» Gosia Szwed

Nie wiem komu się narażę, ale na pewno wielu. Mam już dość czytania o aferze z popularnym dziennikarzem. Fala artykułów, teorii spisku, wkrótce sagi z zeznań poszkodowanych pchnięciem penisa i dilerów, którym dziennikarz zalega z zapłatą za mąkę, wciąż rośnie i zalewa polskie strony internetowe.

 

_________________________________________________________________________________________________________________

Każdy choćby ćwierć inteligentny człowiek widzi, że coś tu śmierdzi. Facet pracował w mediach od 25 lat, miał swoje pięć minut kiedy cała Polska leczyła go z raka swoimi modlitwami, następnie bohatersko i w chwale wrócił na nasze ekrany. Komu naraził się ostatnio? Kobieta? Szef? Mafia? Jak to się stało, że jeden z ulubionych dziennikarzy nagle wylądował w dziennikarskim rynsztoku?

„Wprost” zakomunikowało społeczeństwu, że świnia, zboczeniec, zwyrodnialec nawet. Molestował podwładnych, niedobry taki. A fe! Dopuścił się seksualnych insynuacji w stosunku do stażystek. Dacie wiarę? Jak mógł? Do tego w mieszkaniu, w którym przebywał znaleziono biały proszek. Wpadła policja, zabezpieczyła kilka przedmiotów, a Durczok poszedł do radia. W TOK FM odpowiadał na pytania dziennikarki, która wprost pytała o winę bohatera ostatnich akcji. Niestety ani bohater się nie przyznał do winy, ani takowa nie wyszła na jaw w wyniku podchwytliwych pytań koleżanki po fachu. Jednak grzecznie przyznał, że jest cholerykiem. Mimo wszystko szef choleryk nie klasyfikuje się jeszcze do kategorii: „molestator”.
Jak sugeruje „Wprost” posługując się twardymi dowodami w postaci zdjęć z Iphona współwłaścicielki wynajmowanego mieszkania, w którym dziennikarz miał pecha się znaleźć, zabezpieczono amfetaminę i kokainę. Jednakże z jakiś powodów Durczok wciąż pozostaje na wolności, choć za posiadanie narkotyków, na pewno siedziałby już za kratami. Ach to pech. Ma plecy? Ktoś stwierdził, że dziennikarz ma inne prawa?

Chyba, że ów proszek był mąką lub cukrem bowiem znajduje się w towarzystwie napitków i laptopów lub został podrzucony. A fe!

Zadziwiające jak po nitce do kłębka można dojść. Od redakcji do prywatnego mieszkania, od afery o molestowaniu seksualnym do afery narkotykowej. A to wszystko za sprawą jednej redakcji. Takie rzeczy to tylko w Polsce. Bowiem w innych krajach takimi przestępstwami zajmuje się policja. Tymczasem redaktor naczelny „Wprost” Sylwester Latkowski sam policję wezwał i nakazał sprowadzenie ekipy kryminalistycznej. Mało tego, jakimś cudem, dziennikarz wkracza na miejsce przestępstwa jako pierwszy, bez pardonu przegląda wszystkie przedmioty w nim pozostawione, odkrywając sex gadżety, filmy porno, nielegalne leki. Cała batalia przeciwko dziennikarzowi. Zdaje się, że Latkowski to polski nowy Rutkowski i wobec kryzysu prasowego właśnie udowodnił światu, że wciąż można zmienić zawód. To wspaniale! Jakiż to wzór do naśladowania dla bezrobotnych, licznych, młodych ludzi. Przekwalifikuj się jak w twoim zawodzie nie masz szans na zatrudnienie, bądź zarobki zmierzają ku recesji.

Cała sprawa śmierdzi z daleka. Tym bardziej, że ile redakcji, tylu Durczoków. Jeśli zostanie uznany winnym, będą nagonki na kolejne ogniska rozpusty. Dziennikarze, trzymajcie genitalia w portkach i sukienkach, bowiem od teraz wasze penisy i waginy nie znają dnia ani godziny. Nagle większość redakcji może ulec destrukcji, bowiem nie od dziś wiadomo, że presja w tym zawodzie niecodzienna i przetrwają tylko najbardziej wytrwali, zawsze gotowi do boju, na posterunku, nadludzie, którzy nie pracują do 16-stej i często wspierają się substancjami umożliwiającymi koncentrację.

Dziennikarz wczoraj po wywiadzie w radiu zasłabł i dla dobra sprawy oraz macierzystej stacji TVN udał się na urlop. Lincz publiczny trwa, podczas gdy Rosja się zbroi, skrajni Islamiści mordują Chrześcijan, a prasa zamiast skierować oczy na prawdziwe tragedie ludzkości, zajmuje się śledzeniem dziennikarzy i ich zachowań seksualnych. Nie wypada.