» Dorota Kosko

Kamil Durczok, redaktor naczelny „Faktów” w największej stacji informacyjnej, TVN24, dziennikarz z ponad 20-letnim stażem, dziś stał się erotomanem, narkomanem, molestującym koleżanki z pracy.

________________________________________________________________________________________________________________________

Od jakiegoś czasu w mediach przewijał się motyw „pewnego“ bardzo znanego dziennikarza, z bardzo znanej stacji, który dopuścił się molestowania na, wciąż anonimowej, pracownicy.

Śledztwem w tej sprawie zajął się naczelny tygodnik od grzebania w brudach – „Wprost“. Kilka miesięcy temu mogliśmy w formie odcinków dowiadywać się o kolejnych ujawnionych „taśmach prawdy“, teraz Sylwester Latkowski rozpoczął taką samą zabawę pt. „grzebanie w życiu prywatnym Durczoka“.

Już sama wczorajsza okładka z dziennikarzem krzyczała i wydawać by się mogło, że faktycznie Latkowski ma niezbite dowody na winę Durczoka. Niestety, dla wszystkich, którzy mieli nadzieję dowiedzieć się prawdy, nadeszło rozczarowanie. Naczelny tygodnika „Wprost“ nie ma żadnych dowodów, zamiast tego możemy pogrzebać trochę w prywatnym życiu osaczonego Durczaka.

Choć Sylwester Latkowski (znany nie tylko z delikatnie mówiąc, stosowania brzydkich praktyk dziennikarskich, ale także ze swojej niezbyt jasnej przeszłości) zdążył już na łamach „Wprost“ wyjaśnić powody ataku na Durczoka, wciąż niejasne są okoliczności. Jak zapowiada sam Latkowski: „Zebraliśmy pokaźny materiał, który będziemy sukcesywnie publikować“.

kamil-durczok-na-okadce-wprostDnia 16 stycznia patrol policji spisał dane Kamila Durczoka, wybiegającego z mieszkania w warszawskim apartamentowcu, należącym do kobiety zalegającej z czynszem. Na razie „ustalono“, iż w mieszkaniu, gdzie przebywał Kamil Durczok znaleziono: „niezliczone“ ilości pornografii, w tym zoofilskiej (seks uprawiany z koniem), „biały proszek“ ( jeden z polskich brukowców podał, iż chodzi o kokainę i amfetaminę), erotyczne gazety, włączony laptop z otwartymi stronami anonsów prostytutek, luźne notatki Durczoka dotyczące wiadomości, połamane telefony, karty sim, rozbita kamera…

Dziennikarz potwierdził fakt obecności tego dnia w mieszkaniu: „Tak, w wolnym, prywatnym czasie odwiedziłem mieszkanie, w którym przebywała jedna z moich znajomych. To, co tam robiłem, to moja prywatna sprawa“.

Dlaczego nie zastanawiamy się nad tym co dziennikarze robili w mieszkaniu? Czy prowadzili śledztwo wraz z funkcjonariuszami? Jakim prawem fotografowali prywatne rzeczy, których część mogła należeć do Kamila Durczoka? I co wydarzyło się tam między 16 stycznia a 13 lutego, kiedy to lokal został zabezpieczony przez właścicieli i tylko oni mieli tam dostęp? Z jakiego powodu wspomniani właściciele nie poinformowali o podejrzanym „białym proszku”? Pamiętajmy też, iż redaktor naczelny „Faktów“ nie był najemcą mieszkania, a odwiedzana tam przez niego koleżanka nie jest dłużniczką ( lokal wynajmowany był przez zalegającą z czynszem szefową owej „koleżanki“).

Obecnie Durczok przebywa na urlopie, w czasie którego stacja TVN24 ma zbadać okoliczności afery związanej z zarzutami wobec dziennikarza. Opisana ze szczegółami wpadka związana z pobytem w mieszkaniu znajomej to tylko tło do poważnych zarzutów. Naczelny „Faktów“ jest pomawiany o mobbing i molestowanie jednej z podległych mu pracownic. Z pewnością możemy spodziewać się serialu na ten temat dzięki tygodnikowi „Wprost“, gdyż póki co Latkowski jedynie rzucił podejrzeniami, bez jakichkolwiek dowodów. Należy się domyślać, że naczelny gazety będzie podgrzewał atmosferę.

Osaczony Kamil Durczok zdecydował się na rozmowę z Dominiką Wielowieyską w stacji radiowej TOK Fm. Wyznał tam: „Z całą stanowczością, jasno i wyraźnie chcę powiedzieć: nigdy nie molestowałem żadnej z podległych mi pracownic. Nigdy nie molestowałem żadnej kobiety. Czym innym jest styl zarządzania. Ja jestem cholerykiem, czasem wybuchałem w pracy…“.

Czy dziennikarz mówi prawdę? Z pewnością wyjaśni to Sylwester Latkowski i przedstawi na to niezbite dowody. Póki co „Wprost“ stracił świetną dziennikarkę, Karolinę Korwin-Piotrowską“. Dziś ogłosiła ona swoje odejście z tygodnika w związku ostatnimi publikacjami i komentowała to wydarzenie na facebooku: „Jeśli mam nadal nazywać siebie człowiekiem, dziennikarzem, uprawiać ten zawód z podniesioną głową i uczciwie, to poniedziałkowa kolumna mojego autorstwa we „Wprost” była moją ostatnią. Trzeba zatrzymać wreszcie to szaleństwo. Chorą pogoń za sensacją. Ja, na swoim podwórku, mówię „stop”. Kolegom z „Wprost” dziękuję za dobrą współpracę i gratuluję świetnej sprzedaży ostatniego numeru gazety.“

Coraz więcej znanych postaci pojawia się w obronie Kamila Durczoka: Kuba Wojewódzki, Marcin Meller, bloger Kominek, redaktor naczelny „Super Expressu” Sławomir Jastrzębowski, czy Jarosław Kuźniar. Jednak sama stacja TVN24 milczy jak zaklęta.

Co takiego na dzień dzisiejszy można zarzucić Durczokowi? Jeśli wierzyć podanym do informacji publicznej faktom, niewiele. Dziennikarz lubi urozmaicony seks, pornografię, narkotyki. Przy założeniu, że wspomniane rzeczy należą do niego. „Biały proszek“ to sprawa dla policji, gadżety erotyczne i pornografia – tu paragrafu nie znajdziemy, ot prywatna sprawa Durczoka. Jeśli chodzi o same oskarżenia o mobbing i molestowanie – poza anonimowymi wyznaniami pokrzywdzonej, nie ma żadnego dowodu.

„Wprost“ z opiniotwórczego tygodnika zamienił się w aparat śledczy do grzebania w prywatnych brudach znanych osób. Posuwa się w tym do brzydkich praktyk, może dlatego dwoje dziennikarzy, Wojewódzki i Korwin-Piotrowska, na wszelki wypadek sami opublikowali zdjęcia swoich prywatnych rzeczy. A co i kogo redaktor naczelny“Wprost“ chowa w swoim domu?

Sharing is caring!