty zabijać (sic!) dzieci. Przykładów naprawdę jest co najmniej tyle, ilu jest lekarzy. Jedno jest pewne: w Polsce nic nie jest pewne, oczywiste, racjonalne i normalne. Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem tabletki wczesnoporonne i metody aborcyjne są zakazane. Natomiast pigułki „po”, które nie należą do tabletek wczesnoporonnych są dostępne wyłącznie na receptę. Zastosowanie pigułki daje możliwość uniknięcia nieplanowanej ciąży. Jednakże przez wiele osób antykoncepcja „po” jest mylona z tabletkami poronnymi, ale to błędne podejście, ponieważ w przeciwieństwie do tych ostatnich pigułki „po” nie wywołują poronienia lecz działają antykoncepcyjnie. Pigułki „po” są zatwierdzone przez Ministerstwo Zdrowia i oficjalnie dostępne w Polsce. Jednak w Polsce do problemu antykoncepcji i aborcji podchodzi się  zupełnie inaczej, niż w krajach ucywilizowanych. Najpierw dyskutują księża, następnie biskupi, a koniec końców biskupi z politykami. Argumenty są od lewej do prawej strony, ideologiczne i praktyczne, ale ostatecznie lądują gdzieś głęboko w koszu, prawie tak samo jak dzieci z legalnych i nielegalnych aborcji – o turystyce nie wspomnę. Według różnych szacunków w Polsce dokonano 4/5 milionów zabiegów aborcyjnych, a każdego roku przeprowadza się od 1000 do 100.000 zabiegów, z powodu zagrożenia życia, poprzez chorobę i gwałt, ale i kaprys czy zwyczajną wpadkę. I jak się zdaje, żadne polityczno-ideologiczne zakazy nie zatrzymają tego zjawiska, a może nawet kultury. Wszak, tak samo jak istnieje czarny rynek narkotyków, alkoholu czy nikotyny, tak samo istnieje czarny rynek środków antykoncepcyjnych i wykonywanych aborcji. Choć tuż za Polską granicą problemu większego nie ma; cena aborcji to jedyne 500 euro. Oczywiście moglibyśmy spierać się na temat dlaczego jeden lekarz zezwoli na cesarskie cięcie, a inny nie zezwoli, dlaczego i w jakim celu dokonuje się zabiegów aborcyjnych, albo czy jest to moralnie akceptowane. Albo dlaczego jeden lekarz w Polsce przepisze pigułkę „dzień po”, a drugi tego nie zrobi.  Ale czego byśmy nie wymyślili, to kij ma dwa końce, tak samo jak to, że społeczeństwa posługują się kategoriami dobra, zła i środka. Chociaż częściej my jako społeczeństwo wybierać musimy nie między dobrem a złem, a między złem a złem mniejszym, gdzie demokracja jest tego najlepszym przykładem.

Gdyby za kilka lat, z jakiś bliżej niewyjaśnionych mi przyczyn, córka popełniła miłość z dopiero co zapoznanym chłopcem, a rano rozpłakała w moich ramionach z powodu ów nieszczęśliwej pomyłki, nie zawahałbym się kupić pigułki. Oczywiście gdybym mógł to zrobić. Bowiem, mniejszym złem jest zapobiec nieszczęśliwej pomyłce, niż z pomyłką spędzić resztę życia – niestety. Polska lubi cierpieć, natomiast córka, żona i ja oraz wielu  naszych znajomych i przyjaciół – niekoniecznie. Jeśli mamy dążyć do idei szczęśliwego społeczeństwa, to nie możemy zakazywać, karać i wmawiać komukolwiek, że białe jest czarne lub na odwrót. Pozwólmy rozwijać się w szczęściu i pielęgnować szczęście takim jakie ono che być, a nie takim, jakim byśmy chcieli jako rodzice, obywatele, a szczególnie politycy i duchowieństwo, aby było. Nie mówię o anarchii, ale o rzetelnej edukacji pozbawionej ideologiczno-religijnych naleciałości. Mówię o nauce, wolności, ale i odpowiedzialności.

Owszem, można czuć pewnego rodzaju niesmak, niezadowolenie, rozgoryczenie, a nawet silny sprzeciw przeciwko współczesności, ale innej nie mamy. Dzisiaj według społecznych i medialnych standardów należy się spieszyć: dzieci posyłać do szkoły od 6 roku życia, seksualnie edukować od wanienki, szybciej czytać i pisać, szybciej jeść i jeszcze szybciej pracować. Szybciej robić zakupy, szybciej konsumować, wydawać i wydalać. Szybko kopulować, rodzić, karmić, chodzić spać i jeszcze szybciej wstawać. Good morning-after pill…

Tekst | Damian Biliński
Fot | Fotolia

0 komentarzy

Odpowiedz

Chcesz wziąć udział w dyskusji?
Śmiało, napisz coś!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *