Dzisiejsze społeczeństwo tworzy celebrytów. Jednego dnia takie osoby są na szczycie, chociaż niczego sobą nie reprezentują, a drugiego znikają z przestrzeni publicznej. Większość ludzi na zewnątrz naśmiewa się z nich, chociaż w duchu sami chcieliby być na ich miejscu – mówi polska rzeźbiarka mieszkająca w Durham Goshka Białek w rozmowie z Dariuszem Dzikowskim.

________________________________________________________________________________________________________________

Specjalizuje się pani w rzeźbie szklanej.
– Nie do końca, niektórzy tak mnie szufladkują. Obecnie kończę doktorat w National Glass Centre, University of Sunderland, pt. „Metalowe inkrusje w rzeźbach szklanych”, ale pracuję w różnych technikach. Szkło jest trudnym i kosztownym materiałem, a ponieważ moje projekty są z reguły dużych rozmiarów, stąd często wymagają minimum trzech tygodni wypalania w piecu i nigdy nie da się przewidzieć rezultatów. Ale właśnie ta niepewność wywołuje dreszczyk emocji. Ze szklanymi rzeźbami są problemy, organizatorzy pokazów często mają obawy przed ich wystawianiem. Łatwiej mogą bowiem ulec zniszczeniu, a pod wpływem słońca i zmiany temperatury również wystrzelić, szczególnie jeśli projekt znajduje się na powietrzu. Dlatego praca musi zostać fachowo wykonana. A trzeba pamiętać, że szkło cały czas jest płynne, co różni je od innych materiałów.

Pani projekty często są pokazywane w przestrzeni publicznej.
– Bardzo lubię pracować nad dużymi formami, chociaż stwarza to dla artysty pewien dyskomfort. Taka rzeźba jest bowiem robiona na zamówienie, więc musi wyglądać tak, jak chce zleceniodawca, a w związku z tym inwencja twórcza często schodzi na drugi plan, albo jest mocno ograniczona. Ja unikam projektów, gdzie fundator chce narzucić swoją wizję, wybieram tylko takie, w których mogę mieć wolność artystycznej wypowiedzi.

Na temat obecnego świata?
– Na przykład. Na początku roku moja rzeźba „Mechanism of celebrities” stanęła w City of London Academy. Praca symbolizuje w jaki sposób społeczeństwo tworzy celebrytów. Jednego dnia takie osoby są na szczycie, chociaż niczego sobą nie reprezentują, a drugiego znikają z przestrzeni publicznej. W gruncie rzeczy osoba fizyczna nie istnieje, jest tylko w naszej wyobraźni.
„Mechanism of celebrities” to 4,5-metrowa figura zrobiona z dużych gwoździ, niektóre o długości metra. Z kolei małe gwoździki wspinające się po ramie powyginane są w kształcie ludzkich postaci. Większość ludzi na zewnątrz naśmiewa się z celebrytów, chociaż sami chcieliby być na ich miejscu.

Widzowie rozszyfrowują ten kod?
– Mam nadzieję, że przynajmniej niektórzy. Tu ciekawe spostrzeżenie. Niedawno pod moim kierunkiem grupa studentów z różnych wydziałów, we współpracy z pracownikami Durham University, przygotowała dwie rzeźby, które zostały wystawione z okazji Tygodnia Sztuki na miejscowym zamku. Obiekt ma długą tradycję i szereg związanych z nim legend. Według jednej, żona biskupa, znana jako Grey Lady, która tragicznie zginęła spadając ze schodów, ukazuje się pod postacią zjawy. Do tego nawiązywała pierwsza z przygotowanych przez nas rzeźb. Zrobiliśmy ducha, który został wystawiony na kondygnacji w centralnej części zamku. Trzymetrowa rzeźba zbudowana z metalu i szkła, pokryta kropkami holograficznymi, w nocy była podświetlana, a w dzień lśniła pełnym blaskiem odbijając promienie słoneczne i budząc powszechny entuzjazm.

Zupełnie inaczej było z drugim projektem – krasnalem. Był on tak brzydki, że aż ładny. Miał wielkie, zielone ręce, okulary na nosie, a obok parasolkę. Materiał był podobny jak przy duchu, tylko twarz gnoma została wykonana z papierowej masy. Specjalnie uwypukliliśmy brzydotę tej postaci. Rzeźba stała w zamkowym ogrodzie i budziła mieszane uczucia. Dlaczego? Tu warto odpowiedzieć sobie na pytanie, co to jest sztuka, jakie treści ma przekazywać i czym się kierować? Gnom miał prowokować i rzeczywiście tak się stało. W połowie tygodnia zniknął. Sprawą zajęła się policja i redakcja BBC, a dziennikarz tej stacji przeprowadził ze mną wywiad. Powiedziałam mu, że nie mam pojęcia co się stało z krasnalem – pewnie się obraził i sobie poszedł. Spytałam jednocześnie czy znajdą się ludzie, u których biedak znajdzie przytulny dom. Następnego dnia złodzieje zwrócili go z powrotem.

Nie łatwiej iść bardziej układną drogą?
– Może łatwiej, ale na pewno mniej ciekawie. Obecnie przygotowuję wystawę „Crucifixion”, która zostanie pokazana w Bułgarskim Instytucie Kulturalnym w Londynie. To seria prac przedstawiająca w jaki sposób niszczona jest tradycja, której, niestety, często nie da się już odtworzyć. Szklane gwoździe scalają drewno, które znalazłam w śmieciach, albo dostałam z odpadów po remontach starych domów, średniowiecznego zamku czy katedry w Durham. A przecież nadal to bardzo twardy, wytrzymały materiał. Niestety, jak widać, już niepotrzebny…

Tworzy pani własne projekty, ale prowadzi też zajęcia ze studentami.
– Obecnie mniej, natłok zajęć nie bardzo mi na to pozwala, chociaż wcześniej pracowałam z młodymi ludźmi w college’ach w Durham, Newcastle i Sunderland oraz w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Miałam także kursy w brytyjskich więzieniach, sztuka w tutejszym systemie penitencjarnym jest ważnym przedmiotem w resocjalizacji skazanych.

Od ilu lat mieszka pani na Wyspach?
– Dokładnie od 1989 roku, kiedy przyjechałam do Durham. Prowadziłam tu projekt „Tempus”, w którym uczestniczyło siedem uniwersytetów z sześciu państw, a jego głównym celem było zacieśnienie współpracy energetycznej między Polską, Wielką Brytanią, Turcją, Słowenią, Francją i Niemcami. Później, po przeprowadzce do Edynburga, organizowałam współpracę między polskimi i brytyjskimi uczelniami artystycznymi. A w międzyczasie skończyłam studia rzeźbiarskie na Uniwersytecie w Sunderland i tworzyłam swoje artystyczne projekty. W połączeniu z cybernetyką ekonomiczną i informatyką (ukończyłam ten kierunek na Uniwersytecie Warszawskim) daje to ciekawe rezultaty…

Źródło | Goniec.com

goniec_150

Sharing is caring!