» Damian Biliński | Fot. Twitter | EveningExpress

26-letni Polak, który pojawił się niedawno na ulicach szkockiego miasta Aberdeen, wzbudził powszechne zainteresowanie przechodniów i lokalnych mediów. Dlaczego?

_______________________________________________________________________________________________________________

Dobra reklama to połowa sukcesu. Prawda dość oczywista, ale nie wszystkie firmy stosują się do tej prostej zasady. No tak, prosto powiedzieć, ale jaka to jest dobra reklama? A może taka, która zwróci na siebie uwagę, taka, która działa podprogowo, zachęci smakiem, zapachem, dotykiem i… seksem. Bez seksu, ani rusz, reklama będzie mniej wartościowa, mniej więcej … o połowę.

Najwyraźniej 26-letni Polak, który pojawił się niedawno na ulicach szkockiego miasta Aberdeen, zna się nie tylko na wózkach widłowych, ale także na marketingu. Otóż pan Martin Bergchauzen, stanął na mieście z tabliczką, na której dużymi literami napisał „Darmowy seks”, wzbudzając w ten sposób powszechne zainteresowanie zarówno przechodniów jak i lokalnych mediów. Oczywiście Martin Bergchauzen zastosował klasyczny chwyt, bowiem pod dużymi literami znalazł się tekst napisany „drobnym druczkiem”: “Nie, tylko żartuję. Szukam pracy. Wezmę każdą pracę. Zagadaj albo zadzwoń do mnie”.

Martin Bergchauzen_tel

Martin Bergchauzen, swoje nietuzinkowe podejście do szukania pracy wytłumaczył prosto: “Nie oferuję seksu. Chciałem tylko zwrócić uwagę mieszkańców, bo seks to słowo, które zawsze budzi zainteresowanie. To był chwyt marketingowy, który sprawdził się i tym razem – ludzie zatrzymywali się obok mnie i robili zdjęcia” – wyjaśnił Bergchauzen.

Martin Bergchauzen, przyleciał do Szkocji z Warszawy miesiąc temu. Zapewnia, że posiada doświadczenie w pracy na wózkach widłowych, jednakże, jak podkreśla, może podjąć się każdej pracy.

Z ostatniej chwili:

Redakcja Open Magazyn skontaktowała się z panem Marcinem pod wskazanym w ogłoszeniu numerem telefonu. Okazuje się, że zanim informacja trafiła do mediów, w tym polskich, pan Marcin nie spał do 3 nad ranem, bowiem odbierał informacje od osób, które odczytały ogłoszenie dosłownie. Pan Marcin otrzymał hurtowe ilości propozycji od kobiet, które rzeczywiście chciałyby pomóc panu Marcinowi niemal natychmiast. Składane propozycje były merytoryczne i bez niewybrednych komentarzy. Panowie byli wstrzemięźliwi, bowiem nie zgłosił się żaden.

Natomiast pojawiło się bardzo dużo ofert, proponujących zwykłą ludzką pomoc od Polaków mieszkających w Aberdeen i okolicznych mniejszych miejscowości. Zresztą w momencie naszej rozmowy telefonicznej pan Marcin śpieszył na rozmowę o pracę. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, rozpocznie pracę na kolei. Kto wie, może swym urokiem będzie czarował panie sprawdzając im bilety?

Gratulujemy pomysłu.

Sharing is caring!